ISSN 2658-1086

1 sierpnia 15-16 (543-544) / 2026

Kamila Czaja,

CZARNY KARNAWAŁ (CHESTER HIMES: 'DRAKA W HARLEMIE')

A A A
Przemek Dębowski, opisując na Facebooku, jak zdobywał dla Karakteru prawa do wydania w Polsce Chestera Himesa, wspomina między innymi, co przyciągnęło jego uwagę w katalogowych charakterystykach: „Chandler? Baldwin? Brzmi, psiakrew, znajomo. Zamówiłem, przeczytałem wszystko, kupiliśmy bez wahania” (wpis FB z 12.06.2026). Podobny proces decyzyjny stanie się pewnie udziałem sporej grupy osób sięgających po „Drakę w Harlemie”. Wprawdzie w 2002 roku Himes był jednym z kilkunastu bohaterów łączonego numeru 4-5-6 „Literatury na Świecie” (z „Sednem krzywdy” w przekładzie Krzysztofa Hejwowskiego), zapewne część osób kojarzy też, luźno opartą na tej prozie, filmową „Rozróbę w Harlemie” (1991, reż. Bill Duke), a na wieść o opublikowaniu powieści w Polsce w mediach społecznościowych ujawniła się garstka rodzimych entuzjastów tej twórczości (między innymi Mariusz Czubaj – zob. wpis FB z 2.07.2026), jednak i tak pisarz jest w naszym kraju niemal anonimowy. Niewtajemniczoną większość zachęcić mogą więc właśnie konteksty. Jeżeli ktoś niedawno prenumerował tomy Jamesa Baldwina i skompletował siedem niebieskich „Chandlerów”, to pewnie sięgnie po Himesa w ciemno. Zwłaszcza że wydanie przypomina to, z którym mieliśmy do czynienia przy śledztwach Philipa Marlowe’a, tylko w innym kolorze. I mam tu akurat na myśli kolor okładki, ale bardzo istotna różnica dotyczy też koloru skóry protagonistów.

„Drakę w Harlemie” („A Rage in Harlem”) wydano pod tytułem „For Love of Imabelle” w Stanach Zjednoczonych w 1957, ale to późniejszy o rok francuski przekład, „La Reine de Pommes”, opublikowany w Série noire Marcela Duhamela, zapewnił jej gatunkowy prestiż (o związkach Himesa, surrealizmu i tej słynnej serii Gallimarda zob. Eburne 2005). Powieść ta otwiera dziewięciotomowy – licząc tom ostatni, który po śmierci autora dokończyli Michel Fabre i Robert E. Skinner – cykl Gliniarze z Harlemu. Otwiera nietypowo, bo ci gliniarze, Grabarz Jones i Truposz Johnson, pojawiają się dopiero po kilkudziesięciu stronach i odgrywają drugoplanową rolę. Trochę ich już w „Drace…” poznamy, dowiemy się na przykład, że „Grabarz i Truposz nie byli brudnymi glinami, ale nie byli też frajerami. Żaden frajer nie wytrzymałby w Harlemie” (s. 71). Jednak pierwszy z nich tu na długie fragmenty znika, a drugi głównie leży w szpitalu.

Ważniejszy jest w „Drace z Harlemu” inny męski duet. Jackson – „czarny, krótki i tłuściutki” (s. 30), a do tego naiwny i zakochany – szuka swojej dziewczyny, Imabelle, nie wierząc, że go oszukała, współpracując z gangiem naciągaczy. Pomocy porzucony kochanek szuka u brata, Złociutkiego, któremu szemrane interesy nie są obce. I warto dać powieści parę rozdziałów na rozkręcenie, bo chociaż od początku imponuje stylem opisów i specyficzną harlemską filozofią, którą można dostrzec choćby w przestrodze pucybuta: „Gościu, nie ciesz się za bardzo, bo umrzesz” (s. 27), to dopiero pojawienie się Złociutkiego (pod postacią siostry miłosierdzia!) w pełni uruchamia nieprzewidywalną sekwencję zdarzeń – i śmieszną, i straszną równocześnie.

W tej dwoistości widziałabym największą oryginalność powieści. Z jednej strony mamy pościgi za karawanem, fałszywe zakonnice, czasem wręcz slapstick czy wręcz kreskówkowość – bo trudno nie myśleć o Wilusiu E. Kojocie, gdy czyta się fragment: „Nagle pomost się skończył i Jackson niespodziewanie spadł z doku. Tupał po drewnianych deskach, aż nagle poczuł, że macha nogami w zimnym, nocnym powietrzu. W ułamku sekundy wylądował w kałuży błota. Nogi mu uciekły z takim impetem, że zrobił pełne salto” (s. 107). Mamy opisy postaci jak ten podsumowujący pewnego graciarza: „Wyglądał jak wuj Tom, którego ktoś wraz z chatą wyeksmitował do Harlemu” (s. 121). I mamy subtelniejszą ironię: „Blady tynk na ścianach zdobiło graffiti: ogromne genitalia zwisały z nieporadnie zarysowanych, skurczonych torsów jak jakieś dziwne owoce. Ktoś dorysował obok nich nagą parę uprawiającą seks. Inni również dodali coś od siebie. Teraz wypadałoby to już nazwać muralem” (s. 137).

Z drugiej strony humor „Draki w Harlemie” jest zwodniczy. Wprawdzie Himes co jakiś czas przeplata zabawne passusy demaskacją zupełnie niewesołego świata, w którym funkcjonują Jackson i Złociutki, ale łatwo zachwycić się noirowym brzmieniem takich fragmentów bez przyjęcia ich ponurych sensów do wiadomości, wciąż zakładając, że żywioł komiczny tu zwycięży. Gdy czytałam: „Był to ciemny, opustoszały, ponury kawałek Manhattanu; nocą tak upiorny, że unikany nawet przez policjantów. Miejsce, w którym człowiekowi podcina się gardło i nie ma komu usłyszeć jego krzyku – a jeśli już go kto usłyszy, nie znajdzie odwagi, by nań odpowiedzieć” (s. 96), myślałam głównie o tym, jak to jest napisane. (I jeszcze trochę o tym, że kojarzy mi się to z „Obcym”, na dodatek nie tym Alberta Camusa, a tym Ridleya Scotta – wszak także w kosmosie „nikt nie usłyszy twojego krzyku”. Skojarzenie to jednak stanowi raczej efekt przekładu, bowiem oryginalne „no one to hear his cries” [Himes 2011] brzmi wyraźnie inaczej niż „no one can hear you scream”). A gdy dotarłam do fragmentu: „Kto wejdzie na wieżę Kościoła Riverside, osiadłego wśród budynków uniwersyteckich na wysokim brzegu rzeki Hudson, ujrzy pod stopami, w oddali, fale szarych dachów zakłócających perspektywę niczym bałwany na wzburzonym morzu. Pod ich powierzchnią, w zatęchłych wodach paskudnych kamienic, trwa desperacko miasto Czarnych, cisnących się konwulsyjnie jak ławica wygłodniałych padlinożerców, w zaślepieniu wyżerających sobie nawzajem wnętrzności. Wsadź tu rękę, a wyjmiesz kikut. Oto właśnie Harlem” (s. 134-135), ponownie doceniłam frazę, ale wciąż nie do końca przyswoiłam, po jakim świecie przedstawionym się poruszamy. W efekcie zupełnie nie byłam emocjonalnie gotowa na zwrot akcji z okolic 150 strony…

Oscylowanie Himesa między „zgrywą”, brutalną farsą, która współczesnym czytelniczkom i czytelnikom przywodzić może od razu na myśl twórczość Quentina Tarantino (w przypadku powieści ponad trzy dekady tę twórczość wyprzedzającej!), a desperacją miejsca, w którym przyszło żyć bohaterom „Draki w Harlemie”, robi i dziś ogromne wrażenie. Przy czym dla autora nie było między tymi wymiarami książki dystansu: „Myślałem, że piszę realizm. Nigdy nie przyszło mi na myśl, że piszę absurdalność. Realizm i absurdalność są tak podobne w życiu amerykańskich Czarnych, że nikt nie potrafi wskazać różnicy” (fragment biografii Himesa „My Life of Absurdity”, cyt. za: Sante 2011, tłum. własne).

Ze wstępu do wydania w serii Penguin Modern Classic można się dowiedzieć, że ze względu na swoją odmienność na amerykańskim rynku książkowym powieści Himesa całe lata zajęło znalezienie w ojczyźnie kręgu czytelniczego (zob. Sante 2011). Jednak dziś wystarczy krótka kwerenda, by dotrzeć do licznych tekstów intepretujących The Harlem Cycle pod kątem gatunkowym, rasowym, genderowym, społecznym etc. Zestawia się pisarza z jego współczesnymi, ale też wskazuje licznych kontynuatorów (jak Colson Whitehead). Często w analizach pojawia się nazwisko wspomnianego już Baldwina – od teraz także w polskiej recepcji. Dębowski zauważa, że u Himesa mamy „przenicowany świat z Baldwina” (wpis FB z 12.06.2026) – z czym łatwo się zgodzić, pamiętając choćby takie teksty jak „Piąta Aleja, część północna. List z Harlemu” i „East River, śródmieście. Dopisek do Listu z Harlemu” (zob. Baldwin 2025). Tłumacz Antoni Górny podkreśla z kolei „iście baldwinowski zmysł obserwacyjny” (Górny 2026: 235), równocześnie przekonując, że Himes do duetu Baldwin i Richarda Wright „zupełnie nie pasował” (tamże).

Pisze też Górny: „W ujęciu Himesa jest to świat na opak, rządzący się własnymi, nieprzejrzystymi nawet dla wielu jego mieszkańców prawami – świat harlemskiej komedii ludzkiej” (tamże, s. 236). Czytając „na opak” w kontekście „Draki w Harlemie”, od razu pomyślałam o bachtinowskiej karnawalizacji – szybko odkrywając, że i ten pomysł anglosaskie literaturoznawstwo już przepracowało (zob. O’Donoghue 2016). Po polsku siłą rzeczy nie przeczytamy jeszcze o Himesie wiele, ale przyjęcie tej powieści okazuje się na razie bardzo ciepłe: gdy piszę ten tekst, w „Gazecie Wyborczej” zdążył się już pojawić artykuł Marty Górnej, a Jakub Demiańczuk z „Polityki” przyznał książce 5 na 6 gwiazdek. Dołączam do zachwyconych. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że będzie nas więcej i wkrótce ukażą się kolejne tomy, a Chester Himes zaistnieje i w polskim dyskursie, nawet tak od Harlemu odległym geograficznie i czasowo. Bo gdy się czyta dziś „Drakę w Harlemie”, wydaje się ona w formie szokująco wręcz współczesna.

LITERATURA:

Baldwin J.: „Nikt nie zna mojego imienia. Dalsze zapiski syna tego kraju”. Przeł. M. Denderski. Kraków 2025.

Czubaj M. – post na Facebooku z 2.07.2026. https://www.facebook.com/Czubaj.Mariusz/posts/klasyka-2-czyli-chester-himesoto-on-po-ponad-80-latach-od-powie%C5%9Bciowego-debiutu-/2023206488584052/.

Demiańczuk J.: „Oszuści i frajerzy”. „Polityka” 2026, nr 30. https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/2350705,1,recenzja-ksiazki-chester-himes-draka-w-harlemie.read.

Dębowski P. i Wydawnictwo Karakter – post na Facebooku z 12.06.2026. https://www.facebook.com/photo/?fbid=1662368369221627&set=pb.100063454394816.-2207520000&locale=pl_PLS.

Eburne J.P.: „The Transatlantic Mysteries of Paris: Chester Himes, Surrealism, and the Série noire”. „PMLA” 2005, vol. 120, nr 3. https://www.jstor.org/stable/25486215?seq=7.

Górna M.: „Proza zuchwała jak cwaniak ze złotymi zębami. Rewolucyjny kryminał nareszcie w Polsce”. 17.07.2026. https://wyborcza.pl/7,75517,32908948,proza-zuchwala-jak-cwaniak-ze-zlotymi-zebami-rewolucyjny-kryminal.html

Himes Ch.: „A Rage in Harlem”. London 2011 [e-book].

O’Donoghue J.: „Two-tone detectives: cross-cultural crime in Chester Himes’ Harlem Cycle novels [and] Black Bush City Limits” [PhD thesis, Bath Spa University]. 2016. DOI: 10.17870/bathspa.00007957.

Sante L.: „Introduction”. W: Ch. Himes: „A Rage in Harlem”. London 2011 [e-book].
Chester Himes: „Draka w Harlemie”. Przeł. Antoni Górny. Wydawnictwo Karakter. Kraków 2026 [seria: Gliniarze z Harlemu].