ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (203) / 2012

Martyna Markowska,

TRUPY „ON THE ROCKS”

A A A
Kraje nordyckie słyną z kryminałów jak Półwysep Skandynawski (i nie tylko) długi i szeroki. Szwedzi mają aż dwie pisarskie ikony w tej dziedzinie. Henning Mankell oraz Stieg Larsson podzielnie rządzą krajowym rynkiem wydawniczym, a co za tym idzie – okołoliteracką komercją. W Sztokholmie można odbyć wycieczkę śladami Mikaela Blomkvista i takie tam atrakcjony. Obaj pisarze rządzą zresztą rynkiem wydawniczym nie tylko w swoim kraju. Powieści Mankella oraz Larssona to wszędobylskie bestsellery na światową skalę, a na podstawie powieści lokalni oraz, ba!, hollywoodzcy filmowcy kręcą zawzięcie swoje materiały.

W Polsce kryminały z Północy również mają wzięcie. Całe szczęście, nie tylko Szwedzi cieszą się popularnością, choć z pewnością to właśnie oni rozbili pop-bank i triumfują gromko. Mniejsze wydawnictwa dają jednak radę, wydając także mniej znanych Skandynawów. Pierwsza część serii Leeny Lehtolainen o pani policjantce z Helsinek sprzedała się do ostatniej paróweczki. Mika Waltari, znany głównie z „Egipcjanina Sinuhe”, został wskrzeszony w momencie, gdy jego kryminały z komisarzem Palmu w roli głównej zaczęły być regularnie tłumaczone język polski. „Wskrzeszone” napisałam nie bez przyczyny, albowiem pierwsza książka o sympatycznym komisarzu zastała wydana w oryginale w roku 1939! Na marginesie, Sebastian Musielak, który dzielnie podjął się tego zadania, przetłumaczył też nieco inny w charakterze kryminał z Finlandii rodem – „Dobry brat, zły brat”, dla innego wydawnictwa. Wniosek: Finów, a co lepsze, także i Finek, u nas nie brak, tych młodych i tych starych.


Fot. Maarten Roggeman: "Północna sceneria służy smętnym historiom?"

Pytanie brzmi, co z Norwegami? Wydaje się, że trochę mniej ich widać na rynku, a jeśli już zdołają się nieśmiało pojawić, to za sprawą mniejszych, niezależnych wydawnictw. A szkoda, bo oficyny te potrafią zaskoczyć prawdziwymi rarytasami i to dalece wykraczającymi poza ścisłe gatunkowe ramy kryminały. Przykładem takiej perły znad Morza Północnego jest trylogia Anne B. Ragde, którą wypuściło wydawnictwo „Smak słowa” specjalizujące się w literaturze egzotycznej. Dzięki niemu możemy zapoznać się, z jednej strony, z przekładami najnowszych przebojów literatury krajów arabskich, a z drugiej – z tym, co się czyta (ceni i nagradza, a również tłumaczy na dwadzieścia języków) po drugiej stronie globu. Można żartobliwie rzec, że „Smak słowa” celuje w literaturę „ekstremalną”, biorąc pod uwagę temperaturę w krajach, z których książki wydaje… Wracając do Anne B. Ragde i trylogii jej autorstwa składającej się kolejno z powieści: „Ziemia kłamstw”, „Raki pustelniki” i „Na pastwiska zielone”; Panie i Panowie, to rzecz warta uwagi. Jeśli ktoś ma ochotę rozpocząć edukację z zakresu sensacyjnej prozy z Północy rodem, ale nudzi go konwencja, to polecam te trzy tytuły. Istnieje groźba, że w następstwie irytować może każdy bardziej standardowy kryminał, ale jak mawia staropolskie przysłowie, nie schodzi się ani z procentów, ani z literackiego poziomu. Otwierająca trylogię „Ziemia kłamstw” początkowo może nieco wprowadzić czytelnika w błąd. Na wstępie mamy bowiem trupa i to dość frapującego. Szybko jednak napotykamy pierwsze odstępstwo od normy, albowiem to nie policjant ani prywatny detektyw ma z truposzem do czynienia, ale człowiek z zakładu pogrzebowego. A potem jest coraz ciekawiej, albowiem okazuje się, że to nie on jest głównym bohaterem historii, a tylko jednym z kilku głównych. I tak dalej.

Trylogia Anne B. Ragde różni się zatem od „typowego” kryminału z Północy, jeśli możemy o takim w ogóle mówić. Mimo to nosi w sobie coś, co zdecydowanie lokuje klimat powieści nigdzie indziej, aniżeli w Skandynawii właśnie. Oczywiście, mamy nazwy miast i państw (Norwegia i Dania). Dane są one nam a priori, więc akurat nie musimy główkować na temat miejsca akcji. Niemniej, nawet jeśli autorka nie wyposażyłaby nas w tę wiedzę… No cóż, wyczytalibyśmy przynajmniej, że a) bohaterowie znajdują ukojenie nerwów w oczyszczającej ciało i ducha saunie, b) że ktoś zmarł podczas połowu ryb, c) że ktoś inny żyje w legalnym, homoseksualnym związku małżeńskim, d) a do tego pije na umór drogie alkohole. Zatem, bez wątpienia wskazalibyśmy na kraje nordyckie (w całej swej ikonografii).

Kwestia sukcesu Północnych kryminałów, a nawet posunę się do ryzykownego stwierdzenia, że sukcesu najnowszej prozy tego regionu, jest dość już przedyskutowana. Bo sprawnie napisane, bo mroczne, bo dobrze się ekranizuje, gdyż nordycka sceneria sama w sobie buduje napięcie. Poza tym, mają coś innego do przekazania niż czysty trik z trupem w szafie. Problemy społeczne krajów nordyckich, jak na przykład przemoc wobec kobiet, emigracja i silny głos ruchów nacjonalistycznych znalazły swój oddźwięk również w tej popowej literackiej szufladzie. Anne B. Ragde dotyka z kolei bardziej intymnego, ale mimo wszystko społecznego problemu, a mianowicie rozpadu rodziny i więzi pomiędzy krewnymi. Co więcej, ponieważ mamy do czynienia z trylogią, autorka ma wystarczająco dużo przestrzeni, aby pochylić się nad tym problemem, wniknąć wgłąb przyczyn i następstw, a co więcej, odnaleźć analogię z systemem społecznym zwierząt. Dodam – świń. Instynkty, macierzyństwo, rodzicielstwo w ogóle, co w parze z naturą, a co z nią sprzeczne, to tylko kilka problemów analizowanych przez Ragde na kartach trylogii. To sukces.


Fot. Maarten Roggeman "Miejskie opowieści ze Skandynawii - dobrobyt i melancholia"


Ciekawszym pytaniem jest może zatem, co nas w tych kryminałach wkurza? Albo raczej, co mnie osobiście wkurza. Może to, że Skandynawowie na dwóch stronach potrafią zaserwować opis przygotowywania koktajlu dla gości. I to w taki sposób, że czytając powieść, czytelnik spokojnie może powtórzyć to samo w swoim domu. Ma bowiem dokładne wskazówki ,z czego, jak, kiedy, i co gorsza, za ile. Często wiemy, za ile ktoś poleciał z punktu A do punktu B, za ile kupił samochód, buty na mieście czy paszę dla świń na wsi. Wiemy, jaki cydr lubi pani komisarz i kawę jakiej marki piją nastolatki w Helsinkach. Ma być praktycznie, dla ludzi, znajomo i bez modernistycznych fanaberii. Najlepszy przepis na powieść, kryminalną czy też nie, jest prosty. Wspomniany praktycyzm, a do tego trochę pseudonaukowości. Tak, aby czytający zdołał przy okazji się czegoś dowiedzieć o konfliktach plemion w Afryce, o gotowaniu, o historii Stanów Zjednoczonych, cokolwiek. Przyjemne z pożytecznym, zgodnie z racjonalistyczną północną receptą na szczęście w dobrobycie. Czytanie kryminałów ze Skandynawii jest trochę jak przebywanie w skandynawskiej społeczności. Wszystko gra, dopóki odbywa się na powierzchni, problemy rozpoczynają się, kiedy trzeba przeniknąć głębiej w kulturowo-psychologiczne-duchowe zakamarki. Jednak w obu przypadkach wszystko zależy tylko od poziomu naszych oczekiwań.
Anne B. Ragde: „Ziemia kłamstw”. Przeł. Ewa Bilińska. Sopot 2010. Anne B. Ragde: „Raki pustelniki”. Przeł. Ewa Bilińska. Sopot 2011. Anne B. Ragde: „Na pastwiska zielone”. Przeł. Ewa Bilińska. Sopot 2012. Wydawnictwo Smak Słowa.