ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (83) / 2007

CZAS WYPRZEDAŻY

Jaś Kapela zadebiutował zbiorkiem „Reklama” w 2005 roku. I nie tylko tytułem wpisywał się w świat konsumpcyjno-rozrywkowy. Wyznania podmiotu utrzymał w konfesyjnie wyolbrzymionym i przez to sparodiowanym tonie, co sprawiało wrażenie, jakoby zasadniczą strategią przyjętą w całym tomiku było manifestowanie świadomości konsumenckiej. Figurę Ja określała przede wszystkim łatwa zgoda na pełnienie funkcji nabywcy ludyczno-merkantylnej wersji świata. Ale bezwolnej niemalże akceptacji świata merkantylnego porządku, supermarketów, miejskości i tandety Kapela dopisał autoironiczny kontrapunkt. Nie łączył go jednak z resentymentem ani nostalgią za dawnymi dobrymi czasami. Przeszłość nie stanowiła obiektu marzeń ani punktu odniesienia. Obraz medialnego pozorowania szczęścia i pogoni za coraz nowszymi doznaniami przedstawiał, używając innych technik niż, powiedzmy, Tadeusz Różewicz w ostatnich tomikach, gdy opisywał walentynki, lub Ewa Lipska z dystansem opowiadająca o dyskotece pełnej spoconych ciał, tandetnej rozrywce. W argumentach, po jakie sięgnęli autorzy usiłujący obnażyć miałkość i banalność popkultury, przywoływana bywała zwykle na pomoc wyższość kultury wysokiej. Nie znajdziemy podobnych odwołań u Kapeli. Podpatruje on elementy popu i sposoby funkcjonowania literatury i kultury w masowych obiegach, nie troszcząc się o dystynkcyjność elitarnej, wysokiej sztuki. Nawiązuje do wszystkiego, co w zasięgu ręki: parodiuje oferty ulepszające jakość naszego życia, opisuje zbombardowany przez terrorystów Londyn i stosując logikę uniwersalnego komentarza („wszyscy umrzemy, przygotujmy się na śmierć, terroryści przychodzą w imieniu boga”), zwielokrotnia w tandetnym odbiciu pustkę wspólnotowych żalów nad katastrofami społecznymi. Poezja nie jest tu komentarzem, jest powtórzeniem tego, co znane z przestrzeni popularnej retoryki, a gorliwość i brak krytycyzmu, z jaką te powtórzenie są wykonywane, przypomina wszystkie opowieści o spełnianiu życzeń i rozkazów w przerażająco dosłowny sposób. Krytyczny impuls, jeśli zechcemy w niego uwierzyć, nie polega na buncie, negacji czy proteście, ale na usłużnej zgodzie i posłuszeństwie. Jego podmiot zdaje się mówić: „jestem taki, jakim mnie (kulturo popu) stworzyłaś”. Wszystkie zalecenia dla nowoczesnego człowieka – autokreacji, pracy nad sobą, inwencyjności językowej – biorą w łeb i trzeba się z nimi pożegnać, bo są kompletnie nieprzydatne do przetrwania w sytuacji, kiedy wymaga się od nas produktywności a nie inwencyjności i niezależności.

Chwytem gorliwego wypełniania lekcji, jakie wykłada nam rynkowo-medialna nauczycielka, posłużył się Kapela także w najnowszym tomiku zatytułowanym „Życie na gorąco”, zdecydowanie lepszym niż debiutancki. Całość dzieli się na trzy części: „Plotki”, „Porady” oraz „Z pamiętnika nimfomanki”, zgodnie z wyobrażeniem o charakterze kultury masowej, w której dominują plotkowanie o gwiazdach, poradnictwo i ekshibicjonizm. Jak można się domyślać, bohaterami części pierwszej są m.in.: Paris Hilton, Michelle Pfeiffer, Anna Dymna, Zbigniew Wodecki, Ewa Drzyzga, Olivier Janiak, Anna Mucha, Kamil Durczok. Jednak trudno o plotki z życia gwiazd i gwiazdek: mówi tu ktoś zanurzony w świat, który faktycznie staje się na jego oczach mistycznym symulacrum. W „Paris Hilton sex tape” słownik technicznych gadżetów miesza się ze słownikiem religijnym. Ja ogłasza „szczęśliwą nowinę” i swoje prawdy wiary: „Wierzę tylko w Paris / Hilton i jej niebieskie oczy, dziś wierzę / tylko w Paris Hilton i w jej bystre spojrzenie”. To jeden z wielu chwytów, wcale nie najbardziej charakterystyczny, jaki stosuje Kapela: zapożyczenie słownika religijnego do opisu świata towarowego, odbóstwionej, bo urzeczowionej, materialności. Podobnie skonstruowany jest wiersz o Januszu Gajosie. Scenka, w której podmiot ogląda niemalże jak ikonę aktora jadącego w pociągu, nabiera soczystości dzięki aluzyjnym wstawkom o lewiatanie i przeżyciu katharsis, a kończy prawdziwym gestem uwielbienia i celebracji, jakim w świeckim rytuale jest robienie zdjęć. W „Wierszu interwencyjnym dla Ewy Drzyzgi” autor korzysta z kolei z retoryki patriotycznej: „ogłaszam alarm dla miast kultury”. To Słonimski i jego „Alarm”. Pojawiająca się w wierszu telewizja, która ma oświecić, ból głowy, picie wódki kończą się pytaniem: „Kto zamordował / Jana Pawła Drugiego?”.

W drugiej części „Życia na gorąco” znajdziemy m.in. „Modlitwę o zdrowie”, która mogłaby być subtelną parafrazą Freudowskich przekonań o tym, że ludzie chcą albo zabić, albo seksualne wykorzystać innych: „Tak bardzo chcemy być dla siebie dobrzy, / że mówimy sobie wyłącznie ”. Dowiemy się również, że na kryzys tożsamości najlepsze są banany, i że trzeba być mężnym jak Martyna Wojciechowska i przebiegłym jak Robert Leszczyński („W tym sezonie”). W trzeciej części, „Z pamiętnika nimfomanki”, sprawne podsumowanie „Bóg Honor Niskie Ceny”, osnute wokół marzenia o posiadaniu sprzętu AGD Kapela, wpisuje w wadliwy „system dystrybucji dóbr”. Całą opowieść o nimfomanii koncentruje się w gruncie rzeczy na melancholii człowieka zagubionego pośród rzeczy, w czystej materialności siebie jako towaru.

Wygląda na to, że cały tomik jest zgrabnym portretem człowieka bez właściwości w kulturze masowej. Kilka spraw przy okazji „Życia na gorąco” warto (przynajmniej) zasygnalizować. Można się zastanawiać, jak Kapela poradzi sobie z szybko starzejącym się kontekstem i odniesieniami wierszy. Za kilka lat chyba nikt nie będzie wiedział, kim jest np. Martyna Wojciechowska. A może tego typu problem nic już nie znaczy dla tej poezji? Jest starym problemem innego myślenia o kulturze. Kilka lat temu Jacek Podsiadło zarzucił wierszom Sendeckiego, Sosnowskiego, Pióry hermetyzm rozumiany jako zaszyfrowane odniesienia do różnych ważnych i mniej ważnych dzieł kultury. Strategia, którą przyjął Kapela, być może ujawnia mimochodem pewne założenia tak rozumianej hermetyczności, która okazuje się po prostu nieznajomością określonej konwencji i wiąże się z niemożliwością odkodowania komunikatu. Jak mówił Różewicz, każdy wiersz staje się w swoim czasie hermetyczny.

W związku z funkcjonowaniem poezji w przestrzeni kultury masowej można także zastanawiać się, czy sięgnięcie po banał, kicz, trywializację i kicz nie spowoduje, że poezja zamiast stawać się przestrzenią kompromitacji oszustw popowego świata, ulegnie mu zupełnie. Przejdzie na stronę reklamy, usługi i jednorazowego użytku. To pytanie także o to, czy warto dostrzegać różnicę między reklamą, komunikatem rezerwowanym dla kultury masowej z jej zgodą na aintelektualne używanie świata, a sztuką, do jakiej zdawała się przez lata przynależeć poezja?

Od razu widać też, że jeśli poezja Kapeli działa w polu popkultury, to stawia pod znakiem zapytania atrybuty poezji wysokiej, żywiącej się rozróżnieniem języków i ich hierarchią. Osłabiona przez napieranie języków masowej infantylizacji, wypiera się erudycyjności i refleksyjności. I, paradoksalnie wzmocniona przez udział w konkurencji rynkowej, gdzie liczy się dowcip, błyskotliwość, szybka puenta, obnaża wszystkie słabości poezji usiłującej dystansować się od kultury popularnej. Odprężenie, jakie proponuje Kapela, jest w jakimś sensie rewersem usztywnienia, jakie chce osiągnąć Dehnel uważany za poetyckie przeciwieństwo autora „Reklamy”, ale w gruncie rzeczy obaj są braćmi w nieszczęściu, jakim stało się ich dążenie do jednolitości stylistycznej języka. Kapela zafiksowany na potocznej lekkości sloganów popkultury, a Dehnel urzeczony elegancją estetyzującego słownika – pozostają w tej samej bezproblemowej i nijakiej przestrzeni, z której wieje nudą. W każdym razie, gdyby ktoś uważał, że te dwa różne sposoby pisania są propozycjami, z których wynikają odmienne konsekwencje dla kultury, to proszę temu nie wierzyć!
Jaś Kapela: „Życie na gorąco”. Korporacja Ha!art, Kraków 2007.