ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (247) / 2014

Weronika Górska,

JAK GRUBA WARSTWA BRĄZU POKRYWA CHŁOPCÓW Z AK?

A A A
Adaptacja powieści Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec”, pisanej jeszcze w trakcie drugiej wojny światowej „ku pokrzepieniu serc”, a od lat powojennych niemal nieprzerwanie będącej lekturą szkolną, nie może nie być wzniosła i pompatyczna. Wszak opowiada o dzielnych harcerzach przekształcających się w Armię Krajową, którzy w okupowanej Warszawie już nie tylko płatają figle hitlerowcom, lecz także zbrojnie występują przeciwko wrogom. Trzeba jednak przyznać, że reżyser zrobił, co mógł, aby przybliżyć współczesnym nastolatkom patriotyczną czytankę i pozwolić im utożsamić się z występującymi w niej postaciami.

Wypróbowanym sposobem na zeskrobanie odrobiny brązu z bohaterów okazują się seks i humor. Dlatego w filmie Roberta Glińskiego Zośka (Tomasz Ziętek) i Rudy (Marcel Sabat) mają dziewczyny, z którymi bynajmniej nie łączy ich wyłącznie platoniczna więź, w związku z czym pojawia się odwieczny problem z niespodziewanie wracającymi do domu rodzicami. Harcerze nie są przedstawieni jako rycerze bez skazy – mają swoje słabości; na przykład Słoń (Szymon Roszak) nieustannie je, nawet na dwie minuty przed akcją. W Szarych Szeregach zdarzają się też znacznie poważniejsze problemy. Rudy notorycznie się spóźnia, natomiast Zośkę cechują lekkomyślność i brawura, musi on więc z samym sobą walczyć, aby po aresztowaniu przyjaciela nie rozpocząć mającej na celu jego odbicie akcji pod Arsenałem, zanim dowództwo wyrazi na nią zgodę.

Działalność Małego Sabotażu, m.in. umieszczanie w miejscach publicznych polskich flag zamiast swastyk, rozbieranie pijanych SS-manów i wieszanie ich mundurów na latarniach czy kolportaż nielegalnej prasy, dzięki dynamicznemu montażowi, mocnej, rockowej muzyce oraz roześmianym minom aktorów wydaje się emocjonującą zabawą. Na szczęście reżyser nie pozwala widzom zapomnieć, że za podobne zabawy ich dwudziestoletni uczestnicy mogli zginąć w męczarniach. Kiedy zaś harcerze stają się żołnierzami i muszą opanować skrupuły oraz obrzydzenie, aby zabijać wrogów, ich poczynania przestają sprawiać wrażenie ekstremalnej rozrywki. Towarzyszy im rzewna, skrzypcowo-fortepianowa muzyka, a twarze młodzieńców stają się skupione. Po zatrzymaniu Rudego przez gestapo w filmie kończą się humorystyczne akcenty (poza ciągle przeżuwającym Słoniem). Wyrafinowane tortury fizyczne i psychiczne, jakim chłopak zostaje poddany przez niemieckich oficerów (Wolfgang Boos, Hans Heiko Raulin), zostały przedstawione z pełną powagą i realizmem, wręcz naturalizmem. Niezłomna postawa Rudego, który nawet skatowany nie zdradza kolegów, budzi autentyczny podziw i wzruszenie.

Mimo że młodzi akowcy zostali ukazani przez Roberta Glińskiego jako ludzie niepozbawieni wątpliwości, słabości czy wad, i tak okazują się znacznie bardziej bohaterscy oraz gotowi do poświęceń – lub też, patrząc z innej perspektywy, bardziej lekkomyślni i niewrażliwi na śmierć bliskich – od swoich rówieśniczek oraz od przedstawicieli starszego pokolenia. Ojciec (Krzysztof Globisz) i siostra (Maria Kania) Zośki odmawiają sprzedania biżuterii po matce w celu kupienia broni dla AK, ten pierwszy ponadto, razem z przełożonymi młodych żołnierzy (Wojciech Zieliński, Andrzej Chyra), sprzeciwia się planowanej akcji pod Arsenałem jako zbyt ryzykownej. Dziewczyna Rudego, Monika (Magdalena Koleśnik), nie potrafi odmówić sobie chodzenia na ulubione filmy, mimo że Szare Szeregi, bojkotując wyświetlaną przed nimi niemiecką kronikę, głosiły, że „Tylko świnie siedzą w kinie” i wpuszczały na seanse gaz łzawiący. Podobnie jak partnerka Zośki (Sandra Staniszewska), Monika nie jest w stanie opanować histerii w dramatycznych momentach, takich jak śmierć czy chociażby zagrożenie życia ukochanego. Patriotyczną postawę wykazują za to rodzice Rudego (Artur Żmijewski, Danuta Stenka), którzy – chociaż martwią się o syna i cierpią po jego śmierci – potrafią być dumni z jego niezłomności oraz pogodzić się z tragicznym losem. Jednak zdecydowanie bardziej ludzka i przekonująca od nich okazuje się właśnie Monika, dziewczyna, z którą mogłyby się utożsamić współczesne nastolatki, mimo że jej postawę można uznać za nieobywatelską i niezgodną z ideałem ukochanej/matki/siostry żołnierza.

Bohaterowie „Kamieni na szaniec” zostali ukazani na wzór i podobieństwo innych polskich patriotów i romantyków. Porwali się na straceńczą, nieprzemyślaną walkę z okupantem; większość z nich zginęła podczas akcji pod Arsenałem i innych potyczek, powstania warszawskiego oraz lat stalinizmu. Wciąż przegrywali lub odnosili minimalne zwycięstwa, takie jak odbicie Rudego, który i tak po kilku dniach zmarł na skutek odniesionych ran. Na pewno jednak nie można o nich powiedzieć, że nie próbowali sprzeciwić się temu, co ich bolało, walczyć o lepsze życie dla siebie i swoich bliskich. Czy Rudy, Zośka i ich koledzy, ukazani przez Roberta Glińskiego, mogliby się stać wzorem dla współczesnej młodzieży? Raczej nie, biorąc pod uwagę różnice polityczne i kulturowe, które dzielą pokolenie kolumbów od dzieciaków urodzonych na przełomie XX i XXI wieku. Być może jednak film sprawi, że gimnazjaliści spojrzą przychylniejszym okiem na napisaną przez Aleksandra Kamińskiego lekturę i chociaż przez chwilę zastanowią się nad owymi różnicami, szukając w wojnie nie tylko sławy i chwały, a w jej uczestnikach nie tylko rycerzy bez skazy.
„Kamienie na szaniec”. Reżyseria: Robert Gliński. Scenariusz: Dominik W. Rettniger, Wojciech Pałys. Obsada: Tomasz Ziętek, Marcel Sabat, Kamil Szeptycki, Magdalena Koleśnik, Sandra Staniszewska, Wojciech Zieliński, Andrzej Chyra, Krzysztof Globisz, Maria Kania, Artur Żmijewski, Danuta Stenka, Irena Melcer, Szymon Roszak, Wolfgang Boos, Hans Heiko Raulin. Gatunek: dramat wojenny. Produkcja: Polska 2014, 115 min.