ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (540) / 2026

Magdalena Malinowska,

WALKA O ŚRODOWISKO I EKOLOGIA WIDZIANA OCZAMI GLOBALNEGO POŁUDNIA (ROB NIXON: 'POWOLNA PRZEMOC I EKOLOGIA UBOGICH')

A A A
„Powolna przemoc i ekologia ubogich” Roba Nixona opublikowana oryginalnie w 2011 roku to już klasyczna pozycja w kanonie humanistyki środowiskowej. Świadczyć o tym może fakt, że podczas bostońskiego kongresu NeMLA w 2024 roku, w panelu poświęconym toksyczności na Globalnym Południu, wszystkie co do jednego wystąpienia do tej pozycji się odnosiły. Choć jest to dowód anegdotyczny, pokazuje on, jak istotną pozycję nadal zajmują badania Nixona i jak pionierskie okazało się jego łączenie literaturoznawczych badań postkolonialnych z namysłem nad środowiskowymi wyzwaniami, z którymi mierzą się społeczności w wielu zakątkach świata. Polski przekład autorstwa Tymona Adamczewskiego, Tomasza Dobrogoszcza i Katarzyny Więckowskiej, który ukazał się nakładem Wydawnictwa słowo/obraz terytoria pod koniec 2025 roku, wydaje się ważnym krokiem w kierunku zapoznania polskiej czytelniczki i polskiego czytelnika zarówno z samym pojęciem powolnej przemocy, jak i z jej przejawami w krajach geograficznie i kulturowo od nas oddalonych, z którymi niemniej łączą nas wspólna planeta i kryzys klimatyczny zagrażający (choć w nierównym stopniu) nam wszystkim.

Zacznę od tego, czym jest zaproponowany przez Nixona termin: „Powolna przemoc przebiega stopniowo i niedostrzegalnie – czytamy we wstępie. – Działa wyniszczająco, ale jej efekty są rozproszone w czasie i przestrzeni, a ponieważ polega na długotrwałym osłabianiu i wycieńczaniu, najczęściej w ogóle nie postrzega się jej w kategoriach przemocy” (s. 16). Innymi słowy, jest to „nieuchwytna przemoc o opóźnionych skutkach” (s. 11). Przemoc tę Nixon bada przede wszystkim w odniesieniu do katastrof środowiskowych wywołanych na Globalnym Południu w wyniku działań międzynarodowych firm, instytucji i państw Północy. Tym samym zestawia on ze sobą bardzo różne skale przestrzenne (od wydarzeń lokalnych po ich globalne skutki) oraz czasowe (od prehistorii paliw kopalnych przez kolonialną przeszłość po daleką przyszłość rozkładu odpadów nuklearnych). Prowadząc badania w USA na temat pisarzy i pisarek pochodzących z dawnych brytyjskich kolonii, koncentruje się on przede wszystkim na relacjach między Stanami Zjednoczonymi a ich strefami wpływów. Pojawić się więc może pytanie, jakie miejsce w jego rozważaniach ma taki środkowoeuropejski kraj jak Polska (poza dwoma marginalnymi, choć uroczymi, wzmiankami o Miłoszu i Kapuścińskim) i w jakim stopniu ta publikacja miałaby być ważna dla polskiego odbiorcy. Pytanie to i odpowiedź na nie znajdują się w samym sercu rozważań Nixona: dla naszego wspólnego dobra, jako osób zamieszkujących tę samą planetę, musimy zacząć dostrzegać problemy środowiskowe, polityczne i społeczne, z jakimi zmagają się mieszkańcy i mieszkanki odległych i pozornie nieistotnych dla nas miejsc (przy czym właśnie kwestia tej nieoczywistej uniwersalności perspektywy Nixona może wyjaśniać, dlaczego przekład jego książki na polski pojawił się z tak dużym opóźnieniem).

A problemy te są przytłaczające w swojej różnorodności, co doskonale streszcza poniższy fragment wstępu mówiący o „nieproporcjonalnie negatywnym wpływie destrukcyjnych sił i działań ponadnarodowych – takich jak petroimperializm, budowa wielkich zapór, outsourcing odpadów toksycznych, turystyka neokolonialna, antyludzkie praktyki w zakresie ochrony środowiska, deregulacja korporacyjna i ekologiczna czy też militaryzacja handlu – na najuboższe społeczności świata” (s. 21). Zagadnienia te są poruszane w kolejnych ośmiu rozdziałach książki, która obejmuje też przedmowę, wstęp i epilog. We wstępie Nixon zarysowuje trzy główne obszary swoich badań. Będą to: powolna przemoc i związane z nią wyzwania dotyczące form przedstawienia, które mogłyby zapewnić jej medialną widzialność w „epoce nieustającego rozproszenia uwagi” (s. 31); ekologia ubogich i ich walka o ochronę własnego miejsca do życia; postać pisarza-aktywisty/pisarki-aktywistki oraz używane przez nich narzędzia retoryczne i wizualne, za pomocą których starają się oni dawać wyraz powolnej przemocy.

Pierwszy rozdział, „Powolna przemoc, neoliberalizm i ekologiczna pikareska”, poświęcono wyciekowi gazu, który miał miejsce w fabryce pestycydów Union Carbide w Bophalu w Indiach w 1984 roku i który uznawany jest za jedną z najgorszych w skutkach katastrof przemysłowych na świecie. Nixon omawia przebieg tej katastrofy oraz jej przyczyny i skutki, zarówno krótko- jak i długofalowe. Jako literacką formę przedstawienia tego wydarzenia wybiera powieść łotrzykowską „Dzieci Apokalipsy” (2007) autorstwa Indry Sinhy, której gatunek umożliwia nie tylko ukazanie przemocy, która dotknęła mieszkańców Bhopalu, ale też zakwestionowanie współczesnego porządku neoliberalnego i „konsensusu waszyngtońskiego” jako panującej ideologii. Nixon zestawia też wyciek gazu w Indiach z katastrofą reaktora jądrowego w elektrowni w Czarnobylu, która miała miejsce niespełna półtora roku później. Odnosząc się do antropologicznej pracy Adriany Petryny, omawia skutki obu katastrof w wymiarze politycznym, społecznym, środowiskowym i cielesnym. Autor zestawia też „trwałość pamięci cielesnej”, której nie sposób wymazać, gdyż zdarzenia dosłownie zapisały się w DNA ofiar, i „moc korporacyjnej amnezji”, odzwierciedlonej przez nominalne i faktyczne zniknięcie odpowiedzialnych, tj. firmy (Union Carbide) i państwa (Związku Radzieckiego) (s. 81).

Kolejne dwa rozdziały – „Kopalne przyspieszenie. Petrodespotyzm i klątwa zasobów” i „Niemożliwe marzenia. Ken Saro-Wiwa, sprawiedliwość ekologiczna i prawa mikromniejszości” – poruszają kwestie paliw kopalnych i sposobów ich wydobycia. Pierwszy z nich analizuje cykl powieściowy „Miasta soli” (1984) autorstwa Abd ar-Rahmana Munifa jako symboliczne starcie między pustynną kulturą Berberów z Półwyspu Arabskiego a amerykańskimi najeźdźcami szukającymi ropy w pierwszej połowie XX wieku. Nixon zauważa, że pierwszy tom cyklu ukazuje zmierzch oazy i świt państwa naftowego oraz przemiany społeczne i kulturowe, które tej transformacji towarzyszą. Stwierdza, że późniejszy dżihad wyrósł w dużej mierze na szoku kulturowym wywołanym wrogością, zachłannością i rasizmem tych pierwotnych najeźdźców. Tytuł rozdziału odnosi się też do wyrażenia „klątwy zasobów”, które zostało ukute w celu wyrażenia często negatywnych skutków odkrycia złóż paliw kopalnych czy minerałów, będących zwykle powodem zaangażowania obcych sił zainteresowanych ich wydobyciem. To z kolei, zamiast przynieść mieszkańcom bogatych w zasoby terenów adekwatnego bogactwa, prowadzi do skażenia ekosystemów i pogłębienia ubóstwa.

Dokładnie takie skutki wydobycia ropy naftowej zaobserwować można w delcie Nigru, do której przenosi nas trzeci rozdział „Powolnej przemocy”. Nigeria jest zamieszkana przez prawie trzysta grup etnicznych, wśród których znajdują się mikromniejszości, niemające wystarczającej siły politycznej, by przeciwstawić się takim gigantom korporacyjnym jak Shell czy Chevron. W obronę praw jednej z takich mikromniejszości – ludu Ogoni – zaangażowany był pisarz Ken Saro-Wiwa, którego dziennik z celi śmierci zatytułowany „A Month and a Day” (1993) stał się świadectwem etnocydu dokonywanego na tym ludzie przez „połączone siły koncernów naftowych i reżimu Abachy” (s. 149). Co ciekawe, Nixon analizuje zarówno samo zbójeckie wydobycie surowców i jego konsekwencje dla ludności, jak i proces skazania pisarza i aktywisty w kontekście geopolityki afrykańskiej i światowej. Winą za rozgrywający się w delcie Nigru dramat ludzi zmuszonych do relokacji lub życia pod nigdy niezachodzącym sztucznym słońcem Nixon nie obarcza jedynie zachodnich korporacji, ale wskazuje zarówno na współudział nigeryjskich elit politycznych, jak i na brak reakcji Północy. Tym samym pokazuje, jak podwójne standardy dotyczące funkcjonowania firm w byłych koloniach, deregulacje, militaryzacja handlu i programy dostosowawcze umożliwiają bogacenie się bogatych (firm i państw) kosztem stałego pogorszania się warunków życia ubogich.

Czwarty rozdział, „Powolna przemoc, płeć i ekologia ubogich”, wnosi powiew optymizmu w te przygnębiające rozważania. Jest on poświęcony postaci Wangari Maathai, kenijskiej pisarce, aktywistce i laureatce Pokojowej Nagrody Nobla z 2004 roku i jej pamiętnikowi zatytułowanemu „Unbowed” (2004). Współtworzony przez nią Ruch Zielonego Pasa, angażujący głównie kobiety, działa przeciwko erozji gleby i wylesianiu, które dokonywane jest w Kenii na masową skalę, o czym świadczy utrata 98% pokrywy leśnej od momentu rozpoczęcia brytyjskiej kolonizacji pod koniec XIX wieku. Maathai proponuje nowy sposób rozumienia bezpieczeństwa jako nierozłącznego ze sprawiedliwością ekologiczną. Jej organizacja przeciwstawia pokojowe działania, jakimi jest zasadzanie nowych drzew, brutalności reżimu Moi i nepotyzmowi władz w wyprzedawaniu kenijskiej ziemi. Nixon analizuje też zmianę w symbolice samego lasu, który w okresie walk przeciwko kolonizatorowi był miejscem oporu i bastionem wojowniczej męskości, a dzięki „teatrowi drzew” zmienił się w miejsce aktywizacji społecznej kobiet. Na koniec Nixon porównuje postać Maathai i Rachel Carson i zwraca uwagę, że ciągłe ataki, marginalizacja i oczernianie były ceną za ich aktywizm.

Rozdział piąty, „Wspólnoty niewyobrażone. Megazapory, monumentalna nowoczesność i uchodźcy rozwojowi”, przenosi nas z powrotem do Indii. Nixon skupia się tu na esejach Arundhati Roy oraz działalności ruchu Narmada Bachao Andolan, którą pomogła ona nagłośnić. Wychodzi od roli megazapór w budowaniu niepodległości byłych kolonii: jako monumentalne budowle hydrauliczne miały one symbolizować budowanie silnego państwa i jego włączanie w globalizację. Niestety inwestycje te zależały od zewnętrznych wykonawców i źródeł finansowania lub pożyczkowania, co wikłało kraje w nowe neokolonialne zależności. Co równie ważne, nie brały one pod uwagę kosztów środowiskowych, jakie społeczności nadrzeczne musiały za nie płacić. Nixon zestawia tu zaporę na indyjskiej rzece Narmada z zaporami w innych krajach: w Gwatemali, Etiopii czy Brazylii. Co ciekawe, dwie ostatnie zostały ukończone dopiero w ciągu ostatniego dziesięciolecia, ale skutki ich budowy już okazały się dokładnie takie, jak przewidywał to Nixon w swojej książce.

Szósty rozdział – „Obcy w ekowiosce. Rasa, turystyka i czas środowiskowy” – dotyczy w głównej mierze Republiki Południowej Afryki, z której Nixon pochodzi. Autor odnosi się do własnych doświadczeń oraz do autobiograficznego eseju Njabulo Ndebelego „Game Lodges and Leisure Colonialists” (1999) i bada międzynarodowy marketing natury i symbolikę rezerwatów przyrody jako miejsc zawieszonych w czasie, oferujących obietnicę afrykańskiej dzikości. Zestawia też te południowoafrykańskie oferty turystyczne z turystyką neokolonialną na Karaibach ukazaną w twórczości June Jordan i Jamaiki Kincaid. We wszystkich trzech omawianych esejach kluczową rolę w odbiorze miejsc turystycznych ma kolor skóry autorów, który odróżnia ich od pozostałych turystów, a zbliża do personelu. Swoją obecnością demaskują oni mit karaibskich rajów i afrykańskich ośrodków safari jako miejsc „wolnych od pracy i brutalności historii” (s. 247). Tę samą demaskatorską funkcję spełnia ostatni z analizowanych w tym rozdziale utworów, „The Ultimate Safari” (1991) Nadime Gordimer. To zapis losu uchodźców, którzy uciekają przed wojną domową w Mozambiku. W tej snutej przez dziesięcioletnią sierotę wojenną opowieści będący miejscem wypraw safari Park Krugera staje się miejscem liminalnym, a okazy megafauny budzące dreszcz emocji u zachodnich turystów stanowią śmiertelne zagrożenie.

Rozdział siódmy, „Ekologiczny krajobraz po bitwie. Wojna precyzyjna i powolna przemoc”, obnaża z kolei nieprecyzyjność tzw. inteligentnych wojen. Wychodząc od pierwszej wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku, Nixon zestawia dwie kontrastujące perspektywy amerykańskie na tę operację wojskową. Pierwsza z nich to bardzo pozytywnie przyjęta przez krytykę książka „Martyr’s Day: Chronicle of a Small War” (1993) autorstwa Michaela Kelly’ego, który, zmęczony wirtualnymi relacjami z wojny, wybiera się na Bliski Wschód, by zobaczyć na własne oczy intymny jej wymiar i tym samym doświadczyć emocjonalnego domknięcia. To, co dla Kelly’ego staje się końcem wojny, dla pielęgniarki wojskowej Carol Picou okazuje się dopiero początkiem. W wyniku wykorzystania przez międzynarodową koalicję amunicji ze zubożonym uranem, Picou oraz żołnierze obecni na linii frontu zostają napromieniowani i zaczynają walkę z własnym rozpadającym się ciałem. Obecnie szacuje się, że była to najbardziej toksyczna wojna w historii konfliktów zbrojnych zachodniego świata, co spowodowało, że amunicja ze zubożonym uranem została uznana za broń o masowym zasięgu i zabroniona przez konwencje genewskie. To, co spotkało amerykańskich żołnierzy, w jeszcze większym stopniu dotknęło ludność cywilną na miejscu. Sprzeciw etyczny budzi też fakt, że zubożony uran wykorzystywany do produkcji broni pochodził z odpadów nuklearnych krajów bogatych, a użycie go w operacjach wojskowych na Globalnym Południu było de facto formą pozbycia się tych niebezpiecznych odpadów. Dalej Nixon przechodzi do wojny w Iraku z 2003 roku i użycia bomb kasetowych. Autor szczegółowo omawia budowę takiej bomby i szkody, jakie może ona wyrządzić. Porównuje ją także do min przeciwpiechotnych, których użycie zostało zakazane ze względu na niewybuchy zagrażające ludności cywilnej jeszcze długo po zakończeniu konfliktów zbrojnych, i zastanawia się, dlaczego środowisko międzynarodowe nie dostrzega jeszcze większego zagrożenia, jakie stanowią bomby nowej generacji. Nixon obnaża tym samym zabiegi retoryczne używane w celu ukazania współczesnych wojen jako precyzyjnych czy inteligentnych. To jedyny rozdział, który pośrednio dotyczy Polski ze względu na udział polskich żołnierzy i żołnierek w obu tych konfliktach, a także ze względu na produkcję amunicji kasetowej w naszym kraju.

Ostatni rozdział, „Ekologia, postkolonializm i studia amerykańskie”, ma odmienny charakter. Nixon omawia w nim związki między studiami postkolonialnymi a ekologią, tłumacząc, dlaczego obie dyscypliny były wobec siebie tak długo niechętne. Przede wszystkim ksenofobiczne skłonności amerykańskiej ekologii opartej na etyce miejsca powodowały, że cały ruch ekologiczny był postrzegany jako współdziałający z imperializmem, i dopiero początek ekokrytyki zainteresowanej sprawiedliwością społeczną umożliwił zbliżenie obu dyscyplin. Nixon przytacza też przykłady postkolonialonej sielanki, która wydobywa wyidealizowany obraz natury charakterystyczny dla tradycji sielanki z bardziej realistycznego obrazu zdegradowanego środowiska kolonii. Ten rozdział może być najmniej ciekawy dla czytelników niezainteresowanych teoretycznymi kwestiami literaturoznawczymi.

Tym bardziej zaciekawić może epilog zatytułowany „Sceny z morskiego dna. Przyszłość sprzeciwu”. Nixon rozpoczyna swoje końcowe rozważania od przywołania dość kuriozalnego wydarzenia, jakim było podwodne posiedzenie rządu Malediwów z 2009 roku. Malediwy mierzą się z wyzwaniem przyciągnięcia zainteresowania międzynarodowej opinii publicznej do zagrożeń, z jakimi się mierzą w związku z postępującą katastrofą klimatyczną, do której przyczyniły się w niewielkim stopniu. Nixon zestawia obraz flagi Malediwów zatkniętej na dnie morskim jako symbolu odwróconego podboju z zajęciem podwodnych terenów pod biegunem północnym przez okręty rosyjskie w 2007 roku w wyniku odkrycia tam złóż naftowych. Nawiązuje też do katastrofalnych skutków odwiertów głębinowych: wycieków ropy w Zatoce Maksykańskiej w 1979 i 2010 roku. Nawet tak poważne zagrożenia ekologiczne nie są w stanie zatrzymać petrokapitalizmu w pogoni za naturalnym bogactwem kryjącym się w głębi Ziemi. Na koniec Nixon zastanawia się, jak pisać o ekologii w „epoce chronicznego cyfrowego dryftu” (s. 371) i, co ciekawe, ten końcowy fragment jego książki okazuje się najbardziej anachroniczny, gdyż z oczywistych powodów nie bierze pod uwagę zmian technologicznych, jakie miały miejsce przez ostatnie piętnaście lat: rozwoju mediów społecznościowych, obecności fake newsów i coraz powszechniejszego użycia sztucznej inteligencji. Trochę szkoda, że tłumaczom nie udało się zdobyć czegoś w rodzaju posłowia napisanego przez samego autora, które rzuciłoby światło na te przemiany cywilizacyjne i ich wpływ na kwestie ekologii na Globalnym Południu.

Mimo to nie ulega wątpliwości, że publikacja Nixona cechuje się dużym rozmachem budzącym zasłużony podziw, którego dowód stanowi uznanie badaczy i badaczek na całym świecie. Ukazana w tej pracy znajomość realiów politycznych, społecznych, kulturowych i środowiskowych omawianych miejsc imponuje, podobnie jak wyczulenie autora na niuanse relacji historycznych i geopolitycznych. Każdy z 30-40 stronicowych rozdziałów wydaje się samodzielnym skoncentrowanym studium nie tylko literaturoznawczym, ale też społeczno-kulturowym. Choć więc momentami lektura może się dłużyć ze względu na pojawiające się powtórzenia, to warto zapoznać się z nią w całości, by tym samym mieć (w miarę) pełen obraz przemocy, która powoli postępuje w oddalonych od nas częściach świata, zabierając lub brutalnie zmieniając życie zamieszkujących je ludzi.

Chciałabym też zaznaczyć, że bardzo pozytywnie oceniam przekład toruńskich badaczy, a moje szczególne uznanie zyskuje wrażliwy na różnice płciowe inkluzywny język, z jakim tłumaczone są neutralne płciowo formy angielskie (co odczytuję nie tylko jako indywidualną wrażliwość tłumaczy, ale też znak zmian zachodzących w języku polskim – prawdopodobnie przekład znacząco by się tu różnił, gdyby dokonano go krótko po ukazaniu się oryginału). Dziękuję tym samym tłumaczom i tłumaczce oraz redaktorowi serii Humanistyka środowiskowa Patrykowi Szajowi za tę naprawdę cenną publikację, a wszystkim czytelnikom i czytelniczkom gorąco ją polecam jako kolejny głos oddany tej części ludzkości, której dzieje się niewidoczna dla nas krzywda.
Rob Nixon: „Powolna przemoc i ekologia ubogich”. Przeł. Tymon Adamczewski, Tomasz Dobrogoszcz, Katarzyna Więckowska. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Gdańsk 2025 [seria: Humanistyka Środowiskowa].
 
„artPAPIER” objął serię patronatem medialnym.