ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (63-64) / 2006

Martyna Markowska,

PRYSZCZE RUDOLFA

A A A
„Trudno jest opisać metamorfozę, która rozpoczyna się wraz z wejściem w wiek dojrzewania. Ta przemiana kryje w sobie tyle różnych wątków…”. Tymi słowami określa ból niemocy dyskursu o pokwitaniu bohater powieści Yanna Martela „Ja”. W porządku, o trudzie konceptualizacji doświadczenia (rozumiejąc tę kategorię choćby w sposób najbardziej mistyczny) napisała niejedna uczona i niejeden mędrzec. Napisali przekonująco, więc zgoda z Martelem. Jednak, czy naprawdę to mnogość wątków uwikłanych w problem dorastania decyduje o jego poziomie komplikacji? Wszak te splątane elementy można (choć dość arbitralnie) zawęzić do kilku zagadnień: inicjacja, cielesność (brutalniej – ciało poddane przeobrażeniom zgoła nieestetycznym, czego przykładem pryszcze), solidarność i niesolidarność młodocianej płci, wreszcie – a propos doświadczania, a raczej sytuacji granicznej – miłość i śmierć. Ta pierwsza niespełniona, zaś druga…

Z okazji sezonu letniego przyjrzałam się, co też rynek księgarski ma do zaoferowania młodemu (tu pewna konsternacja, bo co przyjmiemy jako kryterium młodości?), powiedzmy, nastoletniemu czytelnikowi. Tak trafiłam na Rudiego. Powieści Joanny Fabickiej o Rudolfie Gąbczaku, czyli „jaskrawa” (ze względu na kolory okładek) seria książkowa zapoczątkowana „Szalonym życiem Rudolfa”, nie pomija żadnej z wymienionych kategorii pokwitania. Co ciekawe, autorka nie tylko odziera je z otoczki Werterowskiego bólu egzystencji, ale przyprawia perypetie nomen omen pryszczatego nastolatka imponującą dawką humoru. Niczym Sue Townsend Adriana Mole’a, Fabicka stworzyła postać warszawskiego intelektualisty-nieudacznika zwariowanego wprost proporcjonalnie do dzikich realiów RP.

Mój kontakt z serią Fabickiej rozpoczął się bynajmniej nie „po bożemu”, czyli nie od pierwszej części, ale od trzeciej, o najbardziej frapującym tytule – „Seks i inne przykrości”. Wobec tego, pisząc o tymże dzienniku zachowam się niczym rasowy hermeneuta. Pars pro toto, część zamiast całości. Na przykładzie jednej, wybranej losowo książki Fabickiej z serii nazwanej przez WAB „Literatura dla młodszych i starszych”, spróbuję zachęcić zwłaszcza tych starszych do lektury „Szalonego życia…”, „Świńskim truchtem” i „Tango ortodonto”. Wszystko za sprawą uniwersalnych problemów pokwitającej młodzieży, które stają się także utrapieniem Gąbczaka. Młodzi odnajdą w lekturze pokrzepienie za sprawą mechanizmu identyfikacji, starzy – inteligentny ubaw po pachy, a może i nawet łezkę wzruszenia za „minionymi czasy”.

Ciało

Z kart „Seksu...” dowiadujemy się, że Rudi ma siedemnaście lat, ekstrawagancką rodzinę u boku i spore problemy z prezencją. Pryszcze, nieujarzmione owłosienie głowy i postura daleka od klasycznych ideałów piękna uniemożliwia mu nie tylko pozyskanie względów koleżanki, ale i zdobycie pracy. Zdeterminowany licealista postanawia wreszcie sprzeciwić się społecznemu imperatywowi piękna. Bojkot prymatu „ładnych” zyskuje oprawę medialną. Przewaga brzydali rośnie w siłę. Nie dająca się poskromić fizjologia to jeden z najważniejszych wątków książki. Trudno się temu dziwić, od ciała nie sposób się uwolnić, zwłaszcza od tego nastoletniego, poddawanego nieznanym dotąd bodźcom. W końcu w tytule pojawia się słowo seks! Z jednej strony potraktowany żartobliwie i z dystansem, z drugiej – delikatnie i z poczuciem umiaru. Natomiast poza dyskursem o antykoncepcji i o AIDS. Tym zajęli się inni autorzy, i nawiasem mówiąc, nie odnieśli spektakularnego sukcesu (vide: zbiorówka „Trafieni”). Dlaczego jednak seks zalicza się do doświadczeń przykrych? Erotyka erotyką, ale seks bez miłości nie wchodzi dla Rudiego w rachubę. Nie dla Gąbczaka napalona Malina. Priorytety muszą zostać zachowane, miłość może nie po grób, ale przynajmniej w zgodzie z własnym sumieniem. Jak więc pogodzić oba porządki, cielesny i duchowy, skoro uczucie pozostaje bez odzewu?

Miłość nieodwzajemniona

Choć przecież „przez żołądek do serca”! Jednak w tym wypadku to powiedzenie nabiera nieco innego znaczenia. Raczej powiedziałabym, że od serca do żołądka, bo od dawien dawna wiadomo, że zadurzenie się bez wzajemności odbija się nie tylko na psyche, ale i na somie. Rudi wyznaje: „Jak ją widzę, to od razu pocą mi się ręce, wygaduję głupoty, dostaję skrętu kiszek i się nieprzyzwoicie ślinię. Jednym słowem, jestem beznadziejnie zakochany miłością tragiczną i nieszczęśliwą, bez cienia nadziei” (s. 39). Zauroczony Łucją, a potem poznaną w ekosquacie Brukselką, nastoletni Rudi doświadcza pierwszych rozterek związanych z dramatem miłości. Co tu dużo mówić, ani on umięśniony, ani ładny jak obrazek. W sytuacjach stresowych nagle zasypia. Rozczarowany zarówno postawą własnego ojca, jak i działaniem instytucji publicznych, doznaje również pierwszego zawodu miłosnego. Ale w przypadku tego bohatera niepowodzenie nie prowadzi do bezpowrotnej klęski egzystencjalnej. Nie ma litości dla frajerów, zdaje się utyskiwać Rudi. Jednak cóż z tego, skoro bohater zaśmiewa się sam z siebie, a wtóruje mu czytelnik?

Inicja(cja)tywa obywatelska

Wątki społeczno-polityczne, tudzież obyczajowa kronika stolicy naszego państwa to kolejne zagadnienie obecne w „Seksie...”. Fabicka komentuje zarówno układ sił w polskim rządzie i problem wolnej Ukrainy, ale i porusza będące tabu kwestie homoseksualizmu i równouprawnienia płci. Nie bez dozy, dość makabrycznego miejscami, poczucia humoru. Inicjatywa KOCHAJ MNIE, której autorem jest Rudolf, skierowana przeciwko nietolerancji w Polsce, zostaje dość pochopnie zrozumiana, niestety nie przez obiekt westchnień młodzieńca. Do Rudiego zaleca się w tramwaju młodzieniec w obcisłym podkoszulku. To nie koniec nieporozumień. Gąbczak zdobywa czwarte miejsce w konkursie Unii Europejskiej na najlepszy projekt. Honorowane są natomiast pierwsze trzy. I tak dalej. Samoobrona zostaje przemianowana na Samozagładę (ironicznie zapytać można o przyczynę tego „drobnego” zabiegu językowego), LPR na Ligę Ziem Przodków. Mimo to, program żadnej z tych niebezpiecznie frywolnych frakcji nie budzi zainteresowania Rudiego – feministy i filozofującego wrażliwca o sympatiach anarchistycznych.

Śmierć

Przemijalność i poetyka „Seksu” to na pozór sfery wykluczające się. Z zasady, iż metafizyczny ciężar problemu nijak ma się do lektury lekkiej i zabawnej. A tu niespodzianka. Oczywiście, konstatacje głównego bohatera typu: „Jasna cholera! W tym domu jest taki ruch, że nawet spokojnie umrzeć nie można” (s. 13) bądź „Ja się zabiję” trudno rozpatrywać w kategoriach eschatologicznych. Powagi sytuacji na próżno szukać w wątku z duchem babci, najsłabszym w całej książce. Niemniej, Fabickiej udaje się pisać o śmierci tej najbardziej bolesnej, bo śmierci dziecka – w sposób ostrożny i szczery, ale nadal w konwencji typowej dla nastoletniego żartownisia. O dziwo, to jest możliwe (Szpital Dziecięcy na Litewskiej, s. 79-82) i gdy już, już, żądny satysfakcji zoil ma zarzucić ckliwość w stylu amerykańskim, Fabicka potrafi wybrnąć „klinem”, czyli szczerością właśnie.


Cykl Fabickiej o Rudolfie zyskał sobie moją przychylność za sprawą „Seksu i innych przykrości”. Ten ironiczny i nonszalancki dziennik jest jednocześnie ciepły jak dopiero co wypieczone bułeczki. Jeśli lektura popularna ma trzymać fason Rudolfa, to chyba zostanę jej oddanym fanem. Wątpliwość mam tylko w kwestii adresata. Notka biograficzna Joanny Fabickiej na czwartej stronie okładki głosi, iż cztery wydane kolejno „Rudolfina” to powieść dla młodzieży. Eee tam. Bardziej trafne wydaje się chyba ostrożna wydawnicza klasyfikacja, że „dla starych i młodych”. Jeśli jakiś siedemnastoletni delikwent, czyli rówieśnik Rudiego, sięgnie dobrowolnie po książkę i co więcej, przeczyta ja całą, to niewykluczone, że autorem tego wiekopomnego dzieła będzie Musil lub Cortazar. Fabicka ma większe szanse trafienia do trzydziesto- i dwudziestolatków z tytułem magistra, czyli osobników już powoli butwiejących (takie czasy), wyrosłych na lekturze przygód wspomnianego Adriana Mole’a. Czyż nie mamy wrażenia, że „wszystkie instytucje, jakie miały wpływ na nasze wychowanie, kompletnie zawiodły?”, jak ciągnie Rudolf: „zarówno rodzina, jak i szkoła są bardziej zdegenerowane niż moje najzuchwalsze erotyczne fantazje” (s. 244). Szczęśliwy, kto nie zaznał tej degeneracji na każdym polu. Ja mogę dodać jeszcze – z perspektywy magisterskiej – degeneracji uległa też szkoła wyższa, co prawdziwie cuchnie. Takie czasy.
Joanna Fabicka: „Seks i inne przykrości”. Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2005.