ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (159-160) / 2010

Ewelina Burda,

WŁOSKA KOMEDIA POMYŁEK

A A A
Nie dziwią mnie wyznania kinomaniaków, którzy deklarują swoją miłość do Ferzana Ozpeteka (czy też raczej: do jego twórczości). Włoch z tureckim rodowodem po raz dziewiąty dostarcza nam niebanalnej rozrywki na wysokim poziomie. Począwszy od reżyserskiego debiutu („Hamam – łaźnia turecka”, 1997), Ozpetek nieprzerwanie balansuje na granicy kina artystycznego i komercyjnego, zdobywając przy tym rzesze nowych sympatyków. Celuloidowe historie, które kreśli artysta, nierzadko dotykają głęboko skrywanych pragnień czy wewnętrznych zahamowań jednostek. W zmysłowym entourage śródziemnomorskiego eldorado losy postaci zmieniają się jak w kalejdoskopie. Charakterologiczne bogactwo należy do niewątpliwych znaków rozpoznawczych twórczości reżysera.

„Mine Vaganti. O miłości i makaronach” to film, który niczym groteskowe zwierciadło ukazuje włoską familię. Co ciekawe, wystawnym rodzinnym kolacjom towarzyszy w tym obrazie deser w postaci niestrawnego piekiełka wzajemnych relacji. Komedia pomyłek w reżyserii Ozpeteka rozgrywa się w urokliwym Lecce, zwanym Florencją Południa, gdzie klan Cantone prowadzi dobrze prosperującą fabrykę makaronu. Oś opowieści stanowią zmagania młodszego syna, Tommaso (Riccardo Scamarcio), który usiłuje ujawnić swoje sekretne, homoseksulane oblicze. Głównemu wątkowi towarzyszą nieszablonowe historie poboczne: w swym najnowszym dziele reżyser również skonstruował barwną mozaikę postaci, w które wciela się plejada jego ulubionych aktorów.

Niespodziewany zwrot akcji niweczy plany Tommaso, komplikując przy okazji życie pozostałych członków rodu. Patriarcha rodziny, Vincenzo (Ennio Fantastichini) na wieść o homoseksualizmie najstarszego potomka, Antonio (Alessandro Preziosi), doznaje ataku serca. Kiedy wychodzi ze szpitala, obsesyjnie zabiega o poprawę „skażonego” wizerunku dynastii Cantone. Homofobia bohatera przybiera karykaturalne kształty, budząc raczej śmiech niż niesmak. W tym samym czasie honorowa żona Vincenzo, Stefania (Lunetta Savino), dopinguje męża w PR-owskich zabiegach i kiedy trzeba, potrafi się zdecydowanie przeciwstawić wrogom rodziny. W luksusowej posiadłości Cantone spotkać można również Lucianę (Elena Sofia Ricci), ciotkę dziwaczkę, która po kryjomu sączy nalewkę, snując erotyczne fantazje. Z kolei babcia Oma (Ilaria Occhini) udziela z reguły mądrych rad, stale myśląc o przeszłych decyzjach, które ukształtowały jej los: niegdyś wyszła za mąż za mężczyznę, którego nie kochała… Na horyzoncie czeka tymczasem piękna, zagadkowa Alba (Nicole Grimaudo), wspomagająca borykającego się z makaronową spuścizną Tommaso w biznesowych i prywatnych rozterkach. Chociaż – o czym oboje wiedzą – mężczyzna jest homoseksualistą, działa między nimi chemia, która skutecznie uniemożliwia wpisanie „Mine Vaganti” w stereotyp kina gejowskiego. Aż chce się przyklasnąć – brawo, panie Ozpetek!

Pochwały należą się twórcy również za cięte dialogi oraz wyczuwalną aurę teatralności dzieła, która bynajmniej nie drażni, a wręcz wzmaga apetyt na kolejny kęs świeżej włoskiej delicji. Na uwagę zasługuje też finezyjny dowcip, zarówno słowny, jak i sytuacyjny. Żartem i ironią podszyte są sceny z udziałem homoseksualnych kolegów najmłodszego z rodu Cantone. Kiedy Marco, chłopak Tomasso, zmęczony oczekiwaniem na swego partnera, wraz z trzema przyjaciółmi zjawia się nieoczekiwanie w Lecce, zostaje przyjęty z największymi honorami przez Vincenzo, który chwali się gośćmi w lokalnym sklepiku. Nikt nie rozpoznaje w nowo przybyłych homoseksualistów, a samotna Luciana próbuje nawet podrywać jednego z młodzieńców. W tym momencie kpina ze stereotypów osiąga monstrualne rozmiary, a reżyser udowadnia, że monogamiczność i wierność nie są przypisane konkretnej orientacji seksualnej.

Ozpetek zrezygnował tym razem z subtelnej poetyckości, obecnej choćby w „On, ona i on” (2001), „Oknach” (2003) czy „Saturno contro. Pod dobrą gwiazdą” (2007). Nie zmienia to faktu, że przewrotna komedia z paradą pięknych bohaterów, żywych kolorów, świeżych smaków i intensywnych emocji powala na kolana nawet wybrednych znawców kina. Bezkonkurencyjny scenariusz przynosi uniwersalną historię o odnajdywaniu swojego miejsca w życiu, o tym, że tylko my sami możemy zdecydować, czym jest dla nas szczęście i że nie warto stawać na drodze miłości. Film nasycony jest ironią o śródziemnomorskim posmaku. Reżyser nie ucieka od bogatego kulturowego tła Włoch oraz historycznych tradycji. Zrywając z koncepcją melodramatu, w głównych wątkach fabularnych – obejmujących dyskurs homoseksualny, miłość i wolność, powinności wobec najbliższych, meandry życia włoskiej rodziny oraz tajemnice z przeszłości – pozwala dominować humorowi i ironii.

Kluczem do sukcesu tej komedii jest dojrzałość twórcy, który bez zbędnej retoryki subtelnie przypomina, że nikt nie ma prawa nam mówić, czego chcemy i jakie powinniśmy mieć życiowe plany. „Mine Vaganti” wywołuje bezpretensjonalny śmiech, pod którym można, ale nie trzeba, odnaleźć coś wartościowego.
„Mine Vaganti. O miłości i makaronach” („Mine Vaganti”). Reż.: Ferzan Ozpetek. Scen.: Ferzan Ozpetek, Ivan Cotroneo. Obsada: Riccardo Scamarcio, Alessandro Preziosi, Nicole Grimaudo, Elena Sofia Ricci. Gatunek: komediodramat. Produkcja: Włochy 2010, 110 min.