Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (180) / 2011

Paweł Migdał,

POCHWAŁA SZALEŃSTWA

A A A
Szpital psychiatryczny jako sceneria akcji filmu posiada bardzo duży potencjał znaczeniowy. Twórcy zauważyli to już bardzo dawno, wystarczy wspomnieć słynny „Gabinet doktora Caligari” (1919). Przez lata obecności na ekranie azyl dla chorych psychicznie obrósł w dodatkowe konteksty, stał się bardzo silnie zmetaforyzowany. Popularność tego toposu bierze się zapewne z fascynacji miejscami odosobnienia i wykluczenia. Bliźniaczym motywem o zbliżonej popularności jest wszak więzienie. Ma ono jednak nieco inny kontekst, bo też i z innych przyczyn trafia się do tego typu miejsca. Szpital psychiatryczny pobudza z kolei rozważania nad bardzo abstrakcyjnym pojęciem, jakim jest normalność.

Na potrzeby niniejszego tekstu i jego tezy, o której za chwilę, pozwoliłem sobie na bardzo subiektywny, ale też niebezzasadny dobór filmów. Sądzę, że po bliższym przyjrzeniu się im z łatwością można zauważyć, że występuje w nich podobny schemat. Tytuły, na które chcę się powołać to: „Lot nad kukułczym gniazdem” (1975), „Dwanaście małp” (1995) i „Przerwana lekcja muzyki” (1999). Oczywiście różnice między tymi obrazami są dość duże, we wszystkich jednak pojawia się podobny element fabularny. Oto do zamkniętej, względnie ustabilizowanej grupy hospitalizowanych przybywa osoba spoza tego świata, dla której zastane warunki są dziwne, opresyjne, nie do przyjęcia. W „Przerwanej lekcji…” i „Dwunastu małpach” postać ta rozbita jest na dwie – na względnie „normalnego” przybysza, i na buntownika zadomowionego w szpitalnym środowisku.

Rozróżnienie to nie jest jednak aż tak istotne. Ważniejsze wydaje się to, iż przedstawiony w tych dziełach szpital obrazuje tak zwany „system”, czyli – innymi słowy – opresyjne, skostniałe normy społeczne, inwigilację ze strony państwa, chęć wpisania osobowości każdego człowieka w z góry ustalone schematy i tak dalej. Poszczególne filmy dotykają nieco innych problemów społecznych, z ich połączenia wyłania się jednak całościowy obraz kontestacji, w którym to chorzy psychicznie są dobrzy, wolni i wyzwoleni, choć zagubieni.

Zacznijmy od filmu najbardziej zasłużonego, czyli „Lotu…”. Nakręcony w 1975 roku obraz Miloša Formana to absolutna klasyka. Jak się powszechnie uznaje, szpital psychiatryczny to u czeskiego reżysera alegoria totalitarnego państwa. Biorąc pod uwagę, że Forman emigrował do Stanów Zjednoczonych z komunistycznej Czechosłowacji, nie powinno specjalnie dziwić, że ów problem był mu bliski. Każdy składnik filmu wydaje się komentarzem do totalitaryzmu.

Jednym z pierwszych zwracających uwagę elementów filmu jest muzyka, głównie diegetyczna. Towarzyszy ona życiu hospitalizowanych osób w bardzo wielu momentach, a już zawsze w chwili, gdy podawane są im leki. Można wątek ten odczytać jako nawiązanie do propagandowego wykorzystania kultury w celu odwrócenia uwagi społeczeństwa od kłamstwa, jakim jest karmione. Wszechwładna pielęgniarka odmawia wyłączenia muzyki, kiedy pojawia się taka propozycja, bo wie, że utrzymuje ona pacjentów w ryzach. Innym elementem symbolizującym propagandę jest terapia grupowa. Siostra Ratched wymusza na swoich podopiecznych, by brali w niej czynny udział i uzewnętrzniali swoje myśli. Stanowi to odpowiednik inwigilacji i umacniania wiary w sprawność systemu, który w rzeczywistości jednak nie działa.

W filmie Formana można zauważyć mechanizm ucieczki od wolności, opisany przez Ericha Fromma. Randall, główny bohater grany przez Jacka Nicholsona, jest zszokowany tym, że większość chorych przebywa w szpitalu na własne życzenie. Każdy z nich powtarza, że opuszczenie tej instytucji nie jest takie proste, a w istocie wszyscy boją się innej rzeczywistości. Brak wolności, choć ogranicza ich życie do wegetacji, zapewnia jednak poczucie bezpieczeństwa, a ono wydaje im się cenniejsze niż swoboda. Kiedy jednak w szpitalu pojawia się Randall McMurphy, pacjenci zaczynają rozumieć, że wolność jest wyższą wartością. Nowo przybyły próbuje wybić szpitalną społeczność z odrętwienia, wywołuje rewolucję. Namawia chorych, aby walczyli o prawo obejrzenia meczu w telewizji, a kiedy siostra oddziałowa manipuluje wynikami wyborów, bohater wymyśla komentarz do meczu, nie oglądając go. Jest nieugięty, ponieważ uważa, że próba obalenia totalitarnej władzy jest wartością samą w sobie. Symbolizuje to scena, w której Randall usiłuje podnieść szafkę, o której wszyscy mówią, że jest zbyt ciężka. Oczywiście nie udaje mu się to, ale bohater mówi: „Przynajmniej spróbowałem”. W końcowej sekwencji filmu jeden z chorych, potężny Indianin, wyrywa szafkę z ziemi. Można więc dokonać niemożliwego: nawet jeśli nie uda się to jednej osobie, może ona wskazać drogę innym.

Nawiązaniami do totalitaryzmu są także postaci pielęgniarzy, będące odpowiednikiem aparatu represji oraz siostra Ratched, która jest traktowana przez chorych jak przywódca w typie Stalina, o niemal boskiej mocy. Nie można się jej sprzeciwić i wygrać starcia. Często zaznacza ona swoją dominację nad podopiecznymi. Zna wszystkie ich słabe punkty. Kiedy Billy, zalękniony młody chłopak, w końcu decyduje się przeciwstawić siostrze (wzbudzała w nim wyrzuty sumienia, ponieważ spędził noc z kobietą), przywołuje ona wspomnienie jego matki, prawdopodobnie bardzo apodyktycznej osoby, której Billy rozpaczliwie się boi. Groźba, że dowie się ona o całej sytuacji, doprowadza chłopaka do samobójstwa. Sytuacja bohatera obrazuje też inny niż polityczny wymiar opresji. Chodzi o dominację społeczeństwa nad jednostką, tłumienie jej popędów (Billy chciał po prostu widywać się z dziewczynami). Motyw „toksycznej” matki sygnalizuje, w jaki sposób pewne normy społeczne mogą wywołać w człowieku „szaleństwo”.

Randall jest z pewnością buntownikiem, który pokazuje chorym świat po drugiej stronie muru. Forman uświadamia nam jednak, że łatwo się buntować, jeśli niczym się nie ryzykuje. Kiedy bohater przebywa w szpitalu jedynie ze świadomością, że dzięki temu unika więzienia, kontestacja przychodzi mu łatwo. Sytuacja zmienia się w momencie, gdy Randall zaczyna rozumieć, że tu także przebywa pod przymusem i nie może samowolnie odejść. Wtedy następuje prawdziwa próba charakteru, z której McMurphy wychodzi jednak w pewnej mierze zwycięsko. Nie zaprzestał szerzenia rewolucji, przypłacił to jednak życiem. Został poddany zabiegowi, który zamienił go przysłowiowe „warzywo”. Totalitaryzm nie wybacza swoim wrogom i bezlitośnie eliminuje tych, którzy mogą zachwiać jego posadami.

Mimo to końcowa wymowa „Lotu…” jest optymistyczna. Nadzieję uosabia wspomniany już Indianin, przyjaciel Randalla. Mając w pamięci upór, z jakim McMurphy usiłował uświadomić wszystkim zło szpitala, bohater w końcu decyduje się uciec. Można powiedzieć, że potencjał wolności tkwi w każdym człowieku, mimo to szalenie trudno jest przełamać skostniałe ramy i wyjść poza ten symboliczny szpital psychiatryczny. Są jednak jednostki, którym się to udaje.

Na nieco innej płaszczyźnie znaczeniowej motyw szpitala funkcjonuje w „Przerwanej lekcji muzyki”. Wymowa obu dzieł jest jednak na tyle podobna, że film autorstwa James Mangolda często bywa porównywany z obrazem Formana. W wypadku „Przerwanej lekcji muzyki” również istotne wydaje się osadzenie w czasie. Tym razem nie chodzi jednak o datę powstania filmu, ale o lata, w jakich rozgrywa się akcja. Już na początku Susanna, grana przez Winonę Rider, zastanawia się, nieco ironicznie, czy jest chora psychicznie, czy jej stan jest raczej efektem wpływu lat sześćdziesiątych. Nieco później taksówkarz, który wiezie bohaterkę do szpitala, dowiedziawszy się o celu jej podróży, stwierdza, że w takim razie należałoby też zamknąć Johna Lennona, bo on również mówi, że widzi różne rzeczy. Lata 60. to okres rozkwitu hippisowskiej kontestacji i łamania wszelkich norm. W tym właśnie kontekście należałoby osadzić wymowę „Przerwanej lekcji…”.

Bohaterka filmu usilnie stara się wyjść z roli, w jaką wtłacza ją społeczeństwo. Nie chce iść do college’u, przez co sama wyklucza się z grupy rówieśników. Jej naczelnym celem jest to, by nie być podobną do swojej matki. Wydaje się to bardzo typowe dla młodego pokolenia tamtych czasów, domagającego się między innymi całkowitej zmiany obyczajowości. Susanna uważa na przykład za bardzo niesprawiedliwe zróżnicowane, w zależności od płci, postrzeganie promiskuityzmu. Mówiąc wprost, mężczyznom wolno więcej. W filmie krytykowany jest też konsumpcjonizm. Lisa, w którą wcieliła się Angelina Jolie, wyszydza jedną z pacjentek, ponieważ ta kupuje bezpieczeństwo i pozornie normalne życie w postaci domu. Dom, jak się później okazuje, opłacany jest przez ojca molestującego dziewczynę. Ta jednak godzi się na to, byle tylko mieć swój azyl. Jest to kolejny przykład ucieczki od wolności.

Lisa pełni w „Przerwanej lekcji…” rolę buntowniczki, wszczynającej rewolucję i myślącej niesztampowo. Wypowiada się o lekach, podobnie jak bohater „Lotu…”: nie mają one leczyć, tylko osłabiać czujność i pozwalać na lepszą kontrolę podopiecznych. Bohaterka wciąż powtarza innym pacjentkom, że są słabe. Mangold potraktował jednak ten temat nieco bardziej refleksyjnie i obiektywnie, podziały w jego filmie nie są czarno-białe. Lisa, która twierdzi, że tylko ona potrafi naprawdę oddychać, w gruncie rzeczy boi się opuścić szpital na zawsze. To szpital tworzy jej osobowość. Jeśli nie miałaby wroga, przestałaby istnieć. Co prawda od czasu do czasu ucieka z niego, ale bez konkretnego planu, bez wizji tego, co też miałaby robić na wolności. Jest to typowa „wolność od”. Bohaterka chce walczyć z systemem, ale nie potrafi pokierować swoim życiem w momencie, kiedy już z nim wygra, nie potrafi wykorzystać swojej wolności. W wątku tym kryje się smutne podsumowanie losów i ideałów amerykańskiej kontestacji lat 60. Postulaty niektórych członków ruchu były puste. Chcieli oni swobody, ale nie mieli pomysłu na to, jak można żyć inaczej. W tym kontekście istotne wydaje się zderzenie postaci Susanny i Lisy. Susanna stwierdza przecież, że mimo iż świat jest zły, chce w nim żyć, ale po swojemu. Innymi słowy, bez utraty własnej tożsamości, ale też bez permanentnej kontestacji pozbawionej mocnych fundamentów.

„Przerwana lekcja…” dotyka jeszcze jednego tematu, a mianowicie: samego systemu leczenia chorych psychicznie. Istnieje wątpliwość, czy coś takiego jak szaleństwo w ogóle istnieje. Film ukazuje, że „normalny świat” wcale nie jest tak normalny. Na wojnę w Wietnamie żołnierzy wybiera się drogą losowania, niczym na loterii. Pacjentki szpitala zostają w zimie zabrane do lodziarni, co również sprawia wrażenie absurdalnego pomysłu. Sama terapia w oczach pary bohaterek przypomina farsę. Jeśli chory zwerbalizuje wszystkie swoje problemy i powie terapeucie to, co ten chce usłyszeć, jest uznawany za zdrowego. Psychologia bowiem nie zakłada nietypowych osobowości, odgórnie przypisuje im niepoprawne funkcjonowanie. Przywodzi to na myśl żartobliwe sformułowanie, że psychologia jest nauką o amerykańskich studentach psychologii, bo to na nich przeprowadzana jest większość badań.

Zwieńczeniem moich rozważań chciałbym uczynić film Terry’ego Gilliama „Dwanaście małp”, w którym motyw szpitala psychiatrycznego jest tylko jednym z elementów fabuły. Warto zwrócić w tym kontekście uwagę na monolog Jeffreya, granego przez Brada Pitta, bo podsumowuje on wszystkie możliwe do wyinterpretowania z powyżej opisanych filmów znaczenia. Bohater przypuszcza frontalny atak na podstawowe wartości współczesnego społeczeństwa. Mówi, tak jak poprzedni „buntownicy”, że leki ogłupiają. Dodaje też, że gry dostępne w świetlicy działają w ten sam sposób. Można to rozumieć jako metaforę pustej rozrywki, która odciąga nas od zrozumienia rdzenia ładu społecznego, jakim z kolei jest konsumpcja. Bohater mówi, że skoro obecnie to maszyny wszystko wytwarzają, ludzie powinni tylko konsumować. Jeśli się na to nie godzą, są uznawani za chorych. Co prawda można być chorym, ale nie ma to nic wspólnego z byciem w szpitalu, do niego trafia się na podstawie innych kryteriów.

Oprócz krytyki konsumpcjonizmu, Gilliam porusza także kwestię tego, kto tak właściwie jest „normalny”. Postać odgrywana przez Pitta mówi wprost: prawda i fałsz nie istnieją, jest tylko opinia większości. Jeśli zaś ktoś zostanie już uznany za chorego, traci wszelką wiarygodność. Jeden z pacjentów uważa się za kosmitę. Jest o tym przekonany. Mimo to wierzy lekarzom, którzy mówią mu, że to choroba. Tymczasem główny bohater filmu, James, jest przybyszem z przyszłości. Wydaje się to równie niewiarygodne, ale w świecie filmu jest prawdziwe. Skąd więc wiadomo, któremu szaleńcowi uwierzyć, a któremu nie? „Terapia” polega jedynie na wmawianiu leczonej osobie słusznej drogi postępowania. Ludzie chorzy porównani są przez Jeffreya do człowieka, który odkrył istnienie zarazków. Sprawił on, iż uwierzono, że istnieją niewidzialne stworzenia przenoszące choroby. W dawnych czasach brzmiało to z pewnością absurdalnie. Dziś to oczywistość. Na tym przykładzie można zauważyć, jak cienka i chwiejna jest granica normalności.

„Szaleństwo” jest więc bardzo często w filmach objawem pozytywnym. Dzięki niemu szeroko rozumiana kultura wychodzi z utartych kolein, dążąc do większej wolności dla każdego człowieka. Odmienność poglądów, przekonań, swoboda, prawo do nietypowego zachowania są istotnymi wartościami. Oczywiście filmy odbierać trzeba jako wyraz artystycznej ekspresji, a nie jako negację psychologii i psychiatrii. Metafora szpitala dla chorych umysłowo jest jednak na tyle pojemna i przystająca do postawy kontestacyjnej, że na ekranie kinowym instytucja ta zyskuje drugie, symboliczne znaczenie. Kumulują się w niej wszystkie negatywne cechy współczesnego twórcom świata. Szaleństwo jest sposobem na jego zmianę. Podsumowaniem tej tezy niech będzie cytat z ostatniego filmu Tima Burtona: „Tylko wariaci są coś warci”.
„12 małp” („Twelve Monkeys”). Reż.: Terry Gilliam. Scen.: David Webb Peoples, Janet Peoples. Obsada: Bruce Willis, Brad Pitt i in. Gatunek: dramat / SF. Produkcja: USA 1995, 129 min. „Lot nad kukułczym gniazdem” („One Flew Over the Cuckoo’s Nest”). Reż.: Miloš Forman. Scen.: Bo Goldman, Lawrence Hauben. Obsada: Jack Nickolson, Louise Fletcher, Will Sampson i in. Gatunek: dramat psychologiczny. Produkcja: USA 1975, 133 min. „Przerwana lekcja muzyki” („Girl, Interrupted”). Reż.: James Mangold. Scen.: Anna Hmailton Phelan, James Mangold, Lisa Loomer. Obsada: Winona Ryder, Angelina Jolie i in. Gatunek: dramat psychologiczny. Produkcja: Niemcy / USA 1999, 127 min.