ISSN 2658-1086

1 sierpnia 15-16 (543-544) / 2026

Ewa Ogłoza,

O KRZYSZTOFIE JUNGU

A A A
Nazwisko Krzysztof Jung poznałam po raz pierwszy w związku z kapitalną wystawą „Przez Dotyk” Barbary Falender. Niedawno usłyszałam wypowiedź aktorki Pauliny Holtz o znakomitym nauczycielu. Wątkowi dydaktycznemu chciałabym poświęcić fragment tekstu, ale najpierw wyjaśnię, dlaczego tekst wysyłam do działu Sztuka.

Kim był Krzysztof Jung? Czym się w życiu zajmował? Żył w latach 1951 – 1998. Był artystą, malarzem, grafikiem, rysownikiem, portrecistą, modelem, performerem, a także nauczycielem w liceum. Barbara Falender opowiadała, że przed wielu laty zobaczyła na ulicy w Warszawie młodego człowieka, który zwracał na siebie uwagę sposobem poruszania się, sylwetką, urodą i fryzurą. Był niewysoki, szczupły, poruszał się szybko, miał bujne, czarne, kręcone włosy, gęsty wąs, krzaczaste brwi oraz wyraziste oczy, szeroko uśmiechał się. Pozował do marmurowych rzeźb wybitnej artystki. Jego ciało i sylwetkę rozpoznajemy na przykład w Narcyzie umieszczonym również na nagrobku na Powązkach Wojskowych. Wiele cech zewnętrznych ujmują fotografie, zwłaszcza Grzegorza Kowalskiego (1943 – 2025), rzeźbiarza i twórcy artystycznej pracowni w warszawskiej ASP, nazywanej „Kowalnią”.

Jung był wyjątkowym artystą, tworzącym w wielu dziedzinach sztuki, obecnym w życiu kulturalnym Warszawy, związanym z paryską „Kulturą” i „Zeszytami Literackimi”, zaprzyjaźnionym z wieloma osobami. Dla wybranych tworzył działania polegające na oplataniu nićmi modeli i obiektów, przede wszystkim w Galerii Repassage. Spotykał się ze znajomymi, zwłaszcza w grudniu przed świętami w mieszkaniu na obrzeżach Warszawy, zapraszał gości do starego domu, nazywanego Jungówką, niedaleko Góry Kalwarii.

Co pozostało po Jungu, który zmarł w wieku 47 lat wskutek ataku astmy? Pozostało wiele rysunków, obrazów i zdjęć, na ogół w kolekcjach prywatnych i w archiwum ASP w Warszawie, wiele fotografii z artystą, też dokumentacji jego działań artystycznych, film „Imago Krzysia” (2026) Barbary Janisch i Adama Janischa, wspomnienia wypowiedziane i zapisane, listy artysty i do niego, katalogi wystaw z Warszawy, Berlina i Paryża, kalendarium życia i twórczości, które przygotowała Maryla Sitkowska, artykuły naukowe, między innymi Pawła Leszkowicza, Agaty Myjak, Karola Sienkiewicza i Grzegorza Piotrowskiego, wywiady o nim, na przykład z Dorotą Krawczyk-Janisch.

Nitkowanie w teatrze plastycznym polegało na oplataniu nagich bądź ubranych ciał modeli, niekiedy także widzów, za pomocą białych i czarnych nici bawełnianych, wyjątkowo czerwonych. Ujawniało potencjał nicianych kłębków, wskazywało na cechy przestrzeni, a przede wszystkim było metonimią powiązań erotycznych i emocjonalnych, które od początku miały charakter autobiograficzny i homoerotyczny, jak napisał Grzegorz Piotrowski. Nici były znakiem więzi, ale także opresji, uwolnienie się z nich, jak z kokonu, sprawiało ból. Kiedy próbowano rekonstruować performanse Junga, okazywało się, że nie było w nich takiej aury, jaka towarzyszyła zdarzeniom z udziałem artysty, odbywających się przede wszystkim w Galerii Repassage na Krakowskim Przedmieściu, związanej z kontrkulturą, działającej od 1971 roku do 1981, której właścicielami byli przez kilka lat Elżbieta i Emil Cieślarowie, a kierowanej po ich wyjeździe przez Junga (1978 – 1979).

Dodam, że nici wykorzystuje na przykład współczesna artystka Chiharu Shiota; jej wystawę „Counting Memories” przygotowało sześć lat temu Muzeum Śląskie. Robert Pucek w kontekście Junga przypomniał mit o hinduskim bogu Indrze i jego sieci kosmicznej, z klejnotami na przecięciach konstrukcji.

Grzegorz Kowalski opisał wrażenia z uczestniczenia w swoistym wieczornym spektaklu czy performansie w krajobrazie, kiedy Jung ustawiał na zboczu pagórka zapalone świece i po ułożeniu całej kompozycji zniknął w ciemnościach.

W portretach i autoportretach ujawniała się biegłość rzemiosła rysunkowego i zdolność pokazywania twarzy, w aktach – realizm, w pejzażach znad Bugu w Rybienku i innych obrazach – związek z naturą, fascynacja barwami, zachwyt nad drzewami (był malarzem drzew) i fauną. Można dostrzec odwołania do innych artystów i symbole chrześcijańskie. Dowiadujemy się, jak wiele osób Jung znał, bo narysował ich portrety, niekiedy kilkakrotnie. Podoba mi się, jak przedstawił Adama Zagajewskiego. Josifa Brodskiego, Konstantego A. Jeleńskiego, Józefa Czapskiego, Czesława Miłosza. Ostatni narysowany przez siebie portret podarował Zbigniewowi Herbertowi tuż przed śmiercią poety w 1998 roku.

Poznając dzieło Junga, warto zastanawiać się nad nagością w sztuce, traktowaniem własnego ciała jako tworzywa, a nagości jako kostiumu i przejawu wolności, nad prekursorstwem Junga w sztuce gejowskiej, obecnością takich motywów kiedyś i współcześnie.

Zainteresował mnie jeszcze jeden aspekt twórczych działań Junga – jego praca pedagogiczna. Kiedy pracował w szkole, przedstawiał się: „Nazywam się Krzysztof Jung, jestem artystą, malarzem i performerem”. Czasem dodawał: „Prowadzę zajęcia z rysunku i historii sztuki” (krzysztofjung.com).

Piękne wspomnienia przedstawili absolwenci warszawskiego XIV Liceum Społecznego. Z podziwem i wdzięcznością opowiadała o nauczycielu wiedzy o sztuce, plastyki, a także historii muzyki aktorka Paulina Holtz. W „Zeszytach Literackich” wspominało nauczyciela troje uczniów: Łukasz Wiśniewski, Tomasz Myjak i Justyna Kulesza-Biernacka; o pracy Junga w szkole pisali także Wojciech Karpiński oraz Michał Głowiński. Uczennice i uczniowie zapamiętali go jako wyjątkowego nauczyciela, charyzmatycznego, zainteresowanego poglądami, problemami i umiejętnościami młodzieży. Wydaje się, że z wielką uwagą słuchał uczniów, rozmawiał z nimi, dyskutował. Budził motywacje do poznawania sztuki i przyjmowania twórczej postawy, doskonalenia warsztatu plastycznego. Pytał o to, jak widzą, jak czują i co myślą. Interesująco wykładał, ale i słuchał uczniowskich referatów. Spotykał się z młodzieżą w sytuacjach pozaszkolnych, chodził z nią do muzeów, jeździł na wycieczki, zabierał do Jungówki. Wycieczkę w Krakowie zaczął od przeczytania fragmentu „Traktatu poetyckiego” Czesława Miłosza; w „Pięknych czasach” Miłosz opisuje miasto młodopolskie i przedwojenne.

Organizował dwudniowy festiwal szkolny „Manipulacje wiosenne”. Ustalano temat festiwalu, a uczniowie przygotowywali prace, wystawy i różnego rodzaju aranżacje, pokazywali je i o nich mówili. Na obozie integracyjnym absolwentów; prosił, aby wybrali dzieła architektury, rzeźby, malarstwa i literatury, które w razie potopu chcieliby ocalić. Listę umieszczano na małych łódkach, które płynęły przez jezioro, a wieczorem wygłaszano przemówienia „Arka ocalenia”.

Nie mam wątpliwości, że Krzysztof Jung stosował nowoczesne i niekonwencjonalne metody nauczania – też z dzisiejszego punktu widzenia. Uczył przez zachwyt, przekazywał wiedzę, ale przede wszystkim inspirował, uczył krytycznego myślenia, opierał proces nauczania na dialogu i działaniu, budził emocje. Przez sztukę uczył dla życia i dla samej sztuki. Traktował uczennice i uczniów podmiotowo, a lekcje jako spotkania. Organizował zajęcia bliskie dramie, na przykład związane z obrazem „Wolność wiodącą lud na barykady” Eugène'a Delacroix. Można by powiedzieć, że był reżyserem i aktorem na scenie szkolnego, klasowego teatru, uczniom przypisywał rolę aktorów i widzów. Szkoda, ze zdarzenia lekcyjne są ulotne, nieudokumentowane, chociaż są obecne w pamięci uczestników. Dał przykład żywej lekcji szacunku i wdzięczności dla mistrza. Zabiegał skutecznie o nadanie szkole imienia Józefa Czapskiego, a podczas ceremonii pokazał portrety, które namalował, i wygłosił wykład.

Wojciech Karpiński napisał: „Był pedagogiem wspaniałym, spalającym siebie i jak płomień przetaczającym się przez szkołę, ale jak potrafił rozjaśnić horyzonty, ile otworzyć bram, drzwi, perspektyw!” (Karpiński 2000).

Tomasz Myjak opisywał lekcje historii sztuki jako wyścig gestów, kanonadę przeźroczy, szachownicę białych linii na tablicy. Łukasz Wiśniewski przekonywał: „uczestniczyliśmy w, kto wie czy nie największym, dziele Krzysia, w jego nieustającym, szkolnym performansie, którego byliśmy zarówno widzami jak uczestnikami, a który wydaje się nosić znamiona arcydzieła” (krzysztofjung.com).

LITERATURA:

Karpiński W. „Krzyś”. „Zeszyty Literackie” 2000 nr 1/69. https://zeszytyliterackie.pl/wojciech-karpinski-krzys-jung/

Wiśniewski Ł.: „Et la nave va”. http://www.krzysztofjung.com/o-arty%C5%9Bcie-about-artist/wisniewski