O TYM, DLACZEGO KOLUMB NIE ZOBACZYŁ NIC, CO NIE ZOSTAŁO JUŻ WCZEŚNIEJ OPISANE (ANTONIO MUSARRA: 'WYSPA, KTÓREJ NIE MA. GEOGRAFIE WYOBRAŻONE POMIĘDZY MORZEM ŚRÓDZIEMNYM I ATLANTYKIEM')
A
A
A
Modernity’s whole rational domination is built on storytelling (Caputo 2024: 9).
„Wyspa, której nie ma” została scharakteryzowana na stronie wydawnictwa jako „ambitne studium o naturze ludzkiej wyobraźni, o jej zdolności do kreowania alternatywnych przestrzeni oraz o tym, jak wyobrażone, nieistniejące miejsca mogą kształtować historię”. Zaintrygowana opisem, postanowiłam sprawdzić, co kryje się za tym projektem historycznym, szczególnie ze względu na bliskość tematyczną z poprzednio recenzowaną „Wielogłową hydrą”. Parę zdań muszę od razu poświęcić kwestiom „materialnym”: od strony edytorskiej, graficznej i estetycznej książka prezentuje się naprawdę świetnie. Marginesy są bardzo szerokie (idealne do notatek!), przez co całość tekstu zyskuje oddech; wydawnictwo zastosowało podział przypisów na dolne i końcowe, co pozwala na niekłopotliwe zerkanie na źródła cytatów. Zbiór ilustracji i map umieszczono na początku. W głównym korpusie tekstu można z kolei znaleźć grafiki, przedstawiające fragmenty mszy na wielorybie z mapy legendarnych podróży świętego Brendana (z Nova Typis Transacta Navigatio Caspara Plautiusa). Ten sam obraz widnieje również na okładce książki. Samo materialne doświadczenie lektury okazało się więc przeprawą bardzo udaną, co zresztą nie jest żadnym zaskoczeniem w przypadku książek wydawanych przez słowo/obraz terytoria.
Antonio Musarra jest profesorem historii średniowiecza, jego zainteresowania naukowe skupiają się na historii nawigacji i wojen morskich na Morzu Śródziemnym oraz historii podróży i pielgrzymek w średniowieczu. Sama „Wyspa…” nie zdradza zbyt wiele na temat wykorzystanych przez autora teorii czy podejść metodologicznych. Jak stwierdza sam Musarra, „książka ta sytuuje się między »tym, o czym sądzimy (lub mamy taką nadzieję), że znajdziemy«, i czego konsekwentnie zaczynamy szukać (…), a »tym, co rzeczywiście znaleźliśmy«. Między tymi dwoma poziomami mieści się świat wyobrażony” (s. 40). Interesuje go zbadanie efektów przecięcia się ludzkiej „fantazji” dotyczącej przestrzeni wyspiarskich ze specyficznym kontekstem geograficznym – nie satysfakcjonuje go jednak ani osadzenie tych badań w nurcie historii mentalności, historii zbiorowych przedstawień, ani nawet w dziedzinie literatury (zob. s. 40). Dowiadujemy się jedynie, że „dysponujemy ważnymi źródłami, zdolnymi wykazać, że równolegle do podejmowanych wypraw – często morskich – linia podziału pomiędzy mitem a rzeczywistością nie tyle znika, ile przesuwa się gdzie indziej” (s. 40). Tekst ma więc skupiać się na wyspach wyobrażonych przez myśl europejską i na sposobie ich funkcjonowania na przecięciu średniowiecza i nowożytności. Ma również pokazać, w jaki sposób mity, zarówno te dotyczące określonych wysp, jak i te organizujące sposób widzenia i przedstawiania świata, przeobrażają się wraz z nastaniem nowożytności (choć autor wolałby określenia: „odczarowanie świata” i „racjonalizacja świata”, do czego jeszcze powrócę).
Książka podzielona jest na dwanaście rozdziałów. Pierwszy stanowi formę wstępu, omawia typy średniowiecznych map (wypełnione cudownościami, historią świata i zbawienia mappae-mundi, współistniejące z mapami nawigacyjnymi) i wprowadza pojęcie wyspy jako innego świata, alter orbis. W późniejszych partiach książki regularnie powraca bowiem interpretacja wyspy jako miejsca, które fragmentaryzowało przestrzeń – sprawiało, że to, co niemożliwe „tu”, może stać się właśnie „tam”. Proces racjonalizacji i desakralizacji przestrzeni, o której pisze autor, miał dopiero stopniowo znosić tę wielość, utrwalać przekonanie o jednolitości i uniwersalności świata geograficznego, który w całości można przemierzyć, zobaczyć i zdobyć. Wyspy do dziś jednak funkcjonują w zbiorowej wyobraźni jako miejsca dziwne, inne, rządzące się swoimi prawami. W średniowieczu, bardziej nawet niż terrae incognitae, ziemiami nieznanymi, które należy odkryć i opisać, byłyby jednak „wolnymi przestrzeniami, gdzie fantazja może swobodnie sobie poczynać” (s. 52). To wprowadzenie pozwala autorowi na późniejsze analizy dotyczące konkretnych przypadków: wysp rajskich, diabelskich, wysp-widm itd. Wyspa przednowożytna jest innością, odwróceniem porządku, końcem świata, rajem, piekłem, nieraz więc – miejscem, którego nie powinno się oglądać (zmianę tego paradygmatu należałoby więc uznać dopiero za znak Europy nowożytności).
Następne rozdziały częściowo omawiają wybrane wyspy (Wyspy Szczęśliwe, Wyspa Świętego Brendana, Thule, Antilia lub Wyspa Siedmiu Miast, Hy-Brasil), a częściowo prezentują analizę kontekstu społeczno-geograficznego oraz wprowadzają sylwetki marynarzy, geografów, kartografów, odkrywców i konkwistadorów, których działania przyczyniały się do przeobrażeń wyspiarskich mitów. Książka potrafi więc wprawić w lekkie zagubienie, choć ostatecznie stanowi spójną całość. Z procesu lekturowego szczególnie wybijała mnie nieoczekiwana zmiana gęstości tekstu. Analizy tekstów historycznych i literackich, podań, grafik, map oraz relacje przebiegu zdarzeń historycznych są bardzo szczegółowe, imponują wielością zebranych w tym celu materiałów i nie pozostawiają niedopowiedzeń. Do tego typu fragmentów należy z pewnością Powieść Kanaryjska (rozdział 8), w którym opisano „ponowne odkrycie” Wysp Kanaryjskich i stopniowe zdobywanie przez Hiszpanów kontroli nad tymi terytoriami i zamieszkującymi je społecznościami Guanczów. Zupełnie w innym tonie, choć również imponujący, jest rozdział 3, „Wyspa Świętego Brendana” – muszę przyznać, że między innymi w tym miejscu analiz literackich pojawiło się tyle, że przestała mnie dziwić konstatacja autora ze wstępu dotycząca osadzenia jego badań w „dziedzinie literatury”. Trzeba jednak bez wątpienia przyznać, że zdolność Musarry do śledzenia kolei losu „wyspiarskich historii” jest godna podziwu i wyraźnie zaznaczono momenty, w których informacje trzeba traktować jako niepewne, a źródła jako niekompletne.
Zupełnie inaczej czyta się jednak fragmenty będące próbą zebrania i syntezy informacji w kluczu wspomnianego mitu i jego „racjonalizacji”. Okazują się one miejscami ogólne i potoczne, mają charakter wyjaśniający – i na tyle uniwersalizujący, że nie pozwala mi na zaufanie wnioskom autora. Mit oznacza tu podania, dzieła literackie, jak również kosmologie organizujące (ogólnie pojęte) europejskie pojęcie o świecie. Czasem oznacza też po prostu ludzką wyobraźnię. Na końcu dowiadujemy się również, że „cała historia nowożytnej Europy opiera się na pewnym micie, początkowo jedynie natury geograficznej – micie o poszerzeniu horyzontów (…). Wydaje mi się, że odwrócenie zakazu przekraczania Słupów Heraklesa odegrało ważną rolę w ponownej definicji średniowiecznego uniwersum. Ustanowienie związku między postacią Ulissesa i Krzysztofem Kolumbem mogło się przyczynić do utrwalenia obrazu średniowiecza jako okresu nieruchomego trwania, niechętnego wszelkiej novitas. Mamy tu więc do czynienia z doskonałym przykładem tego, jak mit geograficzny przemienił się w wizję natury kulturowej” (s. 276-277).
Rozumiem myśl autora, zresztą lepiej wyjaśnioną w rozdziale poświęconym Kolumbowi, że utarta wizja średniowiecza jako „okresu nieruchomego trwania” jest niezgodna z tym, co pozwalają zinterpretować archiwalia (Musarra przywołuje zresztą nieraz dzieła Jacques’a Le Goffa). Cenię fragmenty, w których badacz pisze, jak przypadek, siła wyobraźni i wewnętrzne interesy kierowały stopniowym „odkrywaniem” nowych wysp i kontynentów. Jak stwierdza autor, „europejska wyobraźnia podążała własną drogą, aż znalazła dla siebie geograficzną przestrzeń” (s. 205), która warunkowała nazywanie nowych miejsc i usprawiedliwiała ich kolonizację. Kolumb najprawdopodobniej nigdy nie odważyłby się zapuścić się na pełne wody, by znaleźć „Wschód od strony Zachodu”, gdyby nie silne przekonanie, że po drodze znajdzie Antilię. Była to nigdy nieodkryta, lecz oznaczona na mapach wyspa, która miała leżeć na środku Atlantyku – Kolumb był pewien, że to właśnie tam uzupełni zapasy przed dalszą żeglugą. Autor przypomina również, że Kolumb krążył długo wokół Wysp Karaibskich, ponieważ jego cel stanowiło znalezienie Kataju, zawarcie przymierza z Wielkim Chanem w celu wspólnego odbicia muzułmańskiej Jerozolimy. Szukał również wyspy Cipango, opisanej przez Marco Polo jako miejsce wypełnione złotem i kosztownościami. „Mityczna geografia, odziedziczona po przeszłości, miała zatem podsycać pragnienia i ambicje żeglarza. Legenda i rzeczywistość nie tylko współistniały, lecz przeplatały się systematycznie i nieuchronnie, przypisując jedna drugiej fundamentalne znaczenie” (s. 137). Autor zgrabnie opisuje więc, dlaczego to właśnie Kolumb został okrzyknięty tym jedynym, najważniejszym odkrywcą i jak jego pozycja została później utrwalona przez pracę literatury, łączącej go z figurą Ulissesa.
Te ustalenia tracą jednak przy zetknięciu z powierzchownie traktowanymi pojęciami wyobraźni, mitu czy też procesu racjonalizacji lub odczarowania świata. Autor sam zresztą próbuje niuansować ową racjonalizację, pisząc, że mit w zasadzie nie znika w nowożytności, ale niejako „przesuwa się gdzie indziej” (s. 40). Widać to dobrze w końcowym rozdziale, w którym pojawia się wyobraźnia, za chwilę zestawiona ze światoobrazem, a później – śladami mitu: „Rozwój nowożytnego pojęcia przestrzeni jako jednolitej ekstensji zamkniętej w niezmiennych granicach, w geograficznej siatce południków i równoleżników, pozwalających precyzyjnie zlokalizować wszelkie możliwe miejsca, eliminował najważniejszy impuls odkryć, jakim była wyobraźnia, i nieustannie przesuwał wyznaczony cel” (s. 278). Dalej: „odkrycie, eksploracja i podbój (…) stanowiły fundamentalny etap konstruowania wizji nowożytnego świata, który »staje się obrazem«, by zacytować Heideggera, i »ustala« jego cechy charakterystyczne. Nie wyeliminował jednak całkowicie wymiaru fikcji ani nawet fantazji, a tym bardziej wymiaru pragnienia” (ss. 278-279). Następnie autor podaje serię wysp, które współistniały w europejskiej kartografii razem z nowo „odkrywanymi” miejscami, by stwierdzić, że „geograficzna wyobraźnia XVI, XVII i XVIII stulecia jest zatem nie mniej ważna (…). Są to ślady, można by rzec, jakie pozostawił mit” (s. 280).
Przymykając oko na niezapowiedziane odwiedziny Heideggera i wyżej wspomniane rozterki, polecam lekturę „Wyspy…”. Zawiera szereg bardzo dobrych analiz, szczególnie w miejscach, w których widać, że pozostają one blisko tekstu. Oczywiście zawsze dobrze jest też ponownie przeczytać, dlaczego Kolumb ostatecznie nie odkrył nic, co nie zostałoby już wcześniej opisane, a waga jego działań, jak pisze Sara Caputo, byłaby niczym więcej niż udanym storytellingiem.
LITERATURA:
Caputo S.: „Tracks on the Ocean. A History of Trailblazing, Maps and Maritime Travel”. London 2024.
Antonio Musarra: „Wyspa, której nie ma. Geografie wyobrażone pomiędzy Morzem Śródziemnym i Atlantykiem”. Przeł. Joanna Ugniewska. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Gdańsk 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

