ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 maja 10 (538) / 2026

Kamila Czaja,

PER ESPERA-NTO (IDEO)

A A A
Jak lubię „Brzask”, tak cieszę się, że przy „Ideo” Jacek Świdziński od razu zadbał o wydanie ogólnodostępne. Nowy komiks powstał dla konkretnej instytucji w celach upamiętniających, ale w przypadku koedycji Białostockiego Ośrodka Kultury i Kultury Gniewu inicjatywa lokalna od razu może się nieść szeroko (przy „Brzasku” Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego trzeba było na wydanie w Kulturze Gniewu rok czekać).

A dobrze, że „Ideo” może się nieść, bo to naprawdę świetny komiks o walorach edukacyjnych. Pamiętam ze szkoły hasło „esperanto” i nazwisko jego twórcy, Ludwika Zamenhofa, ale nie wiem, czy ta ciekawostka nadal pojawia się w programie nauczania. A nawet jeśli tak, to Świdziński proponuje jej rozbudowaną, autorską wersję, już od pierwszych stron komiksu z humorem ucząc o pochodzeniu języka, a dopiero później docierając do samego Zamenhofa. Wspaniałe są tu choćby wędrówka homo erectusa do Afryki – „TUP TUP TUP TUP” (s. 17) – czy satyryczna wizja konferencji językoznawstwa historycznego. Od prologu u jaskiniowej rodziny i rozważań o tym, jak różnie ludzie reagują na odmienne zwyczaje – ktoś powie, że „ciekawe”, ktoś, że „dziwne” (s. 20) – przechodzimy do 1865 roku i bazaru w Białymstoku. Warte dokładnego oglądania plansze ukazują wielokulturowość tego czasu i miejsca, ale i związane z nią trudności. W rosyjskiej strefie żydowskiego osadnictwa nie brakowało problemów: „Przeludnienie, nierówności ekonomiczne i represje władz carskich przekładały się na brutalność codziennego życia i rosnące antagonizmy między grupami społecznymi i etnicznymi” (s. 32), a przenosiny do Warszawy to zderzenie z tamtejszym antysemityzmem. Wszystkie niełatwe doświadczenia umocniły Ludwika w pomyśle, by znaleźć międzynarodowy język.

Świdziński pokazuje jednak, że nie obeszło się bez, zilustrowanych tu dowcipnie, wątpliwości (zob. s. 48), nawet jeśli ‘esperanto’ znaczy ‘mający nadzieję’. Trzeba było też rywalizować z zaproponowanym już wcześniej volapükiem. W kolejnej części poznamy kilka głównych zasad wymyślonego przez Zamenhofa języka, a jeszcze później przykłady tekstów, rozwój ruchu wokół esperanto i zmieniające się zewnętrzne okoliczności – ale niezmienną ideę tworzenia więzi międzyludzkich. Część piąta to z kolei przegląd „etapów życia intelektualnego Ludwika Zamenhofa”, od wpływów czysto żydowskich po homaranizm mający zapewnić pokojowe współistnienie wszystkich ludzi – na co z wyczuciem ironii wkroczy Wielka Wojna.

W kolejnych częściach poznamy fascynującą historię Moresant i będziemy śledzić oderwanie języka od jego twórcy, związek esperanto z ruchami religijnymi, zwalczanie pokojowego narzędzia przez totalitaryzmy, a także szanse i nadzieje, jakie wiązali z pomysłem Zamenhofa esperantyści w PRL-u. Dowiemy się, jak globalizacja z dominującą angielszczyzną nie sprzyja esperanto (pokazanie dzisiejszego świata w pigułce ze strony 132 to majstersztyk sam w sobie), ale też po lekturze „Ideo” lepiej zrozumiemy potrzebę ochrony jego dziedzictwa, skoro to „alternatywa dla imperiów, nacjonalizmów i totalitaryzmów XIX i XX wieku” (s. 141).

Tak jak z humorem Świdziński opowieść zaczął, tak żartuje przez cały komiks. Choćby przy minie Zamenhofa, gdy ten odkrywa, że pierwszy klub esperantystów powstał na bazie rozwiązanego koła miłośników języka volapük (zob. s. 62), ale cudowny jest też dyktujący duch Ludwika (zob. s. 104). Niektóre sceny mogłyby być niezależnymi rysunkami w prasie – choćby ta z pytaniem: „Czekamy jeszcze pięć minut czy zaczynamy bez anarchistów?” (s. 109). A równocześnie humor nie łagodzi siły momentów najpoważniejszych – wystarczy przywołać planszę przedstawiającą osiemdziesiąt osiem osób, które zginęły w pogromie (zob. s. 79).

Z powyższych względów uważam, że Świdziński doskonale wykorzystuje formę edukacyjnego komiksu do kontynuowania swojej autorskiej wizji, trudno mi więc w pełni się zgodzić z Sebastianem Frąckiewiczem, diagnozującym: „Czy to dobry album na pierwszy kontakt z twórczością laureata Paszportu »Polityki«? Nie, bo jest w nim mało tego, z czego słynie artysta” (Frąckiewicz 2026). Owszem, niekoniecznie trzeba zaczynać od „Ideo”, które pewnie nie zostanie moim ulubionym komiksem Świdzińskiego (tym od lat jest „Powstanie – film narodowy” [2017]). I jak najbardziej się zgadzam, że zadany temat oraz dydaktyczna funkcja muszą wpływać na fabularny efekt końcowy. Ale równocześnie jest tu właśnie mnóstwo tego, z czego artysta słynie – i to raczej on nagina „grzeczną” formę do siebie niż odwrotnie. Czy ktoś poza Świdzińskim potrafiłby sprawić, że tak żal będzie mi porzucać dopiero co poznaną rodzinkę erectusów? I że zacznę współczuć … carowi Aleksandrowi II (no bo jak to tak, że „nikt nawet nie pochwalił za uwłaszczenie chłopów” [s. 42]). Tu nawet dane statystyczne mają urok. Warto też docenić detale (jak Czechow na stronie 42) i proponowane w „Ideo” gry, z przypisami do scenek ilustrujących zasady esperanto na czele. Same te scenki bez przypisów jeszcze nie ujawniają kunsztu – ale z przypisami pokazującymi ich przewrotny zamysł oraz ścisły związek z rokiem 1887? Doprawdy nie wolno przegapić Reymonta grającego w „Kopciuszku”! A jeśli przy okazji w głowie zostanie sporo wiedzy na temat esperanto i jego twórcy, to tylko tym lepiej.

LITERATURA:

Frąckiewicz S. „Bez kpiny i kopania po kostkach. Dlaczego Jacek Świdziński wydał grzeczny komiks”. 6.04.2026. https://wyborcza.pl/7,75517,32683015,bez-kpiny-i-kopania-po-kostkach-dlaczego-jacek-swidzinski-wydal.html.
Jacek Świdziński: „Ideo”. Białostocki Ośrodek Kultury, Kultura Gniewu. Białystok–Warszawa 2026.