ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (63-64) / 2006

Krzysztof Ociepa,

W POSZUKIWANIU SEKSU W BRNIE

A A A
Amatorów pikantnych scen z góry uprzedzam, że będą zawiedzeni. Polski tytuł filmu Vladimira Morávka jest nieco mylący i może sugerować, że będziemy świadkami erotycznych przygód mieszkańców drugiego pod względem wielkości czeskiego miasta. W pewnym sensie jest to prawda, ale oryginalny tytuł, „Nuda w Brnie”, dużo lepiej oddaje istotę wydarzeń, które ukazał w swoim filmie Morávek. Zresztą może niepotrzebnie się czepiam, w końcu mamy sezon wakacyjny i przyciągnięcie do kina widzów na film z „nudą” w tytule graniczyłoby z cudem. Jestem więc w stanie zrozumieć i rozgrzeszyć dystrybutora z jego decyzji, tym bardziej, że film wart jest obejrzenia i paradoksalnie nie brakuje w nim ani seksu ani nudy.

Jednak po kolei. Historia zaczyna się typowo – chłopak poznaje dziewczynę, a dokładniej Standa, poznaje Olinkę. Spotykają się na zawodach sportowych, gdzie biegną w jednym wyścigu. On przezornie zwalnia przed metą, aby dać jej wygrać i móc uściskać szczęśliwą zwyciężczynię wyścigu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że Olinka mieszka w Brnie, a Standa gdzieś na czeskiej prowincji. Nie pozostaje nic innego jak korespondencja listowna, która rozwija się doskonale aż do momentu, gdy Olinka robi pierwszy krok i zaprasza Standę do odwiedzenia Brna i spędzenia nocy w jej domu.

Wprawdzie w liście nie pada ani jedno słowo na temat ewentualnych przyjemności, jakich może spodziewać się Standa, ale dla wszystkich zainteresowanych jest oczywistym, że zaproszenie jest równoznaczne z obietnicą erotycznego spełnienia. Oboje nie mają w tej dziedzinie żadnych doświadczeń. Standa jest nieco ociężały umysłowo i mieszka ze swoim starszym bratem, który jest dla niego wyrocznią we wszystkich możliwych problemach, jakie przynosi życie. Olinka mieszka z matką, której nadopiekuńczość często zamienia się w zwykłe wścibstwo.

Obydwoje są w jakiś sposób ubezwłasnowolnieni i nic dziwnego, że w obliczu tak doniosłego wydarzenia jak inicjacja w życie erotyczne starają się zasięgnąć rady osób mających większe doświadczenie. Standę poznajemy w momencie, gdy brat uczy go, w jaki sposób zakładać prezerwatywę. Olinka nieustannie otoczona jest wianuszkiem doświadczonych przyjaciółek, które tonem eksperta tłumaczą jej jak ma się zachowywać w decydującym momencie. Bohaterowie wydają się być istotami z innej planety. Zupełnie nie pasują do rzeczywistości, która aż lepi się od seksu. Jednak wkrótce okaże się, że nie tylko oni są zagubieni i niepewni.

W historię Standy i Olinki wplecione zostają losy innych mieszkańców Brna, desperacko szukających zapomnienia w fizycznej miłości. Mamy więc panią zawodowo doradzającą kobietom, jak mają postępować z mężczyznami, która od czterech lata nie potrafi znaleźć sobie mężczyzny; redaktorkę działu kulturalnego – z kilkuletnim stażem małżeńskim, który dobiegł końca w momencie, gdy mąż wylał jej na głowę dwa kilogramy smalcu, aż wreszcie słodkie dziewczę o twarzy zagubionego dziecka, które ma to nieszczęście, że w swoim dotychczasowym pożyciu zawsze trafiała na zwykłych kretynów. Takie kobiety znajdują godnych siebie partnerów w postaci mężczyzn, którzy potrafią godzinami snuć erotomańskie gawędy, nijak mające się do ich łóżkowych wyczynów.

Galeria postaci w filmie Morávka to prawdziwy gabinet osobliwości. Nie ma tu miejsca na szczerość, pozostają mocno już zużyte maski, które przybierają bohaterowie, aby wywrzeć na partnerze jak najlepsze wrażenie. Bohaterowie dużo mówią o życiu i seksie, ale robią to tylko po to, aby ukryć, że w żadnej z tych dziedzin nie udało im się zrealizować. Przypomina to trochę sprzedany mecz, którego wynik jest z góry znany, ale gracze snują się po boisku dla zachowania pozoru przed znudzoną publicznością. Efekt finalny, którym jest zaciągnięcie partnera do łóżka, nie ma w sobie nic wzniosłego. Jest raczej żałosny i groteskowy, a im dłużej trwa, tym bardziej przygnębiające staje się oglądanie wysiłków przypadkowych kochanków.

Olinka i Standa nie mówią zbyt wiele, a o seksie ze sobą nie rozmawiają w ogóle. Jednak pomimo tego, to właśnie oni jako jedyni mogą być szczęśliwi w chwilach, które przyszło im spędzić razem. Pewnie dlatego, że w ich zachowaniu niewiele jest pozy i sztuczności. Być może przesłanie filmu nie grzeszy oryginalnością, ale też sama historia nie ma pretensji do wyjątkowości. Jest prosta jak para bohaterów, o których opowiada. Szczerość jako podstawa budowania relacji z innymi ludźmi? Naiwne? Być może, ale niech mi ktoś powie, że to nieprawda.

Oglądając film Morávka nie sposób pominąć czytelnych aluzji do twórczości Milosa Formana, zwłaszcza do „Czarnego Piotrusia” i „Miłości blondynki”. Film został nakręcony na czarno-białej taśmie i momentami można odnieść wrażenie, że ma się do czynienia z fabularyzowanym dokumentem. Stylizacja jest bardzo udana, przez długi czas nie zdawałem sobie sprawy, że akcja filmu rozgrywa się współcześnie. Dopiero filmowe plakaty wiszące w mieszkaniach bohaterów uświadomiły mi, że czterdzieści lat po „Czarnym Piotrusiu” i „Miłości blondynki”, powstał film w podobnym świetle ukazujący czeską mentalność. Zupełnie jakby zmiany, które stały się udziałem naszych południowych sąsiadów miały charakter wyłącznie fasadowy, nie obejmujący sfery umysłu. Na szczęście, w przeciwieństwie do Formana twórcy „Sexu…” wpuszczają nieco światła i powietrza do czeskiego zaścianka. Jeśli nawet świat dookoła jest byle jaki i odpychający, to pozostaje nadzieja w prostych ludzkich odruchach. Wystarczy spojrzeć na Standę i jego brata, który cierpliwie towarzyszy mu w jego erotycznej eskapadzie, na przyjaciółki Olinki, eksplodujące radością na wieść, że ich „podopieczna” dobrze spisała się w ciężkiej godzinie próby. No i pozostaje nam szczęśliwe zakończenie. Olinka i Standa zostaną rodzicami i można domyślić, że będą żyli długo i szczęśliwie. Pozostaje trzymać kciuki.
„Sex w Brnie” (Nuda v Brne). Reż.: Vladimir Moravek. Scenariusz: Jan Budar, Vladimir Moravek. Obsada: Katerina Holanova, Jan Budar, Miroslav Donutil, Martin Pechlat. Gatunek: komedia. Czechy 2003, 103 min.