ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (375-376) / 2019

Patryk Szaj,

IŚĆ TAM, DOKĄD IŚĆ NIE MOŻNA ('WIDMA DERRIDY')

A A A
Jak piszą we wstępie redaktorzy „Widm Derridy”, Agata Bielik-Robson i Piotr Sadzik, „tom podsumowuje pierwszą fazę przywracania dekonstrukcyjnego dziedzictwa do polszczyzny, jak również próbuje nieśmiało otwierać furtki dla nowych rozdziałów jego rodzimej recepcji. Metaforą, która organizuje całość zbioru, jest tu oczywiście »widmo«” (s. 31). Zdecydowanie odżegnują się oni od praktyk obwieszczania śmierci dekonstrukcji (przypominających jej „egzorcyzmowanie”), broniąc za to jej etyczno-politycznego charakteru, tak przecież ważnego, a jednak stosunkowo słabo dotąd obecnego w polskiej recepcji pism Jacques’a Derridy. Choć bowiem nieźle przyswoiliśmy prace z „wczesnego” etapu działalności francuskiego filozofa, to do niedawna, pomimo pewnych chlubnych wyjątków, brakowało tłumaczeń i omówień jego „późnych” tekstów, w których wyraźnie doszły do głosu wątki sprawiedliwości, demokracji, przyjaźni, gościnności, suwerenności, mesjaniczności czy wreszcie zwierzęcości.

Szczęśliwie jednak sytuacja ta od jakiegoś czasu się zmienia, a za symboliczny punkt przełomowy redaktorzy uznają tłumaczenie „Widm Marksa” dokonane przez Tomasza Załuskiego. Nie tylko ujawniło ono bowiem niebywałą quasi-metodologiczną atrakcyjność kategorii „widm”, skutkującą wysypem rozmaitych „widmontologicznych” analiz, ale także – co istotniejsze – pozwoliło wreszcie inaczej położyć akcenty w polskiej recepcji dziedzictwa Derridy. Chodzi nie tylko o ujawnienie jego wyraźnego, choć specyficznie pojętego, zaangażowania, ale także o to, że w myśli Derridy nigdy nie nastąpił żaden „zwrot etyczno-polityczny”, ponieważ wątki etyczno-polityczne skrywały się tam od samego początku. „Widma Marksa” jako punkt wyjścia są tu o tyle fortunne, że to właśnie na ich podstawie zdiagnozować można dwojako pojętą anachronię – po pierwsze: tę, która naznacza samą dekonstrukcję, mieszając ze sobą „wczesny” i „późny” etap działalności Derridy (i w związku z tym nakazując branie owej „wczesności” i „późności” w cudzysłowy), a po drugie: tę, która charakteryzuje „spóźnioną” polską recepcję ostatnich prac filozofa. Znów jednak: „spóźnienie” to jest tyleż wynikiem zaniedbania, co szansą, by przeczytać Derridę w nowym – jakże (niestety) sprzyjającym temu – kontekście: „»Widma Marksa« wkraczają zatem na polski grunt w chwili symptomatycznie odmiennej od tej, w której ukazywały się w oryginale. W 2019 roku niewiele pozostało z ówczesnej demoliberalnej euforii. Od lat drenujący demokrację neoliberalny kapitalizm zdążył znaleźć także innych, bardziej dla siebie odpowiednich sojuszników, harmonijnie współistniejąc z namnażającymi się reżimami autorytarnymi. Zgodna współpraca nowoczesnych cybertechnologii z tendencjami skrajnie antynowoczesnymi doprowadziła do całkowitej erozji obywatelskiej odpowiedzialności (…). Połączona z niszczycielską eksploatacją dóbr naturalnych hiperkonsumpcja uczyniła globalną katastrofę klimatyczną całkiem prawdopodobnym wydarzeniem nieodległej przyszłości” (s. 37-38).

Jak więc odpowiadają na to wyzwanie autorki i autorzy poszczególnych tekstów składających się na „Widma Derridy”? Nie sposób oddać sprawiedliwości im wszystkim. Na przestrzeni 454 stron zamieszczono tu 19 szkiców, spośród których każdy domagałby się dość obszernego omówienia, nie tylko zresztą ze względu na charakter myśli Derridy nakazujący – by odwołać się do jednego z ostatnich tekstów filozofa – kroczyć jego śladem i pilnie wczytywać się w jego skrupulatną pracę językową, ale także z uwagi na temperament badawczy tych, którzy mierząc się z dziedzictwem dekonstrukcji, naznaczają ją własnymi kontrsygnaturami. Siłą rzeczy trzeba zatem uprościć wiele kwestii i pominąć wiele istotnych wątków. Mimo to spróbujmy jednak dokonać skrótowego przeglądu poszczególnych partii publikacji.

Część „Widma etyczno-polityczne” otwiera szkic Małgorzaty Kowalskiej. Badaczka skupia się na kwestii sprawiedliwości jako swego rodzaju niedekonstruowalnego warunku dekonstrukcji – horyzontu, w obrębie którego od początku poruszała się myśl Derridy i który wyznaczał jej zadanie dekonstrukcji prawa, czego rezultatem jednak nie może być „odrzucenie” prawa, ale raczej „otwarcie” go na to, co Inne. Sprawiedliwość nie dekonstruuje bowiem prawa niejako spoza niego, ale działa w nim samym, stanowiąc jego quasi-transcendentalny warunek wyznaczający aporetyczną relację prawa i sprawiedliwości i wskazujący na niesuwerenną kondycję podmiotu.

I co z tego? Na to pytanie znakomicie odpowiada Piotr Sadzik, który w polemice z interpretacją nierozstrzygalności przedstawioną przez Giorgia Agambena przekonuje, że figura ta nie jest bynajmniej – jak twierdził włoski filozof – takim „odemknięciem” prawa, które wytwarzałoby i utrzymywało w nieskończoność stan wyjątkowy (nierozróżnialność pomiędzy prawem a jego przekroczeniem), tym samym uniemożliwiając jakiekolwiek przezwyciężenie władzy suwerennej, lecz – dokładnie na odwrót – radykalnym wykroczeniem poza zasadę ontoteologicznej suwerenności. Nierozstrzygalność wyznacza bowiem moment, w którym „suwerena dotyka niemoc” (s. 79), uruchamiając logikę nie-możliwości, a tym samym przywołując widmo „innej” polityczności, nazywanej czasem przez Derridę „demokracją, która nadchodzi”.

Kolejne teksty w tej części skupiają się na napięciu między etyką i polityką w myśli Derridy (Michał Koza), na dość dobrze już przyswojonym problemie relacji między gościnnością warunkową i bezwarunkową, który jednak okazuje się palącym i nieustającym wyzwaniem moralnym wobec nawiedzającego Europę tzw. kryzysu migracyjnego (Ewelina Chwiejda) i wreszcie na roli „profesji profesora” i uniwersytetu jako miejsca subwersji, bezwarunkowego oporu wobec system