ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (84) / 2007

Alicja Pawlikowska,

GRA W STEREOTYPY

A A A
Od kilku lat z rosnącym zainteresowaniem przyglądam się zmaganiom młodych reżyserów z polską, równie młodą dramaturgią. Spotkanie ze współczesnym tekstem teatralnym to spore wyzwanie i to z kilku powodów. Po pierwsze, coraz częściej posługują się one językiem publicystyki i mediów, a coraz rzadziej odnaleźć w nich można głęboka refleksję nad tym, co jednocześnie jest współczesne i pozaczasowe. Często czyta się je jak filmowe scenariusze, nacechowane brakiem pokory wobec języka sceny i teatru w ogóle. Dobrze, że wśród współczesnych dramatów można odnaleźć także takie, których autorzy świadomie czerpią z teatralnej konwencji i za jej pośrednictwem zabierają głos w dyskusji o współczesności. Jednym z takich tekstów jest sztuka Michała Walczaka „Biedny Ja, Suka i Jej Nowy Koleś”. Opowieść o trójce postaci, budujących własną historię i napełnionych pragnieniem zaistnienia w świecie, jest zarazem metaforą procesu, który prowadzi do powstania każdego rodzaju tekstu, opowieści czy dramatu. Sztuka Walczaka wzbudziła zainteresowanie Piotra Jędrzejasa, który wspólnie z artystami Teatru Ludowego z Krakowa oraz członkami zabrzańskiego Stowarzyszenia Teatralnego N 50, 18 E 18,46, postanowił powołać postaci dramatu do scenicznego istnienia.

Niewątpliwie „Biedny Ja…” to spektakl, który stoi aktorem. Przez ponad dwie godziny Tadeusz Łomnicki (Biedny Ja), Aneta Słowińska (Suka) oraz Błażej Wójcik (Jej Nowy Koleś) próbują odpowiedzieć na pytanie o tożsamość swoich postaci, budują ją z kawałków świata, danych im do dyspozycji przez reżysera. Początkowo nie znamy nawet ich imion. Jedyne, co posiadają to tytuł, który noszą na ramionach jako ciężar, ale i największy skarb. Tytuł każe im istnieć, a oni muszą wypełnić to istnienie ciekawą historią. Tyle, że już na samym początku wpadają w schemat, z którego nie będą potrafili się wydostać aż do samego końca – stają się stereotypowi. Suka to kobiecość – wrażliwa, czuła, opiekuńcza. Wyciąga pomocną dłoń do Biednego Ja w pierwszej scenie spektaklu. To dzięki jej staraniom w trójkę wyruszają na poszukiwanie historii. Słowińska ma pełną świadomość postaci, jaką chce zbudować na scenie. Wysokie buty nadają jej ruchom kobiecej giętkości. Z właściwą kobiecie gracją przemierza przestrzeń sceny. Innym razem rozwścieczona lub zupełnie pozbawiona sił, upada na stojącą po środku sceny pomarańczową sofę. We wszystkich tych zachowaniach wyraźnie odczuwalny jest jednak dystans, z jakim aktorka podchodzi do swojej postaci. Podobny dystans obserwujemy u Łomnickiego i Wójcika. Dzieje się tak dlatego, że mikrokosmos sceniczny zbudowany jest w tym spektaklu z dwóch przenikających się czasoprzestrzeni. W jednej postaci grają, inicjując kolejne zdarzenia wymyślanego właśnie życia, w drugiej wychodzą z niego, stają obok siebie i zdarzeń, dyskutują je i interpretują. Na pierwszym poziomie, kiedy postaci opowiadają historię, stają się sztuczni i stereotypowi – zachowują się niczym marionetki, konstrukcje utworzone z myśli i wyobrażeń, poruszają się w przestrzeni sceny niczym prowadzone czyjąś ręką. Suka jest targaną emocjami kobietką, Biedny Ja to twardziel i pewny siebie macho. Jej Nowy Koleś, to typ spokojnego, wyrozumiałego i czarującego mężczyzny. Zamknięci w swoich rolach jak sardynki w puszcze, wykonują codziennie czynności niczym bohaterowie gry The Sims. Kiedy Biedny Ja, Suka i Jej Nowy Koleś wychodzą z ról, kiedy zaczynają zastanawiać się nad sensem opowiadania, nad zasadnością kolejnych wydarzeń – wtedy na chwilę przestają być sztuczni i wymyśleni. To moment, w którym zaczynają rzeczywiście istnieć – sama misja tworzenia historii jest jedynym, co w ich scenicznym życiu dzieje się naprawdę. Słowińska zrzuca z siebie maskę nadwrażliwca, mężczyźni kłócą się jak dzieci o to, do kogo należeć będzie zakończenie. Na pierwszy rzut oka trudno zwrócić uwagę na moment tej przemiany, bo Piotr Jędrzejas postawił nacisk na wyeksponowanie poziomu stereotypu, a także zabawy z konwencją teatru w teatrze.

Sposób poruszania się aktorów i ich ruch w przestrzeni sceny na obu poziomach jest zawsze konsekwentnie wyprowadzony z działań scenicznych – nie ma tu miejsca na przypadek, czy chwile zawieszenia. Płynne i dynamiczne zagęszczenie akcji to niewątpliwy atut spektaklu i słowa pochwały należą się w tym miejscu reżyserowi. Jędrzejas w bardzo błyskotliwy sposób posługuje się także teatralną metaforą, za pomocą której buduje sceniczną przestrzeń. Błękitna, atłasowa kołdra, pod którą Suka i Biedny Ja kładą się spać, staje się na chwilę wodą w basenie, innym razem po prostu parawanem dzielącym Sukę i jej kolejnych adoratorów. Biedny Ja wyciąga kubek z kawą z szuflady w kanapie, a z pomocą obrotowej sceny przenosimy się z miejsca do miejsca, bez konieczności ciągłej zmiany dekoracji.

Inscenizacja nie jest jednak nienaganna. Coś niewątpliwie sprawia, że czas zaczyna się dłużyć, a widzowie z niecierpliwością oczekują na zakończenie. Wydaje mi się, że błędem było umieszczenie z lewej strony sceny lodówki, w której za przezroczystą szybą znajdowały się przedmioty, jakimi posługiwali się aktorzy w kolejnych odsłonach spektaklu. Z jednej strony, podawanie rekwizytów przez tajemniczą postać w białym atłasowym fraku, nadawało spektaklowi pewien rytm. Z drugiej, widzowie, kierując swoją uwagę na zawartość pojemnika, mimowolnie odliczali czas, jaki pozostał do zakończenia spektaklu. Tym bardziej, że dzień zabrzańskiej premiery był bardzo gorący, a w sali Miejskiego Ośrodka Kultury Guido panował nie mniejszy skwar niż na zewnątrz budynku.

Nie mniej jednak spektakl Teatru Ludowego z Krakowa oraz Stowarzyszenia Teatralnego N50 zasługuje na uwagę dzięki sprawnie prowadzonej reżyserii i świetnym, bardzo równym kreacjom aktorskim. Reżyser poświęcił uwagę wyeksponowaniu aktu kreacji, tworzenia postaci, dokonał wiwisekcji na procesie wchodzenia w role. Zabrakło trochę tego, co ponad tekstem. Nie trudno bowiem doszukać się w tak przedstawionej historii dyskusji nad problemem istnienia w ogóle. Wydaje mi się, że twórcy intuicyjnie wyczuwali ten problem. Naszej historii, a zatem i tożsamości, nie da się zbudować na tym, co sztuczne i stereotypowe. W tym wydaje się tkwić podstawowy problem postaci. Dopóki będą grać, dopóty nie będą mogły istnieć w pełni, żyć własnym życiem. Będą tylko pozbawionymi człowieczeństwa konstrukcjami, włożonymi w pewne sytuacje i towarzyszące im okoliczności. Ta myśl wydaje się wypływać zarówno z tekstu Walczaka, jak i spektaklu Piotra Jędrzejasa. Jest także pomostem łączącym groteskowość zdarzeń scenicznych z tym, co bliskie nam współczesnym. Zanurzeni w papce popkulturowej rzeczywistości, w tryumfie materii nad człowiekiem, fikcji nad prawdą, to, co indywidualne i jednostkowe zanika, traci na ważności. Jednak spektakl Teatru Ludowego z Krakowa i Stowarzyszenia Teatralnego N50 nie miał być spektaklem refleksyjnym. Miał być zgrabnie i zabawnie opowiedzianą historią miłosnego trójkąta; napisaną językiem teatru opowieścią o teatrze, zabawą z konwencją, grą w stereotypy, popisem aktorskiego kunsztu. I z tego zdania twórcy spektaklu wywiązali się znakomicie.
Michał Walczak „Biedny Ja, suka i jej nowy koleś. Reż. Piotr Jędrzejas. Teatr Ludowy z Krakowa, Stowarzyszenie Teatralne N50. Zabrze, 27 maja 2007.