ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 listopada 21 (189) / 2011

Olga Knapek,

GOTUJ Z JESSY, CZYLI O TYM, JAK SMOOTH JAZZ WPŁYWA NA JEDZIENIE

A A A
Każda pora roku wyzwala inne instynkty. Z biologicznego, a także mojego prywatnego punktu widzenia jesień odpowiada jedzeniu. Gromadząc zapasy jedzenia na półkach, łatwiej jest oddawać się kulinarnej rozpuście. Zdecydowanie pomagają w tym radio i telewizja. BBC pewien niedzielny poranek poświeciło podróżom gastronomicznym po rejonie śródziemnomorskim. Na TVN co chwila rozwiewają się loki Magdy Gessler. Szafa grająca też wydała nową kulinarną perełkę, którą warto jest w tym sezonie mieć ze sobą niemal wszędzie. Gotując, jedząc (to ze względu na tytuł płyty), spacerując pośród spadających liści (to ze względu na typowo jesienny, nostalgiczny typ muzyki). Trzecia już płyta Jessy J „Hot Sauce” zdecydowanie jesiennym krokiem weszła na rynek muzyczny.

Ten trudno dostępny album młodej, acz fenomenalnej artystki, to perełka smooth jazzowej kolekcji. Jessy J wykorzystuje tu doświadczenie zdobyte w Henry Mancini Jazz Orchestra. Mancini, a zwłaszcza jego „Moon River”, to klasyk, który na stałe wszedł w zestaw popkulturowych motywów. Pojawia się m.in. w „Gossip Girl”, „Golmore Girls”, „Sex and the City” czy nawet w sztuce „Angels in America”. Zazwyczaj okraszona nutą nostalgii i lirycznego uniesienia. Tworzy idealne tło dla współczesnych bohaterek przechadzających się po ekranie w sukniach od znanych projektantów. Co Jessy J ma wspólnego z tymi motywami to ów liryczny charakter muzyki, który idealnie uzupełnia tło miejskiej zabudowy, komponuje się ze słońcem odcinającym się od stali budynków. Jednocześnie Jessy swoją muzyką przenosi nas w świat szeleszczących jedwabiów, kolorowych sukienek i wirujących liści. W przypadku odtwarzania w ścisłej zabudowie czterech ścian, rozszerza ich przestrzeń, pozwalając wkroczyć w wyobrażeniowy świat tak łatwy do przywołania głównie ze względu na soundtrackowy charakter muzyki. Z wszystkich wymienionych wcześniej produkcji wykorzystujących muzykę m. in. Manciniego (który z kolei wykorzystał saksofon Jessy J w swojej orkiestrze) „Hot Sauce” najbardziej jednak pasuje do nowojorskości „Sex and the City”. Serial wystartował pod koniec lat 90. w towarzystwie kiepskich bluzeczek wątpliwie odsłaniających pępek. Panowała wówczas moda na smooth jazz w stylu Basi Trzetrzelewskiej, który był niemalże nieodłącznym elementem ówczesnej mody. Słychać go we wszystkich filmach tego okresu, we wspomnieniach z tamtejszych kawiarni i kaset. W takież czasy przenosi „Hot Sauce”. Przywodzi na myśl wczesnego George’a Benson’a, właśnie Basię. Dziś smooth kojarzymy raczej z Norą Jones czy Dianą Krall. Dzięki Jessy J mamy szansę wrócić do początku i do momentu, w którym tak naprawdę smooth jazz nie był tylko bezpieczną muzyką do puszczania w drogich restauracjach. Ma w sobie coś więcej niż ową uroczą płytkość i nieprzeszkadzalność.

Jak zatem przystało na lata 90., oto z czym mamy do czynienia. Sekcja perkusyjna jest na „Hot Sauce” płaska i momentami może się nawet wydawać słaba. W tym jednak jej siła. Nie ujmując nic przewodnim instrumentom, perkusja tworzy subtelne tło. Ponieważ smooth jazzu nie słucha się głośno. Jest to raczej muzyka tła lub muzyka towarzysząca, a zatem perkusja powinna być wykorzystywana w stopniu niewielkim, by przy słabej głośności nie pozbawiać muzyki jej znaczących walorów (gdybyśmy spróbowali cicho słuchać np. Muse, efekt byłby po prostu słaby). Sekcja wokalna z kolei to świetne operowanie głosem – do tego stopnia, że śpiew staje się tu instrumentem jednym z wielu, nie zaś linią przewodnią, pod którą podpięta zostaje reszta elementów. Dzięki takiej organizacji przestrzeni muzycznej utwory wydają się większą całością. Niektóre z nich nagrane są tylko w wersji instrumentalnej. Jessy przede wszystkim jednak jest saksofonistką, a dopiero potem wokalistką.

Skoro zatem mówię – muzyka tła, co wspólnego ma w takim razie owa płyta z gotowaniem (poza oczywistym tytułem)? Jedzenie ma fenomenalną zdolność do absorbowania atmosfery, która roztacza się wokół pieca. Płyta „Hot Sauce” dojrzewa razem z przygotowywaną potrawą. Idealnym przykładem jest utwór „Last Night”, który rozpoczyna się delikatnie i refleksyjnie. Później robi się bardziej wyraźnie. Muzyka wnika coraz głębiej, przyspieszając swój rytm. Zdecydowane dźwięki saksofonu podgrzewają atmosferę. W końcowej części całość nie tyle przyspiesza, co niemal wrze. Stąd zapewne akcent tytularny płyty na gorąco, które niewątpliwie pojawi się podczas eksploracji „Hot Sauce”. Spośród nut wyraźnie przebija się meksykańsko-teksański charakter artystki. Dla takiej kombinacji warto zabrać ze sobą Jessy J do kuchni. Wszystko, co przygotowane pod jej nadzorem szczególnie polecam!
Jessy J: „Hot Sauce” [Heads Up].