ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (204) / 2012

Weronika Górska,

KRYZYS WIEKU ŚREDNIEGO

A A A
Jak pokazuje „Rzymska Wojna”, książki nie należy oceniać po okładce. Seria „kwadrat”, w ramach której ów utwór został wydany, ma na celu – zgodnie z opisem umieszczonym na skrzydełku – zmuszać kompetentnego czytelnika do wysiłku, zamiast dostarczać mu jedynie przyjemności. Zakłada ona również atakowanie stereotypów, wzmaganie chęci działania, autotematyczność oraz językową świadomość. Z opisu najnowszej powieści Tadeusza Zubińskiego, zamieszczonego na tylnej stronie okładki, można zaś się dowiedzieć, że jest to utwór podejmujący gorący, współczesny temat, dokonujący rozrachunku z PRL-em, hołdujący zarówno językowemu pięknu, jak też odwiecznym wartościom, zwłaszcza honorowi. Treść powieści jednak nie do końca zgadza się z powyższymi opisami.

Na początku rozważań o „Rzymskiej Wojnie” należałoby się zastanowić, czy to, że ambitna lektura ma być nie tylko przyjemna, musi oznaczać, że przyjemna wcale być nie musi? Czy „kompetentny czytelnik”, z myślą o którym stworzono serię „kwadrat”, ma obowiązek męczyć się nad książką, aby uznać, że była ona wartościowa? Chyba niekoniecznie. Niestety, Tadeusz Zubiński pod wieloma względami utrudnił odbiorcy kontakt ze swoim dziełem, a już na pewno czerpanie zeń radości. Brak podziału na rozdziały bądź też oddzielenia poszczególnych scen światłem między akapitami trudno uznać za formalny eksperyment, z pewnością jednak brak ów utrudnia przyswojenie toku narracji. Natomiast przewaga refleksji nad porywającą akcją w przypadku, gdy refleksja nie okazuje się wcale nowatorska i gdy nie łamie – zgodnie z zapowiedzią – stereotypów, ale je powiela, wcale nie nobilituje utworu, wręcz przeciwnie.

Główny bohater, Filip, około pięćdziesięcioletni pisarz, na pewno nie jest sympatyczny, co zresztą nie należy do obowiązków każdej literackiej postaci. Co gorsza jednak – nie okazuje się on też interesujący, lecz stanowi typowy przykład cierpiącego na kryzys wieku średniego Piotrusia Pana. W życiu mężczyzny niewiele się dzieje – zmienia on partnerki oraz adresy, aby wciąż przekonywać się, że z każdą i wszędzie jest w gruncie rzeczy podobnie niemiło. Niemal zawsze kobiety obdarzają Filipa większym uczuciem, niż on je, co nasuwa na myśl teorię Zygmunta Freuda, zawartą w artykule „Pisarz a fantazjowanie”, że jeżeli wszystkie przedstawicielki płci pięknej, jakie bohater spotyka, kochają się w nim na zabój, jest to raczej wyrazem fantazji autora, aniżeli realizmu. Trudno nazwać zmienność uczuciową Filipa pragnieniem rozwoju, stworzenia lepszego związku z bardziej pasującą do niego partnerką. Jak na pisarza, jest on bowiem wyjątkowo mało autorefleksyjny. Zresztą panie, wedle optyki bohatera, różnią się przede wszystkim rozmiarem piersi, niemal wcale nie są zindywidualizowane, a jeżeli zdarza się im w coś się angażować, podejmować jakąś działalność poza łóżkową, jak pisanie wierszy czy redagowanie cudzych tekstów, robią to kiepsko.

Inteligentna wydaje się jedynie Krystyna, żona bohatera, pełniąca raczej funkcję gosposi, niani, przyjaciółki, pierwszej czytelniczki i sponsorki, aniżeli kochanki i muzy („- Mówię ci, zabierz więcej skarpet. Gacie, koniecznie zabierz długie gacie. Spodnie na zmianę, sweter i polar z kapturem. Pieniądze włóż w paru miejscach. Masz ksero paszportu? […] Ludzie, zwłaszcza przy podawaniu rąk, zwracają uwagę, czy masz paznokcie czyste, czy paznokcie obgryzasz. Siadaj, daj lewą! Doprowadzę ci dłonie do porządku”, s. 126). Ceniący podobno wzniosłe wartości pisarz nie potrafi się jednak odwdzięczyć poczciwej, aczkolwiek pozbawionej seksualnego uroku Krystynie lojalnością. Widać to zwłaszcza w scenie, gdy przy bardzo pokojowym i spokojnym rozstaniu Filip kłamie, że nie stoi za nim nowa fascynacja erotyczna.

Mężczyzna jawi się jako dwulicowy również dlatego, że zarabia pisaniem prac magisterskich, i to nie raz dosyć wysoko postawionym osobom, jednocześnie zaś oburza się na nieuczciwość oraz kumoterstwo panujące w środowiskach politycznych, biznesowych i artystycznych. Zaskakująco często bohater otrzymuje propozycję sporządzenia pozytywnej recenzji książki słabej, lecz za to stworzonej przez osobę mającą wysoko postawionych przyjaciół, w zamian za publikację innego swojego utworu. Czy jednak w podobnej sytuacji odmawia dlatego, że pragnie być uczciwy, czy dlatego, że po prostu dba o renomę własnego nazwiska i nie chce firmować nim miernej literatury? Co ważniejsze zaś – czy intencję autora stanowiło ukazanie hipokryzji bohatera, czy raczej pragnął kreować go na „ostatniego sprawiedliwego”?

Rozliczenie z PRL-em również wypada w „Rzymskiej Wojnie” blado. We wspomnieniach z młodości Filipa dominują kolejne partnerki oraz anegdotki o ówczesnej modzie, nakazującej noszenie kożuszka oraz zrolowanej skarpetki pod workiem moszny, aby uwypuklić męskie kształty. Bohater uznaje swoją walkę z dawnym ustrojem – o której zresztą czytelnik nie dowiaduje się niczego konkretnego – za bezcelową, przede wszystkim dlatego, że prowadził ją w niewłaściwym momencie i z niewłaściwymi ludźmi, przez co nie skorzystał na niej – w kapitalizmie nie udało mu się bowiem zrobić kariery („Wpadł w dziurę, politycznie się spóźnił, żeby pół roku wcześniej, może by poszedł w politykę. Była ku temu pora: reżimy się podmieniały”, s. 115). Narzeka też na powszechnie znane wady współczesnych czasów, jak bezrobocie i układy, w sposób absolutnie sztampowy.

Na szczęście, książka Tadeusza Zubińskiego nie oferuje jedynie spotkania ze zramolałym i zakłamanym bohaterem. Niektóre wspomnienia z dzieciństwa i młodości Filipa, zwłaszcza barwne opowieści o pamiętających jeszcze przedwojenne czasy krewnych, okazują się nakreślone po mistrzowsku, mimo że też przecież utkane z klisz o sanacyjnych damach i kawalerach („Była autentyczna i staromodna, i pomimo zmarszczek koło oczu jeszcze apetyczna. Choć perfumy ciotki, zdarzało się, że miewały ciut, ciut drażniący odoro-zapach. Na mieście kapelusze ciotki płynęły ponad chodnikiem zwycięsko, na podobieństwo bandery flagowego okrętu”, s. 37-38). Przyczyna uroku tych historii tkwi nie tylko w warstwie fabularnej, która zresztą nie jest bardzo bogata, lecz przede wszystkim w wysoce zindywidualizowanym, soczystym, języku. Umiejętności władania słowem, sprawnego stosowania archaizmów czy szyku przestawnego („- Dlaczego kobiety łażą bez majtek po mieszkaniu, a za chińskiego boga żaden chłop nagi się żonie nie pokaże, choćby sarmackie, chwalebne gacie wdzieje, albo rodzimym ręcznikiem frotte przyrodzenie przysłoni. Chyba, że kompletnie zalany”, s. 177) z pewnością autorowi „Rzymskiej Wojny” odmówić nie można.
Tadeusz Zubiński: „Rzymska Wojna”. Wydawnictwo FORMA. Książnica Pomorska. Szczecin, Bezrzecze 2012.