ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (239) / 2013

Krzysztof Ociepa,

PUNKOWA REBELIA W CERKWI

A A A
Rosja pod rządami Władimira Putina – tak najkrócej można scharakteryzować temat dokumentu Mike’a Lernera i Maxima Pozdorovkina. Temat, warto dodać, znany już z kinowego ekranu, wystarczy przypomnieć „Bunt. Sprawę Litwinienki” Andrei Nekrasova oraz „Chodorkowskiego” Cyrila Tuschiego. Polacy raczej nie mają złudzeń co do charakteru rządów Władimira Putina, dlatego „Pussy Riot. Modlitwa punka” będzie filmem, który tylko utwierdzi nas w przekonaniu, że do osiągnięcia demokratycznych standardów naszym sąsiadom jeszcze dużo brakuje. Będzie trochę jak u Aleksandra Fredry: „Znacie? Znamy. No to posłuchajcie”.

Grupa wojowniczo nastawionych do świata dziewczyn założyła punkowy zespół o wdzięcznej nazwie Pussy Riot. Ich ideologia była mieszanką radykalnego feminizmu oraz buntu przeciw autokratycznym rządom Putina. Dziewczęta nie uznawały żadnych autorytetów i swój sprzeciw wyśpiewywały (a raczej wywrzaskiwały) w rytm punkowego łomotu. Z muzyką nieco kontrastował ich sceniczny image, na który składały się lekkie sukienki i rajstopy w jaskrawych kolorach. Całości dopełniały kominiarki, pozwalające artystkom zachować anonimowość, ale też sugerujące wojowniczy, niemal „terrorystyczny” charakter wystąpień. Występy te zazwyczaj przybierały formę gwałtownego i niespodziewanego ataku wymierzonego w dyktatora. Zespół pojawiał się nagle na Placu Czerwonym i pod murami Kremla dawał krótki koncert, podczas którego wykonywał piosenkę o „Putinie, który się zeszczał na wieść o wystąpieniach opozycji”. Mimo jawnie antyputinowskich tekstów występy zespołu traktowane były jak zwykłe chuligańskie wybryki. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy za cel ataku dziewczęta obrały sobie Kościół prawosławny.

W lutym 2012 roku zespół wdarł się do Cerkwi Chrystusa Zbawiciela w Moskwie i w trakcie nabożeństwa wykonał utwór „Bogurodzico, przegoń Putina”. Happening trwał raptem czterdzieści sekund, to jednak wystarczyło, by został zauważony. Film z występu trafił do Sieci, a Pussy Riot okazał się sensacją dnia. Rosyjskie władze nie mogły i nawet nie chciały udawać, że nic się nie stało. Kościół prawosławny jest obecnie największym sojusznikiem rządzących Rosją. Nie dziwi więc, że machina policyjnego państwa od razu poszła w ruch. Trzy członkinie zespołu zostały aresztowane i skazane w pokazowym procesie na dwa lata kolonii karnej. Obrońcy praw człowieka i ludzie związani z branżą muzyczną murem stanęli za prześladowanymi artystkami. W obronie członkiń Pussy Riot głos zabrali m.in. Madonna i Paul McCartney. Na niewiele się to zdało, rosyjski wymiar sprawiedliwości pozostał nieugięty. Tylko jednej z dziewczyn zawieszono karę więzienia po tym, jak jej sprytna prawniczka udowodniła, że jej klientka nie wzięła udziału w nieszczęsnym happeningu, gdyż od razu została spacyfikowana przez ochronę i – co za tym idzie – nie zdążyła popełnić „chuligańskiego aktu nienawiści wobec religii”, który stanowił formalną podstawę do wydania skazującego wyroku.

„Modlitwa punka” na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie obiektywnej opowieści o incydencie, który wydarzył się w Soborze Chrystusa Zbawiciela. Zarysowuje kontekst historyczny, dzięki czemu można zrozumieć, dlaczego Rosjanie są tak wrażliwi na punkcie religii i dlaczego tak bardzo zabolał ich występ Pussy Riot. Cerkiew Chrystusa Zbawiciela to miejsce kultu, które można porównać z naszą Jasną Górą. W 1931 roku Stalin, zwalczając Kościół, nakazał ją wysadzić. W 1999 roku dzięki staraniom wiernych cerkiew odbudowano.

Strony konfliktu przedstawiają swoje racje w wiarygodny sposób. Oburzeni wyznawcy prawosławia zwracają uwagę na rolę, jaką w ich życiu odgrywa religia oraz na to, jak długo pozbawieni byli możliwości jej praktykowania. Nawet matka jednej z członkiń zespołu stwierdza, że dziewczyny źle postąpiły, gdyż „cerkiew służy do modlitwy”; kto inny zaś słusznie dodaje, że gdyby podobny happening urządzić w meczecie, nikt nie zawracałby sobie głowy sądem, a wierni sami ukaraliby bluźnierców. Zwolennicy Pussy Riot mówią z kolei o niechlubnym sojuszu, jaki cerkiew zawarła z Putinem, legitymizując tym samym jego dyktatorskie rządy, a nawet czyniąc z niego niemalże Bożego pomazańca.

Sugerowany obiektywizm autorów filmu jest nie do końca spełnioną obietnicą, gdyż zdecydowanie stoją oni po stronie zbuntowanych artystek. Przesłanie dzieła wpisuje się w narrację, która przewija się w mediach od początku całej sprawy: „protest tak, ale w innym miejscu; bluźnierstwo jest najgorszą metodą walki politycznej, gdyż poszkodowani są też wierni i ich uczucia; kara jest nieadekwatnie wysoka do popełnionego przewinienia; Rosja jest krajem autorytarnym, w którym nie ma wolności słowa”. Nie mam filmowcom tego za złe, osobiście skłonny jestem zgodzić się z takim postawieniem sprawy. Wyłaniający się z filmu obraz Rosji też zapewne nie mija się z prawdą i dzieło spełnia swoją funkcję demaskatorską, przybliżając zachodnim widzom prawdziwe oblicze reżimu Putina.

Jeśli czegoś mi w tym dziele brakuje, to ogólniejszej refleksji na temat granic artystycznej prowokacji. Czy koniecznie trzeba je przekraczać, żeby świat zwrócił uwagę  na łamanie praw człowieka w Rosji? I czy nie jest tak, że swoim szczeniackim i wulgarnym wybrykiem dziewczyny z Pussy Riot zrobiły więcej dla demokratyzacji Rosji niż dziesiątki demonstracji i petycji pisanych w obronie praw represjonowanych?

Odpowiedź na te pytania mogłaby być nieprzyjemna dla międzynarodowej społeczności, reagującej protestami dopiero przy spektakularnych przypadkach łamania praw człowieka i milczeniem zbywającej fakt, że podobne represje codziennie dotykają ludzi, którzy w mniej widowiskowy sposób wyrażają sprzeciw wobec reżimu Putina. Film Lernera i Pozdorovkina nie wykracza poza formułę dokumentu o interwencyjnym charakterze. Taki był zamiar twórców i można uznać, że udało im się go zrealizować. Jeśli po obejrzeniu filmu chociaż jedna osoba zaangażuje się w walkę o prawa człowieka, sukces będzie można uznać za pełny.
„Pussy Riot. Modlitwa punka” („Pussy Riot. A Punk’s Prayer”). Reżyseria: Mike Lerner, Maxim Pozdorovkin. Gatunek: film dokumentalny. Produkcja: Wielka Brytania / Rosja 2013, 90 min.