Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (337) / 2018

Magdalena Kempna-Pieniążek,

ŻAL FILMOZNAWCY (POWSTANIE. FILM NARODOWY)

A A A
W swoim najnowszym projekcie Jacek Świdziński zdaje relację z pewnego społecznego oczekiwania i równocześnie kwestionuje możliwość jego realizacji. Jeszcze na przełomie XX i XXI wieku w świadomości polskich twórców zdawało się gościć przekonanie, że idea kina narodowego najpełniej ziści się w adaptacji któregoś z kanonicznych tekstów. Tłumnie chodziliśmy zatem do kin na „Pana Tadeusza” (1999) Andrzeja Wajdy, „Ogniem i mieczem” (1999) Jerzego Hoffmana, „Quo vadis” (2001) Jerzego Kawalerowicza i „Przedwiośnie” (2001) Filipa Bajona, a producenci odcinali kupony od sztucznie napędzanej przez system „poczytności” szkolnych lektur, ubieranych na ekranie w szaty współczesnych widowisk, w mniejszym lub większym stopniu nieudolnie naśladujących hollywoodzkie blockbustery.

W pierwszej dekadzie nowego tysiąclecia tendencja ta wyraźnie się załamała, o czym najlepiej świadczyła kuriozalna, uwspółcześniona adaptacja „Balladyny” (2009) w reżyserii Dariusza Zawiślaka, w której dramat Juliusza Słowackiego został przemieszany z wulgaryzmami i ujęciami rodem z serii „CSI.”. Obecnie oczekiwanie na realizację, która „ukaże na ekranie polskiego ducha”, co prawda wciąż jest aktualne, lecz niekoniecznie związane z kanonem szkolnych lektur; już raczej z reinterpretacją polskiej historii. W tym właśnie miejscu rozpoczyna się akcja komiksu „Powstanie. Film narodowy”, ukazująca losy superwidowiska o insurekcji kościuszkowskiej.

Świdziński traktuje podjęty przez siebie temat z czysto satyrycznym zacięciem. W związku z tym na planie filmowym kłębią się absurdy i karykaturalne persony: druga reżyserka (w oczekiwaniu na wciąż niewybranego reżysera pierwszego) bez końca kręci chaotyczne sceny batalistyczne, ktoś kradnie kilometry kabli zasilających kamery, producent wyprawia się po inspirację do Hollywood, a sztab realizacyjny wpada w panikę, ponieważ przeprowadzana od niechcenia akcja crowdfundingowa odnosi niespodziewany sukces, w efekcie czego trzeba wytrzasnąć skądś obiecane ofiarodawcom figurki św. Franciszka wykonane z kości słoniowej…

Ironicznym kontrapunktem dla rzekomej wystawności planowanej realizacji jest minimalistyczna estetyka komiksu. Czarno-białe prostokątne kadry (zwykle po cztery na stronę) co rusz budzą skojarzenia z poetyką rysunków satyrycznych. Ich bohaterami są postaci o ptasich fizjonomiach, posiadające co prawda cechy indywidualne, ale wyzute z psychologicznej (lub jakiejkolwiek innej) głębi. Wbrew pozorom, nie jest to wcale szkicowa, brulionowa estetyka. W jej storyboardowym charakterze kryje się niedokończoność tak samo precyzyjnie zaplanowana jak ta zawarta w opalizującym dwoma znaczeniami tytule „Powstanie. Film narodowy”, w którym „Powstanie” może być zarówno tytułem planowanego dzieła, jak i wyrazem przekonania, że prawdziwy film narodowy uda się komuś wreszcie nakręcić.

Komiks Jacka Świdzińskiego z pewnością sprowokuje niektórych do śmiechu, choć będzie to raczej śmiech przez łzy niż wyraz autentycznego rozbawienia. Z oczu filmowców, filmoznawców, krytyków filmowych i innych osób żywo zainteresowanych polskim kinem popłyną przy tym łzy nie smutku, lecz głębokiej goryczy. Przedstawione przez Świdzińskiego wydarzenia, choć oczywiście przerysowane, wydają się bowiem, niestety, aż nadto prawdopodobne. Bardzo łatwo wyobrazić sobie, że – odpowiednio stonowane – mogłyby one stać się kanwą dokumentalnej relacji z powstania któregoś z „filmów narodowych”. Żerowanie na pracy stażystów i wolontariuszy, pokrętny PR mający zbudować w widzach fałszywe przekonanie, że mają realny wpływ na powstający film, organizacyjny bałagan, trwonienie środków publicznych i próby wpisania się w aktualne polityczne nastroje to codzienność bohaterów komiksu Świdzińskiego. A w finale wszystkich i tak czeka spektakularna klęska, na której – jak to często w polskiej historii bywało – ufundowany zostanie kolejny mit.

W świecie przedstawionym w komiksie żadna tragedia nie jest bowiem aż tak wielka, by nie dało się na niej zbudować komercyjnego lub przynajmniej artystycznego sukcesu. No, może za wyjątkiem tej, która spotyka pewnego stażystę bez końca czekającego na moment, w którym jego praca zostanie doceniona. „A pytali: »Co ty będziesz robić po filmoznawstwie?«” (s. 53) – wspomina bohater w przypływie dość dobrego nastroju. Odpowiedź, której na to pytanie udziela Świdziński, jest szalenie pesymistyczna – tak samo zresztą, jak cały jego komiks, w którym spod dowcipu co chwilę przebija wyjątkowo ponura diagnoza współczesnej polskiej kultury (nie tylko narodowej).
Jacek Świdziński: „Powstanie. Film narodowy”. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2017.