ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (350) / 2018

Zuzanna Sokołowska,

PRZEDWCZESNA DOJRZAŁOŚĆ (MUZEUM ŚLĄSKIE: 'PERSPEKTYWA WIEKU DOJRZEWANIA. SZAPOCZNIKOW - WRÓBLEWSKI - WAJDA')

A A A
Anda Rottenberg przygotowała kolejną wystawę w Muzeum Śląskim – z równolegle trwającą, kuratorowaną przez nią ekspozycją Mirosława Bałki „[(.;,:?!–…)]” można właśnie oglądać realizacje Aliny Szapocznikow, Andrzeja Wajdy i Andrzeja Wróblewskiego w ramach wydarzenia „Perspektywa wieku dojrzewania”. Głównym celem tej ekspozycji jest wydobycie biograficznych podobieństw twórców, które przełożyły się niemal na całą ich twórczość. Punktem stycznym łączącym tych trzech artystów jest wojna, która odcisnęła na nich trwałe piętno. Dla Rottenberg istotna także stała się próba nowego odczytania prac twórców, które naznaczone są trudnym do wizualnego udźwignięcia okrucieństwem. Rottenberg postanawia zbadać ich perspektywę wieku dojrzewania, które przypada właśnie na czas II wojny światowej. I to właśnie ona stanowi główną oś całej ekspozycji.

„Perspektywę wieku dojrzewania” należy oglądać powoli, uważnie, bez zachłannej i szybkiej wizualnej konsumpcji. W tę ekspozycję naturalnie wpisane są powolność, refleksja i jednoczesne wyciszenie. Wystawę otwiera film rejestrujący legendarną już wersję dramatu Stanisława Wyspiańskiego „Akropolis” (1962) w reżyserii Jerzego Grotowskiego i Józefa Szajny z 1962 roku. Akcja dramatu bezpośrednio przenosiła widzów w realia obozów koncentracyjnych. Dodatkowym elementem tej części wystawy stają się fotografie dokumentujące sam spektakl. To właśnie „Akropolis” (1962) otwierający ekspozycję staje się wyznacznikiem tego, co widz zobaczy w kolejnych odsłonach wystawy. Umieszczenie filmowej rejestracji spektaklu stanowi jeden z najbardziej newralgicznych punktów ekspozycji, który buduje niezwykle błyskotliwy, kuratorski zamysł Rottenberg, skupiającej się przede wszystkim na ponownym odczytaniu prezentowanych prac, nabierających na wystawie w Muzeum Śląskim, jak można przeczytać w tekście towarzyszącym wystawie, dotkliwych znamion „wojennego syndromu pokwitania”.

Oprócz filmu „Akropolis” (1962) widzowie mają okazję obejrzeć obraz „Wróblewski według Wajdy (2016), stanowiący prywatny hołd reżysera dla artysty-malarza. Pojawia się także dokument poświęcony życiu i twórczości Aliny Szapocznikow „Każde dotknięcie zostawia ślad. Alina Szapocznikow” (2009). Film zbudowany wokół wspomnień jej syna oraz przyjaciół Wojciecha Fangora oraz Andrzeja Wajdy. W filmie tym jest także miejsce na refleksje Annette Messager, francuskiej filozofki, która traktowała rzeźby artystki jako badanie własnej cielesności, jako próbę znalezienia korzeni i tożsamości, ciągłego, wręcz intensywnego poszukiwania samej siebie. Życie Szapocznikow napiętnowane było najpierw pobytem w gettach i obozach koncentracyjnych, później wyniszczającą chorobą nowotworową. Jej prace, jak trafnie zauważa Messager, były także pewną formą igrania ze śmiercią, która zawsze gdzieś, pomiędzy rzeźbami czy szkicami, była nieustannie obecna. Fangor wspomina Szapocznikow jako osobę radosną, niezwykle urodziwą, kochającą morze. Często też we wspomnieniach Messager pojawia się kontekst niekompatybilności pomiędzy urodą Szapocznikow, jej niezwykłą pogodą ducha i zniewalającym uśmiechem, a pracami, które są bardzo mroczne, skrajne, natychmiastowo dotykające.

Szapocznikow nigdy nie opowiadała o swojej wojennych traumach, jednak choroba wyzwoliła w niej potrzebę realizacji rzeźb, które bezpośrednio odwołują się do Holocaustu (Warszawa 2009). „Lubię pracować w materiałach, w których każde dotknięcie zostawia ślad. Ten fizyczny kontakt z materią daje mi uczucie przekazywania siebie rzeźbie" – opowiadała o swojej twórczości artystka (Warszawa 2009). Na wystawie można obejrzeć między innymi pracę „Jednonoga” (1965), „Człowiek z instrumentem” (1965) czy słynną „Lampę (1965). Najbardziej symptomatycznymi pracami artystki pokazywanymi na ekspozycji są te z cyklu „Zielnik” (1972), który nabiera w kontekście samej wystawy wymiaru silnie egzystencjalnego, związanego z przeczuciem nadchodzącej śmierci. Cykl ten powstawał w trakcie choroby nowotworowej artystki, która robiła odlewy ciała swojego zdrowego, pełnego sił syna, porzucając myśl o rejestracji własnej cielesności, zaczynającej odmawiać posłuszeństwa. Kiedy spogląda się jednak na realizacje składające się na „Zielnik”, można odnieść wrażenie, że z witalnością mają one niewiele wspólnego. Jej prace przypominają bolesny proces oskórowania ciała, pozbawiania go bezpiecznej powłoki, a także dotykania tego, co znajduje się pod skórą, tego, co niewidoczne, ale mające najważniejszy wpływ na przetrwanie, przeżycie. Odlewy Szapocznikow są zmiażdżone, upiornie blade, pozbawione energii życia. Nie sposób realizacji artystki nie odnieść do bestialskich eksperymentów medycznych, jakie miały miejsce w obozach koncentracyjnych. Niejednokrotnie rozstrzelane wcześniej ciała więźniów były oskórowywane, a pozostałe tkanki przekazywano do laboratorium w celu hodowli bakterii.

W podobnym tonie utrzymane są prace Andrzeja Wróblewskiego, jednego z najważniejszych artystów sztuki współczesnej. Andrzej Wajda opowiadał, że kiedy zobaczył obrazy artysty, zwłaszcza te składające się na cykl „Rozstrzelanie”, wiedział, że nigdy nie uda mu się namalować tak mocno działających wizualnie obrazów. Dlatego też postanowił zostać reżyserem. Wajda niejednokrotnie mówił o tym, jak wielki wpływ na jego twórczość miał Wróblewski – artysta dotykający śmierci, uprzedmiotowienia człowieka, a także odczłowieczenia. Obrazy Wróblewskiego są jak brzytwa – kiedy raz zobaczy się malarskie realizacje malarza, zostają one z widzem już na zawsze. Nie da się zapomnieć wstrząsającego „Rozstrzelania metafizycznego” (1949) czy obrazu „Syn i zabita matka” (1949). Dzieła artysty wżynają się pod skórę, zostają jeszcze długo pod powiekami i krążą w krwiobiegu, nie chcąc go tak prędko opuścić. Jego obrazy są proste, bez wizualnych fajerwerków. Tworzył gwasze, akwarele i monotypie. To właśnie prostota i oryginalna wersja figuracji sprawiły, że dzieła Wróblewskiego są tak unikatowe, niepodrabialne, po prostu genialne. To dzięki Wajdzie Wróblewski doczekał się wielu wystaw, w tym jednej z ostatnich w krakowskim Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w 2015 roku. Wajda opowiadał wtedy, że chciał pokazać „brzydkie obrazy” jego wielkiego przyjaciela. „Brzydkie”, bo tak naprawdę definiujące całą twórczość Wróblewskiego. Reżyser przytaczał anegdotę, która związana jest z Muzeum Narodowym w Krakowie: kiedy instytucja zamierzała kupić do swojej kolekcji obrazy Wróblewskiego, krakowscy twórcy słali listy protestacyjne, bo obrazy artysty były ponoć „źle namalowane”. A cała historia nie działa się w latach 50. ubiegłego wieku, ale, nomen omen, w 1994 roku.

Podczas katowickiej wystawy można obejrzeć niemalże wszystkie najważniejsze dzieła Wróblewskiego, w tym „Szkice do rozstrzelań” (1949). Jeden z nich, zatytułowany „Egzekucja” (1949), powala swoją silą wyrazu – wśród skazanych, stojących pod ścianą dorosłych ludzi, czekających spokojnie na nieuniknione, biega przerażone dziecko wymachujące do góry rękami. To właśnie do niego wystawiona jest lufa karabinu. Nie inaczej dzieje się w przypadku cyklu „Cień Hiroszimy”, na których postaci poprzecinane są przez cienie. Wróblewski odszedł zdecydowanie przedwcześnie – zginał podczas wyprawy w góry. Tadeusz Śliwiak chyba najbardziej trafnie opisał twórczość artysty: „Andrzej Wróblewski – malarz, który wyszedł w białą okolicę śniegu i nie wrócił, malował ludzi, w chwili, kiedy odwracali się od życia twarzami i rękami, ludzi w ubraniach już uszytych z nieba” (Dąbrowski 2016).

Tymczasem pokazywana na wystawie twórczość Andrzeja Wajdy skupia się przede wszystkim wokół notatek, szkiców, plakatów filmowych, a także fragmentów jego obrazów. Widzowie mogą zobaczyć kadry z filmów takich jak „Kanał” (1956), „Samson” (1961), „Pokolenie” (1954), „Pierścionek z orłem w koronie” (1992) czy „Krajobraz po bitwie” (1970). Wajda był reżyserem mocno zaangażowanym w historię, przeszłość, wojnę. To właśnie te elementy budowały jego tożsamość. Był wytrwałym badaczem także własnych wspomnień, ponieważ jego twórczość stanowiła próbę rozliczenia się z traumami, których doświadczył na własnej skórze. Podobnie jak Szapocznikow i Wróblewski, których prezentowane na wystawie prace, wysuwają się jednak na pierwszy plan. Filmy Wajdy pozostają gdzieś w tle, pozbawione swojej pierwotnej siły rażenia.

„Perspektywa wieku dojrzewania” to ekspozycja, która stara się powracać do wspomnień, które nigdy nie zostały w pełni przepracowane i zrozumiane. Wspomnień, które nie chcą zapewnić koniecznego ukojenia i dystansu, bo jest to po prostu niemożliwe. Co porusza najbardziej podczas oglądania realizacji trójki niezwykłych artystów? Dramatyzm, groza, poczucie ostateczności. A także bezpośrednie dotykanie przez nich tego, co napiętnowało ich na całe życie, a co zbudowało tak naprawdę perspektywę patrzenia na świat, na sposób myślenia i tworzenia. A jest ona pełna wrażliwości, emocjonalnego i intelektualnego zaangażowania, w której nie ma miejsca na ckliwy sentymentalizm. Jest za to przestrzeń do intymnych wyznań, raz po raz pojawiających się pomiędzy każdą pokazywaną pracą, pomiędzy każdym filmowym kadrem, w których wybrzmiewa przeraźliwy strach przed własną skończonością.

Literatura:

„Każde dotknięcie zostawia ślad”. Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie, 07.07.2009. (https://artmuseum.pl/pl/wydarzenia/kazde-dotkniecie-zostawia-slad-portret-aliny-szapocznikow)

Dąbrowski W.: „Ludzie w ubraniach uszytych z nieba, o twórczości Andrzeja Wróblewskiego”. „Niezła Sztuka” 15.06.2016. (http://niezlasztuka.net/o-sztuce/ludzie-w-ubraniach-uszytych-z-nieba-andrzej-wroblewski-tworczosc/)
Perspektywa wieku Dojrzewania. Szapocznikow – Wróblewski – Wajda”. Kuratorka: Anda Rottenberg. Muzeum Śląskie w Katowicach. 23.06-30.09.2018.