ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (299) / 2016

Gaweł Janik,

CZESKI MANIFEST NARODOWY (JAROSLAV RUDIŠ: 'ALEJA NARODOWA')

A A A
Wokół. Literatura Europy Środkowej
„Adolf Hitler uratował mi życie” (s. 9) – tymi prowokacyjnymi słowami rozpoczyna się najnowsza wydana w Polsce książka Jaroslava Rudiša. Kim jest jej główny bohater-narrator? Czy Vandam to starożytny rzymski wojownik, czeski patriota, a może zwykły „naziol”? „Wszystko zależy od punktu widzenia. Zależy od tego, po której stronie barykady w tym momencie stoisz” (s. 18) – przeczytamy na karach powieści. I taka jest właśnie „Aleja Narodowa”wymagająca i dla wymagających; nie dająca łatwej rozrywki, jednoznacznych odpowiedzi, choć stawiająca wyjątkowo wiele pytań.

Rudiš kreśli wielowymiarową powieść, której akcja rozgrywa się na kilku płaszczyznach, począwszy od świata tu i teraz, poprzez retrospektywne wizje, aż po echa starożytnych walk i oniryczne wyobrażenia, zawieszone gdzieś między jawą a snem. Wszystko to osadzone zostaje w, choć pozornie wyraźnym, to konsekwentnie i skutecznie zaciemnianym kontekście historycznym, którym są czeskie wydarzenia z 17 listopada 1989 roku oraz następująca w ich konsekwencji aksamitna rewolucja. Odniesienia te występują jednak w „Alei Narodowej” w formie śladów, enigmatycznych wskazań, fragmentarycznych odprysków przeszłości zręcznie wkomponowanych w fabułę powieści, skutecznie zacierającą ich obecność. Autor, ujawniając pewne fakty, a precyzyjniej rzecz ujmując wskazówki, niemal natychmiast przekierowuje czytelniczą uwagę na pierwotny, główny tok opisywanych wydarzeń, niejako zmuszając odbiorcę do ich wyparcia, zaprzeczania im, wyrzucenia poza obręb swej percepcji.

Główny bohater stopniowo odsłania się przed czytelnikiem. W akcie swoistej spowiedzi wyznaje swoje grzechy, oczyszcza się z win. Wskazując na swe przewinienia, stara się jednocześnie wskazać na ich źródła, próbuje odnaleźć klucz do zrozumienia własnego życia. Wydarzenia okresu dziecięcego w prostej linii kształtują postać, jaką jest w dorosłym życiu Vandam – mężczyznę popełniającego błędy zarówno swego ojca, jak i dziadka, powielającego to, czego najbardziej chciał się ustrzec. Pogodzenie z samym sobą, jak i z nieżyjącymi już bliskimi, możliwe okazuje się dopiero w obliczu własnej śmierci. W tym sensie „Aleja Narodowa” jest także opowieścią o (nie)pamięci oraz chęci poradzenia sobie z traumą, a także próbie uchronienia własnych dzieci przed błędami rodziców, która to próba – jak sugeruje autor – i tak skazana jest na nieuchronną porażkę. Jedna historia przykrywa bowiem poprzednie, tworząc nowe, świeże warstwy, jednocześnie odcinające się i pozwalające zapomnieć o tym, co wcześniejsze: „W kółko. Zeszlifować. Wymieszać. Rozrzedzić. I malować. Farba na farbę. Warstwa na warstwę. Historia na historię. Przykryć. A jak już skończę, zaczynam od nowa z drugiej strony, bo farba jest kurwą, która nigdy długo nie potrzyma” (s. 125-126).

„Aleja Narodowa” to rodzaj manifestu, w którym jak natrętny refren powracają pouczenia i instrukcje; to trans, w który wprowadza nas bohater-narrator: „Skup się. Wdech. Wydech” (s. 17). W książce dochodzi do konfrontacji z kapitalizmem, ale i granicami ludzkiej wolności. Autor pyta o stan współczesnej demokracji, poddając ją jednocześnie w wątpliwość. Rudiš kreśli powieść głęboko osadzoną w dyskursie krytycznopolitycznym, oceniającą nie tylko współczesne realia czeskie, jak i europejskie, ale próbującą również uporać się z wciąż nierozliczoną historią narodową maskowaną przez rządzący obóz, kształtujący swoisty „teatrzyk cieni” (s. 15).

Świat przedstawiony z perspektywy głównego bohatera jest nieustającym polem bitwy, na którym nawet jeśli odniesie się zwycięstwo, to tuż po wygranej trzeba stawać do kolejnej walki. Nie ma w nim miejsca na chwilę słabości czy utratę czujności. To świat zbrutalizowany, przepełniony przemocą, w którym o własnej sile stanowi cudza słabość. Autor kształtuje postać osaczoną, pogrążoną w głębokim strachu, poczuciu lęku i zagrożenia. Nie bez przypadku jednymi z towarzyszących mu przez całą powieść słów będą: „Chcesz pokoju, szykuj się do wojny” (s. 16). Nadciągająca katastrofa nie jest w powieści Rudiša przewidywaną i od dawna prorokowaną apokalipsą, to tylko kolejna z nieuniknionych, wciąż powtarzających się klęsk.

Niepokojąco często na kartach powieści Rudiša powraca obraz walących się wież World Trade Center. Atak terrorystyczny z 11 września 2001 roku zdaje się być jednym z motywów spajających akcję książki; nieustannie powracającym echem, pojawiającym się raz jako jedna ze światowych bitew, stawiana w jednym szeregu z walkami pod Austerlitz, Stalingradem, wojną w Wietnamie czy Afganistanie, innym razem jako metafora ulicznej bójki. Pod wpływem ciosów kolejne postaci „Alei Narodowej” powalane są „na ziemię jak te dwa budynki w Nowym Jorku” (s. 48), by w ostatecznym starciu Zamrażak zmiótł z nóg już całe miasto. Autor na kanwie wrześniowych wydarzeń tworzy swoją własną figurę symbol, którą następnie poddaje dowolnym transformacjom, a w konsekwencji używa jej w oderwaniu od pierwotnego zdarzenia i znaczenia, niejako zacierając jej źródła.

Kobiety w najnowszej powieści Rudiša pełnią rolę marginalną. Stanowią jedynie dodatek, nigdy nie pojawiają się jako postaci samodzielne – ich realizacja możliwa jest jedynie w formie dopełnienia, tła dla bohaterów męskich. To baby, a częściej zmiękczone półbaby, wyemancypowane „feminobioekologiczki”, seksualne obiekty, w których bohaterowie „Alei Narodowej” widzą jedynie „Pofarbowane blond włosy. Ładny tyłek. Szczupłe nogi. Piersi w sam raz do ręki. Trochę zmarszczek i cienie pod oczami, ale która by ich przez nas nie miała” (s. 38). Jedyna licząca się postać kobieca pojawiająca się na kartach powieści to Sylva – silna, niezależna barmanka przebywająca właściwie wyłącznie w męskim towarzystwie, za sprawą którego staje się jego nieodłączną, niczym niewyróżniającą się częścią. Pomimo wyraźnie męskich cech i ona ostatecznie musi ulec Vandamowi, który brutalnie zawłaszcza jej ciało podczas seksualnego aktu. Jak powie główny bohater: „Baby mogą sobie dzisiaj gadać, co chcą, mogą udawać strasznie samodzielne i mocne i ostre, ale ja wiem, że koniec końców każda chce, żeby ją porządnie złapać i ścisnąć. Chce, żebyś z nią stoczył bitwę. I wygrał. Jak przegrasz, nie jesteś dla niej wystarczająco dobry i silny i zdecydowany całofacet, tylko miękki i poddajny półfacet” (s. 21). Nie ma więc mowy o równym rozłożeniu głosów. „Aleja Narodowa” to narracja silnie męskocentryczna. To opowieść mężczyzn o mężczyznach, na którą składają się historie czterech pokoleń: dziadków, ojców, synów i wnuków. Historie te tworzą głos trudny, niejednoznaczny i często niemożliwy do pogodzenia. Choć pozornie łączą się i tworzą wypowiedź wspólną, to chwilę później zbaczają na swój własny, osobny tor opowieści indywidualnej: „Wszystko to jedna wielka historia. Moja historia. Twoja historia. Nasza historia” (s. 21).

Narracja Rudiša to powieść-gawęda, o(powieść) snuta przy ognisku w towarzystwie przyjaciół i alkoholu. To wreszcie (przy)powieść postaci mistrza, mędrca wprowadzającego w świat dorosłych, dzielącego się doświadczeniem z kolejnym pokoleniem ukrytym w sposób symboliczny za figurą syna. To historia rozbita, dwojaka, zarówno konfesyjna, jak i inicjacyjna. Czyniąca podsumowania, lecz i stanowiąca zarazem rodzaj prologu.

No i dlaczego uratował go Hitler? A może wcale tego nie zrobił?
Jaroslav Rudiš: „Aleja Narodowa”. Przeł. Katarzyna Dudzic-Grabińska. Książkowe Klimaty. Wrocław 2016.