ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (205) / 2012

Adam Grzelec,

GNIEW W POKOJU WIDZEŃ

A A A
Drugi tom wierszy wrocławskiego poety Konrada Góry rozpoczyna się czeskim wierszem-mottem Egona Bondy’ego, które w polskim tłumaczeniu brzmi:

Obrzydliwi wierszokleci
świnie kurwy pedały
w prasie i radiu młodych
nawet nie są w takiej dupie
w jakiej byli w latach pięćdziesiątych

Dzisiaj wszyscy wiedzą
że oni wiedzą
że kłamią
i w nic nie wierzą
Tak idą już tylko za mamoną
dlatego nie będzie dla nich przebacz

A za dziesięć lat
kiedy będzie upadał ten reżim
wystąpią znowu stanowiąc
tę nową generację czterdziestolatków
jako najwięksi awangardziści
walczący o wolność
skoro mają w rękach środki masowego przekazu
Jak się pozbyć tej zgnilizny
tego syfilitycznego wrzodu

Jeśli Związek Radziecki nie zostanie rozbity przez Chińczyków
nie będzie obrony przed naszymi „artystami” i „intelektualistami”

(tłum. Konrad Góra)


Motto antycypuje obecny w niemal każdym wierszu bunt i niezgodę na pozbawioną estetycznej legitymacji, bezesencjonalną siłę dyskursu publicznego, uwikłanego w wirtualne problemy jedynie zastępujące to, co rzeczywiście stanowi rdzeń sytuacji podmiotu w świecie:

Ale
nie, ty wolisz pierdolić
o czwartej serii Pitbulla i śmierci Geremka,
ty jesteś ślepy, kiedy myśmy głusi i głos się nam
podnosi, a siada nagłośnienie.
(„Kryjcie wiarę papą”)

Powracające w wielu tekstach figury chleba, ziemi, matki i ojca, a także niespójnej tożsamości, wyrażającej się odcieleśnieniem i przeniesieniem atrybutów „ja” na cień, skłaniały mnie podczas lektury do interpretacji kondycji podmiotu jako pozbawionej ruralnych i rytualnych aspektów rzeczywistości, skazanej na konfrontację z iluzoryczną prawdą metropolii, w której to szata – nie osoba – jest ontologicznym ugruntowaniem noszącego ją ciała: „Jego ciało chodzi w moim ubraniu” („Nawet w tramwaju”).

W litanii „Matki Boskiej Rzeźnej” w miejsce apostrof do Matki kolejno wymieniane są narzędzia rzeźnicze, takie jak: „wycinarka jelita końcowego”, „instalacja do odzysku krwi” czy „gilotyna do nóg i kopyt”; odpowiedzią na każde przywołanie jest zaś „detektor metali”. Metafora rodem z „Tetsuo” Shinya’i Tsukamoto zdaje się być formą ballardowskiego odsłonięcia „rusztowań systemu”: formalna antycypacja sacrum skonfrontowana jest z technologiczną surowością opisu, zaś symboliczne epicentrum umieszczone jest w odpowiednim miejscu – miejscu uboju, o rytualnej przecież genezie, lecz z rytualności wyzutym w stu procentach (proces nie zaspokaja standardów koszerności ani halal).

Jest też (najmniej mnie przekonująca, podobnie jak w pierwszej książce Góry „Requiem dla Saddama Hussajna i inne wiersze dla ubogich duchem”, Rita Baum, Wrocław 2008) próba rozliczenia historii i pamięci z „polaczkiem” i „żydziakiem” na tle kominów („Trzy puste wiersze”). Z pewnością i ten fragment poetyki (tym bardziej że trudno odmówić mu literackiego kunsztu) Góry znajdzie czytelnika skłonnego do aplauzu, gotowego przytupnąć w rytm hory i zanurzyć umysł w szarych odmętach żydowskiego getta. Można więc zwalić na karb recenzenta ów brak przekonania. Czyż jednak nie są bliższe naszym doświadczeniom obrazy kolorowe, gdy po zwycięstwie nad Filistynami król Dawid powrócił do miasta, a kobiety przywitały go tańcem i śpiewem (zob. 1 Sm. 18,6)?

Decydując się na lekturę wierszy Konrada Góry, czytelnik w paru miejscach zachłyśnie się setką przyciepławej nieco wódki („Głodu nie będzie bo spóźnił się do ciała”, „Cyrk”) oraz zaspokoi głód kromką czerstwego chleba („Głodu nie będzie bo spóźnił się do ciała”, „Cyrk”, „Przez frontowe okno”, „Warszawie”, „Jego soki zalewają kraj ust”). Dlatego lepiej podchodzić do „Pokoju widzeń” głodnym i spragnionym. To nie są wiersze dla finansowych elit, chyba że któregoś z krezusów ktoś wystawił do wiatru i ten nie wie, gdzie ulokować swój gniew.
Konrad Góra: „Pokój widzeń”. Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury. Poznań 2011.