KOSMOS SABINY (HELENA BOGUSZEWSKA: 'CAŁE ŻYCIE SABINY')
A
A
A
Lata 30. XX wieku przyniosły nasilającą się już od kilku dziesięcioleci ekspansję powieści psychologicznej. Za jej najważniejszy przejaw uważa się „Cudzoziemkę” Marii Kuncewiczowej. Nie można jednak zapomnieć o jej "„Leśniku”, „Granicy” Zofii Nałkowskiej, „Zazdrości i medycynie” Michała Choromańskiego, „Adamie Grywałdzie” Tadeusza Brezy, „Obrazie ojca w czterech ramach” Adama Tarna, „Przygodzie w nieznanym kraju” Anieli Gruszeckiej czy „Całym życiu Sabiny” Heleny Boguszewskiej. Tę ostatnią książkę, powieść z 1934 roku, PIW wydał jako trzeci utwór w zainaugurowanej w 2026 roku serii „Polskie prozy”. Po – według wyrażenia Tadeusza Błażejewskiego – impresyjnych „Wertepach” Leopolda Buczkowskiego i „halucynacyjnym”, „psychotycznym” (określenia Jana Borowicza) „Obłędzie” Jerzego Krzysztonia przyszedł czas na powieść o konstrukcji „rozetowej”. Tę trafną metaforę zapożyczam od Hieronima Edwarda Michalskiego, recenzenta trzeciego, pierwszego powojennego, wydania książki Boguszewskiej z 1947 roku. „Każdy z was przypomina sobie zapewne kształt okna na frontonie gotyckiej katedry, zwanego rozetą: wszystkie linie wybiegają tam z centrum, zakreślają swoje hiperbole i wracają do punktu wyjścia; z układu tych linii, przebiegających jedna obok drugiej, powstaje rozeta. Taką właśnie kompozycję rozetową – żeby tak ją nazwać – posiada powieść »Całe życie Sabiny«” – pisał krytyk. Być może na ten trop architektoniczny naprowadziły go homologie między poetyką utworu Boguszewskiej a cyklem proustowskim, który został przecież wzniesiony na kształt misternej gotyckiej katedry. Ostatecznie jeśli w Paryżu mogła wznieść się powieść-katedra, to w Warszawie – lub kilka kilometrów pod, na przedmieściach – mogła powstać powieść-rozeta, która Henrykowi Berezie dekadę później, w końcu lat 50. XX wieku, kojarzyła się już bardziej z „Odmianami czasu” Michela Butora i estetyką nouveau roman.
U początku swojej historii bohater Marcela Prousta znajdował się w takiej sytuacji: „Przez długi czas kładłem się spać wcześnie. Niekiedy, ledwiem zgasił świecę, oczy zamykały mi się tak prędko, że nie zdążyłem powiedzieć sobie: »Zasypiam«. I w pół godziny potem myśl, że czas byłby zasnąć, budziła mnie: chciałem odłożyć książkę, którą, zdawało mi się, że trzymam jeszcze w ręce, i zgasić światło; nie przestałem, śpiąc, zastanawiać się nad tym, com przeczytał; ale te refleksje przybierały charakter nieco szczególny; zdawało mi się, że to ja sam byłem tym, o czym mówiła książka: kościołem, kwartetem, rywalizacją Franciszka I z Karolem V”.
Pomijam różnicę w sytuacji narracyjnej: u Prousta – pierwszoosobowa, u Boguszewskiej – personalna, przefiltrowana jednak przez silne, jak nazwała zastosowaną w powieści technikę podawczą Krystyna Jakowska, „medium narracyjne” samej tytułowej bohaterki. Dorosły narrator „W stronę Swanna” rozpoczyna opis swojego życia od dzieciństwa, a właściwie od fenomenów zasypiania, snów i wybudzania się z nich. Umierająca Sabina zostaje ograniczona przestrzennie do łóżka, w którym spędzić ma ostatnie chwile i z rozkoszą, jaką przynosi porządkowanie materii pogrążonej w chaosie, oddaje się systematycznemu wspominaniu zdarzeń w narzuconych przez nią konfiguracjach tematycznych. Dzięki temu prezentuje przeszłość przez pryzmaty, którymi ustanawia sukienki (dzieciństwa, młodości, narzeczeństwa, małżeństwa, ciąży, macierzyństwa, dojrzałości, każda w specjalnym kolorze i z konkretnego materiału), mieszkania (adresy warszawskie, chwilowe miejsca pobytu na wsi podczas wakacji, pokoje studenckie i lokal w Murszewicach), służące (Modestowa, Sobieska, której historię inicjuje motto z „Łuku” Juliusza Kadena-Bandrowskiego, Leosia, która w przeciwieństwie do matki okazała się sumienną edukatorką seksualną, Maryna, Franciszkowa, Stasia), książki (lektury dzieciństwa i dorosłości), zabawy i zajęcia (gry towarzyskie, przyjaźnie, opieka nad synem, praca w szkole), poranki (szczęśliwe, złe i ten, podczas którego umarła). Oba utwory strukturyzuje asocjacyjna zasada kompozycji. Niepokojące myśli jawią się małemu Marcelowi zwłaszcza w końcu przytaczanego fragmentu: wydaje mu się, że zostaje poddany przeobrażeniom w przedmioty tak różnych kategorii jak budynki, utwory muzyczne czy relacje między władcami państw. Sabina postępuje odwrotnie: intencjonalnie stara się swoje doświadczenia przepisać na artefakty, innych ludzi, zajęcia, przestrzenie i pory dnia. W obu utworach następuje zrównanie materii nieantropologicznej z antropologiczną. Osobowości i przeżycia mogą swobodnie fluktuować pomiędzy ciałami ludzkimi a innymi elementami rzeczywistości. W książce Boguszewskiej tylko za ich pomocą można ujarzmić i znarratywizować minione wydarzenia życia człowieka.
Jadwiga Kiewnarska w recenzji „Całego życia Sabiny” przytoczyła niezwykle interesującą autocharakterystykę Boguszewskiej, w której autorka podpowiada inną od Michalskiego metaforę:
„– Nie chcę książki jak tasiemiec. Próbuję napisać coś co będzie jak melon.
– Książka jak melon?… Ach gdybyć to słyszał Karol Irzykowski, autor wiekopomnego zdania: – Książka jest to przedmiot kwadratowy.
Pani Boguszewska zniecierpliwiła się.
– No nie, przecież nie o to mi chodzi, jaki ma być format wydawniczy książki, tylko o rozwój akcji. Czemu zdarzenia mają koniecznie rozwijać w zwykłej chronologicznej kolejności? Dlaczego autor miałby się koniecznie niewolniczo trzymać tego, co było przed tem, a co potem? Przecież to nie jest wcale takie ważne. Wewnętrzny bieg wydarzeń rozwiązuje się i zrywa. Często po upływie lat odnajdujemy siebie samych takimi, jakimi byliśmy w dzieciństwie czy młodości. I młodość wcale nie koniecznie bywa w początku młoda. I wcale nie jesteśmy ciągle ci sami. Bardzo wielu różnych ludzi i wiele późnych psychik składa się na jednego człowieka. To wszystko odtworzyć, pokazać te różne żeberka melona zbiegające się w punktach wyjścia – narodzin i śmierci. To chciałabym oddać – rozumie pani?
Udałam, że tak: ale naprawdę to zrozumiałam dopiero po przeczytaniu książki”.
W „Historii kobiet w 101 przedmiotach” Annabelle Hirsch uwzględniła i opisała perfumowane rękawiczki, pierścionki, koronę zakonnicy, metalowy gorset, czapkę frygijską, szpilkę do kapelusza, płaszcz, bikini, spódniczkę mini, t-shirt Diora, ale nie umieściła żadnej sukienki. Badaczka tłumaczyła, że w książce chciała zawrzeć między innymi przedmioty „będące świadectwem ruchów zainicjowanych przez kobiety oraz mitów, w których od zarania dziejów próbowano je zamykać”. Sukienki może nie stanowiłaby więc mitów, tylko – semiofory. Każda z nich to starannie dobierany według mody, sytuacji i upodobań znacznik okazji, interakcji, przeżyć, które umożliwiły bądź które zaprzepaściły. Proces opisywania ich wizerunków, faktur, materiałów otwiera czasoprzestrzeń idiomatycznego doświadczenia chwil, w których Sabina miała je na sobie, i ich afektywnego kontekstu. Na tym polega to, co Sabina nazwała „magią sukien”. W poszerzeniu reprezentacji idiosynkratycznych stanów emocjonalnych kodujących powszechnie rozpoznawalne struktury odczuwania tkwi jeden z fenomenów powieści psychologicznej lat 30. XX wieku. Sukienki stają się impulsem do trywialnej, choć tak naładowanej emocjami, rozmowy między bohaterką a jej siostrą Heleną:
„– Pamiętasz, jakie sukienki miałyśmy, jakeśmy to były razem na balu w Towarzystwie Rolniczym? Ja byłam w białej, a ty miałaś jakąś podobną do tej…
– Nie, nie – ucieszyła się Helena, że wszystko znowu jest zwyczajnie – tamta była bardziej różowa, wtedy nie było jeszcze takiego koloru „beż”. I miała ażurowy „karczek”. Twoja też była z „karczkiem”. Nie wiem, czemu wtedy zawsze musiały być te karczki, pamiętasz? – śmieje się”.
W rozmówczyniach sukienka „z karczkiem” inicjuje kod ich wspólnych wspomnień i staje się repozytorium pamięci. Rekwizyt przekształca się w semiofor, bo przecież włożenie tej białej coś oznaczało, a potem – bo ona pozwoliła zapamiętać czyjeś spojrzenia, czyjś dotyk. Koncentracja rozmowy wokół szczegółów ubioru uspokaja wstrząśniętą umieraniem siostry Helenę. Synchroniczność pracy pamięci i dokumentacyjności pschosomatycznych aspektów choroby niweluje nieuchronne zagrożenie sentymentalnością trybu wypowiedzi. Suknie Sabiny wypełniają się znaczeniami i chyba właśnie dlatego sukienkowa oś narracji tak podobała się międzywojennym krytykom (np. Stanisławie Jarocińskiej-Malinowskiej). Bardziej niż rozważania o książkach czy przerafinowane i urwane „po porankach”. Sukienki sytuują się ze wszystkich wybranych przez autorkę kategorii wspominania najbliżej ciała, najbliżej materii. I sukienkę właśnie w spadku Sabina podarowała siostrzenicy, która przecież za drzwiami pokoju chorej już odgrywa tę samą rolę, co paręnaście lat wcześniej Sabina.
Z przedmiotami bohaterka ściera się i walczy zarówno we własnej pamięci, jak w przestrzeni pokoju, w którym umieściła ją siostra. Dyscyplinuje własne myśli przed niekontrolowanym zalewem wspomnień. Jak wtedy, gdy chronologiczny porządek zaburzyła asocjacja różowej sukienki oznaczającej Jana, byłego męża. Lub gdy złota obrączka „zmieniła się” „na czarną, wojenną” i także rozbiła ciągłość opowieści. Sabina próbuje systematyką przezwyciężyć kapryśnie mimowolne, asocjacyjne działanie pamięci. Dyscyplinuje siebie samą: „»Ach nie wybiegać naprzód, nie wybiegać!…« przemyśleć wszystko po kolei, jak było”. Chce, żeby opowieść nie stała się za bardzo rozchwiana (zupełnie odwrotną, awangardową intencję miała autorka, co doceniali Lech Piwiński i Regina Reicher), żeby klarujący się z niej obraz życia układał się w zrozumiały i stabilny ciąg przyczynowo-skutkowy. Żeby nic w nim nie bałaganiło. Gdy Hela denerwuje się rozmową z lekarzem, „przestawia coś na stoliku, bez miary już zarośniętym napływającymi zewsząd gratami. Jest tym całkowicie pochłonięta: skądże się na litość boską tyle tego nabrało? – Czy każdy, cokolwiek przyniesie, to już musi pozostawić? Ten spodek widzę już trzeci dzień…”. Nadmiar mimowolnie gromadzonych przedmiotów wokół łóżka chorej denerwuje ją, bo nie może nad nimi zapanować.
W powieści nadmiarowe rzeczy pojawiają się za sprawą bezrefleksyjnie przynoszących je ludzi i zaprzątają uwagę – jak pisała Herminia Naglerowa – „zdumionej ich trwaniem i uporczywością” Sabiny, odwodząc ją od wspomnień. Kobieta kilka razy upomina domowników, żeby nie pozostawiali ich w jej pobliżu. Rzeczywista, namacalna obecność przedmiotów w teraźniejszości rozprasza ich korelatywną obecność w pamięci Sabiny. Dlatego każe je usuwać.
Podporządkowanie wspomnień przedmiotom to intencjonalny zamysł bohaterki, ale nawet gdy rejestruje bieżące wydarzenia, sygnaturami czynności stają się rzeczy. Kiedy Helena odpoczywa w sąsiednim pomieszczeniu, Sabina zastanawia się: „ciekawe, czy nie zapomniała wziąć sobie z przedpokoju starego palta o wyłażącej wacie, służącego zazwyczaj do okrycia tym zmęczonym, »kładącym się trochę na kanapie«. Ileż to razy ona, Sabina, też tak się kładła… i leżeć na kanapie pod starym paltem, jak zwyczajny zmęczony człowiek, wydaje się nagle Sabinie takim szczęściem”. „Wspomnienia Sabiny rozbudowują się nie na substracie własnych przeżyć, ale niemal wyłącznie na przedmiotowym działaniu rzeczy. (…) W ten sposób suknia, sprzęt, mieszkanie stają się same dla siebie rzeczywistą akcją życia, są niejako decydującą miarą i oceną tego życia, w które ubierała się i w którym mieszkała Sabina” – pisała Naglerowa, która stosunek Sabiny do przedmiotów określała jako „liryczny”.
Więc: czy Sabina dyscyplinuje samą siebie w myślowym porządkowaniu rzeczy czy może stara się zdyscyplinować przedmioty, które próbują na nią wpływać? Ona ukontekstawia przepływającą przez jej pamięć wibrującą materię, ale przecież te przedmioty, miejsca, czasy ją przeżyją. Stanowi centrum, które gromadziło wiązkę przedmiotów, ale po jej śmierci – przydarzą się one komuś innemu. Jeszcze kiedy śmiertelnie chora bohaterka wypoczywa w pokoju, już jedna z jej sukienek nabiera nowych sensów i tworzy nowe wspomnienia dla córki Heleny. Wychodząc z diagnozą od lekarza, Sabina „na schodach przypomniała sobie, że ilekroć szła do pracy lub dokądkolwiek, wbrew swojej chęci, tylko z musu, zawsze sobie mówiła, że oto nie ona sama idzie, tylko »idzie ją«. – Teraz dopiero »idzie mnie« po tych schodach i będzie tak aż do…”. Od tego momentu to rzeczy będą wykonywały czynności na Sabinie, nie ona na nich. To one będą starały się rządzić nią, wpływać na jej pamięć, warunkować jej przestrzeń. I to zdecydowanie odróżnia ją od bohatera Prousta, który w przedmioty wnikał, przelewał w nie swoją osobowość, stawał się nimi. Sabina nawet w snach i marzeniach nie miałaby tej śmiałości.
Bohaterka Boguszewskiej – na co uwagę zwracali Alfred Jesionowski i Teresa Landy – zupełnie zredukowała konfesyjne życie duchowe. Ponieważ w jej świecie rzeczy mogą odgrywać taką samą rolę jak ludzie, pory dnia czy przestrzenie, kwestia duchowości stałaby się problematyczna. „Całe życie Sabiny” konsekwentnie koduje materialistyczną wizję bytu, rezygnującą – choćby w światoodczuciu bohaterki – z nadania rzeczywistości nieantropologicznej duchowego charakteru. Utwór Boguszewskiej zaprzecza podrzędności materii w stosunku do ducha. Nieobecność religijności nie zostaje zastąpiona „żadną inną metafizyką” (Jesionowski). Umierająca Sabina nie myśli wcale o jakiejkolwiek formie pośmiertnej egzystencji. Istnienie kończy się dla niej na materialności.
„Całe życie Sabiny” doczekało się odczytania feministycznego, które Ewa Kraskowska kończyła poruszającym stwierdzeniem, „że bohaterki powieści kobiecych umierają — jak Sabina — z uśmiechem na ustach, bo wreszcie czują się naprawdę wolne. Od innych. Dla siebie”. A także kontrującej pracy Urszuli Chowaniec, która wychodziła z pozycji charakterystycznej dla następnej fali feministycznych odczytań i starała się dowieść autobiograficznego charakteru powieści Boguszewskiej. Kraskowska interpretowała bohaterkę powieści z 1934 roku jako aktywny podmiot, przykład życia wyemancypowanego. Chowaniec – jako figurę, w którą autorka wpisała antyprzykład, postać poddającą się biernie życiu, nieangażującą się w sprawy tak indywidualne, jak społeczno-polityczne. Według badaczki sama Boguszewska, posługując się ironią uzyskaną przez narratorski dystans, „propagowała przeciwny model”. Ale Sabina w wielkiej historii po prostu nie chce uczestniczyć. Ucieka od niej. Rejestruje polityczne, niedotyczące jej bezpośrednio wydarzenia. Jej ostateczna reakcja to skupienie się na sobie, na własnym, jednostkowym funkcjonowaniu. „Na placu gromadzą się ludzie, uszy słyszą znajomy śpiew. »Na barykady«? Co to jakiś pochód pepeesowski. – Ach, co mnie to obchodzi!” – reaguje właściwie bezwstydnie. Choć trzeba zaznaczyć, że szanse zaangażowania w manifestacje polityczne pojawiają się akurat w najtrudniejszych, granicznych sytuacjach życia Sabiny – w momentach porodu i śmierci. Wtedy, kiedy dramat ciała staje się ważniejszy niż zobowiązanie ideologiczne.
A może wcale nie. Może to chwile jak każde inne i gdyby wezwanie do PPS-owskiego pochodu nastąpiło w czasie romansu z Tomaszem, prowadzenia lekcji przyrody albo spaceru z synem, to i tak nie odpowiedziałaby na nie. W ten sposób – zostaje tylko usprawiedliwiona. Sabina doskonale wiedziała, co wybiera, kiedy odmawiała zaangażowania politycznego. Nie decyduje się na ruch, pogrąża się w inercji ze względu na zalew rzeczy, wrażeń, emocji, obowiązków i odczuć. I po prostu nie reaguje.
„Życie Sabiny było takie nijakie i takie szare i biedne” (Tadeusz Breza), „jałowe” (Zbigniew Papp) „monotonne, bezbarwne czy też jadnobarwne” (Emil Breiter), „nie posiadało interesującego oblicza”, „to mutatis mutandis, życie miliona kobiet” (Jesionowski). Sabina – „jak jedna z wielu: szara, pechowa, żadna” (Piwiński), „przeciętna aż do granic podejrzliwości” (Chowaniec) „była bierna i dlatego mogła wiele znieść”. Właśnie dlatego „Całe życie Sabiny” to niezwykle istotne zjawisko historycznoliterackie kodujące społeczno-polityczne dylematy lat 30. XX wieku, ale także powieść, którą warto czytać we współczesnej perspektywie aprecjującej indywidualne doświadczenie przeciętności okresu potransformacyjnego. Bohaterka Boguszewskiej to „normik”, zupełnie taki jak np. z opowiadań Mateusza Górniaka z tomu „Trash Story”, do którego międzywojenną powieść zbliża tekże heteroontologiczny zwrot ku rzeczom.
„Nie posiada żadnej cechy intelektualnej lub uczuciowej, która by nas zjednywała, usposabiała do niej życzliwie. Nie posiada ani większej inteligencji, ani zdolności czy zamiłowania w jakimkolwiek kierunku, ani wybitnej subtelności, dobroci czy nawet wdzięku. Jest to jedna z tych kobiet, których indywidualność jest widoczna tylko dla nich samych, bo ktoś obcy nie odróżni ich w tłumie innych, tak jak nie zatrzyma pamięci widoku twarzy przeciętnego, mijanego przechodnia” – tak pisał Zofia Mianowska o Sabinie. W analogiczny sposób narrator Górniaka przeprowadza ekspozycję swojego bohatera: „I on, Normik, jakiś Jacek albo inny placek, co w podstawówce siedziła w trzeciej ławce pod ścianą, obgryzał paznokcie, chujowo grał w siatkówkę, a potem urabiał się po łokcie w firmie, w której nikt przez pierwsze dwa lata nie pamiętał jego imienia. Chodzi o wyobrażenie sobie kogoś, kto wyglądał jak każdy, czyli – jak się przypatrzeć – trochę śmisznie. Miałby na pewno dość szerokie dżinsy i buty do chodzenia po górach, a reszty ciała, twarzy też, po prostu się nie pamięta”.
Opowieści Boguszewskiej i Górniaka kończą śmierci ich bohaterów. Normik podjął decyzję: „pomyślał, że otworzy okno, żeby trochę wywietrzyć, a rano weźmie się do kupy i zrobi wszystko: będzie walczył jak lew i szukał nadziei nawet w bezdennej rozpaczy”. Więc, choć nie wypełnił swojego postanowienia, jego historia została określona. Pozostaje świadomość zaprzepaszczonego wypadkiem życia. Żal towarzyszący czytelnikowi przy końcu opowieści Sabiny, o którym wspominał Breza, wynika z tego, że nie poznamy innych, potencjalnych historii kobiety, którymi pulsują jej urwane wspomnienia. U Górniaka zatraciła się jedna wytyczona opowieść, u Boguszewskiej – cały ich kosmos.
LITERATURA:
Bereza H.: „Stara nowość”. „Twórczość” 1959, nr 1.
Błażejewski T.: „»Wertepy«Leopolda Buczkowskiego”. „Prace Polonistyczne” 1987, nr 43.
Borowicz J.: „Polskie szaleństwo po Marcu. »Obłęd«Jerzego Krzysztonia”. „Teksty Drugie” 2020, nr 2.
Breiter E.: „Cenny dorobek prozy polskiej”. „Wiadomości Literackie” 1934, nr 37.
Breza T.: „Życie na co dzień”. „Dziennik Literacki” 1948, nr 19.
Chowaniec U.: „«Zostają same kobiety i męczą się więcej niż wszystkie ojczyzny razem wzięte». O »Całym życiu Sabiny«Heleny Boguszewskiej”. W: „Sporne postaci polskiej krytyki feministycznej po 1989 roku”. Red. M. Świerkosz. Gdańsk 2016.
Górniak M.: „Trash Story”. Kraków 2022.
Hirsch A.: „Historia kobiet w 101 przedmiotach”. Przeł. B. Bruks, K. Idzikowski, Z. Sucharska. Gdańsk 2025.
Jakowska K.: „Międzywojenne powieść perswazyjna”. Warszawa 1992.
Jarocińska-Malinowska S.: „Ważne pozycje w budżecie literackim”. „Praca Obywatelska” 1935, nr 6.
Jesionowski A.: „Film z życia szarej kobiety”. „ABC” 1934, nr 207.
Kiewnarska J.: „Całe życie kobiety”. „Dziennik Poznański” 1934, nr 133.
Kraskowska E.: „Świat według Boguszewskiej i po kobiecemu”. „Pamiętnik Literacki” 1997, nr 3.
Mianowska Z.: „Całe życie Sabiny”. „Pion”1934, nr 26.
Michalski H.E.: „Na półce z książkami”. „Głos Ludu” 1947, nr 225.
Naglerowa H.: „Lawa drobiazgów zalewa życie ludzkie”, „Kurier Poranny” 1934, nr 167.
Papp Z.: „Sabina marzy”. „Akcja Narodowa” 1934, nr 10.
Piwiński L.: „Powieść”. W: „Rocznik Literacki 1934”. Red. Z. Szmydtowa. Warszawa 1935.
Proust M.: „W poszukiwaniu straconego czasu. T. 1: W stronę Swanna”. Przeł. T. Żeleński (Boy). Warszawa 1992.
Reicher R.: „Całe życie Sabiny”. „Kobieta Współczesna” 1934, nr 20.
Silvester [Landy T.]: „W obliczu Nicości”. „Verbum” 1934, nr 3.
U początku swojej historii bohater Marcela Prousta znajdował się w takiej sytuacji: „Przez długi czas kładłem się spać wcześnie. Niekiedy, ledwiem zgasił świecę, oczy zamykały mi się tak prędko, że nie zdążyłem powiedzieć sobie: »Zasypiam«. I w pół godziny potem myśl, że czas byłby zasnąć, budziła mnie: chciałem odłożyć książkę, którą, zdawało mi się, że trzymam jeszcze w ręce, i zgasić światło; nie przestałem, śpiąc, zastanawiać się nad tym, com przeczytał; ale te refleksje przybierały charakter nieco szczególny; zdawało mi się, że to ja sam byłem tym, o czym mówiła książka: kościołem, kwartetem, rywalizacją Franciszka I z Karolem V”.
Pomijam różnicę w sytuacji narracyjnej: u Prousta – pierwszoosobowa, u Boguszewskiej – personalna, przefiltrowana jednak przez silne, jak nazwała zastosowaną w powieści technikę podawczą Krystyna Jakowska, „medium narracyjne” samej tytułowej bohaterki. Dorosły narrator „W stronę Swanna” rozpoczyna opis swojego życia od dzieciństwa, a właściwie od fenomenów zasypiania, snów i wybudzania się z nich. Umierająca Sabina zostaje ograniczona przestrzennie do łóżka, w którym spędzić ma ostatnie chwile i z rozkoszą, jaką przynosi porządkowanie materii pogrążonej w chaosie, oddaje się systematycznemu wspominaniu zdarzeń w narzuconych przez nią konfiguracjach tematycznych. Dzięki temu prezentuje przeszłość przez pryzmaty, którymi ustanawia sukienki (dzieciństwa, młodości, narzeczeństwa, małżeństwa, ciąży, macierzyństwa, dojrzałości, każda w specjalnym kolorze i z konkretnego materiału), mieszkania (adresy warszawskie, chwilowe miejsca pobytu na wsi podczas wakacji, pokoje studenckie i lokal w Murszewicach), służące (Modestowa, Sobieska, której historię inicjuje motto z „Łuku” Juliusza Kadena-Bandrowskiego, Leosia, która w przeciwieństwie do matki okazała się sumienną edukatorką seksualną, Maryna, Franciszkowa, Stasia), książki (lektury dzieciństwa i dorosłości), zabawy i zajęcia (gry towarzyskie, przyjaźnie, opieka nad synem, praca w szkole), poranki (szczęśliwe, złe i ten, podczas którego umarła). Oba utwory strukturyzuje asocjacyjna zasada kompozycji. Niepokojące myśli jawią się małemu Marcelowi zwłaszcza w końcu przytaczanego fragmentu: wydaje mu się, że zostaje poddany przeobrażeniom w przedmioty tak różnych kategorii jak budynki, utwory muzyczne czy relacje między władcami państw. Sabina postępuje odwrotnie: intencjonalnie stara się swoje doświadczenia przepisać na artefakty, innych ludzi, zajęcia, przestrzenie i pory dnia. W obu utworach następuje zrównanie materii nieantropologicznej z antropologiczną. Osobowości i przeżycia mogą swobodnie fluktuować pomiędzy ciałami ludzkimi a innymi elementami rzeczywistości. W książce Boguszewskiej tylko za ich pomocą można ujarzmić i znarratywizować minione wydarzenia życia człowieka.
Jadwiga Kiewnarska w recenzji „Całego życia Sabiny” przytoczyła niezwykle interesującą autocharakterystykę Boguszewskiej, w której autorka podpowiada inną od Michalskiego metaforę:
„– Nie chcę książki jak tasiemiec. Próbuję napisać coś co będzie jak melon.
– Książka jak melon?… Ach gdybyć to słyszał Karol Irzykowski, autor wiekopomnego zdania: – Książka jest to przedmiot kwadratowy.
Pani Boguszewska zniecierpliwiła się.
– No nie, przecież nie o to mi chodzi, jaki ma być format wydawniczy książki, tylko o rozwój akcji. Czemu zdarzenia mają koniecznie rozwijać w zwykłej chronologicznej kolejności? Dlaczego autor miałby się koniecznie niewolniczo trzymać tego, co było przed tem, a co potem? Przecież to nie jest wcale takie ważne. Wewnętrzny bieg wydarzeń rozwiązuje się i zrywa. Często po upływie lat odnajdujemy siebie samych takimi, jakimi byliśmy w dzieciństwie czy młodości. I młodość wcale nie koniecznie bywa w początku młoda. I wcale nie jesteśmy ciągle ci sami. Bardzo wielu różnych ludzi i wiele późnych psychik składa się na jednego człowieka. To wszystko odtworzyć, pokazać te różne żeberka melona zbiegające się w punktach wyjścia – narodzin i śmierci. To chciałabym oddać – rozumie pani?
Udałam, że tak: ale naprawdę to zrozumiałam dopiero po przeczytaniu książki”.
W „Historii kobiet w 101 przedmiotach” Annabelle Hirsch uwzględniła i opisała perfumowane rękawiczki, pierścionki, koronę zakonnicy, metalowy gorset, czapkę frygijską, szpilkę do kapelusza, płaszcz, bikini, spódniczkę mini, t-shirt Diora, ale nie umieściła żadnej sukienki. Badaczka tłumaczyła, że w książce chciała zawrzeć między innymi przedmioty „będące świadectwem ruchów zainicjowanych przez kobiety oraz mitów, w których od zarania dziejów próbowano je zamykać”. Sukienki może nie stanowiłaby więc mitów, tylko – semiofory. Każda z nich to starannie dobierany według mody, sytuacji i upodobań znacznik okazji, interakcji, przeżyć, które umożliwiły bądź które zaprzepaściły. Proces opisywania ich wizerunków, faktur, materiałów otwiera czasoprzestrzeń idiomatycznego doświadczenia chwil, w których Sabina miała je na sobie, i ich afektywnego kontekstu. Na tym polega to, co Sabina nazwała „magią sukien”. W poszerzeniu reprezentacji idiosynkratycznych stanów emocjonalnych kodujących powszechnie rozpoznawalne struktury odczuwania tkwi jeden z fenomenów powieści psychologicznej lat 30. XX wieku. Sukienki stają się impulsem do trywialnej, choć tak naładowanej emocjami, rozmowy między bohaterką a jej siostrą Heleną:
„– Pamiętasz, jakie sukienki miałyśmy, jakeśmy to były razem na balu w Towarzystwie Rolniczym? Ja byłam w białej, a ty miałaś jakąś podobną do tej…
– Nie, nie – ucieszyła się Helena, że wszystko znowu jest zwyczajnie – tamta była bardziej różowa, wtedy nie było jeszcze takiego koloru „beż”. I miała ażurowy „karczek”. Twoja też była z „karczkiem”. Nie wiem, czemu wtedy zawsze musiały być te karczki, pamiętasz? – śmieje się”.
W rozmówczyniach sukienka „z karczkiem” inicjuje kod ich wspólnych wspomnień i staje się repozytorium pamięci. Rekwizyt przekształca się w semiofor, bo przecież włożenie tej białej coś oznaczało, a potem – bo ona pozwoliła zapamiętać czyjeś spojrzenia, czyjś dotyk. Koncentracja rozmowy wokół szczegółów ubioru uspokaja wstrząśniętą umieraniem siostry Helenę. Synchroniczność pracy pamięci i dokumentacyjności pschosomatycznych aspektów choroby niweluje nieuchronne zagrożenie sentymentalnością trybu wypowiedzi. Suknie Sabiny wypełniają się znaczeniami i chyba właśnie dlatego sukienkowa oś narracji tak podobała się międzywojennym krytykom (np. Stanisławie Jarocińskiej-Malinowskiej). Bardziej niż rozważania o książkach czy przerafinowane i urwane „po porankach”. Sukienki sytuują się ze wszystkich wybranych przez autorkę kategorii wspominania najbliżej ciała, najbliżej materii. I sukienkę właśnie w spadku Sabina podarowała siostrzenicy, która przecież za drzwiami pokoju chorej już odgrywa tę samą rolę, co paręnaście lat wcześniej Sabina.
Z przedmiotami bohaterka ściera się i walczy zarówno we własnej pamięci, jak w przestrzeni pokoju, w którym umieściła ją siostra. Dyscyplinuje własne myśli przed niekontrolowanym zalewem wspomnień. Jak wtedy, gdy chronologiczny porządek zaburzyła asocjacja różowej sukienki oznaczającej Jana, byłego męża. Lub gdy złota obrączka „zmieniła się” „na czarną, wojenną” i także rozbiła ciągłość opowieści. Sabina próbuje systematyką przezwyciężyć kapryśnie mimowolne, asocjacyjne działanie pamięci. Dyscyplinuje siebie samą: „»Ach nie wybiegać naprzód, nie wybiegać!…« przemyśleć wszystko po kolei, jak było”. Chce, żeby opowieść nie stała się za bardzo rozchwiana (zupełnie odwrotną, awangardową intencję miała autorka, co doceniali Lech Piwiński i Regina Reicher), żeby klarujący się z niej obraz życia układał się w zrozumiały i stabilny ciąg przyczynowo-skutkowy. Żeby nic w nim nie bałaganiło. Gdy Hela denerwuje się rozmową z lekarzem, „przestawia coś na stoliku, bez miary już zarośniętym napływającymi zewsząd gratami. Jest tym całkowicie pochłonięta: skądże się na litość boską tyle tego nabrało? – Czy każdy, cokolwiek przyniesie, to już musi pozostawić? Ten spodek widzę już trzeci dzień…”. Nadmiar mimowolnie gromadzonych przedmiotów wokół łóżka chorej denerwuje ją, bo nie może nad nimi zapanować.
W powieści nadmiarowe rzeczy pojawiają się za sprawą bezrefleksyjnie przynoszących je ludzi i zaprzątają uwagę – jak pisała Herminia Naglerowa – „zdumionej ich trwaniem i uporczywością” Sabiny, odwodząc ją od wspomnień. Kobieta kilka razy upomina domowników, żeby nie pozostawiali ich w jej pobliżu. Rzeczywista, namacalna obecność przedmiotów w teraźniejszości rozprasza ich korelatywną obecność w pamięci Sabiny. Dlatego każe je usuwać.
Podporządkowanie wspomnień przedmiotom to intencjonalny zamysł bohaterki, ale nawet gdy rejestruje bieżące wydarzenia, sygnaturami czynności stają się rzeczy. Kiedy Helena odpoczywa w sąsiednim pomieszczeniu, Sabina zastanawia się: „ciekawe, czy nie zapomniała wziąć sobie z przedpokoju starego palta o wyłażącej wacie, służącego zazwyczaj do okrycia tym zmęczonym, »kładącym się trochę na kanapie«. Ileż to razy ona, Sabina, też tak się kładła… i leżeć na kanapie pod starym paltem, jak zwyczajny zmęczony człowiek, wydaje się nagle Sabinie takim szczęściem”. „Wspomnienia Sabiny rozbudowują się nie na substracie własnych przeżyć, ale niemal wyłącznie na przedmiotowym działaniu rzeczy. (…) W ten sposób suknia, sprzęt, mieszkanie stają się same dla siebie rzeczywistą akcją życia, są niejako decydującą miarą i oceną tego życia, w które ubierała się i w którym mieszkała Sabina” – pisała Naglerowa, która stosunek Sabiny do przedmiotów określała jako „liryczny”.
Więc: czy Sabina dyscyplinuje samą siebie w myślowym porządkowaniu rzeczy czy może stara się zdyscyplinować przedmioty, które próbują na nią wpływać? Ona ukontekstawia przepływającą przez jej pamięć wibrującą materię, ale przecież te przedmioty, miejsca, czasy ją przeżyją. Stanowi centrum, które gromadziło wiązkę przedmiotów, ale po jej śmierci – przydarzą się one komuś innemu. Jeszcze kiedy śmiertelnie chora bohaterka wypoczywa w pokoju, już jedna z jej sukienek nabiera nowych sensów i tworzy nowe wspomnienia dla córki Heleny. Wychodząc z diagnozą od lekarza, Sabina „na schodach przypomniała sobie, że ilekroć szła do pracy lub dokądkolwiek, wbrew swojej chęci, tylko z musu, zawsze sobie mówiła, że oto nie ona sama idzie, tylko »idzie ją«. – Teraz dopiero »idzie mnie« po tych schodach i będzie tak aż do…”. Od tego momentu to rzeczy będą wykonywały czynności na Sabinie, nie ona na nich. To one będą starały się rządzić nią, wpływać na jej pamięć, warunkować jej przestrzeń. I to zdecydowanie odróżnia ją od bohatera Prousta, który w przedmioty wnikał, przelewał w nie swoją osobowość, stawał się nimi. Sabina nawet w snach i marzeniach nie miałaby tej śmiałości.
Bohaterka Boguszewskiej – na co uwagę zwracali Alfred Jesionowski i Teresa Landy – zupełnie zredukowała konfesyjne życie duchowe. Ponieważ w jej świecie rzeczy mogą odgrywać taką samą rolę jak ludzie, pory dnia czy przestrzenie, kwestia duchowości stałaby się problematyczna. „Całe życie Sabiny” konsekwentnie koduje materialistyczną wizję bytu, rezygnującą – choćby w światoodczuciu bohaterki – z nadania rzeczywistości nieantropologicznej duchowego charakteru. Utwór Boguszewskiej zaprzecza podrzędności materii w stosunku do ducha. Nieobecność religijności nie zostaje zastąpiona „żadną inną metafizyką” (Jesionowski). Umierająca Sabina nie myśli wcale o jakiejkolwiek formie pośmiertnej egzystencji. Istnienie kończy się dla niej na materialności.
„Całe życie Sabiny” doczekało się odczytania feministycznego, które Ewa Kraskowska kończyła poruszającym stwierdzeniem, „że bohaterki powieści kobiecych umierają — jak Sabina — z uśmiechem na ustach, bo wreszcie czują się naprawdę wolne. Od innych. Dla siebie”. A także kontrującej pracy Urszuli Chowaniec, która wychodziła z pozycji charakterystycznej dla następnej fali feministycznych odczytań i starała się dowieść autobiograficznego charakteru powieści Boguszewskiej. Kraskowska interpretowała bohaterkę powieści z 1934 roku jako aktywny podmiot, przykład życia wyemancypowanego. Chowaniec – jako figurę, w którą autorka wpisała antyprzykład, postać poddającą się biernie życiu, nieangażującą się w sprawy tak indywidualne, jak społeczno-polityczne. Według badaczki sama Boguszewska, posługując się ironią uzyskaną przez narratorski dystans, „propagowała przeciwny model”. Ale Sabina w wielkiej historii po prostu nie chce uczestniczyć. Ucieka od niej. Rejestruje polityczne, niedotyczące jej bezpośrednio wydarzenia. Jej ostateczna reakcja to skupienie się na sobie, na własnym, jednostkowym funkcjonowaniu. „Na placu gromadzą się ludzie, uszy słyszą znajomy śpiew. »Na barykady«? Co to jakiś pochód pepeesowski. – Ach, co mnie to obchodzi!” – reaguje właściwie bezwstydnie. Choć trzeba zaznaczyć, że szanse zaangażowania w manifestacje polityczne pojawiają się akurat w najtrudniejszych, granicznych sytuacjach życia Sabiny – w momentach porodu i śmierci. Wtedy, kiedy dramat ciała staje się ważniejszy niż zobowiązanie ideologiczne.
A może wcale nie. Może to chwile jak każde inne i gdyby wezwanie do PPS-owskiego pochodu nastąpiło w czasie romansu z Tomaszem, prowadzenia lekcji przyrody albo spaceru z synem, to i tak nie odpowiedziałaby na nie. W ten sposób – zostaje tylko usprawiedliwiona. Sabina doskonale wiedziała, co wybiera, kiedy odmawiała zaangażowania politycznego. Nie decyduje się na ruch, pogrąża się w inercji ze względu na zalew rzeczy, wrażeń, emocji, obowiązków i odczuć. I po prostu nie reaguje.
„Życie Sabiny było takie nijakie i takie szare i biedne” (Tadeusz Breza), „jałowe” (Zbigniew Papp) „monotonne, bezbarwne czy też jadnobarwne” (Emil Breiter), „nie posiadało interesującego oblicza”, „to mutatis mutandis, życie miliona kobiet” (Jesionowski). Sabina – „jak jedna z wielu: szara, pechowa, żadna” (Piwiński), „przeciętna aż do granic podejrzliwości” (Chowaniec) „była bierna i dlatego mogła wiele znieść”. Właśnie dlatego „Całe życie Sabiny” to niezwykle istotne zjawisko historycznoliterackie kodujące społeczno-polityczne dylematy lat 30. XX wieku, ale także powieść, którą warto czytać we współczesnej perspektywie aprecjującej indywidualne doświadczenie przeciętności okresu potransformacyjnego. Bohaterka Boguszewskiej to „normik”, zupełnie taki jak np. z opowiadań Mateusza Górniaka z tomu „Trash Story”, do którego międzywojenną powieść zbliża tekże heteroontologiczny zwrot ku rzeczom.
„Nie posiada żadnej cechy intelektualnej lub uczuciowej, która by nas zjednywała, usposabiała do niej życzliwie. Nie posiada ani większej inteligencji, ani zdolności czy zamiłowania w jakimkolwiek kierunku, ani wybitnej subtelności, dobroci czy nawet wdzięku. Jest to jedna z tych kobiet, których indywidualność jest widoczna tylko dla nich samych, bo ktoś obcy nie odróżni ich w tłumie innych, tak jak nie zatrzyma pamięci widoku twarzy przeciętnego, mijanego przechodnia” – tak pisał Zofia Mianowska o Sabinie. W analogiczny sposób narrator Górniaka przeprowadza ekspozycję swojego bohatera: „I on, Normik, jakiś Jacek albo inny placek, co w podstawówce siedziła w trzeciej ławce pod ścianą, obgryzał paznokcie, chujowo grał w siatkówkę, a potem urabiał się po łokcie w firmie, w której nikt przez pierwsze dwa lata nie pamiętał jego imienia. Chodzi o wyobrażenie sobie kogoś, kto wyglądał jak każdy, czyli – jak się przypatrzeć – trochę śmisznie. Miałby na pewno dość szerokie dżinsy i buty do chodzenia po górach, a reszty ciała, twarzy też, po prostu się nie pamięta”.
Opowieści Boguszewskiej i Górniaka kończą śmierci ich bohaterów. Normik podjął decyzję: „pomyślał, że otworzy okno, żeby trochę wywietrzyć, a rano weźmie się do kupy i zrobi wszystko: będzie walczył jak lew i szukał nadziei nawet w bezdennej rozpaczy”. Więc, choć nie wypełnił swojego postanowienia, jego historia została określona. Pozostaje świadomość zaprzepaszczonego wypadkiem życia. Żal towarzyszący czytelnikowi przy końcu opowieści Sabiny, o którym wspominał Breza, wynika z tego, że nie poznamy innych, potencjalnych historii kobiety, którymi pulsują jej urwane wspomnienia. U Górniaka zatraciła się jedna wytyczona opowieść, u Boguszewskiej – cały ich kosmos.
LITERATURA:
Bereza H.: „Stara nowość”. „Twórczość” 1959, nr 1.
Błażejewski T.: „»Wertepy«Leopolda Buczkowskiego”. „Prace Polonistyczne” 1987, nr 43.
Borowicz J.: „Polskie szaleństwo po Marcu. »Obłęd«Jerzego Krzysztonia”. „Teksty Drugie” 2020, nr 2.
Breiter E.: „Cenny dorobek prozy polskiej”. „Wiadomości Literackie” 1934, nr 37.
Breza T.: „Życie na co dzień”. „Dziennik Literacki” 1948, nr 19.
Chowaniec U.: „«Zostają same kobiety i męczą się więcej niż wszystkie ojczyzny razem wzięte». O »Całym życiu Sabiny«Heleny Boguszewskiej”. W: „Sporne postaci polskiej krytyki feministycznej po 1989 roku”. Red. M. Świerkosz. Gdańsk 2016.
Górniak M.: „Trash Story”. Kraków 2022.
Hirsch A.: „Historia kobiet w 101 przedmiotach”. Przeł. B. Bruks, K. Idzikowski, Z. Sucharska. Gdańsk 2025.
Jakowska K.: „Międzywojenne powieść perswazyjna”. Warszawa 1992.
Jarocińska-Malinowska S.: „Ważne pozycje w budżecie literackim”. „Praca Obywatelska” 1935, nr 6.
Jesionowski A.: „Film z życia szarej kobiety”. „ABC” 1934, nr 207.
Kiewnarska J.: „Całe życie kobiety”. „Dziennik Poznański” 1934, nr 133.
Kraskowska E.: „Świat według Boguszewskiej i po kobiecemu”. „Pamiętnik Literacki” 1997, nr 3.
Mianowska Z.: „Całe życie Sabiny”. „Pion”1934, nr 26.
Michalski H.E.: „Na półce z książkami”. „Głos Ludu” 1947, nr 225.
Naglerowa H.: „Lawa drobiazgów zalewa życie ludzkie”, „Kurier Poranny” 1934, nr 167.
Papp Z.: „Sabina marzy”. „Akcja Narodowa” 1934, nr 10.
Piwiński L.: „Powieść”. W: „Rocznik Literacki 1934”. Red. Z. Szmydtowa. Warszawa 1935.
Proust M.: „W poszukiwaniu straconego czasu. T. 1: W stronę Swanna”. Przeł. T. Żeleński (Boy). Warszawa 1992.
Reicher R.: „Całe życie Sabiny”. „Kobieta Współczesna” 1934, nr 20.
Silvester [Landy T.]: „W obliczu Nicości”. „Verbum” 1934, nr 3.
Helena Boguszewska: „Całe życie Sabiny”. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2026 [seria: Polskie prozy].
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

