ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 maja 10 (226) / 2013

Berenika Kołomycka, Karol Sus,

NIE LUBIĘ INFANTYLIZACJI

A A A
Karol Sus: Jak to się stało, że zajęłaś się tworzeniem komiksów? Czy marzenie to kiełkowało w twojej głowie od dzieciństwa, czy raczej wszystkiemu winne są najzwyczajniejszy przypadek i zrządzenie losu? 

Berenika Kołomycka: Myślę, że komiksy były mi bliskie od zawsze. Pierwsze znosił do domu tata. Najpierw pojawił się „Szninkiel”, ale stał wysoko na półce – „niedotykalski” dla pięciolatki z różnych, wiadomych przyczyn [spora dawna erotyki – przyp. red.]. Na szczęście mogłam czytać „Thorgala” – szczęśliwa, kompletowałam moją pierwszą serię. Tylko utrzymany w konwencji horroru album „Alinoe” zawsze lądował gdzieś pod innymi książkami, żeby mnie w nocy nie straszyć. To chyba nie tylko moje odczucie… Były też nieodzowne stripy w gumach balonowych Donald. Pamiętam, że zbierałam je naprawdę długo, żeby potem dowiedzieć się, iż mama zrobiła porządki w pokoju. Nie pierwszy raz straciłam wtedy swoją kolekcję. Były też różne inne komiksy; większość trafiała do moich rąk dzięki tacie: magazyn „Komiks”, „Yans”, nieobcy byli mi Baranowski i Szarlota Pawel. Skrupulatnie gromadziłam je w swoim pokoju. Jeśli sama coś rysowałam, to raczej nie nazwałabym tego komiksem, którym na poważnie zainteresowałam się dopiero w czasie studiów. Od kilku lat przyjaźniłam się z Irkiem Koniorem, który miał już całkiem pokaźną kolekcję komiksów. Później poznałam też innych autorów: Grzegorza Janusza, Krzysztofa Gawronkiewicza czy Piotra Kowalskiego. Postanowiłam (trochę na przekór utartym regułom), że na aneks z rysunku do dyplomu na rzeźbie zrobię właśnie komiks. I tak powstał „Wykolejeniec” do scenariusza Grześka Janusza.

K.S.: Skąd czerpiesz inspiracje podczas tworzenia plansz?

B.K.: Zazwyczaj potrzebuję chwili skupienia i samotności. Staram się wtedy myśleć tylko o realizowanym projekcie. Bardzo pomagają niezobowiązujące rozmowy z przyjaciółmi, wymiana myśli, ciągi skojarzeń. Stare filmy i nowe albumy komiksowe, przywiezione z podróży. Nowe konteksty i nowe sytuacje. Wszystko to jest bardzo inspirujące.

K.S.: Jak zaczęła się twoja współpraca z Marzeną Sową?

B.K.: Marzenę poznałam parę lat temu, kiedy przyjechała do Polski promować „Marzi”. Myślę, że mamy podobną wrażliwość. Uznałyśmy, że skoro dogadujemy się na płaszczyźnie międzyludzkiej, to może dogadamy się także zawodowo. Po mniej więcej roku znajomości postanowiłyśmy stworzyć wspólny projekt.

K.S.: Komiks przeznaczony dla młodszego odbiorcy wymaga z pewnością zupełnie innego podejścia, nie tylko w warstwie fabularnej, ale i graficznej. Czy przygotowując plansze do „Tej nocy dzika paprotka” musiałaś dostosować swój styl do profilu odbiorcy?

B.K.: Nie lubię infantylizacji. Nie wydaje mi się, żeby dziecko było innym odbiorcą niż osoba dorosła i potrzebowało karmienia tak zwanym „ptasim mleczkiem”.

K.S.: Jak odnajdujesz się jako autorka komiksu dla dzieci? Czy widzisz w nim nowe możliwości dla siebie jako artystki?

B.K.: Praca nad komiksem dla dzieci przede wszystkim wymaga ode mnie innej wrażliwości, emocjonalnej mobilności. Dzieci nie tolerują sztuczności i kombinatorstwa. Jeśli coś im się nie podoba, to znaczy, że przekaz nie jest dostosowany do ich oczekiwań.

K.S.: Czy wbrew obiegowej opinii znacznej części rodziców uważasz, że komiks może przekazywać dziecku ważne i pozytywne wartości?

B.K.: Myślę, że jeśli coś jest ładne, a niekoniecznie infantylne, to szkody nie wyrządzi. Obcowanie z papierem i słowem pisanym jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Bardzo dużo zależy od rodziców i od ich podejścia do sztuki komiksu. Lepszy rodzic eksperymentator niż taki, który uważa, że opowieści graficzne z założenia są ogłupiające. Ważna jest różnorodność.

K.S.: „Tej nocy dzika paprotka” ma szanse podbić inne kraje. Mówi się o Stanach Zjednoczonych i Francji…

B.K.: Na razie nasz komiks utknął na Amazonie w dziale zapowiedzi. Zakładam, że jeśli ktoś kupi go w przedsprzedaży, to wydawca będzie musiał nas wydrukować… Telefon z Francji mam na czwartej linii. Jeszcze się do mnie nie dobili.

K.S.: Jak tamtejszy rynek reaguje na takie egzotyki jak polski komiks?

B.K.: Co za słowo… Komiksy są uniwersalne, egzotyczne mogą być z kolei wyprawa do Soczi i drożdżówki z marmoladą.

K.S.: Zdradzisz Czytelnikom twoje plany na najbliższą przyszłość?

B.K.: Z pewnością zawalczymy z Marzeną o jakiś nowy projekt. Niekoniecznie dla dzieci.

K.S.: Dziękuję za rozmowę.

„artPAPIER” jest patronem medialnym serii „Centralka – komiksy dla dzieci mądrych rodziców”.

 

„Tej nocy dzika paprotka” Marzeny Sowy i Bereniki Kołomyckiej to opowieść o siedmioletnim Tomku, dla którego słoneczny sobotni poranek bynajmniej nie zapowiada się wesoło. W sypialni rodziców zamiast mamy bohater znajduje bowiem paprotkę-monstrum, u której boku spokojnie śpi niczego nie podejrzewający tata. Co zrobią Tomek i jego pies Mumin? Jak zakończy się mrożące krew w żyłach spotkanie dzielnego chłopca i przeokropnej rośliny?