ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 maja 9 (57) / 2006

Krzysztof Ociepa,

DWIE PERSPEKTYWY

A A A
Polska rzeczywistość zniknęła ostatnio z ekranów naszych kin. Można się domyślać, że widzowie mają jej dosyć na co dzień i nie chcą oglądać jej w kinie. Co zresztą robią, oglądając rodzime komedie romantyczne lub przejmując się perypetiami bohaterów seriali w rodzaju „M jak miłość”.

Dlatego pewnym zaskoczeniem jest pojawienie się dwóch debiutanckich obrazów, które w odważny sposób podejmują współczesną problematykę. „Czeka na nas świat” Roberta Krzempka i „Oda do radości” Anny Kazejak-Dawid, Jana Komasy i Macieja Migasa to filmy bezkompromisowe i przejmujące. Nie jest łatwo wywołać taką reakcję wśród widzów karmionych codziennie telewizyjną publicystyką opisującą historie podobne do tych, które pokazali w swoich filmach debiutujący reżyserzy. Od razu trzeb zaznaczyć, że pomimo wielu podobieństw mamy do czynienia z dziełami bardzo różnymi. „Czeka na nas świat” jest historią trzydziestolatka, który nigdy w życiu nie skalał się pracą i żyje z renty mamusi. Rzeczywistość okazuje się jednak bezlitosna i w dniu wypłaty renty, urząd pocztowy zostaje okradziony. Na dodatek mamusia właśnie wyjeżdża do sanatorium i Pawełek zmuszony jest sam znaleźć sobie zatrudnienie pozwalające zaspokoić podstawowe potrzeby życiowe. Próbuje swych sił m.in. jako gigolo, pracownik hipermarketu i sprzedawca. Jednak zawsze coś nie wychodzi, a jeśli już uda się zarobić parę groszy to w drogę bohaterowi wchodzi dwóch oprychów (zawsze tych samych), którzy nie tylko zabierają zarobione pieniądze, ale także tłuką niemiłosiernie bohatera.

Reżyser umiejętnie łączy realizm z groteską. Bohater szukając pracy trafia do komisu mięsnego, gdzie właściciel (znakomity Jerzy Trela) oferuje mu stanowisko sprzedawcy przeterminowanego mięsa. Sam bohater wydaje się także być postacią mocno groteskową, o czym świadczyć może fakt, iż do trzydziestego roku życia nie podjął żadnego płatnego zajęcia. W postaci Pawła zawarł reżyser pewne cechy unikalne (żeby nie powiedzieć, niespotykane wśród dzisiejszych trzydziestolatków), a jednocześnie stworzył postać, której los mógłby być ilustracją pokoleniowych zmagań z rodzimą wersją kapitalizmu. Nieustanne szukanie pracy, kolejne upokorzenia to doświadczenia młodych ludzi wkraczających w dorosłe życie. Można powiedzieć, że typowość i wyjątkowość stopiły się idealnie w jedną całość i zyskały rysy bohatera granego przez Sebastiana Pawlaka. Podobnie jak w „Dniu świra” Marka Koterskiego w osobie bohatera skupiono doświadczenia, które stały się udziałem większej grupy ludzi. Zresztą film Krzempka łączy z obrazem Koterskiego wiele innych podobieństw, jak choćby brak litości w opisywaniu przywar bohatera, sposób jego konfrontacji z rzeczywistością – zaprezentowany w serii absurdalnych epizodów i wreszcie fragmenty programów telewizyjnych (a może raczej parodii telewizyjnej publicystyki), które oglądamy wraz z bohaterem, wydają się być wręcz z cytatem z filmu Koterskiego.

Od takich wpływów wolna jest „Oda do radości”. Wolna jest także od elementów groteski. Film składa się z trzech noweli: „Śląsk”, „Warszawa” i „Morze”. Każdą z części filmy wyreżyserował inny twórca, jednak całość robi wrażenie dzieła niezwykle spójnego zarówno pod względem formy jak i treści. Pierwsza nowela odpowiada dziewczynie, która właśnie wraca po rocznym pobycie w Londynie i próbuje odnaleźć się w szarej rzeczywistości Śląska. Matka straciła pracę, ojciec jest jednym z przywódców właśnie trwającego strajku na kopalni. Agnieszka (Małgorzata Buczkowska) próbuje znaleźć swój kąt w tym chaotycznym świecie. Za pieniądze, które zarobiła w Londynie pracując jako sprzątaczka, kupuje zakład fryzjerski. Jednak pokojowa, w zamierzeniu demonstracja górników zamienia się w uliczne zamieszki i zakład zostaje zdemolowany i splądrowany. W noweli „Warszawa” raper Peras (Piotr Głowacki) stara się zrobić karierę w rodzimym show-biznesie. Jego entuzjazmu nie podzielają jednak koledzy z zespołu i ojciec jego dziewczyny – Marty (Roma Gąsiorowska), który wolałby zięcia pracującego w bardziej poważanej branży. Proponuje młodemu buntownikowi pracę w swoim biurze. Jednak szybko okazuje się, że nie chodzi o pomoc, a o pokazanie właściwego miejsca w szeregu. Upokorzony Peras odchodzi zostawiając Martę. W momencie swojej największej życiowej klęski odnosi sukces w branży muzycznej. Jednak wydaje się, że jest już za późno gdyż ojciec Marty chce wysłać ją do Londynu. Trzecia nowela – „Morze” – to historia Wiktora (Lesław Żurek), który po rozstaniu ze swoją dziewczyną wraca z Warszawy nad morze. Jednak zamiast poszukać sobie zajęcia na miarę swoich możliwości – Wiktor pracuje w wędzarni ryb i spędza wieczory w knajpie z kolegami. Nie za bardzo wie jak wyrwać się z tego marazmu, a wszelkie działania jakie podejmuje kończą się źle, zwłaszcza dla ludzi mu najbliższych.

Wszystkie trzy opowieści mają wspólne zakończenie. Bohaterowie jadą tym samym autobusem do Londynu. Uciekają od szarej rzeczywistości i widać wyraźnie, że wolą skok w nieznane niż tkwienie w swojskim marazmie. Konkluzja całości jest niezwykle pesymistyczna. Oto ludzie młodzi, pełni sił i zapału nie mogą się zrealizować w rzeczywistości, która jest ich własną rzeczywistością. Czasem można odnieść wrażenie, że wisi nad nimi jakieś fatum. Jeśli nawet bohaterom uda się pokonać jedną przeszkodę, to za chwilę wyłania się następna, wobec której muszą skapitulować. Jakby zmagali się z czymś, co ich przerasta i nad czym nie potrafią zapanować. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w formalnej stronie filmu, która zbliża się do faktury dokumentu. Tak jak bohaterowie nie potrafiący zapanować nad rzeczywistością, tak samo twórcy filmu ograniczyli się do jej rejestracji.

„Oda do radości” nie jest filmem, który analizuje szczegółowo polską rzeczywistość w celu wskazania winnych takiego stanu rzeczy. Wydaje się, jakby twórcom filmu zależało przede wszystkim na oddaniu stanu ducha ludzi wkraczających w dorosłość. I ten zamiar osiągnęli. Tytuł filmu nawiązuje do hymnu Unii Europejskiej i wielkich nadziei, jakie wiązali Polacy z wstąpieniem do wspólnoty. Z filmu wynika, że jedyna korzyść wiąże się z otwarciem rynków pracy. Diagnoza jest pesymistyczna, ale trudno mi się nie oprzeć wrażeniu, że jest w niej zbyt dużo prawdy, by można było zarzucić jej autorom czarnowidztwo.

***

Te dwa obrazy prezentują odmienny sposób prezentowania naszej rzeczywistości. Konkluzja w obydwu przypadkach jest pesymistyczna i twórcy nie mają żadnych złudzeń. Jednak jeśli miałbym wybierać, które podejście bardziej mi odpowiada to wybrałbym „Odę do radości”. Powód takiego wyboru jest prosty. Twórcy tego filmu pokazali ludzi aktywnych i podejmujących walkę, zawsze – nie tylko wtedy, gdy zmuszają ich do tego okoliczności. Widać wyraźnie, że reżyserzy „Ody” szanują swoich bohaterów, a ich filmy zostały stworzone bardziej z myślą o pokazaniu bolączek młodego pokolenia niż o obnażaniu jego słabości i wad. Wydaje mi się, że ten typ refleksji (przecież nie pozbawiony akcentów krytycznych) jest bardziej nośny i odpowiadający nastrojom widzów. Być może jest to tylko moje wrażenie, ale wolałbym aby współczesny bohater miał w sobie determinację i wiarę w sukces, którą mają bohaterowie „Ody do radości”.
„Czeka na nas świat” Reżyseria: Robert Krzempek Scenariusz: Robert Krzempek Obsada: Sebastian Pawlak, Jadwiga Lesiak, Elżbieta Okupska. Gatunek: tragikomedia. Polska 2005, 95 min.