KSIĄŻĘ BEZ KSIĘSTWA (STEVEN PRICE: 'KSIĄŻĘ LAMPEDUSY')
A
A
A
Trudno o bardziej melancholijną powieść niż „Gepard” (lub też, posługując się wcześniejszym tłumaczeniem, „Lampart”) Giuseppego Tomasiego di Lampedusa i jednocześnie nie tak łatwo odnaleźć w myślach powieść, która jest równie filmowa. Jeśli nie kojarzycie autora i zastanawiacie się, jak wyglądał i czy na przykład odebrał Nagrodę Nobla za książkę, która niewątpliwie jest arcydziełem, to trzeba dodać, że autor nie dożył jej publikacji.Steven Price w powieści biograficznej „Książę Lampedusy” przyjrzał się życiu autora najsławniejszej włoskiej powieści XX wieku. Odtworzył ostatni etap życia sycylijskiego arystokraty i proces twórczy związany z opus magnum pisarza.
Stwierdzenie, że świat po wojnie niesłychanie przyspieszył, nie odznacza się oryginalnością. Niezależnie od szerokości geograficznej cywilizacyjna zmiana, która stała się udziałem Europy po pierwszej i drugiej wojnie światowej, dla jednych oznaczała koniec ich świata, a innym dała szansę na edukację, opuszczenie rodzinnej wsi, satysfakcjonującą pracę, awans społeczny. Tomasi był dzieckiem swojej epoki i swojej sfery z jej przywiązaniem do tradycji, a zarazem kosmopolityzmem umożliwiającym swobodne poruszanie się od angielskich salonów do łotewskich dworów szlacheckich. Przepychu, w którym żyje patriarcha rodu ukazany w „Gepardzie”, już nie ma, pałace dosłownie popadły w ruinę zniszczone alianckimi bombami, resztę klejnotów wymieniono za amerykańskie konserwy, na ulicach trzeba uważać na młodych ludzi jeżdżących na vespach i słuchających jazzu. Jeśli w tym miejscu potencjalny czytelnik obawia się łzawego narzekania zgorzkniałego arystokraty, to rozwiewam te obawy. Przed nieznośnym sentymentalizmem chroni lekko ironiczny ton, który przyjmuje sam bohater i jego żona.
W lekturze na samym poziomie edycji przeszkadzał mi brak wyróżnienia dialogów zwyczajowym dywizem i oddzielenia ich od zdań wprowadzających lub od po prostu myśli bohatera. Osoby, z którymi dzieliłam się tą obserwacją, wskazywały, że powieści Sally Rooney, a przynajmniej ich tłumaczenia na język polski, również złożono w ten sposób. Zastanawiałam się, czy to życzenie autora realizowane we wszystkich, nawet obcojęzycznych wydaniach, czy zabieg redaktorski Wydawnictwa Czarne i czemu miałby służyć? Uzyskaniu efektu polifoniczności rozumianej jako płynne przechodzenie między myślami a wypowiedziami bohaterów? Z upływem kolejnych stron odczuwany przeze mnie dyskomfort zmniejszał się, ale nie zniknął w pełni.
Czy trzeba znać „Geparda”, żeby czerpać przyjemność z lektury „Księcia Lampedusy”? Zapewne nie, chociaż wydaje mi się, że modelowym czytelnikiem Price’a byłby jednak wielbiciel tej wielkiej powieści. To właśnie jego łatwiej będzie zachęcić do lektury, która stanowi appendix, rodzaj fabularyzowanej biografii di Lampedusy. Polscy czytelnicy otrzymali dotąd tłumaczenie „Ostatniego Lamparta. Życie Giuseppe Tomasi di Lampedusy” Davida Gilmoura. Nie przetłumaczono biografii pióra Gioacchina Lanzy Tomasiniego, adoptowanego syna pisarza. Posłowie tego ostatniego towarzyszy nowemu przekładowi powieści.
„Książę Lampedusy” w swojej fabule koncentruje się na ostatnich latach życia autora, akcja rozpoczyna się w znaczącym momencie otrzymania przez niego druzgocącej diagnozy lekarskiej. Tytułowy bohater postanawia zrealizować od dawna tlący się w duszy pomysł opisania jednego dnia z życia pradziadka, dnia, w którym na Sycylii pojawiają się oddziały Garibaldiego. Iście Joyce’owski pomysł zamknięcia akcji w jednym dniu rozwinie się na inne plany czasowe, zyska inne wiodące postaci, z których najważniejszą pozostanie tytułowy gepard – patriarcha książęcego rodu, dumny, władczy, ale i niepozbawiony słabości. W mojej pamięci ma twarz Burta Lancastera i nie zmieniła tego stosunkowo nowa adaptacja Netflixa, z której najbardziej zapamiętałam psa. Książę Salina (bo takie nazwisko nosi w powieści i filmie) ma odpowiedni gravitas – jego postawa, zachowanie wymusza szacunek i w pewien choć nikły już sposób podobne reakcje budzi Giuseppe.
Protagonistą książki Price'a jest Tancredi, którego czytelnicy próbowali identyfikować ze wspomnianym Gioacchinem, co nie znalazło odzwierciedlenia w rzeczywistości, o czym sam domniemany bohater pisze w przedmowie do omawianego wydania. Tomasini nie napisał po prostu biografii przodka, jeden dzień stanowił pretekst do pokazania sytuacji, w której jednostka obserwuje proces rozpadu znajomego świata i musi podjąć decyzję, czy podążać z prądem zmian, czy wycofać się, szukając niszy, w której można spróbować przetrwać. Najsławniejsze zdanie: „Jeśli chcemy, by wszystko zostało tak jak jest, trzeba, by wszystko się zmieniło” wypowiada powieściowy książę, zaś Price wkłada ostatniemu księciu Lampedusy w usta inne słowa: „Wszystko, co niezłomnie trwało przez całe stulecia (…) przepadnie. Ostanie się tylko przyszłość (…) Być może nostalgia to rodzaj choroby” (s. 316). Autor umiejętnie oddał ten rodzaj smutku, który jest udziałem bohaterów i przybliżył postaci dumnej i fascynującej księżnej Alessandry, wspomnianego młodego Lanzy, uroczej Mirelli czy ekscentrycznych kuzynów. Nie dziwię się kanadyjskiemu autorowi, że nie mógł się oprzeć myśli, żeby zbeletryzować genezę i etapy powstania powieści, znacznie wykraczającej poza sagę arystokratycznego rodu.
Stwierdzenie, że świat po wojnie niesłychanie przyspieszył, nie odznacza się oryginalnością. Niezależnie od szerokości geograficznej cywilizacyjna zmiana, która stała się udziałem Europy po pierwszej i drugiej wojnie światowej, dla jednych oznaczała koniec ich świata, a innym dała szansę na edukację, opuszczenie rodzinnej wsi, satysfakcjonującą pracę, awans społeczny. Tomasi był dzieckiem swojej epoki i swojej sfery z jej przywiązaniem do tradycji, a zarazem kosmopolityzmem umożliwiającym swobodne poruszanie się od angielskich salonów do łotewskich dworów szlacheckich. Przepychu, w którym żyje patriarcha rodu ukazany w „Gepardzie”, już nie ma, pałace dosłownie popadły w ruinę zniszczone alianckimi bombami, resztę klejnotów wymieniono za amerykańskie konserwy, na ulicach trzeba uważać na młodych ludzi jeżdżących na vespach i słuchających jazzu. Jeśli w tym miejscu potencjalny czytelnik obawia się łzawego narzekania zgorzkniałego arystokraty, to rozwiewam te obawy. Przed nieznośnym sentymentalizmem chroni lekko ironiczny ton, który przyjmuje sam bohater i jego żona.
W lekturze na samym poziomie edycji przeszkadzał mi brak wyróżnienia dialogów zwyczajowym dywizem i oddzielenia ich od zdań wprowadzających lub od po prostu myśli bohatera. Osoby, z którymi dzieliłam się tą obserwacją, wskazywały, że powieści Sally Rooney, a przynajmniej ich tłumaczenia na język polski, również złożono w ten sposób. Zastanawiałam się, czy to życzenie autora realizowane we wszystkich, nawet obcojęzycznych wydaniach, czy zabieg redaktorski Wydawnictwa Czarne i czemu miałby służyć? Uzyskaniu efektu polifoniczności rozumianej jako płynne przechodzenie między myślami a wypowiedziami bohaterów? Z upływem kolejnych stron odczuwany przeze mnie dyskomfort zmniejszał się, ale nie zniknął w pełni.
Czy trzeba znać „Geparda”, żeby czerpać przyjemność z lektury „Księcia Lampedusy”? Zapewne nie, chociaż wydaje mi się, że modelowym czytelnikiem Price’a byłby jednak wielbiciel tej wielkiej powieści. To właśnie jego łatwiej będzie zachęcić do lektury, która stanowi appendix, rodzaj fabularyzowanej biografii di Lampedusy. Polscy czytelnicy otrzymali dotąd tłumaczenie „Ostatniego Lamparta. Życie Giuseppe Tomasi di Lampedusy” Davida Gilmoura. Nie przetłumaczono biografii pióra Gioacchina Lanzy Tomasiniego, adoptowanego syna pisarza. Posłowie tego ostatniego towarzyszy nowemu przekładowi powieści.
„Książę Lampedusy” w swojej fabule koncentruje się na ostatnich latach życia autora, akcja rozpoczyna się w znaczącym momencie otrzymania przez niego druzgocącej diagnozy lekarskiej. Tytułowy bohater postanawia zrealizować od dawna tlący się w duszy pomysł opisania jednego dnia z życia pradziadka, dnia, w którym na Sycylii pojawiają się oddziały Garibaldiego. Iście Joyce’owski pomysł zamknięcia akcji w jednym dniu rozwinie się na inne plany czasowe, zyska inne wiodące postaci, z których najważniejszą pozostanie tytułowy gepard – patriarcha książęcego rodu, dumny, władczy, ale i niepozbawiony słabości. W mojej pamięci ma twarz Burta Lancastera i nie zmieniła tego stosunkowo nowa adaptacja Netflixa, z której najbardziej zapamiętałam psa. Książę Salina (bo takie nazwisko nosi w powieści i filmie) ma odpowiedni gravitas – jego postawa, zachowanie wymusza szacunek i w pewien choć nikły już sposób podobne reakcje budzi Giuseppe.
Protagonistą książki Price'a jest Tancredi, którego czytelnicy próbowali identyfikować ze wspomnianym Gioacchinem, co nie znalazło odzwierciedlenia w rzeczywistości, o czym sam domniemany bohater pisze w przedmowie do omawianego wydania. Tomasini nie napisał po prostu biografii przodka, jeden dzień stanowił pretekst do pokazania sytuacji, w której jednostka obserwuje proces rozpadu znajomego świata i musi podjąć decyzję, czy podążać z prądem zmian, czy wycofać się, szukając niszy, w której można spróbować przetrwać. Najsławniejsze zdanie: „Jeśli chcemy, by wszystko zostało tak jak jest, trzeba, by wszystko się zmieniło” wypowiada powieściowy książę, zaś Price wkłada ostatniemu księciu Lampedusy w usta inne słowa: „Wszystko, co niezłomnie trwało przez całe stulecia (…) przepadnie. Ostanie się tylko przyszłość (…) Być może nostalgia to rodzaj choroby” (s. 316). Autor umiejętnie oddał ten rodzaj smutku, który jest udziałem bohaterów i przybliżył postaci dumnej i fascynującej księżnej Alessandry, wspomnianego młodego Lanzy, uroczej Mirelli czy ekscentrycznych kuzynów. Nie dziwię się kanadyjskiemu autorowi, że nie mógł się oprzeć myśli, żeby zbeletryzować genezę i etapy powstania powieści, znacznie wykraczającej poza sagę arystokratycznego rodu.
Steven Price: „Książę Lampedusy”. Przeł. Maciej Stroiński. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |









ISSN 2658-1086

