ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (204) / 2012

Piotr Przytuła,

INTRYGA JEDWABNYMI NIĆMI SZYTA

A A A
Kryminał bezpowrotnie utracił jedynie rozrywkowy walor, stając się kluczem do odczytania współczesności i popkulturową wyrocznią, nie wspominając o jego istotnej roli jako probierza trendów wydawniczych. Niesamowite jest to, że właśnie popularnym gatunkom „udaje się” najtrafniej puentować rzeczywistość. Kryminał, do spółki z fantastyką, bez kompleksów i z właściwym sobie ironicznym dystansem podejmuje kwestie najważniejsze. Nie przepuści ideologiom, nie przejdzie obojętnie wobec polityki i kościelnych instytucji, nie boi się narodowych mitów, nieproszony zabiera głos w intelektualnych dyskusjach, np. na temat feminizmu i ekologii.

Ten magnetyczny urok powieści kryminalnej „obezwładnił” także Tomasza Białkowskiego, a owocem tego osobliwego romansu jest jego najnowsza powieść – „Drzewo morwowe”. Pisarz na chwilę pozostawił więc diagnozy skomplikowanych więzi międzyludzkich (ukoronowaniem których było przyznanie autorowi Literackiej Nagrody Warmii i Mazur „Wawrzyn” za „Teorię ruchów Vorbla”), na rzecz analizy mechanizmów zbrodni i strachu. Nie przeszkadza mu to jednak snuć trafnych konstatacji na temat człowieczeństwa. Zaryzykuję stwierdzenie, że z powieści wyłania się w miarę pełny obraz jednostki ludzkiej, gdyż nic tak nie definiuje człowieka, jak postawienie go w obliczu sytuacji granicznej. „W ostatnich chwilach ludzie pokazują Ci kim naprawdę są” – stwierdza Joker w pamiętnym filmie Christophera Nolana.

W swojej najnowszej książce, stanowiącej pierwszą część trylogii, Białkowski odbiera olsztynianom poczucie bezpieczeństwa, sieje niepokój, wprowadzając do ich oswojonego otoczenia element grozy i makabry. Pisarz wzbogaca tym samym regionalistyczny nurt polskiej powieści kryminalnej. Mimo iż samo miasto nie jawi się czytelnikowi jako miejsce przyjemne, Olsztynowi z pewnością brakowało powieści, która w bardzo modny przecież sposób – poprzez serię drastycznych zabójstw i teorii spiskowych – opisywałaby jego topografię.

W „Drzewie morwowym” czytelnik znajdzie wszystko to, za co tak bardzo kocha się kryminały. Główny bohater – Paweł Werens, to warszawski dziennikarz, który wraca do rodzinnego Olsztyna, aby przygotować materiał na temat serii brutalnych morderstw popełnionych na starszych mężczyznach. Jak to zwykle w powieściach tego typu bywa, poprzez szereg zwrotów akcji mężczyzna podejmuje w końcu prywatne śledztwo a narracja ciąży ku konfrontacji z wpływowym wrogiem. Co ciekawsze, Białkowski posłużył się w tym przypadku konwencją kryminału jako narzędziem psychoanalizy – Werens zmaga się nie tylko z syndykatem zbrodni, ale też z ciemną stroną własnej jaźni i traumatycznymi wydarzeniami z przeszłości. Niepokój jest więc w powieści obecny na wielu poziomach.

Powieść inspiruje także do podjęcia dyskusji na tematy szczególnie dla Polaków drażliwe, a jednocześnie niebywale spektakularne – Białkowski wskrzesza temat funkcjonowania struktur instytucji kościelnych, skandali z udziałem papiestwa, hipokryzji duchownych. Nie przypadkowo w książce znalazło się odniesienie do rodu Borgiów. Właśnie z tą kwestią związane jest niebezpieczeństwo nieprawidłowego odczytania dzieła – powierzchowna lektura „Drzewa morwowego” wywołać może wrażenie odtwórczości, bazowania na ogranych schematach powieści kryminalnej i niezbyt wyszukanych nawiązaniach. Tajne stowarzyszenia, tajemnice papiestwa, masoneria, templariusze, piątek trzynastego, czy rytualne zabójstwa od razu kojarzą się z twórczością Dana Browna. Białkowski jednak, niczym bohaterowie kryminałów, podejmuje symboliczną grę z konwencją – obnaża jej słabości i uwypukla mocne strony, tworząc nową jakość.

„Drzewo morwowe” to także prośba, jak zaznacza w posłowiu autor, o „niezapomnianie”. Bohaterowie odwiedzają miejsca (takie jak Stadion Leśny czy Stadion Miejski), które z różnych powodów, głównie politycznych i ekonomicznych, popadły w ruinę. Dawniej urokliwe, dzisiaj zaniedbane i porośnięte trawą, stanowią relikt minionej epoki.

Pisarz snuje narrację niczym „okładkowy” jedwabnik swój kokon – efektem misternie utkanej intrygi jest solidny i wartościowy surowiec fabularny. Najnowsza powieść Białkowskiego to jednak przede wszystkim doskonała rozrywka, nie obrażająca inteligencji odbiorcy i pisana z pełną świadomością konwencji. Czy przyczyni się do promocji miasta tak samo, jak kryminały Marka Krajewskiego wypromowały Wrocław? Czas pokaże. Tymczasem czytelnicy, zwłaszcza mieszkańcy Olsztyna, mogą delektować się świetną prozą, której akcja osadzona jest w ich „małej ojczyźnie”. Mieszkańcom pozostałej części Polski, książka Białkowskiego może zaś także posłużyć za mapę Olsztyna i okolic – drobiazgowość autora w tym względzie widoczna jest chyba najpełniej w dokładnym odwzorowaniu ulic i krajowych dróg. Zwiedzanie stolicy Warmii i Mazur szlakiem miejsc przemierzanych przez bohaterów „Drzewa morwowego,” może okazać się niezwykłym przeżyciem.
Tomasz Białkowski: „Drzewo morwowe”. Wydawnictwo Szara Godzina. Katowice 2012.