Wydanie bieżące

1 lutego 3 (363) / 2019

Michał Misztal,

PRZEWROTNOŚĆ BRUBAKERA (ZABIJ ALBO ZGIŃ. TOM 4)

A A A
Ta recenzja miała wyglądać zupełnie inaczej. Miałem napisać, że ostatni tom serii „Zabij albo zgiń” jak zwykle prezentuje się bardzo dobrze, bo przecież rysuje tu Sean Phillips, który zawsze staje na wysokości zadania. Później miałem zacząć narzekać na Brubakera: napisać, że przez trzy albumy tylko budował napięcie i robił czytelnikom nadzieję na spektakularny finał, ale niestety okazało się, że przez cały ten czas znosiliśmy męczącą obecność Dylana jedynie po to, by po przeczytaniu strony kończącej tę opowieść poczuć głównie rozczarowanie. Tymczasem Brubaker bezczelnie mnie oszukał – ale po kolei.

Czwarty tom „Zabij albo zgiń” robi wrażenie. Bynajmniej nie dlatego, że ostatecznie całość okazuje się majstersztykiem, ale bardziej dzięki temu, w jaki sposób scenarzysta wybrnął z tego wszystkiego, co budował we wcześniejszych albumach. Odpowiedzi na pytania niekoniecznie satysfakcjonują, niemniej muszę przyznać, że Amerykaninowi udało się to świetnie rozegrać. Album zdaje się zupełnie świadomie igrać z oczekiwaniami czytelnika, jednocześnie wcale nie próbując robić z niego idioty – i ja to szanuję. Wiele uprzednio irytujących rzeczy jakby znika i od samego początku można odnieść przyjemne wrażenie, że koniec „Zabij albo zgiń” nie każe odbiorcy krzyknąć: „Co za bzdura!”.

Rzecz jasna Brubaker – a właściwie spoglądający na nas z okładki, ubrany w kaftan bezpieczeństwa Dylan – opowiadając swoją historię, zdaje sobie sprawę, że łamie pewne schematy; że obrana przez niego konwencja może zdenerwować czytelnika, niemniej tym razem to działa. „Zabij albo zgiń” przestało zjadać swój własny ogon i wreszcie do czegoś prowadzi. Po konkluzji nie każda rzecz zostaje do końca wyjaśniona, a przecież poniekąd właśnie o to chodziło, prawda? Dlatego „kupuję” to, co zrobił tutaj Brubaker – nie dał nam tego, co chcielibyśmy dostać – zresztą doskonale wiedział, co robi, a jednak zdołał się wybronić. Przyznaję, że po lekturze czwartego tomu jestem zmuszony uznać „Zabij albo zgiń” za dobry komiks. Może trochę niechętnie, bo przecież po tym, co czytałem wcześniej, miałem ochotę zmieszać go z błotem. Scenarzysta „Fatale” i „Zaćmienia” to jednak przewrotny drań.

I nie, nie wyszedł z tego jeden z najlepszych komiksów tego autora ani tego duetu, ale nawet w poprzednich tomach miał liczne dobre momenty. Doskonale zrozumiem, jeśli ktoś „podziękował” cyklowi w trakcie albo po przeczytaniu finału nadal twierdzi, że jednak się nie udało. Ja, po dotarciu aż tutaj, mimo wszystko nie żałuję i doceniam jego wyjątkowość oraz sprytne zagranie mi na nosie. Trochę się waham: polecać czy nie polecać, ale niech będzie, że warto spróbować. Po drodze może być różnie, niemniej historia nie jest przesadnie rozwlekła, a zakończenie powinno wynagrodzić „filozującego” Dylana i kilka innych problemów, których niewątpliwie „Zabij albo zgiń” się nie ustrzegło.
Ed Brubaker, Sean Phillips: „Zabij albo zgiń. Tom czwarty” („Kill or Be Killed Volume 4”). Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawnictwo Non Stop Comics. Katowice 2018.