ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 maja 10 (538) / 2026

Aleksandra Dębińska,

KTO BOI SIĘ ZOŚKI I RUDEGO? (KORNELIA SOBCZAK: 'ZOŚKA I RUDY. O MIŁOŚCI, PRZYJAŹNI I POLSCE')

A A A
Przyznaję – na książkę Kornelii Sobczak czekałam z mieszaniną ciekawości i lekkiej obawy. Autorka bierze się przecież za tekst… szczególnego ryzyka. Nie za zwyczajną powieść, tylko za „Kamienie na szaniec”, czyli jedną z najbardziej zabezpieczonych emocjonalnie książek polskiej szkoły, osłoniętą rocznicowym patosem, kombatanckim wzruszeniem i wspomnieniem lekturowego obowiązku, któremu wielu z nas poddało się jeszcze zanim nauczyło się stawiać wobec niego jakikolwiek opór. Kto bierze się za taki tekst, ryzykuje podwójnie: jedni zarzucą mu brak czci, drudzy będą oczekiwać spektakularnego rozbicia legendy. W moim przekonaniu Sobczak szczęśliwie nie spełnia żadnego z tych oczekiwań. Napisała książkę świetną – inteligentną, potrzebną, miejscami bardzo zabawną w swej przenikliwości, a zarazem czułą wobec materiału, z którym pracuje. I może właśnie dlatego reakcje na „Zośkę i Rudego” okazały się tak symptomatyczne. Zanim jeszcze publikacja na dobre weszła w czytelniczy obieg, uruchomiła całą aparaturę obronną polskiej pamięci – podejrzenie profanacji, troskę o dobre imię bohaterów, oburzenie na „queerowanie” narodowego kanonu, ale też ekscytację tych, którzy od dawna czekali, aż ktoś naruszy szkolną patynę „Kamieni na szaniec”.

Już sama okładka książki Sobczak zasługuje na krótki komentarz. To nie tyle „różowa prowokacja”, ile sprytna gra z jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich znaków. Bo prócz zdjęcia Zośki i Rudego w tle znajduje się wyraźny układ polskiej flagi: czerwień pozostaje czerwienią, miejsce bieli zajmuje zaś magenta. Niby drobiazg, ale takie drobiazgi bywają w projektach okładek najciekawsze. Patriotyczny znak robi się dzięki temu lekko „nieposłuszny”, popowy, odrobinę zbyt intensywny jak na swoje oficjalne przeznaczenie. Ale uwaga – nie znika, nie zostaje wyśmiany, nie traci czytelności. Po prostu nie każe od razu stawać do hymnu na baczność. Ta gra z kodem wspaniale zapowiada samą książkę: Sobczak wcale nie pragnie wyrzucić „Kamieni na szaniec” z polskiej pamięci. Powiedziałabym, że sprawdza raczej, co stanie się z nimi wtedy, gdy odrobinę odsunie się je od patosu, szkolnego automatyzmu i rocznicowej pozy.

Najprościej byłoby oczywiście zapytać: „byli czy nie byli?”. Zdaje się, że ta formuła ma wszystkie zalety publicystycznej pułapki. Jest szybka, nośna, skandalizująca. Tyle że książka Sobczak okazuje się znacznie ciekawsza niż spór, który próbowano jej narzucić. Sama autorka mówi zresztą w wywiadzie z Aleksandrą Korczak dla „Krytyki Politycznej”, że jej esej stał się „ofiarą swojej pięknej różowej okładki” i przekonania, że to „tylko o seksie i o gejach” (zob. „Zośka, Rudy…” 2026). Ten cytat dobrze ustawia sprawę, bo wątek queerowy jest w książce Sobczak ważny, ale nie wyczerpuje jej ambicji. Sprowadzanie „Zośki i Rudego” do pytania o seksualność bohaterów działa trochę jak wygodny mechanizm obronny. Pozwala oburzyć się na rzekomą profanację, a zarazem nie zajmować się tym, co w eseju bywa znacznie bardziej kłopotliwe. Autorka pisze raczej książkę o tym, jak polska kultura nauczyła się bezpiecznie opowiadać o męskiej bliskości – pod warunkiem, że nazwie się ją przyjaźnią, braterstwem, służbą czy też ofiarą.

To, jak sądzę, jeden z najciekawszych gestów tej książki. Queerowość nie jest tu sensacyjną etykietą po latach doklejoną głównym bohaterom powieści Aleksandra Kamińskiego. To sposób czytania tego, co w kanonie zostało oswojone przez wielkie, godne, szkolnie wygładzone słowa. „Przyjaźń” brzmi pięknie i bezpiecznie, zwłaszcza gdy zostaje oprawiona w harcerski etos, konspiracyjne ryzyko oraz martyrologiczną ramę. Zarazem jednak jest słowem tak pojemnym, że może przykryć niemal wszystko: zachwyt, czułość, tęsknotę, emocjonalną intensywność trudną do zamknięcia w formule koleżeństwa. I tutaj Sobczak nie musi dopowiadać niczego na siłę – wystarczy, że pozwala zmienić kąt patrzenia. Uświadamia, jak wiele mieściło się w tej historii od początku, choć przez lata uczono nas, by tego nie dostrzegać.

W tym sensie książka Sobczak wychodzi poza samą kwestię queerowego odczytania i dotyka głębszego nerwu polskiej wyobraźni heroicznej. Męska bliskość okazuje się tu nierozerwalnie spleciona z kultem próby, walki, ofiary oraz pięknej śmierci. Polska pamięć bez trudu wzrusza się chłopcami, którzy cierpią, ratują przyjaciół, płaczą nad ich ciałami. Trudniej przychodzi jej przyjęcie tej samej czułości wtedy, gdy wymyka się ona narodowemu scenariuszowi. Sobczak w zakończeniu książki zapisuje to bardzo dosadnie: „Kamiński nie pisał w kulturowej próżni, nie działali też w próżni jego bohaterowie. Dorastali pod ciśnieniem mitów, nawet jeśli mieli do nich stosunek krytyczny. A przede wszystkim funkcjonowali w kulturze, która walkę zbrojną o niepodległość waloryzowała bardzo wysoko i która nie uważała wojny za aksjologiczny i ontologiczny skandal” (s. 248). Można by więc rzec, że „Kamienie na szaniec” to także rzecz o kulturze, która potrafiła nadać śmierci młodych mężczyzn sens tak piękny, że przez lata nie wypadało pytać o jego cenę. Chłopiec ma dorosnąć do roli żołnierza, żołnierz do roli bohatera, bohater do roli wzoru, wzór zaś – do lektury szkolnej. Brzmi podniośle? Oczywiście. Właśnie dlatego warto zapytać, ile trzeba przy tym zgubić. Bo w tej wysokiej, heroicznej narracji ginie sporo kruchej materii: śmieszność dojrzewania, niepewność ciała, emocjonalna przesada, klasowe i polityczne uwikłania, zwyczajność strachu, a także dziewczęta i kobiety, których wysiłek w historii opowiedzianej przez Kamińskiego przez lata pozostawał dziwnie przezroczysty.

Ten ostatni element wydaje mi się w książce Sobczak równie ważny, bo pozwala wyjść poza prosty schemat „queerowej prowokacji” i zobaczyć, że jedną z problematyk poruszanych w eseju jest organizacja widzialności w polskiej narracji heroicznej. To pytanie o to, kto zasługuje na opowieść. Czyja odwaga zostaje nazwana bohaterstwem? Czyja praca uchodzi za naturalne tło wielkiej historii? W rozmowie z Korczak Kornelia Sobczak mówi o tym wprost. Zapytana o kobiety i dziewczęta pominięte przez Kamińskiego, odpowiada, że pisarz zapewne nie „wygumkowywał ich celowo”, lecz był „tak bardzo człowiekiem swoich czasów, że kobiety i ich praca były dla niego przezroczyste” („Zośka i Rudy…” 2026). To rozpoznanie bardzo dobrze oddaje ton całej książki – nie chodzi o łatwy akt oskarżenia wobec autora „Kamieni na szaniec”, ale o opisanie wyobraźni, która jedne formy wysiłku uznawała za godne opiewania, inne za oczywiste, pomocnicze, niemal niewidzialne. Sobczak dodaje, że choć Kamiński sam wykonywał przez całe życie pracę opiekuńczą, którą dziś moglibyśmy nazwać „kobiecą”, nie uznał jej za materiał nadający się do legendy. „To ciśnienie mitów i to ciśnienie legendy, tego, jak ma wyglądać polska heroiczna opowieść, jakoś go tutaj przechwyciło” – mówi autorka („Zośka i Rudy…” 2026).

To zdanie z wywiadu uznaję za jedno z najistotniejszych – pozwalające zrozumieć ideę stojącą za napisaniem „Zośki i Rudego”. Kanon nie tylko przechowuje pamięć; uczy także nieuwagi. Podsuwa wzory identyfikacji, ale równocześnie rozstrzyga, kto zostanie ustawiony w centrum wydarzeń dziejowych, kto ma pozostać w tle, czyja praca otrzyma status czynu, a czyja rozpłynie się w naturalnym porządku rzeczy. Pytanie Sobczak – „a kogo my nie zauważamy?” – mogłoby właściwie służyć za jedno z haseł całej książki. Autorka konsekwentnie pyta, kto musiał zostać odsunięty, pomniejszony albo przemianowany, żeby opowieść o pięknej śmierci chłopców mogła wybrzmieć tak czysto.

Po lekturze „Zośki i Rudego” trudno wrócić do „Kamieni na szaniec” jako do książki niewinnej. Chyba na tym polega największy sukces pracy Sobczak. Autorka nie odbiera tej historii wzruszenia, tylko sprawia, że zaczyna ono działać inaczej: mniej automatycznie, mniej posłusznie, bardziej świadomie. Rudy i Zośka wracają z pomnika do kultury. A kultura – wiadomo – jest dużo ciekawsza od pomnika, bo można się o nią spierać, czytać ją pod włos, można się nią zachwycić, a wreszcie zapytać, dlaczego tak długo kazano nam patrzeć tylko w jedną stronę.

LITERATURA:

„Zośka, Rudy i ukradziony patriotyzm” [z Kornelią Sobczak rozmawia Aleksandra Korczak]. 10.05.2026. https://krytykapolityczna.pl/kultura/zoska-rudy-i-ukradziony-patriotyzm-aleksandra-korczak-rozmawia-z-kornelia-sobczak/.
Kornelia Sobczak: „Zośka i Rudy. O miłości, przyjaźni i Polsce”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2026.