Wydanie bieżące

1 września 17 (161) / 2010

Zofia Bałdyga,

WIERSZE

A A A
*

Ulicą przeszedł mistrz i nie było przy nim kobiety.
Ulicą płynie strumień i jak go zatamować?
Brudne dziecko rzuca z balkonu
zielone mirabelki i kwaśny uśmiech
to architektura dla dalekowzrocznych.
Cywile w mundurach przykucają przy filarach
zamiast skrzel rosną włosy i bezbarwne paznokcie.

Zasnąć w innym kącie domu, zbudowanego
aby w nim zasypiać, domu, którego wejście
do ciebie należy jak ja, szyba w rogu pękła
słucha się przez nią śpiewu o piaszczystym dnie.



*
Kolumny ludzi maszerują w stronę ciepła i wilgoci.
Śpią w dzień ułożeni obok siebie jak słownik aniołów
w tym aniołów upadłych albo jeszcze jeden alfabet do opisu jutra
jeśli zapomnisz wczoraj, obudzić się trzeba, przemóc i przejęzyczyć.

Kolumny ludzi maszerują, a wystarczyłoby pochylić się i skinąć
kierowca był przystojny, w bagażniku siekiera i dzieła zebrane
spis treści wydarto, bo chodziło o ciężar, a przecież lekko mu na sercu.
Podskoczyć i rzucać do lepszego celu, w źrenicę.

Dziewczynko, zgubione oczko zastąp:
kawałkiem gumy albo szklaną kulką
dla lepszego efektu pociągnij plakatówką
a jeśli oczko pójdzie zamaluj lakierem.
Potem wszyj klin między nogi i milcz.