XIX-WIECZNA POWIEŚĆ NA MIARĘ XXI WIEKU (MACIEJ PŁAZA: 'KASPERL I MARGIT')
A
A
A
Po pięciu latach Maciej Płaza powraca z nową powieścią, dziełem imponującym nie tylko pod względem rozmiaru. Na ponad sześciuset stronach autor kreśli opowieść o miłości i wojnie, sztuce i polityce, bogactwie i biedzie, przyjaźni i samotności. Wbrew coraz częstszej poetyce fragmentu, jakby na przekór właściwej współczesności skrótowości, tworzy dzieło aspirujące do XIX-wiecznych wzorców powieści realistycznych, które miały pomieścić w sobie wszystko – zarówno losy jednostek, jak i wielkie procesy dziejowe.
„Kasperl i Margit” to dzieło obejmujące trzy pierwsze dekady XX wieku a osadzone w Poznaniu i Berlinie. Pomiędzy Polską a Rzeszą. Bohaterami są tytułowi Małgorzata i Kasper. Postaci zupełnie różne, pochodzące z jednego miasta, ale z całkowicie odmiennych rzeczywistości. Małgorzata jest córką zamożnych polskich inteligentów. Od dziecka pasjonuje się teatrem, a w trakcie wojny wyjeżdża do Berlina, by spełnić marzenie o aktorstwie. Młodszy od niej o dziesięć lat Kasper rodzi się na Chwaliszewie, w ubogiej dzielnicy Poznania, jako syn prostytutki.
Bohater i bohaterka nie tylko wiodą zupełnie inne życia, ale także mówią innymi językami. Płaza kreuje dwie rzeczywistości – zupełnie od siebie różne, obie dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Najbardziej imponujący, tak samo zresztą jak w poprzednich utworach Płazy, pozostaje jednak język. W przypadku Małgorzaty – kunsztowny, poetycki, pełen ideologicznych rozważań i tożsamościowych dylematów; w przypadku Kaspra – poznański, gwarowy, upstrzony germanizmami. Stylizacja ta jest totalna i przez to niezwykle przekonująca. Różnica między postaciami nie polega bowiem tylko na odmiennym zasobie słownictwa. Obie narracje mają swoje własne tempa i swoje melodie. Już od pierwszych stron opowieść Małgorzaty, rozpoczynająca się, co znaczące, w teatrze, pełna jest szczegółów i bogactwa; obfituje w epitety, wyliczenia i wykrzyknienia: „Na chwilę puścił moją rękę i utonął wśród oklasków i kwiatów. Porwała go burza, pomyślałam, bo wszyscy zerwali się z siedzeń i na scenę runął, jakby z samego nieba, szkwał bukietów i braw” (s. 5).
Bohaterka swobodnie operuje językiem – korzysta z imiesłowów, inwersji, poszukuje najtrafniejszych metafor i obrazowych porównań. Kasper tymczasem opowiada szybko i emocjonalnie, nie skąpiąc wulgaryzmów. Przywołuje wypowiedzi, miesza perspektywy. W przeciwieństwie do Małgorzaty, która, jak na artystkę przystało, kreuje opowieść tak, by ją komuś przekazać, bohater mówi sam do siebie i dla siebie, by uporządkować myśli, dodać sobie otuchy, wyrazić swoje uczucia. Pisarz każdemu z bohaterów daje ich własne powiedzenia, sposoby reagowania, a nawet archaizmy czy neologizmy. Słownictwo pełni u Małgorzaty funkcję poetycką – ktoś wstaje impetycznie, spektakl jest otchłanny, ulice pokrywa bitumiczna polewa, zaś cielsko Berlina kipi energią drapieżnego zwierzęcia. Kasper natomiast Orfeusza nazywa Osreuszem, profesora – pornofesorem, a Markizę Casti-Piani – Casti-Pierdolani. Część tych przekształceń wynika z pomyłek i nieznajomości wyrazów, część jest jednak celowa. Płaza, za pośrednictwem swojego bohatera, bawi się językiem. Tworzy gry słowne, których nie sposób nie docenić.
Jednak autor powieści przeplata ze sobą nie tylko losy i języki skrajnie odmiennych bohaterów. Kontrasty w jego dziele są absolutne, dotyczą każdej płaszczyzny utworu, w którym wielkie pojęcia, takie jak los, śmierć czy geniusz mieszają się z codziennymi opowieściami o chodzeniu do kina, baru czy burdelu. W towarzystwie tych przyziemnych wydarzeń dzieją się rzeczy ważne i historyczne. Pisarz, osadzając swoją opowieść w pierwszych dekadach XX wieku, sięga po temat w polskiej prozie dość rzadko poruszany, a jeszcze rzadziej zyskujący popularność – I wojnę światową. W dodatku z perspektywy cywilów, którzy front obserwują z dystansu. Małgorzata i Kasper nie biorą bowiem udziału w walkach. Ona stawia wówczas swoje pierwsze kroki w berlińskim teatrze, on – stopniowo wzbogaca się na działalności przestępczej. Równocześnie jednak tracą najbliższych, przeżywają kryzysy. Ich losy są wobec siebie paralelne, splatają się ze sobą. Choć bohaterowie nie znają się, wspólnie doświadczają wzlotów i upadków, razem odnajdują ocalenie w sztuce – choć ta również dla każdego z nich pozostaje zupełnie różna. W opowieści o ich drogach artystycznych pobrzmiewają echa Marsjasza i Apolla, sztuki prawdziwej i fałszywej, tej naturalnej, wrodzonej – która, jak mawia Kasper, sama „wskakuje pod dekiel” – i tej wyuczonej do perfekcji, ale jednak nie tak szczerej i poruszającej.
To zresztą nie jedyny dobrze znany, nieco już wyeksploatowany, motyw, z którego korzysta Płaza. Natrętnie powracające rozważania na temat ludzkiego losu jako teatru, teatru jako świata, ludzi jako aktorów czy marionetek momentami dominują nad perypetiami Kasperla i Margit. Drażnią swoją wzniosłością i spowalniają bieg wydarzeń.
Wydaje się, że autor usiłuje uchwycić za dużo. Przemiany polityczne, społeczne, ale i kulturowe. Nowe i przemijające nurty w literaturze, sztuce i teatrze. Wykłada postulaty naturalistów i koncepcję nadmarionety Craiga. Od czytelników i czytelniczek powieść oczekuje znajomości „Opery za trzy grosze” Bertolda Brechta i „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna. To, co byłoby frapującą intertekstualną grą w opowiadaniu, na ponad sześciuset stronach może przytłaczać, szczególnie tych odbiorców i odbiorczynie, którzy niekoniecznie gotowi są na równoległe z czytaniem pogłębianie swojej wiedzy z zakresu teorii dramatu. Autor zawzięcie przytacza bowiem dyskusje na temat istoty sztuki i powinności artysty, których miejsce znajduje się przy stolikach dwudziestowiecznych kawiarni i które sam, słowami Margit, określa mianem „jałowych”. W konsekwencji fabuła, zamiast przyspieszać, wciąż nabiera bardzo długiego rozpędu. Traci na tym dramatyzm, choć nie można powiedzieć, że „Kasperl i Margit” nie wzrusza.
Dojmująca samotność bohaterów, ich straty i cierpienie potrafią poruszyć. Poczucie wyobcowania, braku własnego miejsca, zagubienia opisane zostały w sposób niezwykle sugestywny, z którym trudno nie empatyzować. Zagadnienie tożsamościowego rozchwiania, które w kontekście wydarzeń drugiej połowy XX wieku i lat późniejszych było już nie raz opracowywane, okazuje się niezwykle ciekawe w powieści rozpiętej między dwoma krajami. Małgorzata – pochodząca z polskiej rodziny, żona pół-Niemca, pół-Żyda, przeprowadza się do Berlina, gdzie przyjmuje pseudonim Margit i przedstawia się jako Węgierka. Kasper – chłopak z Chwaliszewa, mówiący równie płynnie po polsku i po niemiecku – jak wielu mieszkańców zaboru pruskiego – również przenosi się do stolicy Niemiec, gdzie brany jest za Włocha. Zabory, wojna, przesuwanie się granic, wyjazdy i powroty – wszystko to sprawia, że żadne z bohaterów nie ma swojego miejsca, a od pewnego momentu także swojej tożsamości. Nie należą już ani do Poznania, ani Berlina, nie są ani Małgorzatą i Kasprem, ani Margit i Kasperlem.
Tym, co im pozostaje, są sztuka i ciało. Pojęcia blisko ze sobą splecione, stanowiące jedność. Powieść Płazy nie odwraca się od zmysłowości i erotyzmu. Odważnie traktuje o seksualności zarówno mężczyzn, jak i kobiet, także tej nieheteronormatywnej. Nie kryje się za zasłoną obyczajowości, która dziś każe nam sądzić, że sto lat temu seks pozostawał tematem absolutnego tabu. Co istotne, narrator i narratorka są w tej kwestii sobie równi. Kobiece pragnienia opisane zostały w sposób zróżnicowany i zniuansowany, podobnie jak męskie.
„Kasperl i Margit” to powieść tworzona z rozmachem na wzór wielkich XIX-wiecznych narracji. Usiłująca ukazać losy jednostki umieszczonej w machinie procesów dziejowych. Najsilniejszą stroną utworu, co w przypadku Płazy nie stanowi zaskoczenia, jest niewątpliwie język, który zachwyca swoją złożonością i dopracowaniem. Choćby przez wzgląd na niego jest to pozycja z pewnością warta uwagi. Wydaje się jednak, że kunsztowna forma dominuje nad treścią. Natomiast pomysł, by w tok realistycznej fabuły włączyć egzystencjalne pytania i ideologiczne dysputy, sprawia, że spójność zostaje zachwiana, a dynamizm osłabiony. Niemniej powieść ta pozostaje bardzo interesującym głosem w literaturze. Płaza podejmuje niemałe ryzyko – stworzenie ambitnej, wielowątkowej fabuły to obecnie niemalże anachronizm. Ostatecznie jednak ten odważny eksperyment przynosi intrygujący efekt.
„Kasperl i Margit” to dzieło obejmujące trzy pierwsze dekady XX wieku a osadzone w Poznaniu i Berlinie. Pomiędzy Polską a Rzeszą. Bohaterami są tytułowi Małgorzata i Kasper. Postaci zupełnie różne, pochodzące z jednego miasta, ale z całkowicie odmiennych rzeczywistości. Małgorzata jest córką zamożnych polskich inteligentów. Od dziecka pasjonuje się teatrem, a w trakcie wojny wyjeżdża do Berlina, by spełnić marzenie o aktorstwie. Młodszy od niej o dziesięć lat Kasper rodzi się na Chwaliszewie, w ubogiej dzielnicy Poznania, jako syn prostytutki.
Bohater i bohaterka nie tylko wiodą zupełnie inne życia, ale także mówią innymi językami. Płaza kreuje dwie rzeczywistości – zupełnie od siebie różne, obie dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Najbardziej imponujący, tak samo zresztą jak w poprzednich utworach Płazy, pozostaje jednak język. W przypadku Małgorzaty – kunsztowny, poetycki, pełen ideologicznych rozważań i tożsamościowych dylematów; w przypadku Kaspra – poznański, gwarowy, upstrzony germanizmami. Stylizacja ta jest totalna i przez to niezwykle przekonująca. Różnica między postaciami nie polega bowiem tylko na odmiennym zasobie słownictwa. Obie narracje mają swoje własne tempa i swoje melodie. Już od pierwszych stron opowieść Małgorzaty, rozpoczynająca się, co znaczące, w teatrze, pełna jest szczegółów i bogactwa; obfituje w epitety, wyliczenia i wykrzyknienia: „Na chwilę puścił moją rękę i utonął wśród oklasków i kwiatów. Porwała go burza, pomyślałam, bo wszyscy zerwali się z siedzeń i na scenę runął, jakby z samego nieba, szkwał bukietów i braw” (s. 5).
Bohaterka swobodnie operuje językiem – korzysta z imiesłowów, inwersji, poszukuje najtrafniejszych metafor i obrazowych porównań. Kasper tymczasem opowiada szybko i emocjonalnie, nie skąpiąc wulgaryzmów. Przywołuje wypowiedzi, miesza perspektywy. W przeciwieństwie do Małgorzaty, która, jak na artystkę przystało, kreuje opowieść tak, by ją komuś przekazać, bohater mówi sam do siebie i dla siebie, by uporządkować myśli, dodać sobie otuchy, wyrazić swoje uczucia. Pisarz każdemu z bohaterów daje ich własne powiedzenia, sposoby reagowania, a nawet archaizmy czy neologizmy. Słownictwo pełni u Małgorzaty funkcję poetycką – ktoś wstaje impetycznie, spektakl jest otchłanny, ulice pokrywa bitumiczna polewa, zaś cielsko Berlina kipi energią drapieżnego zwierzęcia. Kasper natomiast Orfeusza nazywa Osreuszem, profesora – pornofesorem, a Markizę Casti-Piani – Casti-Pierdolani. Część tych przekształceń wynika z pomyłek i nieznajomości wyrazów, część jest jednak celowa. Płaza, za pośrednictwem swojego bohatera, bawi się językiem. Tworzy gry słowne, których nie sposób nie docenić.
Jednak autor powieści przeplata ze sobą nie tylko losy i języki skrajnie odmiennych bohaterów. Kontrasty w jego dziele są absolutne, dotyczą każdej płaszczyzny utworu, w którym wielkie pojęcia, takie jak los, śmierć czy geniusz mieszają się z codziennymi opowieściami o chodzeniu do kina, baru czy burdelu. W towarzystwie tych przyziemnych wydarzeń dzieją się rzeczy ważne i historyczne. Pisarz, osadzając swoją opowieść w pierwszych dekadach XX wieku, sięga po temat w polskiej prozie dość rzadko poruszany, a jeszcze rzadziej zyskujący popularność – I wojnę światową. W dodatku z perspektywy cywilów, którzy front obserwują z dystansu. Małgorzata i Kasper nie biorą bowiem udziału w walkach. Ona stawia wówczas swoje pierwsze kroki w berlińskim teatrze, on – stopniowo wzbogaca się na działalności przestępczej. Równocześnie jednak tracą najbliższych, przeżywają kryzysy. Ich losy są wobec siebie paralelne, splatają się ze sobą. Choć bohaterowie nie znają się, wspólnie doświadczają wzlotów i upadków, razem odnajdują ocalenie w sztuce – choć ta również dla każdego z nich pozostaje zupełnie różna. W opowieści o ich drogach artystycznych pobrzmiewają echa Marsjasza i Apolla, sztuki prawdziwej i fałszywej, tej naturalnej, wrodzonej – która, jak mawia Kasper, sama „wskakuje pod dekiel” – i tej wyuczonej do perfekcji, ale jednak nie tak szczerej i poruszającej.
To zresztą nie jedyny dobrze znany, nieco już wyeksploatowany, motyw, z którego korzysta Płaza. Natrętnie powracające rozważania na temat ludzkiego losu jako teatru, teatru jako świata, ludzi jako aktorów czy marionetek momentami dominują nad perypetiami Kasperla i Margit. Drażnią swoją wzniosłością i spowalniają bieg wydarzeń.
Wydaje się, że autor usiłuje uchwycić za dużo. Przemiany polityczne, społeczne, ale i kulturowe. Nowe i przemijające nurty w literaturze, sztuce i teatrze. Wykłada postulaty naturalistów i koncepcję nadmarionety Craiga. Od czytelników i czytelniczek powieść oczekuje znajomości „Opery za trzy grosze” Bertolda Brechta i „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna. To, co byłoby frapującą intertekstualną grą w opowiadaniu, na ponad sześciuset stronach może przytłaczać, szczególnie tych odbiorców i odbiorczynie, którzy niekoniecznie gotowi są na równoległe z czytaniem pogłębianie swojej wiedzy z zakresu teorii dramatu. Autor zawzięcie przytacza bowiem dyskusje na temat istoty sztuki i powinności artysty, których miejsce znajduje się przy stolikach dwudziestowiecznych kawiarni i które sam, słowami Margit, określa mianem „jałowych”. W konsekwencji fabuła, zamiast przyspieszać, wciąż nabiera bardzo długiego rozpędu. Traci na tym dramatyzm, choć nie można powiedzieć, że „Kasperl i Margit” nie wzrusza.
Dojmująca samotność bohaterów, ich straty i cierpienie potrafią poruszyć. Poczucie wyobcowania, braku własnego miejsca, zagubienia opisane zostały w sposób niezwykle sugestywny, z którym trudno nie empatyzować. Zagadnienie tożsamościowego rozchwiania, które w kontekście wydarzeń drugiej połowy XX wieku i lat późniejszych było już nie raz opracowywane, okazuje się niezwykle ciekawe w powieści rozpiętej między dwoma krajami. Małgorzata – pochodząca z polskiej rodziny, żona pół-Niemca, pół-Żyda, przeprowadza się do Berlina, gdzie przyjmuje pseudonim Margit i przedstawia się jako Węgierka. Kasper – chłopak z Chwaliszewa, mówiący równie płynnie po polsku i po niemiecku – jak wielu mieszkańców zaboru pruskiego – również przenosi się do stolicy Niemiec, gdzie brany jest za Włocha. Zabory, wojna, przesuwanie się granic, wyjazdy i powroty – wszystko to sprawia, że żadne z bohaterów nie ma swojego miejsca, a od pewnego momentu także swojej tożsamości. Nie należą już ani do Poznania, ani Berlina, nie są ani Małgorzatą i Kasprem, ani Margit i Kasperlem.
Tym, co im pozostaje, są sztuka i ciało. Pojęcia blisko ze sobą splecione, stanowiące jedność. Powieść Płazy nie odwraca się od zmysłowości i erotyzmu. Odważnie traktuje o seksualności zarówno mężczyzn, jak i kobiet, także tej nieheteronormatywnej. Nie kryje się za zasłoną obyczajowości, która dziś każe nam sądzić, że sto lat temu seks pozostawał tematem absolutnego tabu. Co istotne, narrator i narratorka są w tej kwestii sobie równi. Kobiece pragnienia opisane zostały w sposób zróżnicowany i zniuansowany, podobnie jak męskie.
„Kasperl i Margit” to powieść tworzona z rozmachem na wzór wielkich XIX-wiecznych narracji. Usiłująca ukazać losy jednostki umieszczonej w machinie procesów dziejowych. Najsilniejszą stroną utworu, co w przypadku Płazy nie stanowi zaskoczenia, jest niewątpliwie język, który zachwyca swoją złożonością i dopracowaniem. Choćby przez wzgląd na niego jest to pozycja z pewnością warta uwagi. Wydaje się jednak, że kunsztowna forma dominuje nad treścią. Natomiast pomysł, by w tok realistycznej fabuły włączyć egzystencjalne pytania i ideologiczne dysputy, sprawia, że spójność zostaje zachwiana, a dynamizm osłabiony. Niemniej powieść ta pozostaje bardzo interesującym głosem w literaturze. Płaza podejmuje niemałe ryzyko – stworzenie ambitnej, wielowątkowej fabuły to obecnie niemalże anachronizm. Ostatecznie jednak ten odważny eksperyment przynosi intrygujący efekt.
Maciej Płaza: „Kasperl i Margit”. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

