ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (540) / 2026

Beata Brol,

BILDUNGSROMAN W CIENIU LITERATURY (TOBIAS WOLFF: 'STARA SZKOŁA')

A A A
Odkąd pamiętam, mam szczególną słabość do opowieści, które dzieją się we wszelkiego rodzaju instytucjach edukacyjnych, choć niewykluczone, że zaczęła się ona wraz z moją pierwszą lekturą o pewnej szkole magii. Ze względu na moje upodobanie wyjątkowo mocno wyczekiwałam premiery „Starej szkoły” Tobiasa Wolffa opublikowanej przez Wydawnictwo Czarne. Akcja powieści ma miejsce w latach sześćdziesiątych, a jej narratorem jest bezimienny uczeń prestiżowej szkoły dla chłopców na Wschodnim Wybrzeżu, która regularnie zaprasza znanych pisarzy, aby przyszli wielcy tego świata mieli szansę spotkać się ze swoimi idolami i przy okazji zdobyć cenny kapitał kulturowy. Jednak tylko jedna osoba może dostąpić zaszczytu osobistej „audiencji” u danego autora. Szczęściarz zostaje wyłoniony w konkursie na najlepszy tekst, sędziowanym przez zaproszonego gościa. To zaostrza rywalizację między chłopakami, którzy dnie i noce spędzają na pisaniu, aby mieć choć cień szansy na wygraną, a jest o co walczyć, ponieważ do szkoły ma przyjechać sam Ernest Hemingway, mistrz „upijającej się książkami” (Wolff, s. 13) młodzieży.

Literatura jest główną osią, na której zasadza się ta historia. Uczniowie mnóstwo czytają, ciągle dyskutują oraz piszą tak, że aż cały internat szumi od maszyn do pisania. Oprócz nazwisk zaproszonych gości (Robert Frost, Ayn Rand, Ernest Hemingway) w powieści pojawia się wiele odwołań i nawiązań do różnych pisarzy anglojęzycznych, m.in. Allena Ginsberga, Williama Faulknera czy Jamesa Joycea. Największym marzeniem grupy chłopaków jest zostanie pisarzami, do czego pilnie przyuczają się, pisząc krótkie formy. Ich fragmenty, które zostają włączone do narracji, ze względu na wiek i doświadczenie autorów nie należą do najlepszych, ale to nie powstrzymuje chłopców w dalszych próbach. To powieść o młodym, pulsującym potencjale.

Wolff pokazuje, jak literatura wpływa na konstruowanie tożsamości, a szczególnie w młodym wieku. Główny bohater, czytając książki, poniekąd „przymierza” postawy w nich reprezentowane. Dopiero kiedy te „pożyczone” poglądy zostają zweryfikowane przez rzeczywistość, zdaje sobie sprawę z ich prawdziwego charakteru. Dzieje się tak w przypadku jego lektury „Źródła” Ayn Rand – zaczyna nieświadomie modelować zachowanie Howarda Roarka; staje się pogardliwy, wyniosły i chłodny. Po przyjeździe autorki do szkoły (co jest przyczyną konfliktów w gronie pedagogicznym) oraz jej wystąpieniu reflektuje się i zaczyna myśleć bardziej krytycznie o poglądach reprezentowanych przez postaci w powieściach Rand.

Zagadnienie tożsamości zostaje podjęte również w innym aspekcie, poprzez relację narratora z jego korzeniami żydowskimi, do których stosunek ma raczej ambiwalentny. Mimo ojca Żyda był wychowywany w wierze katolickiej, odbierał wcześniej wykształcenie od zakonnic oraz sam twierdzi, że o Żydach nic nie wie (Wolff, s. 34). O ile osoby wyznania mojżeszowego nie były piętnowane w szkole, to chłopiec wspomina, że miały wokół siebie aurę osobności i nie utożsamiał się z nimi. Jednocześnie jednak kiedy obraża szkolnego konwersatora, nucąc melodię, która okazuje się być nazistowskim marszem, zastanawia się, czy nie przyznać się do swojego pochodzenia, żeby skuteczniej prosić o wybaczenie. Problem balansowania na granicy ujawniania lub zawłaszczania tożsamości pojawia się również później, kiedy dochodzi do splagiatowania opowiadania z innego szkolnego biuletynu literackiego. W tym przypadku następuje podwójna „kradzieży” tożsamości, ponieważ dochodzi do kradzieży samego tekstu oraz przywłaszczenia przez plagiatora żydowskiego nazwiska bohaterki opowiadania. Kiedy lata po opuszczeniu murów szkoły zostaje zapytany o swoje pochodzenie, nie potrafi dać jednoznacznej odpowiedzi, a na tej podstawie jego rozmówczyni stwierdza, że zatem tak naprawdę nie jest Żydem. Ten wątek wchodzi w dyskusję o tym, kto ma prawo do opowiadania pewnych historii i gdzie zaczyna się ich przywłaszczenie.

Jest to niezaprzeczalnie opowieść o dojrzewaniu, lecz dojrzewaniu specyficznym, ze względu na środowisko, w którym dorasta główny bohater. Bardzo wprost zostaje zaznaczony problem klasowości społeczności szkolnej próbującej zachowywać pozory egalitarności. Mimo tych prób, nadal wiadomo, kto należy do jakiej klasy. Nikt nie ma obowiązku do przyznawania się przed kolegami, że miejsce w placówce zapewnia mu stypendium i nikt o to nie pyta, ale wyraźnie widać różnicę między chłopakami z dobrych, bogatych domów, a tymi mniej uprzywilejowanymi. Jest to jednak różnica subtelna, zasadzająca się w swobodzie osoby o pewnej przyszłości, ponieważ głęboka kieszeń i ważne nazwisko, mogą otworzyć naprawdę wiele drzwi. Narrator wskazuje też na kody, które na pierwszy rzut oka określa daną osobę pod względem materialnym: „Przynależność klasowa była faktem. Liczyło się nie tylko to, jakie ktoś nosi ubranie, ale też jak je nosi. Jak spędza letnie wakacje. W jakie sporty umie grać. Jak sztywnieje na wzmiankę o pieniądzach lub na widok zbyt jawnego pokazu ambicji” (Wolff, s. 25). Inne powieści o ekskluzywnych placówkach edukacyjnych w różnych gatunkach (np. „Tajemna historia” Donny Tartt czy „Babel, czyli o konieczności przemocy. Tajemna historia rewolucji oksfordzkich tłumaczy” R.F. Kuang), również podejmują kwestie klasowe, ale zdecydowanie mniej bezpośrednio. Autor już na pierwszych kilku stronach jasno stawia sprawę: świat dzieli się na pół, a główny bohater należy do tej drugiej połowy, która w wakacje spędza czas pracując, a nie wypoczywając na luksusowych wyjazdach.

Biorąc pod uwagę miejsce akcji „Starej szkoły”, bardzo łatwo o skojarzenia ze „Stowarzyszeniem Umarłych Poetów” N.H. Kleinbaum na podstawie filmu Petera Weira. Są to powieści w podobnym klimacie, ale rysują swoje środowisko w odmienny sposób. Łączy je sztywny system wartości, leżący u podstaw funkcjonowania szkoły, którego złamanie grozi surowymi konsekwencjami. W powieści Wolffa jest kilku nauczycieli lubianych przez uczniów, lecz żaden nie spełnia rewolucyjnej roli podobnej do tej Johna Keatinga. Nie jest ona zresztą aż tak potrzebna, ponieważ szkoła zachęca uczniów do twórczej działalności publikowanej w szkolnym biuletynie pt.: „Trubadur”, ale jest ona wyraźnie sankcjonowana przez surowe kolegium redakcyjne, składające się ze szczególnie ambitnych uczniów. Bohaterowie „Starej szkoły” charakteryzują się też większym zacięciem rywalizacyjnym niż członkowie „Stowarzyszenia…”, które było bardziej zorientowane na swobodną twórczość i eksplorację literatury. Chłopcy z Akademii Weltona dążą do wolności od struktury szkolnej, a wychowankowie dziekana Makepeace’a funkcjonują w ramach przedstawionego im systemu.

„Stara szkoła” to świetna powieść o styku twórczości oraz dojrzewania, która osadza te zagadnienia w klimatycznym krajobrazie uznanej szkoły z tradycjami, kultywującej szacunek wobec nauk humanistycznych. Nie jest to środowisko idealne – rywalizacja, klasa społeczna oraz ścisłe przywiązanie do kodeksu honorowego rządzą życiem uczniów, jednak historia opowiedziana przez narratora zasadza się w momentach pomiędzy tymi zasadami, a życiem, którego najważniejszym elementem jest literatura.
Tobias Wolff: „Stara szkoła”. Przeł. Krzysztof Umiński. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2026.