ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 maja 9 (57) / 2006

Ryszard Chłopek,

62 FAŁSZYWYCH PAPIEŻY

A A A
Okładka książki Jeana Raspaila „Pierścień rybaka” atakuje czytelnika rekomendacją Rafała Ziemkiwicza następującej treści: „To lepsze niż Kod Leonarda da Vinci...”. Co? – myślę zdumiony. Nie dlatego się dziwię, że Rafał Ziemkiewicz jest osobą nieodpowiednią, aby polecać książki, bo jest. Nie dlatego też, abym uznał przytoczoną powieść Dana Browna za utwór do tego stopnia doskonały, iż niemożliwością jest napisać coś ciekawszego, bo jednak jest taka możliwość.

Powieść Dana Browna świetnie się sprzedaje i chyba tu jest bulterier pogrzebany. No bo i po cóż wydawca miałby umieszczać na okładce opinię porównującą książkę Jeana Raspaila z – na przykład – „Quo Vadis”? Chyba tylko po to, aby odstraszyć potencjalnych czytelników.

Sam „Kod Leonarda da Vinci” został bez wątpienia dobrze napisany, a jeszcze lepiej rozreklamowany. Dan Brown oparł się na marketingowo kapitalnym (bo kontrowersyjnym) pomyśle demaskowania przez dwójkę detektywów wielkiego przekłamania (tym wielkim przekłamaniem jest chrześcijaństwo) i odkrywania jedynej, słusznej i prawdziwie prawdziwej prawdy dotyczącej... No, właściwie nie wiadomo, czego. Jednak powieść razi płaskimi jak brzuchy lekkoatletów postaciami oraz zabójczym, nadmiernym tempem akcji – blisko 560 stron nieustającej sensacji. Ten utwór nie oddycha, nie ma rytmu, tylko zadyszkę, astmę, krztusiec jakiś.

Jeżeli czytam na okładce informację: „To lepsze niż Kod Leonarda da Vinci...”, to nie mam powodu w to nie wierzyć. Wiele jest takich książek, „Pierścień rybaka” też do nich należy. Tylko po co o tym pisać? Skoro wydawcy zamierzają kierować się samym imperatywem pokupności, to niebawem doczekamy się rekomendacji porównujących powieści do książek telefonicznych, słowników polsko-angielskich oraz podręczników szkolnych. Właściwie dlaczego nie?

Nie można zaprzeczyć, że „Pierścień rybaka” ma pewne punkty styczne z „Kodem Leonarda da Vinci”. Obie powieści traktują o religii i obie starają się odsłonić jakąś prawdę. Już na tym poziomie różnice są zasadnicze – „prawda” Dana Brawna neguje chrześcijaństwo, a szczególnie katolicyzm, podczas gdy „prawda” Jean’a Raspail’a się w ów katolicyzm wpisuje. Być może więc sugestia Ziemkiewicza jest głębsza i należy ją tłumaczyć następująco: „To prawdziwsza prawda niż tamta prawda”. Wniosek nie tak bardzo od rzeczy, gdyż książkę wydał Klub Książki Katolickiej.

Wrócę jeszcze na chwilę do „Kodu Leonarda da Vinci”, bo warto się zastanowić, dlaczego ta książka odniosła aż taki sukces komercyjny. Nie tłumaczy tego ani znakomita reklama, ani kontrowersje mnożące się wokół powieści, ani wartka, sensacyjna fabuła – to ważne czynniki, ale nie jedyne. Myślę, że znaczącą rolę odegrało pewne znudzenie religijnością w tradycyjnej formie – co tydzień ta sama msza, bliźniaczo podobne kazania (nie tylko w warstwie stylistycznej ale przede wszystkim ideowej), co rok te same obrzędy. Żadnych odkryć, olśnień. Dzieła typu „Kod Leonarda da Vinci” dostarczają takich epifanii, choćby i pozornych, zaspokajają głód duchowości, tkwiący pewnie w każdym człowieku, a przy tym nie wymagają aż takiego wysiłku, jak czytanie Biblii, filozofów, zachowywanie postów, medytowanie, pielgrzymowanie, itd.

Zresztą twórcy związani z katolicyzmem również starają się ułatwić konsumentom spożywanie wiary. Czasami odnoszę wrażenie, że toczy się taka subtelna walka o rząd dusz, swoista medialna reformacja i kontrreformacja: „Kod Leonarda da Vinci” – „Pierścień rybaka”, „Stygmaty” Ruperta Wainwrighta – „Pasja” Mela Gibsona, „Kat” Romana Kostrzewskiego – „Armia” Tomasza Budzyńskiego, i tak dalej, i tak dalej. Do tego jeszcze odnalezienie dokumentu z IV wieku zwanego „Ewangelią Judasza” i natychmiastowe potępienie tegoż przez Benedykta XVI...

Powyższe refleksje, być może zbyt długie jak na wstęp, są czymś, co towarzyszy lekturze powieści Jean’a Raspail’a, czymś, co Antoni Kępiński nazwałby „szumem”, czyli wszystkim tym, czego dowiadujemy się o człowieku lub dziele, zanim jeszcze się z nim zetkniemy. I skoro już poświęciliśmy mu tyle miejsca, to zostawmy ten „szum” za sobą, a skupmy się na powieści.

Akcja „Pierścienia rybaka” (tytuł odnosi się do symbolu władzy papieskiej) toczy się jednocześnie w średniowiecznej i współczesnej Europie. W ten sposób autor oddziela prawdę historyczną (średniowiecze) od fikcji literackiej (XX wiek). Utwór poświecony jest Wielkiej Schizmie Zachodniej rozpoczętej podwójnym konklawe w 1378 roku. Wówczas to kardynałowie pod przymusem Włochów, którzy domagali się „swojego” papieża, wybrali Urbana VI, który okazał się sadystycznym despotą. Uznano zatem wybór za nieważny i ci sami kardynałowie, już poza granicami Rzymu, wyznaczyli na papieża Klemensa VII (Awinion). Dalsze rozdziały powieści opisują kolejno działalność papieży i antypapieży z powracającymi nieustannie pytaniami: który jest prawdziwy? który fałszywy? (choć narrator opowiada się jednoznacznie po stronie obediencji awiniońskiej). Dalej: próby zjednoczenia Kościoła (między innymi przez nakłonienie do dobrowolnej abdykacji obu papieży), propagandową i polityczną działalność teologów z Uniwersytetu Paryskiego, kolejne już niezależne konklawe po śmierci któregoś z papieży rzymskich lub awiniońskich, wreszcie sobory w Pizie (i wybór trzeciego papieża, byłego pirata, Jana XXIII) oraz Konstancji.

Raspail nie kończy swojej opowieści na soborze w Konstancji, chociaż większość historyków uznaje ją za koniec Wielkiej Schizmy Zachodniej. Na przykład Norman Davies w „Europie” pisze krótko: „Schizma zakończyła się dopiero po soborze w Konstancji, który zdetronizował wszystkich trzech dotychczasowych papieży i jednogłośnie zatwierdził na tronie Piotrowym kardynała Odona Colonnę, który przybrał imię Marcina V” (s. 455). Co zaskakujące jeszcze bardziej zdawkowo sprawę traktuje pięciotomowa „Historia Kościoła” pod redakcją Rogiera, Auberta i Knowlesa: „Po odsunięciu wreszcie (1417) Benedykta XIII droga do przeprowadzenia wyborów papieskich była wolna” (t. II, s. 324).

O dalszych losach Benedykta XIII, papieża z Awinionu opracowania historyczne milczą, a przecież nie uznał on decyzji soboru. W ogóle nie uznał soboru, wychodząc ze słusznego założenia, że sobór może być zwołany tylko przez prawowitego papieża, a on sam żadnego soboru w Konstancji nie zarządził. Raspail zresztą bardzo precyzyjnie wykazuje, że słuszność była po jego stronie, a cała dalsza sukcesja papieży Rzymskich, aż do Jana Pawła II, była niezgodna z prawem kanonicznym. Sześćdziesięciu dwóch fałszywych papieży!

Skoro Benedykt XIII nie uznał decyzji soboru, co zrobiło przecież dwóch konkurencyjnych papieży (Grzegorz XII i Jan XXIII), skoro nie abdykował, to co się dalej z nim działo? Pełnił swój urząd? Gdzie? Dla kogo? Wiadomo, że miał następcę (Klemensa VIII), a ten miał nawet dwóch następców, z których każdy przybrał to samo imię – Benedykta XIV (pierwszy to wcześniejszy kardynał Bernard Garnier, a drugi to również wcześniejszy kardynał Jean Carrier, który nie uznał Garniera za prawowitego papieża, zwołał jednoosobowe konklawe i wybrał się sam). Co się działo dalej z Carrierem? Czy miał następców? Czy mianował swoich kardynałów? A jeżeli tak, to jaka była dalsza historia obediencji awiniońskiej?

Tę lukę po mistrzowsku wykorzystuje Raspail. Posługuje się przetrwałą do naszych czasów wiedzą o awiniońskich następcach św. Piotra, a gdzie świadectw historii zaczyna brakować, tam uruchamia wyobraźnię. Tworzy historię, w której Wielka Schizma Zachodnia nie kończy się w 1415, ani nawet w 1417, ale dopiero w ostatnim dziesięcioleciu XX wieku, za pontyfikatu (antypapieża?) Jana Pawła II. Opowieść jest sugestywna do tego stopnia, że każe się zastanawiać, dlaczego kardynał Joseph Ratzinger przybrał imię Benedykta XVI. Czy może to mieć związek z tym, że w powieści Raspail’a każdy z następców Jean’a Carrier’a przybiera imię Benedykt, tyle że w pewnym momencie kolejni antypapieże (a może papieże?) przestali posługiwać się numeracją?

„Pierścień rybaka” Jeana Raspaila jest nie tylko opowieścią o wierności i wierze, przebaczeniu i samotności, to również znakomita lekcja historii, choć pozornie wyidealizowanej oraz posługującej się łatwym, czarno-białym schematem. Narrator wygładza lub usprawiedliwia wszelkie działania papieży awiniońskich oraz wykazuje, że zostali wybrani zgodnie z prawem kanonicznym, przez co dokonuje arcyciekawej reinterpretacji dziejów. Bowiem do tej pory postrzegano ich tylko jako antypapieży. Przed czytelnikiem otwiera się zatem możliwość innej oceny faktów. Na szczęście Raspail nie daje się uwieść arbitralnym sądom: dobro – zło, prawda – fałsz. W zakończeniu obiedencja rzymska i awioniońska spotykają się w bardzo zwyczajny, lecz ciekawy sposób. Przy czym autorowi udaje się uniknąć banału i to mimo uderzania w bardzo patetyczne tony.
Jean Raspail: „Pierścień rybaka”. Klub Książki Katolickiej, Poznań 2005.