ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (79) / 2007

Marta Lisok,

WŁADCA GADŻETÓW

A A A
Szarpany ruch butów przywiązanych przez artystę do wiatraka zawieszonego u sufitu, parowóz z kolejki elektrycznej nerwowo próbujący wjechać po torach ułożonych pionowo na ścianie, mural przedstawiający cień połamanego roweru, czyli „Gradient” Janka Simona w Bunkrze Sztuki to wystawa o nieudanych, utopijnych projektach.

Atakujące nogi zwiedzających elektryczne „Patyki”, na pierwszy rzut oka przypominające minimalistyczne rzeźby, bazując na pomyśle zastosowanym przez artystę w bytomskiej Galerii Kronika na wystawie „Bad News”, stwarzają atmosferę osaczenia, zagrożenia samego widza. Czarni, nieprzewidywalni terroryści – pozornie nieruchome, bezbronne rzeźby leżące na podłodze galerii wyginają się jak jadowite węże w stronę przechodzących obok nóg. Artysta proponuje widzom cała gamę znanych już zagrań, swobodnie zestawiając obok siebie prawie wszystkie swoje pomysły. Spina je jednak znaczącym tytułem, zaczerpniętym z grafiki komputerowej, oznaczającym płynne przejście tonalne, który w kontekście zaprezentowanych prac skłania do refleksji nad przeobrażaniem się artystycznej wizji w rzeczywisty obiekt oraz konfrontacją fazy konceptualnej z obiektywnymi prawami fizyki, co nadaje prezentacji piętno utopi.

Simon przywołuje makietę, przedstawiającą nieukończony piramidalny budynek Ryugyong Hotel o wysokości 330 metrów, znajdujący się w Phenianie (Korea Północna). Hotel, pokazujący klęskę myśli inżynieryjnej zaprzęgniętej w służbę totalitarnej władzy, może stać się punktem wyjścia do przechadzki pomiędzy obiektami, które utknęły na poziomie artystycznie porywającej wizji. „Tymczasowa Strefa Autonomiczna”, czyli świat gadżetów Simona, jest surrealnym miejscem, nieudaną choć przykuwającą uwagę próbą lokalnego wyzwolenia się z obowiązującego prawa.
Makieta drewnianego domku wykonanego na podstawie obliczeń poczynionych do pracy pt. „Kalkulator” – podróbki wykorzystywanej przez chińskich cinkciarzy do oszukiwania turystów – jest powykręcana i niestabilna, co zdaje się odnosić do nieprzystawalności przyjętych systemów, granicy błędu i nieścisłości intelektualnych konstruktów.

Niespójność systemów, tropienie luk i braków, podważalność aksjomatów to obszary, które penetruje urodzony w 1977 roku w Krakowie artysta, niegdyś student psychologii i socjologii, twórca elektronicznych gadżetów, w roku 2006 nominowany do Paszportów Polityki. Simon, w dzieciństwie zapalony gracz komputerowy, oddając hołd swoim chłopięcym pasjom traktuje sztukę jako zabawę, w której jego prace, na bazie znanych jedynie autorowi strategii, pogrywają z odbiorcami wchodzącymi z nimi w nie zawsze świadome interakcje. Jako samouk swoje elektroniczne gadżety konstruuje sam, na podstawie zdobytych różnymi drogami informacji, manipuluje widzami, każe krzyczeć na dzieci lepiące bałwana, strzelać do ornamentów na kaukaskim dywanie, obserwować odloty krakowskich kościołów w kosmos oraz obraz wirującego horyzontu oglądany przez obiektyw kopanej brutalnie kamery. Nie przyznając się do żadnych inspiracji z wyjątkiem Fluxusu i szeroko pojętej sztuki konceptualnej, przenosi swoimi grami-psikusami świat małego chłopca w obszary sztuki, dekonstruując ją. Podobnie jak blisko sto lat Marcel Duchamp wytyczył w sztuce nowe ścieżki, prezentując swoje ready-mades, tak Simon pozwala swoim odbiorcom po prostu zagrać w grę w przestrzeni galerii.

Sztuka Simona jest jak bomba zegarowa, ma w sobie generator napięcia, jest zwiastunem apokaliptycznego końca znanych społecznych reguł i ustalonego porządku. W kontekście jego prac wszystko wydaje się płynne, niestabilne i potencjalnie możliwe do natychmiastowej modyfikacji.
Artysta eksperymentował z pojęciem czasu, żyjąc przez tydzień w 28 godzinnej „dobie”, zawiesił w Baudrillardowskim czasie martwym skok Adama Małysza, który wedle żądań kibiców, trwa wreszcie całą wieczność i nigdy się nie skończy. Jego prace, często inspirowane trikami z filmów katastroficznych, generują aurę zagrożenia. Szklanka drży, zwiastując nadchodzące trzęsienie ziemi, model kwatery głównej straży pożarnej dymi niepokojąco, samochód-robot dobija do nóg zwiedzających wystawę, na wernisażu roznosi się zapach rozpylonego prochu. Na wystawie „Gradient” artysta, wpasowując się w ten wątek, zaprezentował generowany przez projektory włączające się w ściśle określonym rytmie, obraz rodem z gry komputerowej, z niepokojącym, zamrożonym wybuchem, będącym już niejako jego sygnaturą. Apokaliptyczny wątek nadchodzącej katastrofy i niepokojących przygotowań do niej, obecny był już w prowadzonych przez niego wykładach na temat: jak przetrwać w razie nagłego krachu cywilizowanego świata, co gdzie, jak złapać i zjeść, przygotowywanych na podstawie danych, jakie mógł znaleźć w Internecie. „Pułapki na wiewiórki” czy projekt „Jadalne rośliny i zwierzęta w Dolnej Saksonii” mają w sobie coś z atmosfery schyłkowości, rychłego końca, wymagając od widzów wyobrażenia sobie tego, co będzie się działo, kiedy ustalone i jasne reguły przestaną obowiązywać, a wszystko pogrąży się w chaosie i anarchii.

Swój ostatni głośny projekt „Rok polski na Madagaskarze” Simon realizował, zachowując wszelkie pozory gry serio. Przygotowane przez niego plansze ilustrowały historyczne związki Polski i Madagaskaru, jak choćby tamtejszą działalność Maurycego Beniowskiego czy przedwojenne plany kolonizacji wyspy. Ten konceptualny projekt był niezwykle celną krytyką instytucji zajmujących się promocją kultury, a zarazem głosem w dyskusji dotyczącej globalizacji w sferze kultury, gdyż reprezentantami polskiej sztuki na Madagaskarze są paradoksalnie prace mówiących jednym głosem artystów z Europy Środkowej. Simon nie po raz pierwszy podjął w tym projekcie problem dekonstrukcji mitu white cubu jako modernistycznej świątyni sztuki, dokonując swoistego aktu sabotażowo-terrorystycznego. Podobne działanie miało miejsce w 2004 roku, kiedy wedle własnego uznania w projekcie pt. „Retrospektywa” ustawiał w zminiaturyzowanym modelu galerii swoje zrealizowane i nieistniejące prace, czy w instalacji „Malarz samobójca”, w której rozsadził w autodestrukcyjnym, ekspresyjnym geście kukłę malarza, zabryzgując feerią barw sterylne ściany galerii.

Aranżacja wystawy w Bunkrze Sztuki może przypominać chłopięcy pokój, zapełniające go na kolekcjonerskiej zasadzie elektroniczne kurioza, makiety, wycinki z gazet, przemyślane pułapki, dźwięki charakterystyczne dla prymitywnych gier komputerowych stanowią dialog z poważną i nadętą przestrzenią galerii, nonszalanckie przymrużenie oka. Bo ile w ruchu zawieszonych na obracającym się wiatraku butów, Simon nawiązuje pośrednio do ruchomych „meta-mechanicznych” konstrukcji rzeźbiarskich Jeana Tinguely`ego, wpasowując się w stwierdzenie: „Wszystko się rusza, bezruch nie istnieje”, o tyle zabawki, które proponuje w ramach wystawy w Bunkrze wyślizgują się jednoznacznym, łatwym ujęciom. Artysta wciąga widzów we własną grę, myli tropy, odcina interpretacyjne kanały, nie daje się zaszufladkować, oznaczyć, rozszyfrować. Wchodząc w przestrzeń galerii decydujemy się na nie do końca świadomy udział w zaprogramowanej przez niego wielopiętrowej, zagmatwanej i pourywanej grze narracji, ułożonej zgodnie z tym co pisał Jean Baudrillard: „ Można grać na wszystkie możliwe sposoby, jednakże już nie przeciw komuś”.
Jan Simon „Gradient”. Bunkier Sztuki, Kraków 23 marca – 22 kwietnia 2007.