Wydanie bieżące

1 lutego 3 (363) / 2019

Miłosz Markiewicz,

CO ZNACZY TWARZ? (MAREK HENDRYKOWSKI: 'SEMIOTYKA TWARZY')

A A A
Pomimo wielu opracowań, a także – mogłoby się zdawać – swojej banalności, twarz jest wciąż jednym z najbardziej intrygujących zjawisk kultury. Pozostaje ona zawieszona pomiędzy dwiema tradycyjnymi kategoriami filozoficzno-kulturowymi, a więc pomiędzy Naturą i Kulturą. Nie da się mówić o jednym jej aspekcie w całkowitym oderwaniu od drugiego. Twarz jest jednocześnie cielesno-materialna, jak i abstrakcyjna. Twarz komunikuje, ale też sama jest komunikatem, potwierdzając swoim istnieniem słynną tezę Marshalla McLuhana. Namysł nad tym tematem wydaje się interesujący zwłaszcza dziś, gdy tak silnie próbuje „objąć ją” technologiczny uścisk. Wystarczy w tym kontekście wspomnieć o nowym iPhoneX, który rozpoznawanie użytkownika wznosi na kolejny poziom gromadzenia biometrycznych danych – o ile ekrany wielu smartfonów możemy już uruchomić poprzez umieszczony w ich obudowie skaner linii papilarnych, o tyle najnowszy produkt firmy Apple używa do tego twarzy właśnie. Umieszczona z przody urządzenia kamera odczytuje zarys naszej twarzy i dopiero zezwala nam na dostęp do zawartości iPhone’a. Także chiński System Zaufania Społecznego opiera swoją pracę m.in. na odczytywaniu i rozpoznawaniu twarzy obywateli chociażby w miejscach publicznych czy szkołach.

Dlatego tym chętniej sięgnąłem po książkę Marka Hendrykowskiego „Semiotyka twarzy”. Ciekawiło mnie, w jaki sposób autor ma zamiar przyglądać się naszemu odczytywaniu z twarzy różnorodnych znaczeń. Wszak to na systemach ludzkich obserwacji oparte są również te technologiczne. „Nie przechowujemy w umysłach skanów widzianych przez nas twarzy. Zachowujemy jedynie ich (…) całościowe pojęcia, będące podstawą określonego wyobrażenia” (s. 24). Oblicze czy też konkretna twarz to układ (wzór) cech współtworzących niepowtarzalny wariant. Semiotyka twarzy stanowiłaby więc system operacyjny służący do rozpoznawania/czytania twarzy. Musiałaby się poruszać nieustannie pomiędzy detalem a całością, zwracając uwagę na elementy zarówno materialno-cielesne, jak i abstrakcyjne związane z funkcjonowaniem twarzy.

Hendrykowski tymczasem zdaje się nie być pewny, do czego zmierza jego książka, jaki cel sobie obrała – zapewne dlatego też nie zostaje on osiągnięty. Publikacja okazuje się bowiem zbiorem krótszych i dłuższych tekstów, które na różne sposoby odnoszą się do wielu aspektów funkcjonowania twarzy. Na pewno jest ich jednak zbyt wiele, by zgodzić się, że klucz je spajający stanowi semiotyka. Z jednej strony, owszem, autora interesuje twarz jako komunikat i to, w jaki sposób możemy ją odczytywać. Z drugiej natomiast sam Hendrykowski stwierdza, iż „główna hipoteza książki” dotyczy tego, iż „twarz nie może zostać uznana ani za twór wyłącznie naturalny, ani też wyłącznie kulturowy. Twarz jest wytworem naturalno-kulturowym” (s. 81). W wielu miejscach stara się to udowodnić i zaznaczyć, tak jakby nie wystarczały mu dotychczasowe publikacje chociażby Hansa Beltinga czy – na rodzimym gruncie – Anny Szyjkowskiej-Piotrowskiej. Zakończenie książki sugeruje natomiast, że to publikacja poświęcona twarzy aktora (s. 277–279), choć temat ten nie jest właściwie rozwijany. Kilka stron wcześniej możemy się jednak dowiedzieć, że według autora jedna z charakterystycznych cech kultury nowoczesnej (a dlaczego nie ponowoczesnej?) to degradacja twarzy, przejawiająca się wirtualizacją oraz multiplikacją wizerunku. I nagle wydaje się, że głównym tematem książki jest walka z tym stanem, niejako obrona twarzy. Jeśli zaś spojrzymy do zamieszczonego na końcu publikacji streszczenia, możemy wywnioskować, iż mamy do czynienia ze studium o historycznej transformacji twarzy. Aspekt ten byłby niewątpliwie ciekawy i został całkiem nieźle zarysowany w książce. Sęk w tym, iż refleksje dotyczące twarzy w różnych epokach są powierzchowne – autor poświęca kolejnym epokom rozdziały, które liczą mniej więcej dwie strony. Z racji tego jednak, że Hendrykowski przywołuje, a właściwie wymienia liczne przykłady, refleksja w tych rozdziałach udaje bardziej pogłębioną, niż jest w rzeczywistości.

Ostatecznie sama publikacja to raczej zbiór tekstów, który ma udawać spójną całość. Rozdziały są nierówne zarówno jeśli chodzi o ich merytoryczny poziom, jak i długość (niektóre mają po dwie strony, inne po trzydzieści). Okazuje się bowiem, iż autor zamieścił w książce kilka dłuższych, publikowanych już wcześniej w czasopismach, naukowych tekstów – niekoniecznie odnoszących się eksplicytnie do tematu twarzy, czasem wręcz można odnieść wrażenie, iż kontekst ten pojawia się w nich niemal dodatkowo – i postanowił obudować je krótkimi rozdzialikami. W niektórych z nich rzeczywiście możemy odnaleźć ciekawą tematykę czy interesujące myśli, jednak nie mogą one odpowiednio wybrzmieć, ponieważ autor zdaje się „spieszyć” do następnego rozbudowanego rozdziału. Otrzymujemy więc w tej drodze zaledwie krótkie przystanki – a szkoda, bo chyba właśnie one mogłyby być najbardziej intelektualnie płodne. W efekcie książka okazuje się trudna w lekturze, ponieważ nie tłumaczy nawet podstawowych dla siebie pojęć, zasłania się dużą liczbą ilustracji, generalizuje, upraszcza i opiera się na wtórnych tezach. Dostajemy więc zbiór pozbawionych jakiegokolwiek kontekstu uproszczeń, takich jak to, iż „wedle niepisanej umowy, której praktyczny zasięg ma wymiar transkulturowy, spojrzenie uważa się za kwintesencję wyrazu twarzy” (s. 45). Podobny charakter ma informacja, że dla tzw. łowców głów podczas rozmów o pracę „odpowiednio sklasyfikowana i skategoryzowana – twarz stanowi sui generis zapis i świadectwo określonego typu osobowości badanej osoby” (s. 82). Hendrykowski niejednokrotnie przeczy też własnym tezom, tak jakby pomiędzy początkiem a końcem rozdziału nie potrzebował żadnej klamry. Pisze na przykład, że „tik, choć traktowany jako naturalna przypadłość i niegroźny symptom, mimo to znaczy w tym sensie, że nie jest semiotycznie obojętny" (s. 195), by potem stwierdzić: „Tiki (…) nie mają charakteru znaczącego. Po prostu są” (s. 196). Pojawiają się również błędy merytoryczne, jak wtedy, gdy autor pisze, że to twarz Natalii LL można oglądać w stworzonej przez nią słynnej „Sztuce konsumpcyjnej” (s. 247–248). Nie wiadomo, skąd autor taką błędną informację wziął, ponieważ pojawia się tam jedynie pozbawiony kontekstu cytat z wypowiedzi Natalii LL o zakładaniu maski, jednak bez podania źródła.

Trzeba przyznać, że Hendrykowski niezwykle sprawnie porusza się wśród tekstów kultury, zwłaszcza filmowych, ale też literackich. Przywoływanym przez niego wyliczeniom (nazwisk aktorów, tytułów książek czy cytatów) nie towarzyszą jednak pogłębione analizy, zazwyczaj są to pojedyncze zdania np. spajające kolejne aforyzmy. Zwłaszcza przy okazji tych ostatnich można odnieść wrażenie, że ich obecność w książce jest raczej związana z wyszukiwaniem kolejnych haseł w Wikicytatach – jak np. twarz, blizna czy uśmiech. I rzeczywiście, szybki rzut okaz na wspomnianą stronę internetową i wpisanie w jej wyszukiwarce hasła klucza zdaje się to wrażenie potwierdzać. Nie pomaga również to, że autor nie podaje często źródeł przywoływanych przez siebie cytatów czy aforyzmów, choć książka posiada przypisy. Pojawiają się one jednak przede wszystkim w rozbudowanych, dłuższych rozdziałach.

Rozdział o pamięci twarzy zapowiada polemikę z Hansem Beltingiem, ale liczy zaledwie trzy strony i owa polemika nie dość, że się tam właściwie nie pojawia, to nie ma nawet możliwości zyskania solidnej argumentacji. Podobnie rozdziały kolejne, co trzeba uznać za stratę dla publikacji. Przykładowo, autor pisze o „utracie twarzy”, jednak oprócz wyjaśnienia rzeczonego terminu niczego nie wprowadza, nie proponuje żadnej refleksji nad znaczeniem samej „utraty”. Tymczasem musi ona przecież wiązać się z uprzednim posiadaniem, z drogocennością przedmiotu, jakim jest twarz (co może wywoływać chociażby skojarzenia z bajką o młodym piekarczyku Nino z Królestwa Lailonii). Dziwne też, że w swoim obeznaniu z tekstami kultury, a zwłaszcza filmem, autor nie przywołuje w tym kontekście „Człowieka w żelaznej masce” według książki Aleksandra Dumasa, a więc właśnie opowieści o tym, że twarz jest przedmiotem, który można komuś odebrać, że twarzy można pozbawić nie tylko w sposób metaforyczny, ale także dosłowny – że twarz można uwięzić, pozbawić jej możliwości pokazywania, a tym samym wszelkiej semiotycznej (jak zapewne określiłby to Hendrykowski) sprawczości.

Kilka momentów w książce wiele traci z powodu tego, iż autor nie postanowił poświęcić im więcej miejsca i zanalizować je w bardziej szczegółowy sposób. Chociaż wtedy, gdy przeczy sam sobie i z jednej strony pisze, że zakładanie maski ma nam pozwolić stać się sobą-innym (s. 86), a z drugiej, że dzięki masce Guya Fawkesa uczestnicy protestów inspirowanych przez grupę Anonymous zyskują anonimowość. Jeśli jednak podążyć tropem pierwszej myśli, to jest wszak wręcz przeciwnie – tłum zyskuje konkretną twarz, konkretnej postaci historycznej. To twarz buntownika, twarz posiadająca symboliczny ciężar. Twarz na tyle charakterystyczna, że jej „strukturę głęboką” rozpoznajemy nawet wtedy, gdy pozbawiona jest kontekstu rebelianckiego protestu i znajdujemy ją na sklepowej półce. To właśnie twarz, która wywołuje w nas ciąg skojarzeń, którą niemal automatycznie odczytujemy jako konkretny przekaz, bez względu na to, gdzie ją zobaczymy. Dziwne, że autor zdaje się nie dostrzegać tego faktu, skoro jego książka poświęcona jest semiotyce twarzy – akurat maska Guya Fawkesa wydaje się najlepszym przykładem na działanie tego mechanizmu.

Autor zbyt swobodnie żongluje też dwoma znaczeniami twarzy – cielesnym i abstrakcyjnym. I choć zrozumiałe, że oba te aspekty się łączą, o tyle łatwiej byłoby podczas lektury wiedzieć, o „której” twarzy aktualnie czytamy. W efekcie powstała publikacja nie tyle chaotyczna, co raczej nieposiadająca konkretnego klucza, nieoferująca żadnych propozycji, z którymi moglibyśmy pozostać po jej lekturze. Można wręcz odnieść wrażenie, że właściwą książkę o semiotyce twarzy, chociażby zorientowaną na jej kontekstach związanych z technologią, należałoby dopiero napisać.
Marek Hendrykowski: „Semiotyka twarzy”. Wydawnictwo Naukowe UAM. Poznań 2017.