ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 listopada 22 (190) / 2011

Michalina Kołacińska,

PARS PRO TOTO

A A A
WYDANIA DVD
Są takie filmy, które nie bawią. Nie wzruszają, nie rozśmieszają, raczej przygnębiają. Ogląda człowiek, ogląda i wcale nie jest mądrzejszy. Ogląda i rozkłada ręce w geście niemego zachwytu. A ogląda długo, bo te filmy trwają co najmniej dwie godziny. I jak tylko skończy oglądać, to myśli, że powinien zacząć od początku, bo niewiele zrozumiał, a przecież wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią mu, że to kino wybitne, poruszające, jeśli nie trzewia, to przynajmniej intelekt. Odkłada jednak seans na bliżej nieokreślone „przy okazji”, które często staje się wstydliwym „nigdy więcej”.

Czasami, bardzo rzadko, zdarza się, że los przypomni o tej powinności / przyjemności. W końcu pojawia się (raczej nie wypatrywana, a już mocno zapomniana) „okazja” (w postaci wydania DVD tym razem) i po raz kolejny (pewnie nie ostatni) oglądam „Synekdochę, Nowy Jork”. Chcę odnaleźć jakiś algorytm łączący ze sobą bogactwo obrazów, szczegółów, postaci, tytułów, tłumaczący umowną totalność obrazów na bardziej ludzki, powszedni język. Każdy fragment powinien być częścią większej, dowcipnej całości. I jest, a jakże. Ale w tym konkretnym przypadku, zamiast scalać i cementować, te drobne, pojedyncze elementy tylko nas dezorientują. I dobrze, bo całość (nie filmu, a sensu) jest niczym ludzkie życie: długie, szare i…

Caden Cotard się starzeje. Budzi się i słyszy w radiu, że rozpoczęła się jesień, która, zrządzeniem sprzymierzonych ze sobą: losu i przypadku, jest jesienią jego życia: „Jesień postrzegana jest jako początek końca. Jeśli potraktujemy życie jak jeden rok, wówczas wrzesień, początek jesieni, oznacza koniec kwitnienia i początek umierania”. Jest wrzesień, więc najwyższa pora, żeby wszystko zaczęło się sypać: ciało, czas, przestrzeń.

Zepsucie rozpoczyna się na najbardziej podstawowym, materialnym poziomie. Ciało psuje się bardzo konwencjonalnie i dosłownie. Wzrok, dziąsła, skóra, stawy. Krew, mocz i kał. Cotard analizuje każdy szczegół własnej fizjonomii, która niespodziewanie, zaskakując przede wszystkim samego Cadena, zdobywa kontrolę nad jego życiem. Rozkład, którego źródeł należy szukać oczywiście w nim samym, promieniuje na otaczające go przedmioty: rozsadza rury, pokrywa wszystko grubą warstwą lepkiego brudu. Bohater usiłuje zatrzymać proces: szoruje, skrobie, odplamia. Wszystko na nic. Bo przede wszystkim psuje się czas (a może on jeden działa prawidłowo i właśnie w tym tkwi dramat?). Gwałtownie przyspiesza, zwalnia, zawraca. Przenikają się: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość; nigdy nie wiemy, co jest przyczyną, co skutkiem, co fikcją, a co rzeczywistością.

Niezatytułowany projekt Cotarda, olbrzymia replika jego świata, ma mu pomóc w zrozumieniu i poznaniu samego siebie („sztuka to człowiek, który się organizuje”, powiedział Gombrowicz). To postmodernistyczne monstrum powiązało sztukę z porządkiem (i nieporządkiem) życia, zniweczyło podział na znaczące i znaczone. Ujawniło realną moc fikcji i fikcyjny wymiar rzeczywistości. A zatem stara jak świat maksyma: życie to teatr, ludzie marionetki, etc. Albo, bardziej współcześnie, postmodernistycznie: horyzontalny model sylleptyczny, w którym wszystko się przenika, wynika, zanika.

I tyle mojego zrozumienia. A gdzieś obok / poza / nad: barokowe bogactwo formy i deformacji. Niczym nieuzasadnione fajerwerki artystycznej próżności. Nic nie jest zwyczajnie i po prostu, wszystko zostaje wyraźnie odkształcone, pomniejszone (trumna), podpalone (dom Hazel). Ku uciesze mej i całego narodu mego (bliżej niesprecyzowanego) Kaufman kpi, bawi siebie i nas, i pozostaje śmiertelnie poważny, aptekarsko precyzyjny. Forma ta uwodzi i wciąga, domaga się ciągłej analizy i jej umyka. Czy służy czemuś konkretnemu? Czy w obrębie dzieła jest spójna i konieczna? To kwestie drugorzędne, jak stwierdza Andrzej Werner. Bo ja chcę się dziwić i zachwycać, nie dowierzać cudzej pomysłowości i własnemu ograniczeniu. I szukać okazji, by wracać.
„Synekdocha, Nowy Jork” („Synecdoche, New York”). Scen. i reż.: Charlie Kaufman. Obsada: Philip Seymour Hoffman, Catherine Keener i in. Gatunek: komediodramat. Produkcja: USA 2008, 124 min.