Wydanie bieżące

1 października 19 (379) / 2019

Krzysztof Grudnik,

'PRZYNAJMNIEJ PRZEZ JEDEN DZIEŃ' (WSZYSCY MOI BOHATEROWIE TO ĆPUNY)

A A A
„Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny” to krótka, licząca niecałe 70 stron opowieść graficzna autorstwa duetu Ed Brubaker (scenariusz) i Sean Phillips (rysunki), który mogliśmy poznać w Polsce między innymi z ciekawej, nieszablonowej serii „Zabij albo zgiń” czy neo-noirowego cyklu „Fatale”. Recenzowany album nawiązuje jednak do innego komiksu tego twórczego duetu: „Criminal”. Przyznam od razu, że choć „Zabij albo zgiń” (oraz „Gotham Central”, częściowo też pisane przez Brubakera) znam, to o „Criminal” nic nie wiem i nie mam pojęcia, w jaki sposób „Wszyscy moi bohaterowie…” wpisują się w większą historię. Warto jednak zaznaczyć, że o ile ta nieznajomość może zubażać interpretację, o tyle przedstawiona tu historia wydaje się zwarta i koherentna, więc zapoznanie się z „Criminal” z pewnością nie jest wymagane do zrozumienia fabuły tego komiksu.

Ta zresztą okazuje się stosunkowo prosta: główna bohaterka, nastoletnia Ellie, trafia do ekskluzywnego ośrodka leczenia uzależnień. Spotyka tam innego pensjonariusza, Skipa, i nawiązuje z nim romans. Napędzani młodzieńczym uczuciem i tęsknotą za narkotykami, postanawiają uciec z ośrodka. To właściwie tyle, jeśli nie liczyć fabularnego twistu pod sam koniec, który rekonfiguruje wszystko, czego dowiadujemy się wcześniej. Tak przedstawiony komiks może być intrygujący, dobrze rozplanowany, ale wydaje się, że to wszystko zbyt rzemieślnicze i powszechne, by na tej podstawie przyznawać Nagrodę Eisnera dla najlepszego albumu graficznego w 2019 roku. Przyjmijmy zatem decyzję jurorów za dobrą monetę i spróbujmy we „Wszystkich moich bohaterach…” znaleźć coś więcej.

Zacznijmy od tytułu. Jak zapewne się domyślacie, chodzi w nim o bohaterów, a w zasadzie: autorytety, jakie miała i ma nastoletnia Ellie. Z jednej strony są to piosenkarze, jak John Lennon, Janis Joplin czy Billie Holiday, z drugiej strony – jej rodzice. Łączy ich tytułowe ćpanie i nieobecność. Są, muszą być nieobecni, ponieważ ułatwia to bohaterce tworzenie alternatywnych narracji na ich temat. Takich, w których zażywanie narkotyków staje się aktem wyzwolenia z kulturowych czy społecznych okowów, buntem i eskalacją kreatywności. Czy tym jest? W jakimś wycinku, w jakiejś perspektywie pewnie tak. Jednak Ellie używa tego romantyzowania do usprawiedliwiania własnego ćpania. I tego, jak wokół nałogu buduje swój charakter.

Ta mikroheroizacja w wykonaniu bohaterki jest odbiciem procesu zachodzącego na większą skalę, jak sobie wyobrażam, w kulturze amerykańskiej. To proces wybielania postaci. Dla mnie najdobitniejszym przykładem pojawiającym się w komiksie jest William S. Burroughs. Genialny pisarz. Ellie ledwo o nim wspomina, więc może brakuje jej czasu na zaznaczenie, że odurzony Burroughs zastrzelił swoją żonę. A może o tym po prostu nie wie. Ponieważ pamięć, zwłaszcza pamięć kulturowa, działa bardzo wybiórczo, a każdy z nas potrzebuje bohaterów.

Duet Brubaker/Phillips współpracuje ze sobą od dawna, jeśli więc czytaliście „Zabij albo zgiń”, „Fatale” czy „Zaćmienie”, wiecie, czego spodziewać się od strony graficznej. W kadrach znajdziecie głównie portrety, realistycznie odwzorowane, choć z dość wyraźną mimiką, na słabo zarysowanych tłach. Cieniowanie wykonane jest w całości kolorami – które tym razem kładzie nie Elizabeth Breitweiser, a Jacob Phillips. Ta zmiana ma znaczny wpływ na wizualny aspekt komiksu. Dobór barw jest dość specyficzny: dużo tu różu, żółci i błękitu, wszystko w przygaszonych tonach. Przypuszczam, że kolorysta w ten sposób wyobraża sobie narkotykowe wizje, choć trudno mi sprecyzować, które narkotyki ma na myśli. Nie wiem też, czy równie zamierzone jest wrażenie pośpiesznego, niedokładnego kładzenia barw.

Warto zastanowić się jeszcze nad inną perspektywą. Stanowisko głównej bohaterki nie pozostawia za wiele niewiadomych, większość poglądów na temat ćpania i ćpunów wyraża ona wprost. Ale czy Brubaker – albo inaczej: czy sam komiks – podziela to stanowisko? Wydaje mi się, że nie. Wszystko sprowadza się do fabularnego twistu, którego treści nie chcę tu zdradzać, by nie zepsuć zaskoczenia, które jest jednym z największych atutów tej historii. Poprzestanę więc na stwierdzeniu, że podważa on wcześniejsze fakty i postawy, uczucia i emocje Ellie. Innymi słowy: jeśli „Wszyscy moi bohaterowie...” mają jakiś przekaz, brzmi on – „nie wierzcie ćpunom”. Narkotyki przedstawiono tu jako ucieczkę w romantyczną iluzję, która jest bardzo ekspansywna – pożera rzeczywistość; zastępuje ją protetyczną fasadą przyjmowaną przez narkomana. Nie ma więc autentycznej miłości, zostaje zastąpiona przez symulację uczucia nastawioną na konkretny efekt, konkretny interes. A jeśli nie ma autentyczności w emocjach, to czy można ją przypisywać wytworom naćpanych bohaterów kultury?
Ed Brubaker, Sean Phillips, Jacob Phillips: „Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny” („My Heroes Have Always Been Junkies”). Tłumaczenie: Maria Lengren. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2019.