Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (240) / 2013

Magdalena Łoboda,

"ZODZIEJE ROWERÓW" WRACAJĄ

A A A
„Złodzieje rowerów”, film niezwykle ważny dla światowej kinematografii, powracają po 65 latach na ekrany kin. Dzieło zostało powszechnie docenione: jest zdobywcą honorowego Oscara, Złotego Globu, nagrody BAFTA, zostało także wpisane na watykańską listę dzieł o szczególnych walorach moralnych. British Film Institute uznał je za film, który należy obejrzeć przed ukończeniem czternastego roku życia. Co jednak najistotniejsze, dramat Vittorio de Siki mimo upływu czasu nie stracił aktualności. Społeczno-ekonomiczna polityka, stanowiąca trzon filmu, wciąż jest boleśnie prawdziwa. „Złodzieje rowerów” to przy tym dzieło, które łączy w sobie zarówno prawicowe, jak i lewicowe wartości o wymiarze uniwersalnym i ponadczasowym.

Główny bohater, Antonio Ricci, jest bezrobotnym. Każdego dnia przychodzi na miejski plac, czekając, aż urzędnik z Biura Zatrudnienia wyczyta jego nazwisko i zaproponuje mu pracę. Pewnego dnia los się do niego uśmiecha: trafia się propozycja rozwieszania plakatów. Jednak już na początku pojawiają się komplikacje, gdyż – aby wykonywać pracę – bohater musi mieć rower, ten zaś jakiś czas temu został zastawiony w lombardzie. Zaradna żona Antonia szybko decyduje się oddać wszystkie swoje prześcieradła, aby rower odzyskać. Niestety, już pierwszego dnia pracy pojazd zostaje skradziony. Ricci postanawia złapać złodzieja i odzyskać rower. Pomaga mu w tym dziewięcioletni syn, Bruno. Chłopiec, podążający krok w krok za ojcem, dopiero uczy się życia w społeczeństwie, wnikliwie obserwuje świat wokół; Antonio jest dla niego wzorem postępowania.

Dramat bohaterów polega na ich uwikłaniu w sytuację, w której szansa na wyrwanie się z błędnego koła biedy właściwie nie istnieje. Ricci nie może odzyskać zguby, ale nie może też liczyć na pomoc ze strony nieudolnej policji. Państwo nie otacza opieką swoich obywateli.

De Sica w swoim filmie ukazuje postaci, które trafiają na targowisko, odwiedzają kościół, dom publiczny, a nawet mieszkanie kobiety przepowiadającej przyszłość. Antonio chce należeć do wspólnoty, tymczasem jest pozostawiony samemu sobie. Zdesperowany każe Brunowi wracać do domu, a sam planuje ukraść rower innej osobie. Krąg się zamyka: syn widzi ojca, który ucieka przed chcącym go zlinczować  tłumem. Teraz to Ricci staje się złodziejem. Jednak reżyser daleki jest od negatywnej oceny tej postaci. To świat wokół jest zbyt brutalny i generuje patologiczne zachowania. Łamanie norm staje się sposobem na przetrwanie, a jednocześnie upokarza lub wzbudza litość. Ricci czuje się upokorzony, zostaje bowiem złapany, ale człowiek, którego okradł, decyduje się puścić go wolno. Z poczuciem życiowej porażki bohater w towarzystwie syna oddala się ze spuszczoną głową. Reżyser ani nie rozgrzesza, ani nie ocenia postępowania bohatera, wpisuje za to jego historię w szerszy kontekst. Pokazuje kruchą kondycję człowieka. Nie moralizuje, ale i nie pociesza. Bruno widzi klęskę ojca. Będzie ją już zawsze miał w pamięci. Wzór, autorytet nie pozostaje bez skazy, ale jest też ludzki. Może, gdy dorośnie, chłopiec zrozumie, że życie to często trudne moralne wybory i balansowanie na granicy człowieczeństwa.

„Złodzieje rowerów” to jedno ze sztandarowych dzieł włoskiego neorealizmu. Nurt ten charakteryzował się przede wszystkim tematyką zogniskowaną wokół codziennego życia, jego wzlotów i upadków, szarzyzny powojennej rzeczywistości, kryzysów społecznych i moralnych. Twórcy filmowi postawili sobie za cel głoszenie prawdy, nadając tym samym kinu etyczny wymiar. Reżyser miał być obserwatorem, który śledzi rzeczywistość i zatrzymuje w kadrze los zwykłego człowieka. Co istotne, w większości ról obsadzono amatorów. Dzięki temu potęgowano wymiar autentyczności, a filmy nabierały niemal paradokumentalnego charakteru. W związku z tym, oglądając „Złodziei rowerów”, mamy wrażenie, że jesteśmy przypadkowymi świadkami codziennej walki o byt i lepsze jutro.

Włoski neorealizm miał być także odpowiedzią na propagandę kina faszystowskiego. Wśród jego głównych celów znajdowało się dążenie do obnażenia obłudy włoskiej polityki, pokazanie biedy, społecznych dramatów, braku perspektyw. Filmy te prezentują kraj pogrążony w chaosie oraz ludzi, którym trudno odnaleźć się w nowej rzeczywistości, każdego dnia walczących o przetrwanie. Neorealizmu skupiał się przy tym przede wszystkim na treści, ubierając historię w bardzo surową, wręcz ascetyczną i naturalistyczną formę.

W „Złodziejach rowerów” znajdziemy oddany z dokładnością do najmniejszych szczegółów obraz włoskiego powojennego miasta. Twórcy filmu postawili na autentyczne plenery, nie chowali się w filmowym studio. Pokazywali miasto takim, jakie jest, nie estetyzowali go. Najważniejsza stała się prawda, nawet jeśli była ona szara i pozornie nieciekawa. To, co uderza w „Złodziejach rowerów”, to ogromna, pusta przestrzeń, w której poruszają się bohaterowie. Miasto nie jest dla nich schronieniem, nie ma w nim intymności, brak także poczucia wspólnoty. Każdy gna we własną stronę, walczy o swoje, nawet za cenę krzywdzenia innych. Paradoksalnie, w chwili, gdy Ricci oskarża młodego chłopaka o kradzież roweru, lokalna społeczność staje za podejrzanym murem. Robi to jednak zupełnie bezrefleksyjnie, nie stara się słuchać argumentów Antonia. Ricci jest obcy, więc automatycznie staje się wrogiem. Na pewno na taki sposób postrzegania innych wpłynęły brutalność wojny i konieczność walki za wszelką cenę o przeżycie.

Już w połowie lat 50. neorealizm zbliżał się ku schyłkowi. Powodem tego była przede wszystkim tęsknota widzów za innym wymiarem kina. Film, na wzór hollywoodzkich produkcji, miał bawić, zapewniać rozrywkę, pozwolić choć na chwilę zapomnieć o trudach dnia codziennego. Odbiorcy byli spragnieni szczęśliwych zakończeń, pięknych aktorów i wyszukanej formy. Kino neorealistyczne nie spełniało tych oczekiwań, stawało się więc coraz mniej popularne. Mimo to dzieła z tego nurtu trwale zapisały się w kinematografii i do dziś stanowią część filmowego kanonu.

Wypada mieć nadzieję, że tendencja powrotu do klasyki zostanie utrzymana. Warto przecież sięgać do filmów sprzed  wielu lat, choćby po to, aby przekonać się, że mimo iż świat pędzi coraz szybciej, to człowiek wciąż jest taki sam – ze swoimi słabościami, rozterkami, ale i siłą, która pozwala mu trwać.
„Złodzieje rowerów” („Ladri di Biciclette”). Reżyseria: Vittorio De Sica. Scenariusz: Vittorio de Sica. Cesare Zavattini i in. Obsada: Lamberto Maggiorani, Enzo Staiola, Lianella Carell i in. Produkcja: Włochy 1948, 89 min.