Aleksandra Szymańska-Dańczyszyn,
O PSYCHODELIKACH BEZ ZŁUDZEŃ (MACIEJ LORENC: 'CZY PSYCHODELIKI URATUJĄ POLSKĘ?')
A
A
A
Maciej Lorenc to dziś jeden z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce badaczy zajmujących się tematyką psychodelików – jako socjolog, publicysta i członek zarządu Polskiego Towarzystwa Psychodelicznego. Dwie wcześniejsze książki – „Czy psychodeliki uratują świat?” (2019) oraz „Grzybobranie. Kulturowa historia psylocybiny” (2023) – ugruntowały jego pozycję jako popularyzatora tematyki psychodelików. Najnowsza publikacja Lorenca, „Czy psychodeliki uratują Polskę?”, jest naturalną kontynuacją wcześniej podjętych projektów. Tym razem jednak autor przygląda się nie globalnej, a polskiej scenie psychodelicznej.
Podobnie jak w poprzednich książkach, Lorenc sięga po kontekst historyczny, bez którego trudno dziś mówić o psychodelikach, czyli amerykańską kontrkulturę lat 60. To właśnie wtedy, jak przypomina autor, zainteresowanie LSD, psylocybiną i meskaliną osiągnęło apogeum, i to na dwóch frontach jednocześnie – wśród naukowców, którzy widzieli w tych substancjach obiecujące przedmioty badań i potencjalne środki terapeutyczne, oraz wśród użytkowników rekreacyjnych, dla których psychodeliki stały się elementem rewolty obyczajowej. Wojna z narkotykami na kilka dekad zamroziła ten temat, spychając go na margines nauki i debaty publicznej. Dziś – jak pokazuje autor – przeżywa on renesans, choć w bardzo nierównym tempie. W Stanach Zjednoczonych, gdzie działa między innymi organizacja MAPS, odbywa się to odważnie, ze wsparciem badawczym i finansowym, w Polsce zaś – znacznie bardziej nieśmiało i zachowawczo.
Lorenc w najnowszej książce rozmawia z naukowcami i naukowczyniami reprezentującymi różne dziedziny – między innymi prawo, psychiatrię, biologię, farmakologię, kognitywistykę i antropologię – pytając, na ile obecny stan prawny, polityka państwa i dostępność funduszy pozwalają w ogóle prowadzić w Polsce badania nad psychodelikami. To pytania o warunki brzegowe – czy możliwe jest prowadzenie badań na poziomie porównywalnym z tym, co dzieje się na Zachodzie, czy raczej trzeba liczyć się z barierami systemowymi, biurokratycznymi i mentalnymi.
Z wywiadów wyłania się obraz spójny, choć niepozbawiony niuansów. Rozmówcy i rozmówczynie Lorenca konsekwentnie podkreślają, że badania nad psychodelikami wciąż znajdują się na wczesnym etapie – wiemy o tych substancjach wciąż zbyt mało, by z pewnością określić skalę i charakter potencjalnych zagrożeń związanych z ich stosowaniem. Psychiatra Piotr Gałecki zwraca uwagę, że „potrzebujemy znacznie więcej badań dotyczących psychodelików, ponieważ pokładane w nich nadzieje z perspektywy czasu mogą okazać się płonne” (s. 107). Stąd powtarzające się zalecenie: jeśli już sięgać po psychodeliki, to pod opieką specjalistów i w kontrolowanych warunkach, najlepiej w ramach badań, a nie rekreacyjnie i na własną rękę. Wciąż nie znamy bowiem dokładnego wpływu tych substancji na organizm – wiadomo na przykład, że mogą stanowić zagrożenie dla osób z problemami kardiologicznymi, jednak w wielu kwestiach wciąż mamy więcej pytań niż odpowiedzi.
Jednocześnie – i to jeden z ciekawszych wątków książki – większość rozmówców i rozmówczyń Lorenca zgadza się co do jednego: psychodeliki, przy całej niepewności dotyczącej ich działania, nie powinny być dziś klasyfikowane jako substancje silnie uzależniające oraz pozbawione potencjału medycznego. Badacze i badaczki postulują reklasyfikację tych substancji, ponieważ „obecna klasyfikacja bardzo opóźniła rozwój badań” prowadzonych na gruncie polskim (s. 161). Problem nie sprowadza się przy tym wyłącznie do utrudnień administracyjnych. Jak pokazują rozmowy autora, obowiązująca klasyfikacja może prowadzić do sytuacji, w których substancje o odmiennym profilu ryzyka traktowane są prawnie w sposób trudny do uzasadnienia z perspektywy aktualnego stanu wiedzy. Jeden z najbardziej jaskrawych przykładów to amfetamina i metamfetamina, które w obowiązującej klasyfikacji figurują w kategorii niższego ryzyka niż niektóre psychodeliki, mimo że ich potencjał uzależniający i szkodliwość są znacznie wyższe i lepiej udokumentowane (zob. s. 205). Książka unaocznia tym samym rozdźwięk między regulacjami prawnymi a rozwijającą się wiedzą naukową na temat poszczególnych substancji.
Co istotne, rozmówcy i rozmówczynie Lorenca konsekwentnie podkreślają zastrzeżenie, które w książce wybrzmiewa szczególnie mocno – sama substancja nie leczy zaburzeń psychicznych, nie stanowi źródła kreatywności ani nie działa antystresowo. Terapeutyczny potencjał psychodelików wiąże się z doświadczeniem – często określanym jako mistyczne czy transformujące – jednak kluczowe znaczenie ma to, co pacjent zrobi z nim później. Ważna okazuje się integracja psychodeliczna, czyli – jak tłumaczy psycholog kliniczny Jakub Greń – „przepracowanie i przetworzenie treści swojego przeżycia psychodelicznego” (s. 121). To właśnie ona, podkreśla badacz, pozwala nadać doświadczeniu znaczenie i przełożyć je na trwałą zmianę w codziennym funkcjonowaniu. Bez odpowiedniego przygotowania do doświadczenia, a następnie jego omówienia i integracji, nawet intensywne przeżycie psychodeliczne nie musi prowadzić do oczekiwanych efektów terapeutycznych.
„O psychodelikach należy mówić tak, jak o wszystkich substancjach psychotropowych: ostrożnie” (s. 206). Ta konstatacja biolożki i neurofarmakolożki Krystyny Gołembiowskiej dobrze oddaje ton publikacji Macieja Lorenca, która z jednej strony ukazuje ogromny potencjał psychodelików, z drugiej zaś konsekwentnie przypomina o granicach obecnej wiedzy. Autor oraz jego rozmówcy i rozmówczynie nie próbują demonizować substancji ani przedstawiać ich jako uniwersalnego remedium. Zamiast tego proponują spojrzenie oparte na ciekawości, ale zarazem na naukowej rozwadze – i właśnie w tej równowadze tkwi największa wartość książki „Czy psychodeliki uratują Polskę?”.
Podobnie jak w poprzednich książkach, Lorenc sięga po kontekst historyczny, bez którego trudno dziś mówić o psychodelikach, czyli amerykańską kontrkulturę lat 60. To właśnie wtedy, jak przypomina autor, zainteresowanie LSD, psylocybiną i meskaliną osiągnęło apogeum, i to na dwóch frontach jednocześnie – wśród naukowców, którzy widzieli w tych substancjach obiecujące przedmioty badań i potencjalne środki terapeutyczne, oraz wśród użytkowników rekreacyjnych, dla których psychodeliki stały się elementem rewolty obyczajowej. Wojna z narkotykami na kilka dekad zamroziła ten temat, spychając go na margines nauki i debaty publicznej. Dziś – jak pokazuje autor – przeżywa on renesans, choć w bardzo nierównym tempie. W Stanach Zjednoczonych, gdzie działa między innymi organizacja MAPS, odbywa się to odważnie, ze wsparciem badawczym i finansowym, w Polsce zaś – znacznie bardziej nieśmiało i zachowawczo.
Lorenc w najnowszej książce rozmawia z naukowcami i naukowczyniami reprezentującymi różne dziedziny – między innymi prawo, psychiatrię, biologię, farmakologię, kognitywistykę i antropologię – pytając, na ile obecny stan prawny, polityka państwa i dostępność funduszy pozwalają w ogóle prowadzić w Polsce badania nad psychodelikami. To pytania o warunki brzegowe – czy możliwe jest prowadzenie badań na poziomie porównywalnym z tym, co dzieje się na Zachodzie, czy raczej trzeba liczyć się z barierami systemowymi, biurokratycznymi i mentalnymi.
Z wywiadów wyłania się obraz spójny, choć niepozbawiony niuansów. Rozmówcy i rozmówczynie Lorenca konsekwentnie podkreślają, że badania nad psychodelikami wciąż znajdują się na wczesnym etapie – wiemy o tych substancjach wciąż zbyt mało, by z pewnością określić skalę i charakter potencjalnych zagrożeń związanych z ich stosowaniem. Psychiatra Piotr Gałecki zwraca uwagę, że „potrzebujemy znacznie więcej badań dotyczących psychodelików, ponieważ pokładane w nich nadzieje z perspektywy czasu mogą okazać się płonne” (s. 107). Stąd powtarzające się zalecenie: jeśli już sięgać po psychodeliki, to pod opieką specjalistów i w kontrolowanych warunkach, najlepiej w ramach badań, a nie rekreacyjnie i na własną rękę. Wciąż nie znamy bowiem dokładnego wpływu tych substancji na organizm – wiadomo na przykład, że mogą stanowić zagrożenie dla osób z problemami kardiologicznymi, jednak w wielu kwestiach wciąż mamy więcej pytań niż odpowiedzi.
Jednocześnie – i to jeden z ciekawszych wątków książki – większość rozmówców i rozmówczyń Lorenca zgadza się co do jednego: psychodeliki, przy całej niepewności dotyczącej ich działania, nie powinny być dziś klasyfikowane jako substancje silnie uzależniające oraz pozbawione potencjału medycznego. Badacze i badaczki postulują reklasyfikację tych substancji, ponieważ „obecna klasyfikacja bardzo opóźniła rozwój badań” prowadzonych na gruncie polskim (s. 161). Problem nie sprowadza się przy tym wyłącznie do utrudnień administracyjnych. Jak pokazują rozmowy autora, obowiązująca klasyfikacja może prowadzić do sytuacji, w których substancje o odmiennym profilu ryzyka traktowane są prawnie w sposób trudny do uzasadnienia z perspektywy aktualnego stanu wiedzy. Jeden z najbardziej jaskrawych przykładów to amfetamina i metamfetamina, które w obowiązującej klasyfikacji figurują w kategorii niższego ryzyka niż niektóre psychodeliki, mimo że ich potencjał uzależniający i szkodliwość są znacznie wyższe i lepiej udokumentowane (zob. s. 205). Książka unaocznia tym samym rozdźwięk między regulacjami prawnymi a rozwijającą się wiedzą naukową na temat poszczególnych substancji.
Co istotne, rozmówcy i rozmówczynie Lorenca konsekwentnie podkreślają zastrzeżenie, które w książce wybrzmiewa szczególnie mocno – sama substancja nie leczy zaburzeń psychicznych, nie stanowi źródła kreatywności ani nie działa antystresowo. Terapeutyczny potencjał psychodelików wiąże się z doświadczeniem – często określanym jako mistyczne czy transformujące – jednak kluczowe znaczenie ma to, co pacjent zrobi z nim później. Ważna okazuje się integracja psychodeliczna, czyli – jak tłumaczy psycholog kliniczny Jakub Greń – „przepracowanie i przetworzenie treści swojego przeżycia psychodelicznego” (s. 121). To właśnie ona, podkreśla badacz, pozwala nadać doświadczeniu znaczenie i przełożyć je na trwałą zmianę w codziennym funkcjonowaniu. Bez odpowiedniego przygotowania do doświadczenia, a następnie jego omówienia i integracji, nawet intensywne przeżycie psychodeliczne nie musi prowadzić do oczekiwanych efektów terapeutycznych.
„O psychodelikach należy mówić tak, jak o wszystkich substancjach psychotropowych: ostrożnie” (s. 206). Ta konstatacja biolożki i neurofarmakolożki Krystyny Gołembiowskiej dobrze oddaje ton publikacji Macieja Lorenca, która z jednej strony ukazuje ogromny potencjał psychodelików, z drugiej zaś konsekwentnie przypomina o granicach obecnej wiedzy. Autor oraz jego rozmówcy i rozmówczynie nie próbują demonizować substancji ani przedstawiać ich jako uniwersalnego remedium. Zamiast tego proponują spojrzenie oparte na ciekawości, ale zarazem na naukowej rozwadze – i właśnie w tej równowadze tkwi największa wartość książki „Czy psychodeliki uratują Polskę?”.
Maciej Lorenc: „Czy psychodeliki uratują Polskę?”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

