ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (156) / 2010

Joanna Dziwak,

LUŹNA UWAGA

A A A
Na marginesie „Luźnych związków” Macieja Gierszewskiego
Lubię luźne związki. Lubię „Luźne związki”. To się nie zdarza wcale tak często, żebym polubiła książkę od pierwszego czytania, z tą tak było. Sprzyjające okoliczności, sprzyjające wiersze. Serdecznie zapraszam.

To wiersze „nudne” w dobrym tego słowa znaczeniu. Mam na myśli nudę, która pozwala skupić się na istotnych szczegółach i z tych szczegółów zbudować własny obrazek kawałka świata. Żadne wielkie historie, żadne pękające serca i metafizyczne dreszcze: „Wszystko co robię, robię ciałem, nawet moje słowa są z surowego mięsa” („Deformacje”). Ja też jestem materialistką i pytasz: „Gdzie jesteśmy?”. „W autobusie, jedziemy do miasta”, odpowiadam. Wiem, nie to chciałaś usłyszeć” („Nagle odwracasz do mnie twarz”). Właśnie to chciałam usłyszeć. Cieszę się, że nikt nie chce mnie odrywać od podłoża i wikłać się w zbyt głęboką głębię, która najczęściej jest przykrywką dla figi z makiem. Maciej Gierszewski oprowadza nas po swojej przestrzeni i w bardzo konsekwentnie nienachlany sposób zaprasza do postania z boku i popatrzenia sobie. Nie chce wypruwać z nas flaków, nie o ekstremalne emocje tu chodzi, efektów specjalnych też raczej nie znajdziemy. Jest świat w skali mikro- i, mimo że mam odwrotne tendencje - po przeczytaniu tej książki poczułam się tą skalą zainfekowana: „płytka robota płaza” („Deformacje”).

Moje zastrzeżenia dotyczą dwóch kwestii. W kilku wierszach za bardzo słychać ton, który znamy z wierszy Marcina Świetlickiego: „Dwaj panowie w krawatach, // przyjezdni z Warszawy, // to nie są moi ulubieńcy, // choć z nimi rozmawiam, // choć do nich się uśmiecham” („Zimne kłamstwa”). Gdybym przeczytała ten fragment poza kontekstem książki, z miejsca podejrzewałabym Świetlickiego, a przecież jesteśmy już dorośli. Druga rzecz, której wolałabym po prostu nie widzieć, nie czytać, nie znać to appendix do książki, tzw. „Notes”. Niestety, w zbyt wielu momentach przypomina on twórczość wrażliwej studentki polonistyki, która na internetowym blogu postanowiła nie wiadomo po co dzielić się swoimi przemyśleniami na temat kurzu, zdradzając jednocześnie silną fascynację motywami biblijnymi.

Wiadomo: czepiam się, bo - koniec końców - bardzo mi się podoba, świadczą o tym dobitnie pozaginane rogi i inne ślady użytkowania. Rzeczy takie jak „Blady ogień” („Ze smutkiem i czułością odprawiłem trzymiesięczną kochankę. No trudno nie ta to inna, tę uwolniłem”) czytam dziesiąty raz, a przyjemność nie mija. I jeszcze dodatkowy plus z estetyki - która mocną stroną wydawnictw poetyckich, niestety, bywa rzadko - za oprawę graficzną.
Maciej Gierszewski: „Luźne związki”. Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu. Poznań 2010.