ISSN 2658-1086

1 sierpnia 15-16 (543-544) / 2026

Emilia Noczyńska,

O DWOISTOŚCI LUDZKIEJ DUSZY (JACQUELINE HARPMAN: 'ORLANDA')

A A A
Co to właściwie znaczy być sobą? Czym determinowana jest nasza natura? Rodzimy się w pełni kompletni, z góry ustaleni, czy może jednak potrafimy sami kształtować się wedle własnego uznania? Dążymy do perfekcji, by zostać najlepszą wersją siebie? Kto jednak stwierdza, kiedy osiągnęliśmy szczyt własnych możliwości? Czy dla każdego „najlepszość” jest identycznie pisana?

Nowa na polskim rynku książka Jacqueline Harpman reinterpretuje kultową queerową powieść Virginii Woolf „Orlando”. Powieść w pionierski (nie tylko dla swoich czasów) sposób eksploruje zagadnienie płciowości oraz jej płynności. Co szczególnie wyjątkowe, mimo czasów powstania powieści oraz panujących ówcześnie poglądów, postaci dalszoplanowe traktują zmiany w tożsamości głównej postaci z zupełną obojętnością. Przemiana z mężczyzny w kobietę owiana jest dozą magii oraz tajemniczością pewnego rytuału. Co najważniejsze, samą przemianę, jak i jej rezultat przedstawia się czytelnikowi w sposób niepomiernie zwyczajny. Nie dziwne, że środowisko queerowe postrzega Orlandę/a jako godną reprezentację osób transpłciowych czy niebinarnych.

Harpman, oferując nową propozycję odczytania dzieła, zdaje się stąpać brudnymi butami po mapie wcześniejszej powszechnie znanej interpretacji. Tańczy na niej samotne tango, stopniowo zacierając legendę i znaki. Czytelnik, przyglądając się śladom jej kroków, zdumiewa się na kreślone słowa i patrzy, jak queerowe odczytanie skręca w stronę feministycznego. Zdaniem bohaterki Harpman, Aline (która, swoją drogą, jest literaturoznawczynią), przemiana nie odbywa się w sposób dosłowny. Nie ma tam magii, ważna staje się symbolika. Orlanda to od początku kobieta, a rytuał przejścia to nic innego jak doświadczenie pierwszej miesiączki. Jej męskie wcielenie to zbuntowane dziecko, którym kiedyś była. Można uznać, że to jej prawdziwe „ja” jeszcze niezaznajomione z konwenansami. Wolne i spontaniczne.

Cóż jednak wspólnego mają ze sobą obie powieści? Czy Aline jak Orlando również doświadcza zmiany płci? Jak już nieco ujawniłam – nie o tym mowa w tym dziele. Książka rozpoczyna się od ciekawej sceny, w której to protagonistka przygotowuje się na zajęcia ze studentami, czytając wtóry raz historię stworzoną przez Virginię Woolf. Aline próbuje uchwycić jej sens, gdyż zawsze jej umykał. W kawiarni, gdzie przebywa, zauważa młodego chłopaka i stwierdza, że gdyby kiedyś żyła życiem mężczyzny, to może bardziej doceniłaby lekturę tej książki.

Uśpiona, nieuświadomiona część duszy Aline wyrywa się w stronę młodzieńca i… opuszcza bohaterkę, moszcząc sobie ciepły kącik w umyśle chłopaka, czym spycha na bok jego własną duszę. Cząstka dziewczyny okazuje się autonomiczna, mimo że przez lata pozostawała zagłuszana przez dominujący charakter Aliny. Co ciekawe, określa się jako męska część tej kobiety, czuje się mężczyzną wcześniej uwięzionym w obcym ciele. Niemal nienawidzi swojej właścicielki (jeśli można to tak określić) za jej rygor oraz bycie nudziarą. Orlanda, bo będąc zainspirowany lekturą Woolf, takie imię wybiera, z całej siły pragnie nadrobić wszystkie potencjalne przygody odrzucane przez Aline. Czuje się młody i rześki, chce korzystać z życia. Flirtować z mężczyznami, imprezować oraz, przede wszystkim, już nigdy na oczy nie spotkać drugiej siebie.

Z drugiej strony dziewczyna nawet nie zdająca sobie sprawy z istnienia Orlandy, niemal nie dostrzega jej ucieczki. Fakt – w momencie przenosin czuje się dziwnie, ale nie potrafi tego logicznie wytłumaczyć. Odczuwa pewien brak, ale łatwo go ignoruje, gdyż od lat funkcjonowała bez tej drugiej siebie. W dodatku zbyt pogrąża się w lekturze. Tymczasem Orlanda, wchodząc w buty przypadkowego chłopaka, nieświadomie wkrada się w obce życie. Chociaż pragnąłby zacząć wszystko od początku, to musi mierzyć się z rodziną oraz partnerką swojego „żywiciela” (co szczególnie go przerasta, gdyż nie jest w żadnym stopniu seksualnie zainteresowany kobietami, a dziewczynie jego nosiciela zależy na intymności), których najchętniej by unikał.

Orlanda lubuje się w rzeczach zakazanych i z radością przekracza wszystkie wcześniej stawiane mu granice, czym z zachowania nieco przypomina dziecko. Nie panuje również nad swoimi wybuchami emocji i daje się im ponieść chwili. Nie jest to przypadkowe, gdyż męski element Aline postępuje bardzo podobnie jak w czasach, kiedy jeszcze dochodził do głosu. I było to za czasów jej dzieciństwa. Orlanda reprezentuje wszystko to, co chłopięce i niewdzięczne. Rodzice skutecznie tępili z jej głowy tego szkodnika umysłu, aż w końcu zajął margines jej duszy. Po latach stagnacji idealizuje on ich wspólne dzieciństwo i, jak się później okazuje, pomaga Aline przypomnieć sobie dawno zapomniane, acz cenne wspomnienia.

I to jest też niebywale intrygujące, ich wspólna przeszłość jest niesamowicie ciekawa. Nie dość, że mają wspólne przeżycia, ale też emocje i przemyślenia. Osiągnęli poziom bliskości niedostępny dla wszystkich innych. Dlatego też nie dziwne, że Orlanda, mimo pragnienia odcięcia się od Aline, wałęsa się w okolicach jej domu czy pracy. Nieświadomie rości sobie prawo do jej własności, nie akceptując w pełni nowego życia podarowanego przez przypadkowego chłopaka.

Dlatego też zaczynają się przypadkiem spotykać. Orlanda bawi się spokojem Aline, zdradzając szczegóły z ich życia, których nie powinien znać żaden (nie)znajomy. Po czasie zdradzonej masy tajemnic kobieta faktycznie zaczyna wierzyć, że Orlanda jest też po części nią. Odkrywają, że ich wzajemne towarzystwo uspokaja od niedawna nawiedzające ich migreny. Czasem wymykają się nocą (też z łóżek, w których leżą z partnerami), by się spotkać i „przesłać energię”. Obserwatorowi mogli by wydać się kochankami.

Gdyby jednak odczytać „Orlandęw sposób sugerowany dla „Orlanda”, okazać by się mogło, że męska cząstka duszy Aline nigdy nie opuściła jej ciała. Dowodem na to może być fakt, że nikt nigdy nie towarzyszył Aline i Orlandzie podczas ich spotkań, co świadczyć może, że jest on wytworem jej wyobraźni. Być może jego stworzenie pomaga przygotować jej się do zajęć na uniwersytecie? Ewentualnie może on symbolizować jej podwójne życie, które zaczęła prowadzić z powodu niespełnienia. Orlando stanowiłby imaginację, którą usprawiedliwiałaby się sama przed sobą. Te romanse z zaawansowanymi w wieku mężczyznami to nie ona, to Orlanda! Jej nie do końca uświadomiona wewnętrzna dzikość, którą dopuściła do głosu! A przynajmniej Freud tak by to argumentował. Problemem jednak wtedy byłaby interpretacja sensu istnienia żywiciela Orlandy, dlaczego jej umysł go wykreował? Można by gdybać, spekulować, że stworzenie podwójnego alter ego odracza odczuwanie poczucia winy.

Nieistotne czy Orlanda naprawdę istnieje, czy to tylko kreacja umysłu Aline. Ważniejsze jest dostrzeżenie przez nią męskiego pierwiastka w sobie, któremu od lat nie pozwalała istnieć. Orlanda staje się mniej zestresowana, pozbywa się wewnętrznej konieczności bycia poważną i profesjonalną. Po zespoleniu fragmentów duszy oraz zaakceptowaniu faktu ich odrębności, czuje się silniejszą. Jest, jaka jest i nie zawsze musi sprostać konwenansom.

Literatura:

Woolf V.: „Orlando”. Przeł. Tomasz Bieroń. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2023.
Jacqueline Harpman: „Orlanda”. Przeł. Katarzyna Marczewska. Wydawnictwo ArtRage. Warszawa 2025.