WOŁAJĄCA OBCOŚĆ (PIOTR ŚNIEDZIEWSKI: 'DZIEDZICZKI EMMY. RECEPCJA TWÓRCZOŚCI GUSTAVE'A FLAUBERTA W POLSCE')
A
A
A
Są nazwiska, których samo przywołanie uruchamia w pamięci określone obrazy i tytuły. Jedno z nich to nazwisko Gustave’a Flauberta, kojarzone przede wszystkim z „Panią Bovary”. Powszechna rozpoznawalność nie oznacza jednak, że twórczość francuskiego pisarza została w Polsce rzeczywiście przyswojona. Jak przekonuje Piotr Śniedziewski, autor książki „Dziedziczki Emmy. Recepcja twórczości Gustave’a Flauberta w Polsce”, dorobek Flauberta wciąż nie doczekał się pełnego rozpoznania, choć od publikacji jego powieściowego debiutu minęło ponad sto sześćdziesiąt lat. Jego dzieła, mimo niekwestionowanego znaczenia, „nie znajdują właściwie żadnego posłuchu pośród autorów polskich; to wielki nieobecny, o którym co prawda się mówi, którego się wspomina, lecz z którym nie nawiązuje się ścisłych kontaktów” (s. 9).
Już na początku książki Śniedziewski precyzyjnie określa cel swoich badań: zamierza prześledzić dzieje „recepcji pisarstwa Flauberta w literaturze polskiej” (s. 9). Analizę prowadzi na trzech uzupełniających się płaszczyznach. Interesują go, po pierwsze, obecność autora „Pani Bovary” i jego twórczości w pracach literaturoznawczych, krytycznoliterackich oraz eseistycznych; po drugie – nawiązania do dzieł Flauberta i inspirowane nimi utwory; po trzecie zaś – historia przekładów jego pisarstwa z języka francuskiego na polski (zob. s. 9-10). Śniedziewski konsekwentnie i z dużą skrupulatnością realizuje przyjęte założenia. W kolejnych rozdziałach szczegółowo omawia wybrane problemy, przywołując zarówno rozprawy literaturoznawcze, jak i teksty krytyczne, publicystyczne czy eseistyczne. Nie ogranicza się jednak do ich uporządkowania i zreferowania. Zgromadzony materiał poddaje krytycznej analizie, wskazując uproszczone odczytania oraz sądy kształtowane niekiedy przez „ideologiczne zacietrzewienia” (s. 35) lub utrwalone normy obyczajowe epoki.
Szczególnie istotna okazuje się w tym kontekście konfrontacja z mitem pisarza, który ukształtował się zwłaszcza w „ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku” (s. 41). Flaubert zaczął być wówczas przedstawiany jako autor, dla którego „praca nad idealnie brzmiącym zdaniem stała się swoistą obsesją” (s. 41). Śniedziewski nie przyjmuje jednak tego obrazu bez zastrzeżeń. Próbuje raczej ustalić, jakim pisarzem faktycznie był Flaubert i czego oczekiwał od dzieła literackiego, a zarazem pokazuje, że deklarowany podziw dla jego stylistycznego perfekcjonizmu nie zawsze przekładał się na równie uważne analizy i przekłady jego utworów (do tej kwestii powrócę jeszcze w dalszej części tekstu). Krytyczna postawa autora „Dziedziczek Emmy” wydaje się tym cenniejsza, że dzieje recepcji Flauberta od początku pozostawały uwikłane w spory obyczajowe i ideologiczne. Sam pisarz został przecież postawiony przed sądem po prasowej publikacji „Pani Bovary” (zob. s. 219). Śniedziewski interesuje się więc nie tylko tym, jak interpretowano jego dzieła, lecz także mechanizmami, które wpływały na ich ocenę, przekład i obecność w polskim życiu literackim. Warto przy tym zaznaczyć, że badacz musi zmierzyć się również z własnym usytuowaniem wobec omawianej twórczości – jest bowiem zarówno tłumaczem tekstów Flauberta, jak i autorem prac poświęconych jego pisarstwu. Nie występuje zatem wyłącznie w roli historyka recepcji, lecz także jako jeden z jej aktywnych uczestników.
Co istotne, „Dziedziczki Emmy” wpisują się w wieloletnie badania Śniedziewskiego nad twórczością Flauberta. Wcześniej badacz opublikował dwa ważne eseje, do których odwołuje się również w najnowszej książce: „Flaubert: w poszukiwaniu opowieści” oraz „Flaubert: anatomia stylu” (zob. s. 113). O ile tamte publikacje koncentrowały się na życiu pisarza, jego twórczości i stylu, o tyle w „Dziedziczkach Emmy” Śniedziewski przygląda się temu, jak twórczość Flauberta funkcjonowała, czy raczej funkcjonuje, w Polsce. Już od pierwszych stron uwagę czytelniczek i czytelników zwraca sposób, w jaki sposób autor porządkuje polskie odczytania francuskiego pisarza, a także liczba przypisów odsyłających do kolejnych prac. Nie pełnią one wyłącznie funkcji dokumentacyjnej, bowiem wskazują kolejne publikacje, rozwijają wybrane problemy i otwierają możliwe kierunki dalszych badań. „Dziedziczki Emmy” nie są więc książką, która miałaby ostatecznie uporządkować i zamknąć dzieje polskiej recepcji autora „Pani Bovary”. Śniedziewski ukazuje raczej rozległość tego pola, uzupełnia dotychczasowe ustalenia i wskazuje zagadnienia wymagające osobnego opracowania.
W pierwszej części, zatytułowanej „Flaubert w krytyce literackiej”, badacz skupia się przede wszystkim na historycznej rekonstrukcji polskich odczytań twórczości francuskiego pisarza. W części drugiej, zatytułowanej, „Flaubert w literaturze”, Śniedziewski analizuje natomiast relacje zarówno „udokumentowane”, jak i „domniemane”. Szczególnie interesujące okazują się te drugie, ponieważ pozwalają autorowi zaproponować mniej oczywiste zestawienia interpretacyjne. W podrozdziale „Kto jest panią Bovary?” Śniedziewski omawia nie tylko samo pojęcie bowaryzmu, lecz także polskie utwory, w których można dostrzec ślady między innymi podobnego sposobu konstruowania bohaterek. Niektóre z omawianych przez Śniedziewskiego związki z pisarstwem Flauberta znajdują potwierdzenie w źródłach. Badacz zalicza do tej grupy teksty „często naśladujące formalne bądź treściowe koncepty twórcy, łączące się na ogół także z próbami modelowania bohaterek” (s. 172). Większą swobodę interpretacyjną zachowuje natomiast tam, gdzie związki z twórczością Flauberta pozostają jedynie domniemane.
Do najbardziej zaskakujących, a zarazem pobudzających wyobraźnię czytelniczek i czytelników przykładów należy zestawienie Emmy Bovary z Izabelą Łęcką, jedną z najbardziej rozpoznawalnych bohaterek polskiej literatury. Śniedziewski dostrzega w „Lalce” Bolesława Prusa nie tylko podobieństwa w sposobie konstruowania postaci, lecz także zbieżności stylistyczne, na przykład zastosowanie zaimka nieokreślonego. Zwraca również uwagę na dręczące obie bohaterki znużenie, ich skłonność do zanurzania się w świecie fantazji oraz obecność podobnych motywów, między innymi okna. Istotny okazuje się ponadto fakt, że Prus przedstawia Izabelę podczas lektury najnowszej wówczas powieści Émile’a Zoli „Une page d’amour”. Śniedziewski traktuje ten szczegół jako dowód, że literatura francuska nie była autorowi „Lalki” obca (zob. s. 158-159). Podobnych rysów badacz dopatruje się także we France, bohaterce „Chama” Elizy Orzeszkowej, oraz w Emilii Korczyńskiej z „Nad Niemnem”. W przypadku Orzeszkowej znajomość „Pani Bovary” nie ulega wątpliwości. Pisarka nazywała Flauberta w listach najwybitniejszym umysłem swoich czasów (zob. s. 161), a 30 czerwca 1877 roku zwróciła się do Gebethnera i Wolffa z prośbą o przesłanie egzemplarza jego powieści (zob. s. 161).
Śniedziewski zachowuje jednak interpretacyjną ostrożność. Sama znajomość twórczości Flauberta nie oznacza bowiem, że w każdym z omawianych utworów mamy „do czynienia z klarowną relacją intertekstualną” (s. 161). Jak podsumowuje badacz: „[w]e wszystkich omówionych przeze mnie przypadkach związek z dziełem Flauberta był jednak domniemany – trudno jednoznacznie stwierdzić, że utwory te były inspirowane powieścią francuskiego pisarza” (s. 172). Właśnie ta niepewność czyni zaproponowane porównania szczególnie interesującymi: pobudzają one wyobraźnię czytelniczek i czytelników, a zarazem otwierają nowe możliwości interpretacyjne. Szkoda jedynie, że Śniedziewski poprzestaje niekiedy na zasygnalizowaniu możliwych analogii, zamiast poddać je bardziej rozbudowanej analizie.
Trzecia, ostatnia część książki poświęcona jest polskim przekładom dzieł Flauberta, przede wszystkim zaś „Pani Bovary”. Jak dokumentuje Śniedziewski, na przestrzeni blisko stu pięćdziesięciu lat pojawiły się cztery polskie tłumaczenia tej powieści. Najsilniej w świadomości czytelniczej utrwalił się przekład Anieli Micińskiej, mimo że, jak wskazuje bez ogródek badacz, zawiera on liczne nieścisłości, a nawet błędy (zob. s. 211). W tej części książki badacz powraca do kwestii przedstawionej już wcześniej: skoro jedno dzieło staje się głównym reprezentantem całego dorobku pisarza, a zarazem w znacznym stopniu kształtuje jego obraz wśród czytelniczek i czytelników, jakość przekładu ma zasadnicze znaczenie dla sposobu rozumienia autora. W tym sensie polska publiczność wciąż nie otrzymała wersji „Pani Bovary”, która w pełni oddawałaby stylistyczną precyzję i formalne założenia Flauberta. Najbliżej tego celu znalazł się, zdaniem Śniedziewskiego, Ryszard Engelking.
W części poświęconej przekładom autor „Dziedziczek Emmy” najbardziej ujawnia własne zaangażowanie. Nie ogranicza się już do rekonstruowania faktów i referowania cudzych stanowisk, lecz pozwala, aby w jego analizach wybrzmiało rozczarowanie sposobem, w jaki przez dziesięciolecia przekładano utwory Flauberta na język polski. Francuski pisarz był bowiem często postrzegany przez pryzmat utrwalonych sądów i interpretacyjnych schematów, nie zaś poprzez własny projekt estetyczny (zob. s. 200-201). Śniedziewski pokazuje, że wcześniejsi tłumacze pomijali nie tylko detale mogące wydawać się drugorzędne (zob. s. 248), lecz także elementy poprzedzające tekst główny, bowiem dopiero Engelking przełożył podtytuł oraz dedykacje „Pani Bovary” (zob. s. 215-216, 219).
Najwięcej zastrzeżeń budzi natomiast przekład Micińskiej, który, jak zauważa badacz, „zdradza dążenie do swoistego spolszczenia świata Emmy” (s. 248). Zabieg ten sprawia, że polska wersja nie tyle odtwarza specyfikę flaubertowskiego języka i przedstawionej rzeczywistości, ile dostosowuje je do oczekiwań rodzimej publiczności. Znaczenie przekładu Śniedziewski ujmuje za pomocą sugestywnej metafory: skoro „język Flauberta jest zwierciadłem, w którym »przegląda się« natura, to w języku przekładu odbijać powinna się nie tyle pozatekstowa rzeczywistość, ile język oryginału, bo tylko on może doprowadzić nas do rzeczywistości” (s. 215). Słowa te są istotne nie tylko jako komentarz do polskich tłumaczeń „Pani Bovary”. Przypominają również o szczególnym rodzaju zaufania, jakim obdarzamy tłumaczki i tłumaczy, bo przecież to właśnie za pośrednictwem ich pracy docieramy do rzeczywistości stworzonej przez autorki i autorów. Nie dziwi zatem emocjonalność, która momentami pojawia się w trzeciej części książki. Od drugiej połowy XIX wieku aż po współczesność komentatorzy zgodnie podkreślali obsesyjną troskę Flauberta o kształt zdania i jego nieustanne dążenie do stylistycznej doskonałości (zob. s. 252). Paradoks polega jednak na tym, że tak chętnie przywoływana legenda pisarza nie zawsze przekładała się na równie skrupulatne podejście do jego języka. W rezultacie Flauberta nie tyle przybliżano polskim czytelnikom, ile dostosowywano jego prozę do rodzimych oczekiwań wobec literatury i języka powieściowego.
Kwestią, którą warto jeszcze poruszyć, pozostaje znaczenie tytułowych „Dziedziczek Emmy”. Choć Śniedziewski nie objaśnia osobno głównego tytułu książki, rozdział poświęcony „Na skałach Calvados” Antoniego Sygietyńskiego wyraźnie podpowiada, jak można rozumieć metaforę „dziedziczek”. Berta, główna bohaterka powieści, zostaje nazwana „literacką córeczką Emmy” (s. 143), a następnie wpisana w grono XIX-wiecznych bohaterek doświadczających szczególnego rodzaju melancholii, „której najsłynniejszą ofiarą stała się Emma” (s. 146). Tytułowe dziedziczenie nie oznacza jednak powielania losów czy cech bohaterki Flauberta. Chodzi raczej o przejmowanie i przekształcanie wzorca bohaterki, której pragnienie innego życia zderza się z ograniczeniami wynikającymi z norm społecznych. „Dziedziczki Emmy” odsyłają zatem zarówno do genealogii bohaterek, jak i do historii polskich nawiązań do Flauberta, które, jak podsumowuje Śniedziewski, podejmowane są na poziomie strukturalnym i tematycznym (zob. s. 152).
Książka Piotra Śniedziewskiego jest publikacją ważną i potrzebną, zwłaszcza dla osób zainteresowanych twórczością Gustave’a Flauberta oraz dziejami jej polskiej recepcji. Autor nie tylko porządkuje materiały dokumentujące obecność francuskiego pisarza w polskiej krytyce, literaturze i przekładzie, lecz także weryfikuje utrwalone wyobrażenia na temat jego samego i jego twórczości. Nieprzypadkowo w zakończeniu Flaubert zostaje określony jako „zarówno »Naczelny Galernik«, jak i wielki nieobecny” (s. 253): choć znany z mozolnej pracy nad każdym zdaniem, w Polsce wciąż pozostaje nie w pełni rozpoznany. Jego twórczość interpretowano przez pryzmat ideologicznych przekonań, obiegowych sądów i uproszczonych wyobrażeń, a polski obraz „Pani Bovary” przez lata kształtowały przekłady pomijające część istotnych elementów formalnych i znaczeniowych powieści. „Dziedziczki Emmy” skłaniają więc do ponownego spotkania z Flaubertem, zarówno z jego legendą, jak i z samymi tekstami. Lektura książki Śniedziewskiego pozwala wrócić do „Pani Bovary” z większą świadomością tego, jak wiele zależy od języka przekładu.
Już na początku książki Śniedziewski precyzyjnie określa cel swoich badań: zamierza prześledzić dzieje „recepcji pisarstwa Flauberta w literaturze polskiej” (s. 9). Analizę prowadzi na trzech uzupełniających się płaszczyznach. Interesują go, po pierwsze, obecność autora „Pani Bovary” i jego twórczości w pracach literaturoznawczych, krytycznoliterackich oraz eseistycznych; po drugie – nawiązania do dzieł Flauberta i inspirowane nimi utwory; po trzecie zaś – historia przekładów jego pisarstwa z języka francuskiego na polski (zob. s. 9-10). Śniedziewski konsekwentnie i z dużą skrupulatnością realizuje przyjęte założenia. W kolejnych rozdziałach szczegółowo omawia wybrane problemy, przywołując zarówno rozprawy literaturoznawcze, jak i teksty krytyczne, publicystyczne czy eseistyczne. Nie ogranicza się jednak do ich uporządkowania i zreferowania. Zgromadzony materiał poddaje krytycznej analizie, wskazując uproszczone odczytania oraz sądy kształtowane niekiedy przez „ideologiczne zacietrzewienia” (s. 35) lub utrwalone normy obyczajowe epoki.
Szczególnie istotna okazuje się w tym kontekście konfrontacja z mitem pisarza, który ukształtował się zwłaszcza w „ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku” (s. 41). Flaubert zaczął być wówczas przedstawiany jako autor, dla którego „praca nad idealnie brzmiącym zdaniem stała się swoistą obsesją” (s. 41). Śniedziewski nie przyjmuje jednak tego obrazu bez zastrzeżeń. Próbuje raczej ustalić, jakim pisarzem faktycznie był Flaubert i czego oczekiwał od dzieła literackiego, a zarazem pokazuje, że deklarowany podziw dla jego stylistycznego perfekcjonizmu nie zawsze przekładał się na równie uważne analizy i przekłady jego utworów (do tej kwestii powrócę jeszcze w dalszej części tekstu). Krytyczna postawa autora „Dziedziczek Emmy” wydaje się tym cenniejsza, że dzieje recepcji Flauberta od początku pozostawały uwikłane w spory obyczajowe i ideologiczne. Sam pisarz został przecież postawiony przed sądem po prasowej publikacji „Pani Bovary” (zob. s. 219). Śniedziewski interesuje się więc nie tylko tym, jak interpretowano jego dzieła, lecz także mechanizmami, które wpływały na ich ocenę, przekład i obecność w polskim życiu literackim. Warto przy tym zaznaczyć, że badacz musi zmierzyć się również z własnym usytuowaniem wobec omawianej twórczości – jest bowiem zarówno tłumaczem tekstów Flauberta, jak i autorem prac poświęconych jego pisarstwu. Nie występuje zatem wyłącznie w roli historyka recepcji, lecz także jako jeden z jej aktywnych uczestników.
Co istotne, „Dziedziczki Emmy” wpisują się w wieloletnie badania Śniedziewskiego nad twórczością Flauberta. Wcześniej badacz opublikował dwa ważne eseje, do których odwołuje się również w najnowszej książce: „Flaubert: w poszukiwaniu opowieści” oraz „Flaubert: anatomia stylu” (zob. s. 113). O ile tamte publikacje koncentrowały się na życiu pisarza, jego twórczości i stylu, o tyle w „Dziedziczkach Emmy” Śniedziewski przygląda się temu, jak twórczość Flauberta funkcjonowała, czy raczej funkcjonuje, w Polsce. Już od pierwszych stron uwagę czytelniczek i czytelników zwraca sposób, w jaki sposób autor porządkuje polskie odczytania francuskiego pisarza, a także liczba przypisów odsyłających do kolejnych prac. Nie pełnią one wyłącznie funkcji dokumentacyjnej, bowiem wskazują kolejne publikacje, rozwijają wybrane problemy i otwierają możliwe kierunki dalszych badań. „Dziedziczki Emmy” nie są więc książką, która miałaby ostatecznie uporządkować i zamknąć dzieje polskiej recepcji autora „Pani Bovary”. Śniedziewski ukazuje raczej rozległość tego pola, uzupełnia dotychczasowe ustalenia i wskazuje zagadnienia wymagające osobnego opracowania.
W pierwszej części, zatytułowanej „Flaubert w krytyce literackiej”, badacz skupia się przede wszystkim na historycznej rekonstrukcji polskich odczytań twórczości francuskiego pisarza. W części drugiej, zatytułowanej, „Flaubert w literaturze”, Śniedziewski analizuje natomiast relacje zarówno „udokumentowane”, jak i „domniemane”. Szczególnie interesujące okazują się te drugie, ponieważ pozwalają autorowi zaproponować mniej oczywiste zestawienia interpretacyjne. W podrozdziale „Kto jest panią Bovary?” Śniedziewski omawia nie tylko samo pojęcie bowaryzmu, lecz także polskie utwory, w których można dostrzec ślady między innymi podobnego sposobu konstruowania bohaterek. Niektóre z omawianych przez Śniedziewskiego związki z pisarstwem Flauberta znajdują potwierdzenie w źródłach. Badacz zalicza do tej grupy teksty „często naśladujące formalne bądź treściowe koncepty twórcy, łączące się na ogół także z próbami modelowania bohaterek” (s. 172). Większą swobodę interpretacyjną zachowuje natomiast tam, gdzie związki z twórczością Flauberta pozostają jedynie domniemane.
Do najbardziej zaskakujących, a zarazem pobudzających wyobraźnię czytelniczek i czytelników przykładów należy zestawienie Emmy Bovary z Izabelą Łęcką, jedną z najbardziej rozpoznawalnych bohaterek polskiej literatury. Śniedziewski dostrzega w „Lalce” Bolesława Prusa nie tylko podobieństwa w sposobie konstruowania postaci, lecz także zbieżności stylistyczne, na przykład zastosowanie zaimka nieokreślonego. Zwraca również uwagę na dręczące obie bohaterki znużenie, ich skłonność do zanurzania się w świecie fantazji oraz obecność podobnych motywów, między innymi okna. Istotny okazuje się ponadto fakt, że Prus przedstawia Izabelę podczas lektury najnowszej wówczas powieści Émile’a Zoli „Une page d’amour”. Śniedziewski traktuje ten szczegół jako dowód, że literatura francuska nie była autorowi „Lalki” obca (zob. s. 158-159). Podobnych rysów badacz dopatruje się także we France, bohaterce „Chama” Elizy Orzeszkowej, oraz w Emilii Korczyńskiej z „Nad Niemnem”. W przypadku Orzeszkowej znajomość „Pani Bovary” nie ulega wątpliwości. Pisarka nazywała Flauberta w listach najwybitniejszym umysłem swoich czasów (zob. s. 161), a 30 czerwca 1877 roku zwróciła się do Gebethnera i Wolffa z prośbą o przesłanie egzemplarza jego powieści (zob. s. 161).
Śniedziewski zachowuje jednak interpretacyjną ostrożność. Sama znajomość twórczości Flauberta nie oznacza bowiem, że w każdym z omawianych utworów mamy „do czynienia z klarowną relacją intertekstualną” (s. 161). Jak podsumowuje badacz: „[w]e wszystkich omówionych przeze mnie przypadkach związek z dziełem Flauberta był jednak domniemany – trudno jednoznacznie stwierdzić, że utwory te były inspirowane powieścią francuskiego pisarza” (s. 172). Właśnie ta niepewność czyni zaproponowane porównania szczególnie interesującymi: pobudzają one wyobraźnię czytelniczek i czytelników, a zarazem otwierają nowe możliwości interpretacyjne. Szkoda jedynie, że Śniedziewski poprzestaje niekiedy na zasygnalizowaniu możliwych analogii, zamiast poddać je bardziej rozbudowanej analizie.
Trzecia, ostatnia część książki poświęcona jest polskim przekładom dzieł Flauberta, przede wszystkim zaś „Pani Bovary”. Jak dokumentuje Śniedziewski, na przestrzeni blisko stu pięćdziesięciu lat pojawiły się cztery polskie tłumaczenia tej powieści. Najsilniej w świadomości czytelniczej utrwalił się przekład Anieli Micińskiej, mimo że, jak wskazuje bez ogródek badacz, zawiera on liczne nieścisłości, a nawet błędy (zob. s. 211). W tej części książki badacz powraca do kwestii przedstawionej już wcześniej: skoro jedno dzieło staje się głównym reprezentantem całego dorobku pisarza, a zarazem w znacznym stopniu kształtuje jego obraz wśród czytelniczek i czytelników, jakość przekładu ma zasadnicze znaczenie dla sposobu rozumienia autora. W tym sensie polska publiczność wciąż nie otrzymała wersji „Pani Bovary”, która w pełni oddawałaby stylistyczną precyzję i formalne założenia Flauberta. Najbliżej tego celu znalazł się, zdaniem Śniedziewskiego, Ryszard Engelking.
W części poświęconej przekładom autor „Dziedziczek Emmy” najbardziej ujawnia własne zaangażowanie. Nie ogranicza się już do rekonstruowania faktów i referowania cudzych stanowisk, lecz pozwala, aby w jego analizach wybrzmiało rozczarowanie sposobem, w jaki przez dziesięciolecia przekładano utwory Flauberta na język polski. Francuski pisarz był bowiem często postrzegany przez pryzmat utrwalonych sądów i interpretacyjnych schematów, nie zaś poprzez własny projekt estetyczny (zob. s. 200-201). Śniedziewski pokazuje, że wcześniejsi tłumacze pomijali nie tylko detale mogące wydawać się drugorzędne (zob. s. 248), lecz także elementy poprzedzające tekst główny, bowiem dopiero Engelking przełożył podtytuł oraz dedykacje „Pani Bovary” (zob. s. 215-216, 219).
Najwięcej zastrzeżeń budzi natomiast przekład Micińskiej, który, jak zauważa badacz, „zdradza dążenie do swoistego spolszczenia świata Emmy” (s. 248). Zabieg ten sprawia, że polska wersja nie tyle odtwarza specyfikę flaubertowskiego języka i przedstawionej rzeczywistości, ile dostosowuje je do oczekiwań rodzimej publiczności. Znaczenie przekładu Śniedziewski ujmuje za pomocą sugestywnej metafory: skoro „język Flauberta jest zwierciadłem, w którym »przegląda się« natura, to w języku przekładu odbijać powinna się nie tyle pozatekstowa rzeczywistość, ile język oryginału, bo tylko on może doprowadzić nas do rzeczywistości” (s. 215). Słowa te są istotne nie tylko jako komentarz do polskich tłumaczeń „Pani Bovary”. Przypominają również o szczególnym rodzaju zaufania, jakim obdarzamy tłumaczki i tłumaczy, bo przecież to właśnie za pośrednictwem ich pracy docieramy do rzeczywistości stworzonej przez autorki i autorów. Nie dziwi zatem emocjonalność, która momentami pojawia się w trzeciej części książki. Od drugiej połowy XIX wieku aż po współczesność komentatorzy zgodnie podkreślali obsesyjną troskę Flauberta o kształt zdania i jego nieustanne dążenie do stylistycznej doskonałości (zob. s. 252). Paradoks polega jednak na tym, że tak chętnie przywoływana legenda pisarza nie zawsze przekładała się na równie skrupulatne podejście do jego języka. W rezultacie Flauberta nie tyle przybliżano polskim czytelnikom, ile dostosowywano jego prozę do rodzimych oczekiwań wobec literatury i języka powieściowego.
Kwestią, którą warto jeszcze poruszyć, pozostaje znaczenie tytułowych „Dziedziczek Emmy”. Choć Śniedziewski nie objaśnia osobno głównego tytułu książki, rozdział poświęcony „Na skałach Calvados” Antoniego Sygietyńskiego wyraźnie podpowiada, jak można rozumieć metaforę „dziedziczek”. Berta, główna bohaterka powieści, zostaje nazwana „literacką córeczką Emmy” (s. 143), a następnie wpisana w grono XIX-wiecznych bohaterek doświadczających szczególnego rodzaju melancholii, „której najsłynniejszą ofiarą stała się Emma” (s. 146). Tytułowe dziedziczenie nie oznacza jednak powielania losów czy cech bohaterki Flauberta. Chodzi raczej o przejmowanie i przekształcanie wzorca bohaterki, której pragnienie innego życia zderza się z ograniczeniami wynikającymi z norm społecznych. „Dziedziczki Emmy” odsyłają zatem zarówno do genealogii bohaterek, jak i do historii polskich nawiązań do Flauberta, które, jak podsumowuje Śniedziewski, podejmowane są na poziomie strukturalnym i tematycznym (zob. s. 152).
Książka Piotra Śniedziewskiego jest publikacją ważną i potrzebną, zwłaszcza dla osób zainteresowanych twórczością Gustave’a Flauberta oraz dziejami jej polskiej recepcji. Autor nie tylko porządkuje materiały dokumentujące obecność francuskiego pisarza w polskiej krytyce, literaturze i przekładzie, lecz także weryfikuje utrwalone wyobrażenia na temat jego samego i jego twórczości. Nieprzypadkowo w zakończeniu Flaubert zostaje określony jako „zarówno »Naczelny Galernik«, jak i wielki nieobecny” (s. 253): choć znany z mozolnej pracy nad każdym zdaniem, w Polsce wciąż pozostaje nie w pełni rozpoznany. Jego twórczość interpretowano przez pryzmat ideologicznych przekonań, obiegowych sądów i uproszczonych wyobrażeń, a polski obraz „Pani Bovary” przez lata kształtowały przekłady pomijające część istotnych elementów formalnych i znaczeniowych powieści. „Dziedziczki Emmy” skłaniają więc do ponownego spotkania z Flaubertem, zarówno z jego legendą, jak i z samymi tekstami. Lektura książki Śniedziewskiego pozwala wrócić do „Pani Bovary” z większą świadomością tego, jak wiele zależy od języka przekładu.
Piotr Śniedziewski: „Dziedziczki Emmy. Recepcja twórczości Gustave’a Flauberta w Polsce”. Wydawnictwo „Poznańskie Studia Polonistyczne”. Poznań 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |









ISSN 2658-1086

