(POP)FEMINISTYCZNIE O POPKULTURZE (SOPHIE GILBERT: 'GIRL ON GIRL. JAK POPKULTURA ZWRÓCIŁA KOBIETY PRZECIWKO SOBIE')
A
A
A
Upokarzanie młodych kobiet, obsesyjne komentowanie ich ciał, rywalizacja podszyta językiem zawłaszczonego przez mainstream „girl power” – osoby, które dorastały w latach 90. i 2000., będą to bardzo dobrze pamiętać. „Girl on Girl. Jak popkultura zwróciła kobiety przeciwko sobie” to książka, która nie tyle coś odkrywa, ile nazywa pewne wspólne doświadczenia: tabloidy, rankingi „najgorszych” i „najlepszych” ciał, celebrytki rozliczane z każdego kilograma, przekonanie, że bycie dziewczyną oznacza przede wszystkim nieustanne zmaganie się z ciałem. Lektura esejów Sophie Gilbert bywa przez to jednocześnie satysfakcjonująca i niewygodna, a to dlatego, że uświadamia, jak wiele z tych przesiąkniętych mizoginią komunikatów zdążyło wygodnie umościć się w naszych głowach oraz jak bardzo wydają się one uniwersalne, atemporalne, związane nie z czasem czy miejscem, a po prostu z kobiecością i jej odgrywaniem.
Tak jak w bergerowskiej teorii spojrzenia, którą Laura Mulvey „przełożyła” na język koncepcji stricte feministycznej w eseju „Przyjemność wzrokowa i kino narracyjne”, wprowadzając kategorię męskiego spojrzenia (ang. male gaze), kobiety uczą się jednocześnie patrzeć i być oglądane. Gilbert pokazuje, że kultura popularna przełomu wieków doprowadziła ten mechanizm do perfekcji, zachęcając nastolatki i dorosłe kobiety, by nie tylko nieustannie obserwowały same siebie, lecz także przejęły rolę strażniczek wobec innych dziewczyn. Mechanizmy te znakomicie opisała Alison Winch w rozprawie „Girlfriends and Postfeminist Sisterhood”. To one najlepiej oddają ducha epoki analizowanej przez Gilbert, kiedy część postulatów drugiej fali feminizmu została przejęta i przekształcona w narzędzie osłabiające jego polityczny potencjał. Zamiast zachęcać do dalszej walki o równość, utwierdzano kobiety w przekonaniu, że emancypacja właściwie już się dokonała. Podejście to, określane najczęściej mianem „postfeminizmu” (jak u Winch), a niekiedy „girlboss feminizmu” (terminu, po który sięga również Gilbert w rozdziale dotyczącym fenomenu girlboss), sprowadza projekt równości do indywidualnych wyborów i osobistego sukcesu. Strukturalne nierówności ustępują miejsca narracji o sprawczości, którą wystarczy odpowiednio skonsumować: kupić szpilki od Manolo Blahnika, zrobić karierę jako felietonistka ważnego magazynu, nauczyć się „kochać siebie” i praktykować „selfcare”. W tej logice siostrzeństwo przestaje być praktyką o charakterze solidarnościowym, a staje się raczej stylem życia, estetyką albo marketingowym hasłem.
Nic więc dziwnego, że kobieca rywalizacja nie znika, tylko przybiera nową formę – nie jest już przedstawiana jako efekt patriarchalnych mechanizmów, a raczej jako naturalna konsekwencja wolnego wyboru i rozstrzału indywidualnych ambicji jednostek, który całkowicie ignoruje szerszy kontekst klasowy. To właśnie ten paradoks Gilbert śledzi najciekawiej, bo pokazuje, w jaki sposób język wyzwolenia jest przejmowany i wykorzystywany przez kulturę popularną, jak utrwala porządek, który miał z zasady podważać. Neoliberalna asymilacja tego, co potencjalnie subwersywne – czy to postulatów ruchu kobiecego, przekształconych w estetykę postfeminizmu, czy ruchów queerowych, coraz częściej wpisywanych w logikę tęczowego kapitalizmu i jednowymiarowych, antagonizujących polityk tożsamości – od lat pozostaje jednym z centralnych tematów współczesnej humanistyki, z czego Gilbert radośnie (i zauważalnie) czerpie.
Szczególnie interesujący wydał mi się rozdział „Ostatnia dziewczyna”, w którym autorka – wychodząc poniekąd od archetypicznej figury final girl i kina opartego na silnym afekcie – obrazowo referuje i komentuje sceny z brutalnych filmów porno. Po serii przerażających opisów przemocy i gwałtów Gilbert podsumowuje: „[n]ie interesuje mnie piętnowanie perwersji i nie jestem w najmniejszym stopniu przeciwna pornografii” (s. 209). Wydaje się to mało trafionym komentarzem nie tylko w kontekście niezwykle trudnego w odbiorze rozdziału, ale i całego zbioru, bo logiczną konsekwencją wywodu Gilbert nie jest zgoda na „etyczne porno”, a potępienie branży opartej na eksploatacji kobiecych ciał jako całości.
W eseju poświęconemu zjawisku girlboss autorka wychodzi od własnej historii zadłużonej studentki pracującej za darmo i dorabiającej po godzinach. Zabieg ten wydaje się skuteczny – oto spoglądamy na fenomen figury pięknej (i białej) kobiety sukcesu jako na naturalną konsekwencję romantyzowania własnego poświęcenia w oczekiwaniu na nagrodę, spełnienie i bogactwo, które nigdy nie nadejdą (co Lauren Berlant określiła swego czasu mianem „okrutnego optymizmu” [zob. Berlant 2015]). Gilbert słusznie wskazuje na udział raczkujących wówczas mediów społecznościowych w kształtowaniu się mitu girlbossek i cytuje Susan Faludi piszącą, że postindustrialny feminizm to narzędzie ekspresji (zob. s. 280) – co staje się jeszcze bardziej widoczne dzisiaj, w dobie user-generated contentu, influencer marketingu i marek osobistych. „Girlboss z połowy lat nastych XXI wieku niekończenie musiała być celebrytką. Wystarczyło, że zachowywała się tak, jakby była sławna, wykazując się odpowiednią kombinacją opanowania, wytrwałości, profesjonalizmu i snucia intryg” (s. 290) – zjadliwie konstatuje Gilbert i można odnieść wrażenie, że niewiele się od tego czasu zmieniło.
Mam poczucie, że autorka zbyt łatwo uznaje opisywaną przez siebie historię za wspólną dla wszystkich. „Girl on Girl” to wciąż opowieść o białej, liberalnej kulturze popularnej. I choć można uznać, że to właśnie ona dominowała w medialnym krajobrazie tamtych lat, trudno nie odczuwać pewnego niedosytu. Perspektywa intersekcjonalna pojawia się raczej na marginesie, a gdy narracja skręca w stronę dobrze znanych ikon liberalnego feminizmu (jak Hillary Clinton), ma się wrażenie, że rozmowa zatrzymuje się w miejscu, zamiast pójść o krok dalej, od referowania i komentowania przejść do pogłębionej analizy, dopuścić się aktu transgresji, który w odniesieniu do „upupionego”, współczesnego feminizmu autorka na każdym kroku zdaje się postulować.
A jednak trudno odmówić tej książce jednej rzeczy: Gilbert dobrze pokazuje, jak toksycznym środowiskiem potrafiła być popkultura i media pierwszej dekady XXI wieku. I jak skutecznie wmówiono całemu pokoleniu dziewczyn, że najważniejszym projektem ich życia powinny być one same i ich ciała.
LITERATURA:
Berlant L.: „Okrutny optymizm”. Przeł. K. Bojarska. „Widok” 2015, nr 11. https://www.pismowidok.org/pl/archiwum/2015/11-realizm-kapitalistyczny/okrutny-optymizm.
Mulvey L.: „Przyjemność wzrokowa a kino narracyjne”. Przeł. J. Mach. W: „Panorama współczesnej myśli filmowej”. Red. A. Helman. Kraków 1992.
Winch A.: „Girlfriends and Postfeminist Sisterhood”. Londyn 2013.
Tak jak w bergerowskiej teorii spojrzenia, którą Laura Mulvey „przełożyła” na język koncepcji stricte feministycznej w eseju „Przyjemność wzrokowa i kino narracyjne”, wprowadzając kategorię męskiego spojrzenia (ang. male gaze), kobiety uczą się jednocześnie patrzeć i być oglądane. Gilbert pokazuje, że kultura popularna przełomu wieków doprowadziła ten mechanizm do perfekcji, zachęcając nastolatki i dorosłe kobiety, by nie tylko nieustannie obserwowały same siebie, lecz także przejęły rolę strażniczek wobec innych dziewczyn. Mechanizmy te znakomicie opisała Alison Winch w rozprawie „Girlfriends and Postfeminist Sisterhood”. To one najlepiej oddają ducha epoki analizowanej przez Gilbert, kiedy część postulatów drugiej fali feminizmu została przejęta i przekształcona w narzędzie osłabiające jego polityczny potencjał. Zamiast zachęcać do dalszej walki o równość, utwierdzano kobiety w przekonaniu, że emancypacja właściwie już się dokonała. Podejście to, określane najczęściej mianem „postfeminizmu” (jak u Winch), a niekiedy „girlboss feminizmu” (terminu, po który sięga również Gilbert w rozdziale dotyczącym fenomenu girlboss), sprowadza projekt równości do indywidualnych wyborów i osobistego sukcesu. Strukturalne nierówności ustępują miejsca narracji o sprawczości, którą wystarczy odpowiednio skonsumować: kupić szpilki od Manolo Blahnika, zrobić karierę jako felietonistka ważnego magazynu, nauczyć się „kochać siebie” i praktykować „selfcare”. W tej logice siostrzeństwo przestaje być praktyką o charakterze solidarnościowym, a staje się raczej stylem życia, estetyką albo marketingowym hasłem.
Nic więc dziwnego, że kobieca rywalizacja nie znika, tylko przybiera nową formę – nie jest już przedstawiana jako efekt patriarchalnych mechanizmów, a raczej jako naturalna konsekwencja wolnego wyboru i rozstrzału indywidualnych ambicji jednostek, który całkowicie ignoruje szerszy kontekst klasowy. To właśnie ten paradoks Gilbert śledzi najciekawiej, bo pokazuje, w jaki sposób język wyzwolenia jest przejmowany i wykorzystywany przez kulturę popularną, jak utrwala porządek, który miał z zasady podważać. Neoliberalna asymilacja tego, co potencjalnie subwersywne – czy to postulatów ruchu kobiecego, przekształconych w estetykę postfeminizmu, czy ruchów queerowych, coraz częściej wpisywanych w logikę tęczowego kapitalizmu i jednowymiarowych, antagonizujących polityk tożsamości – od lat pozostaje jednym z centralnych tematów współczesnej humanistyki, z czego Gilbert radośnie (i zauważalnie) czerpie.
Szczególnie interesujący wydał mi się rozdział „Ostatnia dziewczyna”, w którym autorka – wychodząc poniekąd od archetypicznej figury final girl i kina opartego na silnym afekcie – obrazowo referuje i komentuje sceny z brutalnych filmów porno. Po serii przerażających opisów przemocy i gwałtów Gilbert podsumowuje: „[n]ie interesuje mnie piętnowanie perwersji i nie jestem w najmniejszym stopniu przeciwna pornografii” (s. 209). Wydaje się to mało trafionym komentarzem nie tylko w kontekście niezwykle trudnego w odbiorze rozdziału, ale i całego zbioru, bo logiczną konsekwencją wywodu Gilbert nie jest zgoda na „etyczne porno”, a potępienie branży opartej na eksploatacji kobiecych ciał jako całości.
W eseju poświęconemu zjawisku girlboss autorka wychodzi od własnej historii zadłużonej studentki pracującej za darmo i dorabiającej po godzinach. Zabieg ten wydaje się skuteczny – oto spoglądamy na fenomen figury pięknej (i białej) kobiety sukcesu jako na naturalną konsekwencję romantyzowania własnego poświęcenia w oczekiwaniu na nagrodę, spełnienie i bogactwo, które nigdy nie nadejdą (co Lauren Berlant określiła swego czasu mianem „okrutnego optymizmu” [zob. Berlant 2015]). Gilbert słusznie wskazuje na udział raczkujących wówczas mediów społecznościowych w kształtowaniu się mitu girlbossek i cytuje Susan Faludi piszącą, że postindustrialny feminizm to narzędzie ekspresji (zob. s. 280) – co staje się jeszcze bardziej widoczne dzisiaj, w dobie user-generated contentu, influencer marketingu i marek osobistych. „Girlboss z połowy lat nastych XXI wieku niekończenie musiała być celebrytką. Wystarczyło, że zachowywała się tak, jakby była sławna, wykazując się odpowiednią kombinacją opanowania, wytrwałości, profesjonalizmu i snucia intryg” (s. 290) – zjadliwie konstatuje Gilbert i można odnieść wrażenie, że niewiele się od tego czasu zmieniło.
Mam poczucie, że autorka zbyt łatwo uznaje opisywaną przez siebie historię za wspólną dla wszystkich. „Girl on Girl” to wciąż opowieść o białej, liberalnej kulturze popularnej. I choć można uznać, że to właśnie ona dominowała w medialnym krajobrazie tamtych lat, trudno nie odczuwać pewnego niedosytu. Perspektywa intersekcjonalna pojawia się raczej na marginesie, a gdy narracja skręca w stronę dobrze znanych ikon liberalnego feminizmu (jak Hillary Clinton), ma się wrażenie, że rozmowa zatrzymuje się w miejscu, zamiast pójść o krok dalej, od referowania i komentowania przejść do pogłębionej analizy, dopuścić się aktu transgresji, który w odniesieniu do „upupionego”, współczesnego feminizmu autorka na każdym kroku zdaje się postulować.
A jednak trudno odmówić tej książce jednej rzeczy: Gilbert dobrze pokazuje, jak toksycznym środowiskiem potrafiła być popkultura i media pierwszej dekady XXI wieku. I jak skutecznie wmówiono całemu pokoleniu dziewczyn, że najważniejszym projektem ich życia powinny być one same i ich ciała.
LITERATURA:
Berlant L.: „Okrutny optymizm”. Przeł. K. Bojarska. „Widok” 2015, nr 11. https://www.pismowidok.org/pl/archiwum/2015/11-realizm-kapitalistyczny/okrutny-optymizm.
Mulvey L.: „Przyjemność wzrokowa a kino narracyjne”. Przeł. J. Mach. W: „Panorama współczesnej myśli filmowej”. Red. A. Helman. Kraków 1992.
Winch A.: „Girlfriends and Postfeminist Sisterhood”. Londyn 2013.
Sophie Gilbert: „Girl on Girl. Jak popkultura zwróciła kobiety przeciwko sobie”. Przeł. Kaja Gucio. Wydawnictwo Poznańskie. Poznań 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |









ISSN 2658-1086

