ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lutego 3 (243) / 2014

Anna Zagórska,

ŚWIATY NAJBLIŻSZE

A A A
Kazimierza Orłosia nie trzeba nikomu przedstawiać, niemniej warto o tym uznanym polskim prozaiku przypominać, a i co rusz wracać do lektury jego utworów. „Historią leśnych kochanków” Wydawnictwo Literackie postanowiło odświeżyć prozę Orłosia, oddając w ręce czytelników tom składający się opowiadań w większości już publikowanych, choć znalazło się tu też kilka nowości.

Kazimierz Orłoś od lat z uwagą przygląda się światu. Przedmiotem głębokiej prozatorskiej eksploracji czyni miejsca najbliższe. Topograficzne i duchowe sąsiedztwa stanowią nieprzerwaną kanwę opowiadanych przez niego historii. Materia osnuwająca się wokół znajomych sprzętów, prostych spostrzeżeń i pozornie nieistotnych szczegółów stanowi zaczyn Orłosiowych opowieści. Autor „Drewnianych mostów” nie boi się rzeczywistości namacalnej, świata pierwszego kontaktu. Nie obawia się – nieraz bolesnego – styku z płaszczyznami pozaliterackiego doświadczenia. Przed kilkunastu laty, odpytywany przez Piotra Szewca, Orłoś zauważył, że pisarzom-realistom często towarzyszą pejoratywne wartościowania: „»realista« oznacza pisarza, który babrze się w przyziemnej, miałkiej rzeczywistości. Pisarza ograniczonego. Ale dla mnie zainteresowanie rzeczywistością, życiem, żywymi ludźmi jest istotnym elementem pisarstwa. Oderwanie się od tej realistycznej sfery uważam za bardzo niebezpieczne […]. Jestem przekonany, że trudniej jest opisywać prawdziwą rzeczywistość i prawdziwych ludzi niż tworzyć świat fikcyjny i ludzi zmyślonych” („Kłopoty z cudem” [Z Kazimierzem Orłosiem rozmawia Piotr Szewc] [w:] P. Szewc: „Wolność i współczucie. Rozmowy z pisarzami”. Kraków 2002, s. 161). Orłoś przyziemność i miałkość codzienności podnosi do rangi sztuki, wynosi na piedestał, twórczo przetwarza. Czyni to nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat, wciąż pełen literackiego uroku, zapału, słusznego namysłu.

Wydany pod koniec ubiegłego roku zbiór „Historia leśnych kochanków i inne opowiadania” to pojemna lektura będąca swoistym podsumowaniem literackich ścieżek wydeptywanych przez bohaterów Orłosia przez dziesięciolecia. Znajdują się w nim zarówno opowiadania z lat 60., aktualizujące sprawy dla ówczesnych bieżące, jak i te pisane na początku lat 90. ubiegłego stulecia, będące świadectwem spokojnego oddania się wspomnieniom lat dzieciństwa i młodości oraz kilka prozatorskich nowinek, opowiadań wcześniej niedrukowanych, dla których tym bardziej warto zajrzeć do „Historii leśnych kochanków”. Proponowany przez Wydawnictwo Literackie zbiór jest bez wątpienia pozycją obowiązkową dla czytelników zapoznanych z twórczością autora „Niebieskiego szklarza”, może nawet w niej rozmiłowanych, łaknących lektur powtórnych i ponownego – cichego, niemalże niemego, jak to zwykle u Orłosia – zachwytu nad jego opowieściami.

Jest to również znakomita lektura dla czytelnika-nowicjusza. Orłoś odkrywany po raz pierwszy nieraz zatrzyma czytelnika w inicjalnym zastanowieniu, które łatwo przeradza się w uznanie. Aura rzeczywistości, której pisarz przygląda się z taką atencją, i którą od lat przenosi na karty swoich opowiadań, łagodnie zadamawia się  w wyobrażeniowych światy odbiorcy. Jest w tych opowiadaniach urok i świeżość prostoty dykcji – fraz charakterystycznych dla Orłosia. Autor „Historii leśnych kochanków” niespiesznie podgląda najbliższe sobie rejony, rewiry sąsiedzkie, kwartały, które wydają się nie sięgać dalej niż siła wytężonego wzroku. Wśród pozornie zwyczajnych i zwykłych wydarzeń, tych ulotnych drobiazgów codziennego życia, z zapałem rzemieślnika i artysty słowa wyłuskuje skrupulatnie to, co warte utrwalenia, zapisania, opowiedzenia. Przez prozę Orłosia przemawia siła realizmu tutejszego, sąsiedzkiego, najbliższego. Realizmu rodzinnych stron, znanych sobie zaułków i zakamarków codzienności, którą wraz z Orłosiem dzielimy wszyscy, mieszkańcy świata nie-przedstawionego, Polski.

Świat, który odkrywa przed odbiorcą „Historia leśnych kochanków” jest mikroświatem przefiltrowanym przez ogromy i otchłanie kilkudziesięcioletniej pracy twórczej, kilkudziesięcioletniego namysłu nad światem i przerabiania rzeczywistości widzialnej na tę odbieraną tajemnym zmysłem literatury. To realny świat zatrzymany siłą słowa, pochwycony w locie czas zastygły na kartach opowieści. Warto z uwagą wczytywać się w te prozatorskie chwile i zatrzymania. Wsłuchiwać w odeszłe dźwięki – wszelkie poszumy, pomruki i pobrzękiwania – które, ulotne, zapomniane, niebyłe, utrwalone zostały przez historie Orłosia na zawsze. Podobnie warto imaginacyjnym okiem otwartym na najbogatsze, wewnętrzne krajobrazy wypatrywać w owych drobnych opowieściach światów zastygłych, raz jeszcze – na nowo – otwierających przed czytelnikiem nieprzebyte rejony nieodwracalności czasu przeszłego.

Pomieszczone w „Historii leśnych kochanków” opowieści nie stanowią jednak wyłącznie literackiego landszaftu: przepełnionej kiczem słodyczy i sentymentalizmu podróży w nostalgicznie idealizowaną przeszłość i teraźniejszość przefiltrowaną czy wygładzoną zamglonymi zmysłami dojrzałości. To również świadectwo czasów, opowieść świadka historii nie tyle powszechnej, co powszedniej: historii małych ludzi, niewielkich załamań, mikrych intencji. Opowiadania wcześniejsze, wybrzmiałe po latach jakimś szczególnym, zwielokrotnionym i rezonującym głosem, przynoszą czytelnikowi chwilę koniecznego zastanowienia. Wprowadzają dozę niepokoju: rysują i szczelinują gładkie powierzchnie wspomnień, znaczą niewygodne. W sposób nienachlany, ale niezwykle celny – typowy dla twórczości Orłosia – pokazują uwierające napięcia i drgania pomiędzy światami intymnym, prywatnym i publicznym, oficjalnym. Przez małe sprawy małych ludzi przebija największy dramatyzm, najwyraźniej ujawniają się absurdy rzeczywistości, najbardziej potęguje się smutek.

Lektura „Wielbłąda”, opowiadania, które wielu zapamiętało dzięki filmowi „Duże zwierzę”, odkrywa przed czytelnikiem wielowarstwowość ludzkiej samotności, poczucia wyobcowania, potrzeby akceptacji, dawania i odwzajemniania uczucia, w końcu jest świadectwem przekraczającej wszelkie systemy i ustroje moralnej dulszczyzny, niezdrowej ciekawości. Dobrze, że dzięki „Historii leśnych kochanków” można ponownie – tym razem we wspólnym wyborze, opracowanym przez samego Autora – wrócić do tych drobnych historii, które w swojej skondensowanej formule przekazują tak wiele prawd o otaczającym nas świecie.

Z opowiadań Kazimierza Orłosia przebija nienachlany spokój. Dzięki niemu sprawy wielkiej wagi otrzymują konieczne uznanie i szacunek. Śmierć, niesprawiedliwość, samotność w opuszczeniu i samotność w niedoli zyskują w tej dykcji dodatkowy wymiar, unoszą się nad perfidią i miałkością codzienności, pokazując jak wiele – mimo oczywistych różnic – nas łączy. W jądrze człowieczeństwa, na samym dnie umęczonej ludzkiej duszy i pognębionego powszednim znojem ciała, odczuwamy stany podobne, dążymy do spokoju i ukojenia, do nieosiągalnego. Orłoś często zostawia czytelnika swoich opowiadań z poczuciem niemożności i niepełni. Jego bohaterowie odchodzą bez słowa, cienie się zacierają, uczucia niwelują, sprawy pozostają nierozwiązane. Jakby nie było ucieczki od ponurego fatum przegranych, fatum outsiderów, które każe pochylać głowę, odwracać wzrok, kulić się w sobie, nadstawiać drugi policzek. Zebrane w „Historii leśnych kochanków” opowiadania mocno oddziaływają na tę strunę naszej egzystencji, która sublimuje w sobie niepokój, wewnętrzne rozedrganie, ale i (konieczną) refleksję nad światem, nad samymi sobą.

Kazimierz Orłoś niejednokrotnie nazywany jest prozaikiem outsiderów. Portretuje mieszkańców marginesów, wchodzi pewnie w światy peryferyjne, rzeczywistości załamań, zaułków, ciemności i niejasności. Postaciom zaludniającym jego opowiadania daleko do heroicznych wzorców bohaterów literackich. Wydaje się jednak, że to najlepszy sposób, by trwale rozedrgać najwrażliwsze struny, na stałe zapętlić pozorną łatwość myślenia, przenicować poglądy. Orłoś odsłania niewygodne i niejednoznaczne, wprowadza nieoczywistość z przedpokoju na salony. Uczy uważnej lektury świata, słowa i siebie nawzajem.

Lektura „Historii leśnych kochanków” dla wielu może być dwuwymiarową podróżą w przeszłość. Z jednej strony zanurzamy się w światy już nieistniejące, przeszłe i nieprzywracane. Drobne opowieści zatopione w mrokach PRL-u ukazują całą brutalność bezwzględnego systemu, ale i jego obywateli, uwrażliwiają na ludzką niegodziwość i wyrachowanie, które czasem wydają się mieć wiele wspólnego wręcz ze zdehumanizowaną interesownością („Matka”), a nieraz stają się jedynie wyrazem ludzkiej bezradności wobec spraw ostatecznych i niepoznawalnych („Żona cieśli”). Z drugiej strony to zaproszenie do podróży w przeszłość uniwersalną, niezmienną, niezamazywaną. Ludzkie osamotnienie, poczucie zagubienia, niezrozumienia otaczającego świata nigdy się nie dezaktualizuje. Bohaterowie opowiadań autora „Niebieskiego szklarza” – tych wcześniejszych i tych pochodzących z czasów pisarskiej dojrzałości – wydają się tak samo zagubieni, nieporadni i niegotowi na świat, choć otaczające ich okoliczności i rekwizyty się zmieniają. I o tym właśnie zdaje się przekonywać nas Kazimierz Orłoś: że wciąż jesteśmy sobie podobni, tylko dekoracje stale w ruchu.
Kazimierz Orłoś: "Historia leśnych kochanków i inne opowiadania". Wydawnicwo Literackie. Kraków 2013.