ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 listopada 22 (166) / 2010

Joanna Soćko,

WIELE HAŁASU O NIC

A A A
Jak wygląda nicość? Zdrowy rozsądek nakazuje zignorować to pytanie i uśmiechnąć się z politowaniem. Oczywiście, nicość nie może wyglądać – nie byłaby wówczas nicością. Czy zatem Jan Wasiewicz naprawdę nie wie o czym pisze, gdy nazywa swoją obszerną monografię „Obliczami nicości”? Wręcz przeciwnie, wydaje się, że tytuł jest dokładnie przemyślany. Autor bierze na warsztat zróżnicowaną refleksję nihilistyczną XIX-wiecznej Europy i zakłada, że jej konstytutywnym czynnikiem jest doświadczenie nicości. Nie możemy jej opisać, możemy jednak przyjrzeć się doświadczeniu, które zostaje wyrażone przez filozofów i pisarzy. To właśnie ze względu na charakter reakcji na nicość i wynikających z tej reakcji tekstów, Wasiewicz porządkuje XIX-wieczny nihilizm i przedstawia jego dzieje polskiemu czytelnikowi. Jakie są więc oblicza, które ówcześni myśliciele i artyści nadawali pustce? Wasiewicz już na początku książki wyznacza pięć paradygmatów doświadczenia i nazywa je, za Ernstem Jüngerem, „przedpolami nicości”. Następnie śledzi uważnie dzieje nihilizmu w filozofii, sztuce oraz rzeczywistości społecznej XIX wieku i analizuje realizacje tych wyróżnionych rodzajów doświadczenia „para– czy też quasi– nicości” (s.10).

Po pierwsze, nicości można doświadczyć jako „niszczycielskiej mocy negacji” (s.10). Wasiewicz przywołuje tutaj „święte nie” lwa z Zaratustry Nietzschego, nieograniczoną niczym wolność, czy raczej wolność mającą swoje uzasadnienie właśnie w niczym, które to nic nie stanowi ograniczeń. Ta negacja może prowadzić do anihilacji, może jednak stanowić etap ustanawiania nowego porządku. Czołowym przedstawicielem takiego doświadczenia będzie Max Stirner, którego charakteryzuje nihilizm „ukontentowanego z siebie egoisty” (s.139). „Ja” Stirnera jest samowystarczalne i na niczym się nie opiera, nie posiada niczego poza swoją siłą/ mocą (Gewalt), jest twórcą wszelkich znaczeń. A ponieważ nie istnieje nic poza „Ja”, Stirner nazywa je „Jedynym”. Jego istotą jest „Swojość”, która nie może być okiełznana, na którą nie można nałożyć żadnych ograniczeń. „Jedyny” działa poprzez bunt, czyli wyzwolenie się z istniejącego porządku, który następnie sam się rozpada. Takim porządkiem, z którego należy się wyzwolić jest także społeczeństwo. Prawda istnieje natomiast tylko jako puste pojęcie, które trwa jedynie jako idea, a jego treść zmienia się nieustannie.

Innymi przedstawicielami pierwszego paradygmatu Wasiewicza są młodohegliści. Dla nich duch istniał co prawda jako spiritus movens zmiennej, społeczno-politycznej rzeczywistości (s.160), ale siłą napędową rozwoju owego ducha była właśnie negacja. Nieszczęsną realizacją tego wzorca jest też nihilizm rewolucjonistów rosyjskich objawiający się w totalnej negacji zastanego porządku oraz „afirmacji rewolucji i terroru” (s.295). Niszczycielską mocą negacji jest jednak także ironia Kierkegaarda, która prowadzi do anihilacji skończonej rzeczywistości objawiającej się ironiście jako marność. Człowiekowi pozostaje więc albo rozpacz (choroba na śmierć), albo wybór siebie. Owo „siebie” jest natomiast ufundowane na Bogu, Ten znajduje się jednak poza ustalonym porządkiem. Ta droga wymaga więc „skoku wiary”, który, mimo iż wykonywany z nadzieją, stanowi odwrót od rzeczywistości skończonej.

Po drugie, nicości można doświadczyć jako „przejmującego braku” (s.10). Wiąże się to ze wszelkim poczuciem absolutnej beznadziejności. Może to być brak „bytu, sensu, prawdy, dobra, wartości, tego, co święte” (s.10) – brak, który charakteryzuje opisywaną przez Kierkegaarda rozpacz.

Trzeci stan, do którego doprowadza poczucie nicości to całkowita dezorientacja – brak jakiegokolwiek punktu odniesienia. Doprowadza on do nihilizmu epistemologicznego i radykalnego sceptycyzmu. Tutaj umieszcza Wasiewicz Heideggera, którego trwoga rodzi się z niemożności określenia (poznania) tego, czego się boimy. Natomiast przykład Stawrogina z „Biesów” Dostojewskiego pokazuje skutek estetyczno-etycznego i społeczno-politycznego nihilizmu w XIX-wiecznej Rosji, a mianowicie – niemożność podjęcia decyzji: „Choć zdaje sobie sprawę [Stawrogin – JS] z problematyczności dobra i zła, to jednak (…) nie wybiera dobra i unika zła (tzn. tego, co jest powszechnie za dobre i złe uważane)” (s. 359).

Czwarty paradygmat doświadczenia nicości to uznanie wszystkich zdarzeń oraz świata za marność i, co za tym idzie, przeświadczenie o własnej znikomości. Wasiewicz postrzega ten symptom jako najbardziej powszechny, występujący w różnych wiekach. Za jego XIX-wieczną manifestację uznaje dzieła literackie, szczególnie „Hyperiona” Hölderlina i „Mowę wypowiedzianą przez umarłego Chrystusa ze szczytu kosmicznego gmachu o tym, że nie ma Boga” Jeana Paula. Natomiast „Straże nocne” Bonawentury to przykład powtarzanego często wzorca przesunięcia „od satyry do rozpaczy” (s.88), które sprawia, że fabuła „z nieubłaganą konsekwencją zmierza do nihilistycznej katastrofy” (tamże).

Ostatni sposób w jaki, według Wasiewicza, można traktować nicość, to uznanie jej za absolutną, paradoksalnie esencjalną „nicość samą w sobie” (s.10) – nicość niezapośredniczoną. Takie podejście cechuje nihilistów metafizycznych. Autor nie mówi w ich przypadku o rzeczywistym doświadczeniu, ale o próbach konceptualizacji pustki (Hegel), czy też pragnieniu zjednoczenia się z nią (Mainländer). Być może więc również buddyjska, lecz przemycona szczególnie przez Schopenhauera, nirwana mieściłaby się w tym paradygmacie, choć jako negacja sansary (świata zjawiskowego) mogłaby ona stanowić przykład pierwszego ujęcia nicości.

Wyróżnienie pięciu różnych wzorców jest dla Wasiewicza pomocniczym uszeregowaniem doświadczeń opisywanych chronologicznie: od analizy pierwszych użyć słowa „nihilizm” poprzez przedstawienie wyłaniania się nihilistycznej refleksji jako konsekwencji idealizmu po opis jej szczytowego rozkwitu w dziełach Nietzschego. Ów porządkujący gest badawczy wydaje się jedynym przejawem odautorskiej inwencji autora; mógłby stanowić on przykład obsesji porządkowania, którą zdradza dyskurs tego dzieła. Wasiewicz zdaje się bardzo konsekwentnie pisać według znanej z retoryki zasady: powiedz, co chcesz powiedzieć, powiedz to, powtórz to, co powiedziałeś. Książce nie można jednak odmówić rzetelności. Autor bardzo skrupulatnie analizuje teksty będące wyrazem postawy nihilistycznej, a w swojej analizie bierze pod uwagę zarówno pisma filozoficzne, jak i artystyczne, choć analiza tych drugich zdradza czasem pewne braki (Wasiewicz wydaje się na przykład zbyt łatwo przypisywać pisarzowi czy poecie poglądy wyrażone w jego dziele). Nie brak również w „Obliczach nicości” cennych odniesień teologicznych i społecznych. I chociaż książka nie została napisana ani ciekawie, ani oryginalnie, nie wydaje się, by było to akurat aspiracją jej autora. Udało mu się natomiast skonstruować bardzo porządną monografię, która staje się obowiązkową lekturą dla każdego, kto w Polsce zamierza zająć się nihilizmem, nie tylko XIX-wiecznym.
Jan Wasiewicz: „Oblicza nicości. Z dziejów nihilizmu europejskiego w XIX wieku”. Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2010 [seria: „Monografie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej”].