ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (155) / 2010

Mateusz Burzyk,

RELIGIA W WIEKU INTERPRETACJI

A A A
Józef Tischner napisał kiedyś, że ludzkie myślenie i mówienie o Bogu jest zawsze w jakieś mierze bluźniercze. Nieporadności tej nie jest w stanie przezwyciężyć nawet filozofia. Co więcej, jak wielu mogłoby sądzić, jej współczesne odmiany – z przypisywanym im piętnem relatywizmu – mogą jedynie bluźnić więcej. Paradoksalnie jednak, gdy bierze się do ręki nowowydaną „Przyszłość religii” (książkę opartą na tekstach tak zwanych postmodernistów: Gianniego Vattimo i Richarda Rorty’ego), ma się wrażenie, że być może filozofia nigdy jeszcze nie była tak blisko religii.

W krótkiej, bo zaledwie stustronicowej pozycji, Rorty i Vattimo, a także nie pozostający tu bez zasług, bo wprowadzający nas w tematykę i redagujący całość, Santiago Zabala, zdołali zarysować niewiarygodnie ciekawą propozycję postrzegania fenomenu religijności w XXI wieku. Autorzy wychodzą, jak można się spodziewać, od pewnej diagnozy kondycji, w jakiej znalazła się obecnie refleksja filozoficzna. Przychodzi im zatem myśleć o religii po kresie metafizyki, w momencie, gdy rozpadła się uniwersalna forma dyskursu, gdy filozofii nie da się już uprawiać w oderwaniu od historii, a jej domeną przestały być rzeczy pierwsze i rzeczy same w sobie. Ich refleksja przyjmuję zatem formę Rortiańskiej „filozofii bez filozofii” czy też – by przywołać pojawiające się w tym tomie kilkakrotnie wyrażenie autora „Końca nowoczesności” – „myśli słabej”, rezygnującej z fundamentalnego uprawomocnienia. Nie jest bowiem już możliwe znalezienie jakichkolwiek przekonywujących filozoficznie argumentów za postawą odrzucającego religię ateisty czy też odrzucającego naukę teisty. Rorty i Vattimo nie roszczą sobie w żaden sposób prawa do mówienia prawdy, chcą jedynie gromadzić „ślady”, mnożyć interpretacje i sugerować interesujące ich zdaniem możliwości. Przyjmują tym samym postawę znanej z pism Rorty’ego „Ironistki”, która – żywiąc nieustanną obawę, że nauczono ją grać w niewłaściwą grę językową – wyżej ceni tolerancję i demokrację niż jakiekolwiek wartości absolutne.

Właśnie to odrzucenie dogmatycznej postawy oczyściło pole kultury zachodnioeuropejskiej z Platońskiego esencjalizmu i dualizmu, otwierając zarazem możliwość nowego myślenia o religii. Na czym miałaby ono polegać? Przede wszystkim na wydobyciu religii ze sfery epistemicznej. Religia nie jest dziedziną poznania i dowodzenia – na tym polu nigdy nie byłaby ona w stanie sprostać rywalizacji z naukami przyrodniczymi. Religia jest raczej rodzajem wrażliwości, wsłuchiwaniem się, otwarciem na inność, której myśl nie może pochwycić; jest postawą zawierzenia. Jej zadaniem nie jest przez to gromadzenie wiedzy, a „nieustanne budowanie człowieczeństwa”, co w opinii autorów radykalnie zbliża religię do filozofii.

Dzieląc się swoją intuicją, Vattimo, Rorty i Zabala podpowiadają również, że droga do zbawienia nie prowadzi przez poznanie, ale – jak się wydaje – w dużo większym stopniu przez dobroć. W tekście Zabali czytamy: „Prawda, która ma nas wyzwolić (J 8, 32), nie jest bynajmniej obiektywną prawdą teologii i nauk przyrodniczych: zawarte w Piśmie objawienie nie przedstawia żadnego sposobu, w jaki istnieje i działa Bóg, ani metody, za pomocą której moglibyśmy dostąpić zbawienia dzięki poznaniu prawdy. Jedyną objawioną przez Biblię prawdą jest praktyczne posłanie miłości i dobroci. Prawda chrześcijaństwa unieważnia samo metafizyczne pojęcie prawdy” (s.31). Lub, jak pisze z kolei Vattimo: „Jedyną objawioną nam w Piśmie prawdą, jedyną, której niepodobna z upływem czasu zdemitologizować – nie jest ona bowiem sądem eksperymentalnym, logicznym czy metafizycznym, lecz wezwaniem do działania – jest prawda miłości i dobroci” (s.62). Postać religii, jaką szkicują autorzy „Przyszłości…” nie ma zatem charakteru instytucjonalnego, tudzież dogmatycznego, ale przyjmuje postać mocno sprywatyzowaną, pojedynczą – jedyną, jaka ich zdaniem ma jeszcze sens.

Odczytują oni bowiem (zwłaszcza autor „Końca nowoczesności”) proces sekularyzacji jako ostateczne spełnienie kenosis, samoogołocenia się Boga – aktu, w którym Wszechmogący zwraca człowiekowi wszystko. Czytamy: „W im większym stopniu Zachód ulega zeświecczeniu, w im większym stopniu zatraca swój hierokratyczny charakter, tym doskonalej wypełnia złożoną w Ewangeliach obietnicę, że Bóg będzie nas odtąd traktował nie jak sługi, ale jak przyjaciół” (s.48). Paradoksalnie zatem, kondycja zachodnioeuropejskiego chrześcijaństwa, która tak wielu napawa lękiem, jest dla Vattimo źródłem optymizmu. Sekularyzacja umożliwiła bowiem dekonstrukcję nie-teologicznego wymiaru rozmaitych doświadczeń historycznych i przedarcie się do samej Ewangelii. W ten sposób filozofia postmodernistyczna zaczyna jawić się jako szansa religii.

Propozycja ta może oczywiście budzić kontrowersje, ale zdaje się nam ona zarazem uświadamiać, że religia powinna być raczej sferą niepokoju i pytań niż utrwalonej instytucjonalnie pewności. Pewność jest zresztą tym, czego Rorty i Vattimo w najmniejszym stopniu szukają. I to właśnie sprawia, że ich książka jest intelektualnie tak ciekawa. Nie podsuwa ona bowiem czytelnikowi gotowych rozstrzygnięć, ale zaprasza do wspólnego myślenia. Myślenia, którego – jak mawiał Heidegger – jest w nas stale za mało.
Richard Rorty, Gianni Vattimo: „Przyszłość religii”. Red. Santiago Zabala. Przeł. Sławomir Królak. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2010 [seria: „EIDOS”].