ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (255-256) / 2014

Agnieszka Nęcka,

WSZYSTKO NA SPRZEDAŻ (TOMASZ PIĄTEK: 'MAGDALENA')

A A A
Tomasz Piątek jest pisarzem niezwykle płodnym – na swoim koncie ma już kilkanaście, wzbudzających skrajne emocje, pozycji wydawniczych. W przypadku jego twórczości – dodajmy, że niezwykle różnorodnej – mamy jednak niestety do czynienia z obniżaniem standardów. Po ciepłym przyjęciu „Pałacu Ostrogskich” (2008), „Morderstwa w La Scali” (2009) i „Węża w kaplicy” (2010) pojawiły się chłodno komentowane „Podręcznik dla klasy pierwszej” (2011), „Antypapież” (2011) czy oparte na elementach autobiograficznych i na zacięciu publicystycznym „Miasto Ł.” (2012). „Magdalenę” – najnowszą powieść autora „Heroiny” – również trudno byłoby postrzegać jako książkę udaną czy angażującą. Dzieje się tak już choćby dlatego, że wątła fabuła nie jest w stanie przykuć na dłużej uwagi czytelnika, zaś pojawiająca się problematyka, będąc powtórzeniem skądinąd znanych schematów rozprawiania na temat czasu przemian ustrojowych, nudzi. W efekcie najświeższa proza Piątka ginie na tle innych narracji o podobnej tematyce. Tym, co zastanawia najbardziej, jest powód, dla którego pisarz postanowił wydać dziś tekst, który można uznać za swego rodzaju odgrzewany kotlet. Być może Piątek chciał negatywnym głosem wpisać się w dyskusje ponawiane z okazji 25-lecia obalenia komunizmu. Obawiam się jednak, że wypowiedź tę łatwo będzie zignorować, powiadając choćby, że jest nazbyt przewidywalna i niedopracowana w szczegółach.

Akcja „Magdaleny” rozgrywa się tuż po transformacji ustrojowej. Z emigracji politycznej powraca Rafał, który pracował we Francji najpierw jako menadżer Jacka Kaczmarskiego, później jako jeden z agentów działających we francuskim przemyśle fonograficznym. Jest rozgoryczony zarówno emigracją, jak i show-biznesem. „Przyjechał tu [do Paryża – A.N.] niecałe dziesięć lat temu w roli szlachetnego Polaka walczącego o wolność. Teraz, mimo obywatelstwa uzyskanego dzięki małżeństwu z pewną kościstą, wielkooką wariatką, był metekiem, który raczej powinien wynosić się do siebie, tym bardziej że małżeństwo się rozpadło, a na Wschodzie otworzyły się świetlane perspektywy”. W konsekwencji klęski mitu bojownika o niezależność Rafał wraca do ojczyzny, by skorzystać z możliwości, jakie dawała wolności, o którą walczył. Decyduje się na ów krok przede wszystkim dlatego, by zawojować polski świat show-biznesu. Będąc przybyszem z Zachodu, spodziewa się, że „w Polsce, jak przyjedzie nawet stukającym oplem, i tak wszyscy będą się rozdziawiać i podziwiać”.

Ale rzeczywistość wygląda inaczej, niż się spodziewał. Zmęczony długą jazdą samochodem szuka noclegu. Zamiast niego znajduje tytułową Magdalenę – piękną i wokalnie utalentowaną osiemnastoletnią dziewczynę z sierocińca, której obiecuje, że zabierze ją do domu i zrobi z niej gwiazdę. W rezultacie opowieść Piątka koncentruje się przede wszystkim wokół dość monotonnej relacji z dziw(acz)nej podróży tych dwojga. Tułając się między kolejnymi tanimi, obskurnymi hotelikami, trafiają wreszcie do Warszawy. Ale i tam nie układa im się najlepiej. Piątkowi nie tyle bowiem – jak można się domyślać – chodziło o skrojenie intrygującej i wciągającej opowieści, ile o gorzkie podsumowanie pierwszych lat III RP, o to, by (po raz kolejny) pokazać, że „tamten czas był jednym wielkim zamiąchem i takim już dla nas zostanie”. Oparta na tym założeniu, najnowsza powieść autora „Kilku nocy poza domem” składa się z wielu konstatacji obnażających „prawdę” o tamtym czasie. Kłopot jednakże w tym, że Piątek serwuje nam głównie ograne schematy i banały. Prozaik ponownie bowiem przywołuje stereotypy postrzegania Zachodu czy rozprawia o straconych szansach, rozczarowaniach, cynizmie, degeneracji, serwując frazy w rodzaju: „Za dwa lata ludzie będą zapierdalać, będą zmęczeni, będą myśleć o kasie. (...) Telewizja będzie łomotać kasą, przemocą i seksem, więc wszyscy bardzo szybko się uproszczą”.

Najoględniej rzecz ujmując, Piątek stara się zrekonstruować polskie realia początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Kapitalizm raczkuje, wszędzie dominują szarzyzna, kicz, hipokryzja, degrengolada, krętactwo i pozoranctwo. De facto w mentalności Polaków niewiele zatem się zmienia. Dzięki temu Rafał dość szybko odnajduje się w „nowej” rzeczywistości. „Po prostu jestem stąd (...) i poczuł, że to prawda. Mimo ogólnego rozjebania cieszył się, że znowu jest w tym syfie. Chociaż teraz był to inny syf niż ten, który pamiętał”. Zdarzenia, mimo iż pokazane fragmentarycznie, uwypuklają psychikę bohatera zanurzonego w codzienności potransformacyjnej. Rafał spotyka się z kolegami z dawnych lat, na których nie może już liczyć, ale z którymi nadal może się napić, odkrywa kulisy swojej działalności opozycyjnej i stara się wylansować nową muzyczną gwiazdę.

W rezultacie autor „Przypadku Justyny” pokazuje ów okres w sposób odmitologizowany, odarty z solidarnościowych wartości. Wszystko jest na sprzedaż, zaś „robienie laski” może ułatwić wiele spraw. Przemocowo traktowany dyskurs erotyczny można uznać za dobre podsumowanie ówczesnej sytuacji. Sukces odnieść może tylko ten, kto potrafi (dosłownie i metaforycznie) dymać, kto lokując się na pozycji dominy, umie kontrolować otoczenie. Wygrywają najsilniejsze i najbardziej cwane jednostki. Tym samym między tytułową Magdaleną a Polską można dostrzec analogie. Obie młodziutkie, naiwne i nieco buntownicze, wchodząc w dorosłość, kończą dramatycznie. Życiorys Magdy urywa się, zanim na dobre zdążył się rozpocząć. Nie mając innego wyjścia, wyrusza z nieznajomym, który przez chwilę chciał poczuć się jak „książę z bajki”. Dziewczyny i Rafała nie łączy miłość. Pozbawia ją wprawdzie dziewictwa, ale nie bardzo się tym przejmuje. Nie chodzi o to, że Rafał jest do cna pozbawionym uczuć facetem. Jest raczej cynicznym egoistą, który chce dążyć do wyznaczonego sobie celu. Zamiast romansu jest zatem zimna kalkulacja, pozwalająca tylko i wyłącznie zrobić obu stronom dobry biznes.  

Siłą rzeczy Piątek rozprawia także o destrukcyjnej wierze w rynek. Stąd „Magdalenę” da się swobodnie czytać jako satyrę na show-biznes. Ale i tu autor „Szczurów i rekinów” nie mówi niczego nowego. O tym, że króluje interesowność i upadek wartości, od dawna doskonale wiadomo. Żadnym odkryciem nie są i takie stwierdzenia: „Każdy, kto robi kicz, lubi słuchać, że robi wielką sztukę. I mieć w ręku mocny argument: «Ten kicz jest wielki!»”.

Snuta przez Rafała opowieść – co oczywiste – jest ironiczna. Ale też, jak napisałam wcześniej, nie wnosi niczego nowego. Warto wszakże zauważyć, że w konwencję realistyczną tu i ówdzie wdzierają się nie do końca czytelne, tajemnicze zdarzenia. Owe dziwne wstawki rozbijają wprawdzie monotonną narrację, nie powodując jednak, że powieść czyta się z większą uwagą. W efekcie mimo tkwiącego w najnowszej prozie Tomasza Piątka potencjału „Magdalena” rozczarowuje. Rozprawianie na temat początków III RP jest dziś wyzwaniem. W przypadku „Magdaleny” szkoda, niestety, inwestować w lekturę.
Tomasz Piątek: „Magdalena”. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2014.