ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 maja 10 (250) / 2014

Filip Fierek,

PROMIENIOWANIE RAULA HILBERGA

A A A
Licząca półtora tysiąca stron rozprawa Raula Hilberga, wydana po raz pierwszy w 1961 roku, ukazuje się wreszcie w Polsce. Czytelnik dostaje do rąk pracę amerykańskiego historyka w trybie mocno spóźnionym. Fakt ten dziwi tym bardziej, że obejść się bez niej nie sposób – jest bowiem rudymentarnym punktem w myśleniu o Zagładzie. Nikt przed Hilbergiem, ani po nim, nie wykonał pracy tak gigantycznej i skrupulatnej. Rzec można, że prawie wszystkie studia skoncentrowane wokół problemu Zagłady, także te klasyczne, znaczone są myślą amerykańskiego badacza.

,,Zagłada Żydów europejskich”, choć napisana powściągliwie i surowo, nie jest pozbawioną moralnego zaangażowania monografią, której celem byłoby po prostu zebranie faktów. Praca Hilberga nie zawdzięcza swej doniosłości tylko żmudnej historiografii. Jej istota jest dwojaka: precyzyjny wywód historyczny znajduje spełnienie w misternie zbudowanym systemie teoretycznym, którego słuszności nikt jeszcze nie zdołał zakwestionować. Jeśliby tak rozumieć zamierzenie Hilberga, aptekarska dokładność jego studium, choć nie wymaga dodatkowego uzasadnienia, prowadzi do postawienia tez, które – mimo że od pierwszej publikacji minęło ponad 50 lat – stanowią rdzeń współczesnego dyskursu o Holokauście.

W owym neurotycznym szaleństwie ustalania faktów jest metoda. Analityczny umysł Hilberga akceptuje ruch tylko w jednym kierunku: musi nim być wnioskowanie indukcyjne. Amerykański historyk nie daje się uwieść ponętnym strategiom, które w historycznych wydarzeniach szukałyby potwierdzenia tez postawionych a priori. Najwyższa rzetelność Hilberga polega na tym, że daje on pierwszeństwo prawdzie historycznej, która – niejako siłą bezwładu i w sposób nieunikniony – prowadzi do dyskursywnego wyniku.

Tezy Hilberga nie zawsze zostają w trakcie wywodu postawione wprost – czasem prześwitują tylko przez gęstą tkankę historiograficznego pisarstwa. W system zostają ujęte dopiero na koniec: po prezentacji kompletnego materiału dowodowego Hilberg przechodzi do podsumowania swoich ustaleń w rozdziale ,,Refleksje”. Tak jak ,,Dialektyka oświecenia” Adorna i Horkheimera jest źródłem postmoderny, tak też ,,Zagłada Żydów europejskich” kładzie fundamenty pod wszelką myśl, także tę trudną i niewygodną, o tragedii narodu żydowskiego.

Niniejsza recenzja nie może być, rzecz jasna, rekapitulacją historiograficznego dochodzenia Hilberga, jako że każdy szczegół przezeń opisany zasługuję na równą uwagę – jest hołdem złożonym ofiarom. Może być za to refleksją nad centralnymi tezami, które autor stawia zarówno w trakcie swojej analizy, jak i w jej podsumowaniu, a które to tezy nieustannie rezonują w przestrzeni badań nad Shoah. Rzut oka na owo Hilbergowskie promieniowanie, w którego polu pozostają zarówno jego intelektualni rówieśnicy, jak i kolejne pokolenia badaczy, może prowadzić do bardzo pouczających wniosków. Stąd też wynika decyzja, by poniższa partia recenzji poświęcona była wykryciu zależności między myślą amerykańskiego uczonego a koncepcjami, które myśl tę pożytkują dla własnych celów.

Żeby dociec, w jak potężnej zależności od Hilberga pozostają inni myśliciele Zagłady, warto prześledzić los jego teorii i wytropić jej echa w tekstach, które dziś powszechnie uznawane są za kanoniczne. Dobrymi, jak sądzę, punktami nawigacyjnymi są dla niniejszych rozważań dwie fundamentalne prace: ,,Eichmann w Jerozolimie” Hanny Arendt i ,,Nowoczesność i Zagłada” Zygmunta Baumana. Pierwsza z nich, będąca reportażem sądowym z procesu jednej z głównych figur w maszynerii Zagłady, ukazała się w roku 1963, a więc dwa lata po pierwszej publikacji ,,Zagłady Żydów europejskich”. Jest klasycznym studium poświęconym antropologii moralności. Niemiecka filozofka wypracowuje w nim słynne pojęcie ,,banalności zła”, sugerujące, że nazistowskie okropieństwa wymierzone w Żydów nie były wcale dziełem sadystów pozbawionych zahamowań moralnych. Adolf Eichmann, będący dla Arendt głównym punktem odniesienia, jawi się w jej oczach jako zwykły, przeciętny człowiek bez destrukcyjnych skłonności. Czytamy: ,,Kłopot z Eichmannem polegał na tym, że ludzi takich jak on było bardzo wielu, a nie byli oni sadystami ani osobnikami perwersyjnymi, byli natomiast – i wciąż są – okropnie i przerażająco normalni” (,,Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła”, tłum. Adam Szostkiewicz, Kraków 2010, s. 359). Kanoniczna książka Arendt, choć wielu mogłoby tak mniemać, w swojej naczelnej myśli nie jest jednak pionierska. Okazuje się niczym więcej niż nowym ujęciem tezy postawionej dwa lata wcześniej przez Raula Hilberga. W trzecim tomie swojego opus magnum pisze on tak: ,,Niemiecki sprawca nie był innym rodzajem Niemca. To, co można powiedzieć o jego moralności, odnosi się do Niemiec jako całości, już choćby dlatego, że sam charakter planowania administracyjnego, struktura jurysdykcji oraz systemu budżetowego wykluczały z góry specjalną selekcję czy specjalne szkolenie personelu do zadań ściśle powiązanych z zagładą” (s. 1256). W innym miejscu, analizując skład Einsatzgruppen, które na Wschodzie zawiadywały masowymi mordami dokonanymi na Żydach, dowodnie pokazuje, że uczestnikami procesu Zagłady byli zwykli ludzie, pochodzący ze wszystkich klas społecznych i grup zawodowych.

Opisane przez Arendt sposoby racjonalizacji i wyparcia, jakie stosowali naziści, by uporać się ze swoim uczestnictwem w procesie Zagłady, także wydają się wyjęte wprost z rozprawy Hilberga. Nie jest celem tej recenzji gruntowne porównanie obu prac, niemniej dla naświetlenia zauważonego powinowactwa warto raz jeszcze wskazać momenty zastanawiającego podobieństwa. W koncepcji Arendt uwikłany w sieć hierarchii i zależności sprawca postrzega siebie jako ,,trybik w maszynie”, który wykonuje rozkazy i może zostać w każdej chwili zastąpiony przez kogoś innego. Jego sumienie łagodzi myśl, że nie pozostaje osamotniony w biurokratycznej pracy nad eksterminacją Żydów – tak samo postępuje bowiem ,,lepsze towarzystwo” (,,Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła”, tłum. Adam Szostkiewicz, Kraków 2010, s 164). Idea ta odpowiada Hilbergowskiej opinii wyrażonej w zdaniu: ,,Uczestnik zagłady Żydów zawsze działał w grupie. […] Gdziekolwiek spojrzał, był jednym wśród tysięcy innych. Jego własne znaczenie malało, czuł, że można go było łatwo zastąpić, a nawet się pozbyć. W takich chwilach refleksji sprawca uspokajał sumienie myślą, że on sam jest częścią fali i tak drobna kropla jak on niewiele może uczynić” (s. 1278). Na tym nie koniec podobieństw między obiema pracami. Nie ulega wątpliwości, na co wskazuje niedająca się zaprzeczyć zależność czasowa między publikacjami obu rozpraw, że laur pierwszeństwa należy się w tym przypadku autorowi ,,Zagłady Żydów europejskich”.

Także Zygmunt Bauman pozostaje mocno zadłużony w myśli Raula Hilberga. Studium  ,,Nowoczesność i Zagłada”, przez wielu uważane za najważniejsze w jego dorobku, to historiozoficzny namysł nad przesłankami, które doprowadziły do Holokaustu. Autor ,,Etyki ponowoczesnej” próbuje dowieść (skądinąd robi to w sposób znakomity), że owo najstraszniejsze wydarzenie w XX-wiecznych dziejach Zachodu nie było wynikiem przypadku. Bauman widzi Zagładę jako konsekwencję postępującego wykluczania nacji żydowskiej ze ,,zdrowego społeczeństwa”. Twierdzi, że do piekła, które zgotowano Żydom, oprócz samych działań nazistów, doprowadziło stopniowe (zarówno przednowoczesne, jak i nowoczesne) rugowanie diaspory z życia społecznego. Przyczynę eskalacji nienawiści do Żydów widzi w powstaniu oświeceniowej idei państwa narodowego, która doprowadziła do wykształcenia nowej formy antysemityzmu, opartej na doktrynie rasizmu i ksenofobii. Najogólniej biorąc, owo szukanie przyczyn Zagłady w historii cywilizacji Zachodu nosi wyraźne rysy postmodernistyczne. W metodzie pozostaje ono jednak bardzo bliskie pomysłom Hilberga, który w pierwszym tomie swojego monumentalnego studium dokonuje zatrważającego porównania między kościelnymi i przednazistowskimi praktykami antysemickimi a działaniami wymierzonymi przeciwko Żydom w III Rzeszy. Spuścizna Hilberga (i nie tylko jego: istotny punkt w namyśle nad antecedensami Zagłady wyznacza także doskonałe studium Léona Poliakova ,,Historia antysemityzmu”) daje o sobie znać prawie na każdej karcie rozprawy Baumana.

Nie tylko w tej kwestii mieszkający w Leeds socjolog pozostaje wierny idei Hilberga. Kiedy Bauman pisze o adiaforyzacji działań sprawców, korzysta pomysłów zaproponowanych ponad 20 lat wcześniej przez amerykańskiego historyka. Efekt adiaforyzacji, według Baumana, osiąga się w następujący sposób: ,,(1) wydłużając dystans pomiędzy działaniem a jego skutkami, tak aby te ostatnie znalazły się poza zasięgiem refleksji moralnej; (2) wykluczając pewną kategorię innych z grona potencjalnych obiektów działań moralnych, z grona potencjalnych twarzy; (3) sprowadzając inne ludzkie obiekty działań do sumy funkcjonalnie określonych właściwości, rozpatrywanych oddzielnie, tak aby nie można ich było złożyć ponownie w kształt twarzy i aby cel, do którego ma prowadzić działanie, nie musiał podlegać ocenie moralnej” (,,Nowoczesność i Zagłada”, tłum. Tomasz Kunz, Kraków 2009, 436). Proces ten jest bliźniaczo podobny do mechanizmów opisanych przez Hilberga. Rozbudowany aparat biurokratyczny pozwolił, jak sądzi Hilberg, na zwiększenie dystansu między czynem i jego skutkiem: sprawca nie musiał już widzieć efektów swoich działań. Nie bez powodu w maszynerii Zagłady tak ważnymi elementami były rady żydowskie i składające się z Żydów Sonderkommandos. Baumanowskie wykluczenie ,,innych” znajduje z kolei realizację w opisanych przez Hilberga działaniach propagandowych, które pozwoliły na zrównanie Żydów z insektami, odebrały im prawo do miana człowieka, a zło, którego padli ofiarą, określiły jako działanie konieczne dla dobra narodu niemieckiego. To tylko niektóre z istniejących zależności między obiema pracami. Także w tym przypadku można by wskazać jeszcze wiele momentów, w których idee Baumana i Hilberga idą z sobą w parze.

Ujawnione wyżej symetrie nie powinny pozostawiać wątpliwości, w jak wielkim stopniu ,,Zagłada Żydów europejskich” nadała kształt współczesnym studiom o Holokauście. Niestety musiało upłynąć ponad 50 lat, by mógł przeczytać ją także polski czytelnik. Fakt, że stała się ona dostępna także w języku polskim, jest zasługą Jerzego Giebułtowskiego, który poświęcił wiele lat pracy na tłumaczenie tego dzieła.

Rzecz jasna, byłoby o wiele lepiej, gdyby ,,Zagłada Żydów europejskich”  nie musiała nigdy zostać napisana. A jednak przedmiotem tego obszernego studium jest wydarzenie, które miało miejsce naprawdę, choć tak bardzo chciałoby się, żeby było inaczej. Pozostaje więc cieszyć się, że – skoro powstanie takiego dzieła było rzeczą konieczną – zawdzięczać je możemy właśnie Raulowi Hilbergowi, który do dziś jest niedoścignionym wzorem rzetelnego historyka i błyskotliwego intelektualisty.
Raul Hilberg: ,,Zagłada Żydów europejskich”. Tłumaczył Jerzy Giebułtowski. Wydawnictwo Piotr Stefaniuk. Warszawa 2014.