ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 października 20 (164) / 2010

Piotr Bogalecki,

Z ARCHIWUM Y

A A A
To dziwne uczucie, kiedy biegnąc przez centrum, machinalnie spogląda się na doskonale widoczny dworcowy zegar (w Katowicach na dworcu zawsze umawiało się „pod zegarem”) i zauważa się tylko czerń. Gdyby zegar miał chociaż tarczę i wskazówki, które musiałaby przecież zatrzymać się na jakiejś godzinie (za pięć dwunasta?), nadal mógłby wskazywać czas – niczym mroczne memento, przywołujące barokowe medytacje nad nieuchronnością przemijania albo przynajmniej Marksowskie „Wszystko, co stałe rozpływa się w powietrzu”… Nic jednak z tych rzeczy. Nowoczesność nie lubi przenośni i alegorii, a nade wszystko – sentymentów. Tak, jak zdecydowanym ruchem wyjęto kabel zasilający elektryczny mechanizm zegara, tak za kilka dni rozpocznie się przebudowę jednego z najważniejszych przykładów architektury brutalistycznej. Już teraz na murach dworca wywieszono triumfalny transparent: „Zapraszamy do najnowocześniejszego centrum komunikacyjnego w Polsce. Wielkie otwarcie już w 2012”, a na stronie internetowej inwestora możemy przeczytać o „supernowoczesnej architekturze”, która „będzie zdobić nowy katowicki dworzec kolejowy”. Obecny budynek, supernowoczesny w 1959 roku, zestarzał się na tyle, że – zdaniem inwestora, ignorującego ekspertyzy oraz liczne listy protestacyjne architektów i historyków sztuki – już nic mu nie pomoże.

Bez skrupułów pozbywając się swego niegdysiejszego pupila, nowoczesna modernizacja po raz kolejny ukazuje nam swe prawdziwe, autodestrukcyjne oblicze. I chociaż trudno porównywać sprawę katowickiego dworca z szeroko opisywaną przez Bermana Faustowską decyzją wyburzenia skromnej chałupy Baucis i Filemona, tudzież z futurystycznymi postulatami zatopienia brudnej, „starej i cuchnącej” Wenecji, z pewnością we wszystkich decyzjach tych kryje się to samo pragnienie „nowego” i „lepszego”. Jego niepokojącym rewersem jest jednak przypuszczenie, że nad wyraz często nie chodzi, niestety, o funkcjonalność (mogący kojarzyć się z olbrzymim betonowym pająkiem, katowicki dworzec doskonale spełniał nie tylko funkcje związane z obsługą pasażerów, ale i stanowił unikalny pasaż łączący przynajmniej trzy odległe od siebie części miasta) – ale o pieniądze. Galeria handlowa, która powstanie na miejscu głównej hali dworca oraz przylegającego do niego Placu Szewczyka, z pewnością potrzebę tę spełni z nawiązką.

Trzeba przyznać, że aktywna w ostatnich miesiącach grupa obrońców dworca dokonała niemożliwego, sprawiając, że nielubiany przez mieszkańców Śląska betonowy kolos – przede wszystkim z powodu wszechpanującego w jego wnętrzu brudu, żebrzących bezdomnych oraz niechlujnego zagospodarowania – urósł w ich oczach do rangi dzieła architektonicznego. Co prawda większości z nich „dzieło” to nadal nie zachwyca (choć w ostatnim czasie często dostrzec można było w hali głównej dworca osoby uważnie wpatrujące się w jego sklepienie), ale już to, że stało się dla nich widoczne – jako architektura – jest sporym osiągnięciem (także politycznym, by przypomnieć „Dzielenie postrzegalnego” Jacquesa Rancière’a). Udało się wypromować dworcowe kielichy, które trafiły na koszulki i transparenty oraz – pod postacią imitujących ich kształt (Y) wywróconych na drugą stronę parasolek – towarzyszyły wszystkim manifestacjom organizowanym w obronie obiektu. Jeszcze trudniejsza sztuka udała się założycielom facebookowego profilu „Brutal z Katowic”, dzięki któremu dworzec przemówił ludzkim głosem. Personifikacja dworca, zamieszczającego posty w pierwszej osobie i wyrażającego w nich swoje obawy, lęki i frustracje, okazała się strzałem w dziesiątkę. Posłuchajmy: „Nazywają mnie Brutalem z Katowic. Przy pierwszym poznaniu wydaję się szorstki i nieprzyjemny, ale mam duszę poety. Moje dni są policzone – czekam na wykonanie wyroku śmierci. Niestety ludzie się na mnie nie poznali. Jestem dworcem kolejowym…”. Albo: „Wierzycie, że zniknę a potem znów się pojawię? Bo ja nie! Już z moim bratem ciotecznym – warszawskim Supersamem – tak wmawiali Ludziom. Że wyburzą, ale odtworzą. I co? Nic. Nie ma Supersamu! Mnie też nie będzie jak mnie rozbiorą do fundamentów!”. W dniu dzisiejszym profil „Brutal z Katowic” ma 4 854 fanów.

Kiedy w ostatnim czasie zdarzało mi się zachodzić do dworcowej kawiarni, przypominałem sobie słowa stałego bywalca lokalu (swego czasu to tam serwowano najlepsze w mieście espresso), katowickiego nauczyciela języka angielskiego szwedzkiego pochodzenia, który utrzymywał, że dworzec w Katowicach jest najciekawszym, także z socjologicznego punktu widzenia, miejscem miasta. Jeśli wierzyć jego słowom, atencja do dworca stała się jednym z głównych powodów, dla których zdecydował się on zamieszkać właśnie w Katowicach. Trudno jest mi mówić o dworcu tak, jak on – bez zadęcia i przesadnego sentymentu, a jednak z żalem, że zza szyb nowej dworcowej kawiarni zobaczyć będzie można dokładnie ten sam widok, co w Galerii Krakowskiej i warszawskich Złotych Tarasach.

Dlaczego październikowe „Prezentacje” poświęcamy lokalnej sprawie przebudowy (tudzież wyburzeniu) katowickiego dworca? Dlatego, że mówi ona o nas, o kultywowanej przez nas filozofii przestrzeni, o naszych miastach – o nierozwiązanych problemach naszej starej dobrej moderny.
Fot. Bartosz Koszowski