ISSN 2658-1086

1 sierpnia 15-16 (543-544) / 2026

Sabina Strózik,

PRZED JAKIM OBRAZEM CHCIAŁ(A)BYŚ UMRZEĆ? (MARIA POPRZĘCKA: 'ŚMIERĆ PRZED OBRAZEM. O SZTUCE, STAROŚCI I ZNIKANIU')

A A A
Maria Poprzęcka we wstępie do swojej najnowszej publikacji zaznacza (co też później realizuje): „Książka niniejsza (…) [m]ówi o sztuce. O sztuce wobec starości, o ich wzajemnych relacjach. O sztuce, której w różnych okolicznościach starość niespodzianie staje na drodze” (s. 9). Mnie jednak – zapewne z powodu rozmaitych bardzo osobistych odczytań – najbardziej w książce interesuje tchnienie śmiertelności. Nie jest to chyba bardzo wbrew intencji samej autorki, bowiem pierwszym słowem tytułu kieruje nas ona w stronę kresu życia.

Co widzi trupa wyszklona źrenica”

Przed jakim obrazem chcielibyście umrzeć? Zastanawialiście się kiedyś? Ja przyznam, że nigdy. Fantazjowałam, jaki obraz chciałabym wykraść z muzeum i powiesić naprzeciwko łóżka, żeby móc go oglądać jako pierwszy po przebudzeniu. Wiedziałam więc, przy jakim obrazie chciałabym żyć, ale nigdy chyba nie starczyło mi odwagi lub wyobraźni, aby skonfrontować się z wizją odwrotną – przed jakim obrazem chciałabym umrzeć?

Gabriel Narutowicz, zgodnie z zeznaniami naocznych świadków zamachu, został trafiony kulą zamachowca przed pejzażem Todora Ziomka „Ranny szron” (zob. s. 11). Nie miał wyboru, jaki obraz będzie tym ostatnim, nie mamy zresztą pewności, że to był faktycznie ostatni widok, który uniósł pod powiekami na tamten świat. I właśnie tej śmierci Poprzęcka poświeciła pierwszy szkic w tomie, śledząc rozmaite konteksty zgonu prezydenta, a także to, jak przetworzyła go przez lata sztuka, aż do wystawy kuratorowanej przez Grzegorza Kowalskiego z 2002 roku pt. „Co widzi trupa wyszklona źrenica” (zob. s. 23). Odpowiedzi na pytanie, zaczerpnięte zresztą od Juliusza Słowackiego, nie sposób było udzielić. Badaczka jednak przytacza przejmujące obrazy Zdzisława Rogalskiego „Śmierć partyzanta” – „Obozy poczęte są z prostego, wzrokowego doświadczenia – to las widziany z perspektywy leżącego na wznak” (s. 32). Trudno się od nich oderwać – bo chyba trudno nie wyobrażać sobie siebie na tym miejscu.

Relatywnie dużą część tomu zajmują ujęcia śmierci prezydenta, nie tylko jako opowieści o tak przepełnionej sztuką zbrodni (morderca był historykiem sztuki i malarzem, a samego mordu dokonano w Zachęcie), ale także o bardzo intymnym wymiarze tego konania – pięknym, uważnym i intymnym geście Kazimiery Iłłakowiczówny, która – będąc przy śmierci Narutowicza – zamyka mu oczy i przede wszystkim każe zabrać zabójcę, aby jego widok nie był ostatnim, który przypadnie w udziale konającemu prezydentowi. A jako kontekst Poprzęcka przypomina umierającego, wzburzonego ojca z opery Verdiego, który przejmująco krzyczy do córki „Odejdź, Twój widok psuje mi śmierć!” (zob. s. 35).

Czy wolno być starą kobietą?

Nie mogę też nie wspomnieć o wspaniałym eseju dotyczącym wymazywania starości – a konkretnie o wymazywaniu starych kobiet. Artemisia Gentileschi, malarka, na swoim obrazie „Judyta ścinająca głowę Holofernesa” zmieniła starą sługę (którą widzimy choćby na wspaniałym obrazie Caravaggia o tym samym tytule) na młodą dziewczynę – „dlaczego Artemisia wyrzuciła z obrazu starą sługę? (…) Odpowiedź jest okrutna: szprota starości skaziłabym grand machina e bellezza. Okrucieństwo jej nie szkodziło, brzydota starej twarzy – tak” (s. 108). Czy przez kilka wieków coś się w tej materii zmieniło?

Choć książka traktuje o tematach niełatwych, ostatecznych, ma w sobie wiele lekkości, eksplozji siły, niezgody – ale nie w sensie gwałtownego protestu, a raczej wyrazu pragnienia, chęci, potrzeby gestu i sprawczości, a także – buntu wobec na zakłamującego uspójnienia, jakim jest „późna twórczość”.

Jak zawsze, esej Poprzęckiej jest niezwykle erudycyjny, pełen literackich, filozoficznych odniesień, a jednocześnie – czyta się go jak najbardziej pochłaniającą powieść. Lekkość języka zachwyca, nie da się od tej książki oderwać, choć ciężar gatunkowy okazuje się tym razem znacząco większy. Powraca autorka do lubianych tropów, którymi posługiwała się już w „Impasie” – pisze o „Nieznanym arcydziele” Balzaca, o „I would prefer not to” z Melville’a, ale nadaje im tu inny wydźwięk, rzuca na nie inne niż wcześniej światło („w miejsce symbolu niemocy, jakim jest sławetne odezwanie nieszczęsnego kopisty Bartelby’ego »wolałbym nie«, staje buntownicze »wolałbym tak« [s. 13]).

Dzieła przedostatnie

Na jednym ze spotkań autorskich nieodżałowany Adam Zagajewski powiedział, że poeta jest zawsze poetą wiersza przedostatniego, że nigdy nie myśli się o wierszu ostatnim. Myślą o nim natomiast odbiorcy i odbiorczynie – tak bardzo chcemy przybić stempel utworu finalnego, jakby sens się tam dodatkowo zagęszczał, jakby stanowił niemal proroctwo, świadomie przesłanie. Obsesję tę świetnie pokazuje choćby historia van Gogha i niemalże butnej niezgody, by uznać, że jego ostatni obraz był faktycznie ostatni – bo czemu miałoby to być niemal płaskie przedstawienie przydrożnych korzeni, a nie, jakże symboliczne, „Pole zbóż z krukami”.

Podziwiam, że badaczka – choć i jej ostatnia książka traktowała o tematach nienajlżejszych – za każdym razem mówi, że jej teksty nie mają być przygnębiające – co może budzić zdziwienie czy uśmiech powątpiewania. A jednak tak faktycznie jest – i przy „Impasie”, i przy dyskursie senilnym Poprzęcka ucieka od przygnębiających czy fatalistycznych tonów, a wyposaża swoją narrację w przejmującą moc i siłę, która każe i pozwala iść wbrew.

Książka Marii Poprzęckiej ma więc w sobie dualizm – to książka o sztuce, ale sztuka jest tu pretekstem, lub też towarzyszką, która prowadzi przez meandry rozważań o starości, odchodzeniu. Lektura staje się dojmującym, dotykającym do żywego doświadczeniem, zwłaszcza po przeczytaniu intymnej, poruszającej dedykacji: „Pamięci przyjaciół, którzy zniknęli”.

W jednym z dawnych wywiadów badaczka przyznała: „Kiedy na coś patrzę i przestaję być historykiem sztuki, wtedy czuję, że mam do czynienia z prawdziwą sztuką. (…) Na tym polega sztuka, że się nie wie” (Sroczyński 2012). Wobec starości i przemijania nie wie się na pewno.

LITERATURA:

Sroczyński G.: „Poprzęcka: wypieramy chorobę, starość, śmierć. Sztuka nam te rzeczy brutalnie przypomina”. 26.10.2012. https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,163229,12744187,poprzecka-wypieramy-chorobe-starosc-smierc-sztuka-nam-te.html
Maria Poprzęcka: „Śmierć przed obrazem. O sztuce, starości i znikaniu”. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Gdańsk 2024.