ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (386) / 2020

Maria Janoszka,

KOBIETY ROBIĄ SWOJE (MARIA BERKAN-JABŁOŃSKA: 'WEREDYCZKI, SAWANTKI, MARZYCIELKI, DAMY... W KRĘGU KOBIECEGO ROMANTYZMU')

A A A
Książka Marii Berkan-Jabłońska wpisuje się w nurt tropienia śladów kobiet-literatek, odtwarzania zapomnianej XIX-wiecznej herstory ukrytej w archiwach i specjalistycznych bibliotekach. Bohaterki jej szkiców to postacie znane (Klementyna z Tańskich Hoffmannowa, Narcyza Żmichowska, Łucja Rautenstrauchowa), lecz także prawie całkowicie dziś nieznane lub „źle obecne” (m.in. Józefa Śmigielska, Ewa Felińska, Józefa Prusiecka, Bogumiła Mańkowska). Niewątpliwą zaletą książki jest wydobycie z mroków niepamięci tych twórczyń, których nie notują podręczniki akademickie z historii polskiej literatury czy zestawiony przez Grażynę Borkowską, Małgorzatę Czermińską i Ursulę Philips przewodnik „Pisarki polskie od średniowiecza do współczesności”. Nie jest to oczywiście pełny portret działalności literackiej kobiet okresu międzypowstaniowego ani zamknięty katalog nazwisk – Berkan-Jabłońska proponuje ujęcie cząstkowe, lecz bogate i różnorodne: kwestie wyłaniania się suwerennej podmiotowości kobiecej w liryce, sposoby werbalizowania sytuacji kobiety-autorki (wchodzącej w sferę aktywności tradycyjnie zarezerwowanej dla mężczyzn), kobiece odczytania symboliki nocy, utrwalone we wspomnieniach przeżycia teatralne i refleksje nad sztukami plastycznymi, próby kreacji wiarygodnych portretów kobiet współczesnych, wreszcie – sposoby zapisu pamięci przeszłości.

Podtytuł zbioru szkiców wskazuje epokę romantyzmu, zdaje się więc obiecywać odkrycie kobiecej strony epoki tak silnie w Polsce zdominowanej przez męski paradygmat myślenia, który wyraża chociażby głęboko utrwalone na naszej kulturze określenie „trzech (względnie czterech) wieszczów”. Tymczasem nie jest to opowieść o poetkach-prorokiniach – historia polskiej literatury rozpoznaje co prawda jedną „wieszczkę”, Deotymę (Jadwigę Łuszczewską), utalentowaną improwizatorkę warszawską, ta jednak miała ówcześnie tyluż wielbicieli, co krytyków. Sama „poetessa” odcinała się od zdania Zygmunta Krasińskiego, przypisującego jej wręcz mediumiczne zdolności: podkreślała, że „poeta to istota najzupełniej przytomna” (s. 78), a dar improwizacji cechuje osoby obdarzone szczególną wrażliwością emocjonalną i czułością na sygnały wysyłane przez naturę. W kobiecej liryce religijnej pobrzmiewają czasem tony profetyczne, uzasadnia je jednak sam format gatunkowy.

Wykreowany przez romantyzm mit poezji wieszczej, rodzącej się w kontakcie z Absolutem, duchowo przewodniczącej narodowi, wyklucza z tej roli płeć inną niż męska. Tymczasem autorkom omawianym przez Berkan-Jabłońską nie chodzi o „rząd dusz”, lecz o prawo do głosu, którego zabieranie ciągle jeszcze ma znamiona aktu odwagi. Dlatego też niejako automatycznie sytuują się one w sferze bliższej codzienności, życiu domowemu, są zaangażowane w sprawy społeczne i wychowanie kolejnych pokoleń, jednocześnie zaś, obdarzone inteligencją i przenikliwością sądów, próbują zdyskontować swoje obserwacje w tekstach, nawołując do poprawy sytuacji „płci pięknej”. Podobnie z kobiecymi bohaterkami ich twórczości: żadna nie cierpi za miliony ani nie dywaguje na Mont Blanc, a świat ich doświadczeń najbliższy jest realistycznej prozie Józefa Ignacego Kraszewskiego i poniekąd też późnym, gorzkim w tonie, komediom Fredry. Romantyzm krajowy preferował zresztą bardziej tematy mocno zakorzenione w rzeczywistości niż wieloznaczną, pozostającą na granicy niezrozumiałości wielką poezję emigracyjną. Na zestaw podejmowanych w literaturze kobiecej tematów i tworzonych kreacji wpływa również sytuacja wynikająca z nierównego podziału ról społecznych, zagradzającego kobietom drogę do ważnych funkcji publicznych i ograniczającego do minimum edukację filozoficzną. Kobiece pióro także zdaje się poszukiwać głębszego związku z rzeczywistością, nie uwodzą go mity tworzone przez emigrantów (ta literatura dociera do kraju z pewnymi ograniczeniami), zamiast mistycznych i mesjanistycznych wzlotów w sfery nadprzyrodzone pisarki wybierają twarde „tu i teraz”, torując drogę realizmowi. Dodatkowo autorki odczuwają brak literackich wizerunków kobiet współczesnych, z którymi mogłyby się identyfikować: Dziewice, Aldony, Grażyny czy Marie wydają się raczej upostaciowaniem męskich fantazmatów kobiecości, nie mają więc zbyt wiele do ofiarowania czytelniczkom spragnionym wzorców odpowiadających ich realnemu doświadczeniu. W wielkiej poezji romantycznej zabrakło „głębokich” ujęć kobiecości, czego świadomość ujawniał – jako jedyny – Cyprian Norwid, krytykując niedojrzałość kreacji Zosi, nadmierną posągowość Grażyny i brak rozwinięcia postaci Marii z poematu Antoniego Malczewskiego.

W bliskim związku z literaturą wielkich romantyków pozostaje twórczość Narcyzy Żmichowskiej, najwybitniejszej pisarki okresu międzypowstaniowego, nie można tu jednak mówić o epigoństwie lub nieprzemyślanym naśladownictwie. Jej drugi w kolejności debiutancki liryk, „Szczęście poety” (1841), dostarcza materiału do ciekawych obserwacji na temat wyłaniania się tekstowej podmiotowości kobiety-autorki, poetki (a może, jak w tytule wiersza, poety?). Doskonale zorientowana w literaturze emigracyjnej Żmichowska rysuje drogę rozwoju twórczyni od dykcji sentymentalnej (symbolizuje ją utożsamienie podmiotu wiersza z kwiatkiem) do romantycznej (poetka staje się orłem doświadczającym w nadziemskich sferach niezwykłych wrażeń), ta przemiana nie gwarantuje jej jednak porozumienia z braćmi poetami: mimo że są jedynymi, którzy mogliby podzielić jej odczucia, nie chcą rozpoznać w kobiecym podmiocie prawdziwego talentu. Prowadzi to poetkę do deklaracji milczenia, zwrotu do własnego wnętrza – nie wytłumi to bynajmniej jej poetyckiej dyspozycji (zob. s. 75).

Motywy wyobcowania i konfliktu z otoczeniem, przynależące do żelaznego repertuaru literatury romantycznej, nie są wcale rzadkie w poezji międzypowstaniowej, jednak wydaje się, że w pisarstwie kobiecym owo wrażenie alienacji ma silniejsze zakotwiczenie społeczne niż egzystencjalne (zob. s. 97). Berkan-Jabłońska zwraca między innymi uwagę na poezję Józefy Prusieckiej, publikującej głównie w latach 40. na łamach czasopism warszawskich. Jej konfesyjna liryka nierzadko staje się miejscem zapisu doświadczenia dojmującej samotności, poczucia opuszczenia i wynikającej stąd melancholii, a nawet gorzkiej niechęci wobec ludzi i podejrzliwego ich traktowania. Jest to o tyle ciekawe, że w najbardziej rozpowszechnionym modelu kobiecej poezji lat 1831–1863 raczej brak miejsca na liryczną ekspresję życia wewnętrznego we wszystkich jego odcieniach, promowana jest natomiast problematyka moralistyczna, kreująca wzorce właściwego przeżywania świata i wypełniania obowiązków przynależnych własnej płci (zob. s. 146). O pesymizmie „ja” lirycznego utworów Prusieckiej zdaje się rozstrzygać jej sytuacja osobista jako jednostki „niezakorzenionej”, żyjącej w staropanieństwie, bez oparcia w rodzinie, zmuszonej do zapewniania sobie utrzymania pracą pedagogiczną, a więc w ramach jednej z niewielu dozwolonych ówcześnie kobietom profesji.

Diagnoza biograficznego uzasadnienia oryginalności poezji Prusieckiej wynika z (nikłej co prawda) znajomości jej życia (to jedna z literatek, o której wiadomo niezwykle mało, co ukazuje dobitnie jakby „rozpływanie” się starych panien w pamięci społecznej jako istot, które nie odcisnęły głębszego śladu na niczyim życiu, bo nie były niczyją żoną bądź matką), nie zaś z zawartych w utworach bezpośrednich refleksji na ten temat. Zagadnienie trudnego położenia niezamężnych kobiet powraca jednak także w prozie międzypowstaniowej – m.in. w powieści „Trzy pokolenia” (1864) Józefy Śmigielskiej (po mężu Dobieszewskiej), która buduje biografie trzech samotnych kobiet reprezentujących trzy kolejne pokolenia. Mocno zaakcentowane różnice świadomości, zależne od roku urodzenia, i rosnąca samodzielność ostatniej z bohaterek niosą w konsekwencji umiarkowanie optymistyczną wizję następujących stopniowo przemian społecznych. Co bardzo znamienne, losy najmłodszej z kobiet toczą się ku dobrze znanemu i powszechnie aprobowanemu finałowi – szczęściu małżeńskiemu – jednak wcześniej udaje jej się odnieść sukces finansowy i ustalić dzięki temu swą pozycję społeczną. Ciążenie utrwalonych wzorców jest więc w tej powieści nadal silne, lecz pewnym znakiem dążenia do dekonstrukcji dominującego patriarchalnego paradygmatu kobiecości okazuje się wysoka ranga dającej utrzymanie pracy oraz wyraźny sprzeciw wobec traktowania staropanieństwa jako dyshonoru (zob. s. 210).

Berkan-Jabłońska zaznacza, że bohaterki jej szkiców nie były emancypantkami (może poza Narcyzą Żmichowską), a ich refleksja nad sytuacją kobiety w społeczeństwie epoki międzypowstaniowej nie zawsze przybierała wyraźnie postępowy charakter. Dalekie również były od radykalizmu ocen czy sposobów ekspresji – nie jest to jeszcze pokolenie, które uczyniło „sztandar ze spódnicy”, prowokując ostrością sądów zdominowany przez mężczyzn świat literatury i publicystyki do gwałtownych wystąpień o mizoginicznym wręcz charakterze. Również dominujące ówcześnie konwencje literackie – polska wersja biedermeieru, a więc literatury kontynuującej wzorce bardziej może sentymentalne niż romantyczne, unikającej wszelkiego ekstremizmu i ceniącej cnoty domowe – niejako „wyciszały” tonację powieści Śmigielskiej i innych autorek. Berkan-Jabłońska konsekwentnie podkreśla jednak, że nawet wobec braku treści rewolucyjnych ta twórczość kobieca żłobi rysy w monolicie patriarchalnych wyobrażeń narosłych wobec kobiet (i kobiet-pisarek); to zaś przygotowuje ostre postawienie kwestii kobiecej przez pozytywistki.

Czasami także czytane dziś teksty zdradzają poziomy znaczeń niekoniecznie zamierzone przez autorkę czy widoczne dla ówczesnych czytelników. Ta migotliwość sensów charakteryzuje m.in. prozę Karoliny Swarackiej, przedwcześnie zmarłej autorki współpracującej z „Atheneum” Józefa Ignacego Kraszewskiego: szkicując historię pięknej i doskonale wykształconej Żydówki, która z miłości do polskiego szlachcica zmienia wyznanie, tworzy pogłębiony psychologicznie portret bohaterki rozdartej wewnętrznie, wyobcowanej z własnej kultury i kultury ukochanego, dręczonej uczuciową burza – Berkan-Jabłońska widzi tu pełne kobiece wcielenie podmiotu romantycznego, sylwetkę zasadniczo nieobecną w polskiej literaturze czasów Mickiewicza i Słowackiego (zob. s. 168). Mimo że sympatia autorki jest po stronie bohatera-katolika i jego misji religijnej, dzisiejszy czytelnik dostrzeże raczej wewnętrzne skomplikowanie sylwetki Sary. Podobnie dzieje się z wizerunkiem sawantki z opowiadania „Teatr małego miasteczka”: podporządkowująca całe swoje życie pasji zdobywania wiedzy bohaterka wpisuje się w nierzadkie w literaturze międzypowstaniowej krytyczne obrazy ambicji emancypacyjnych i naukowych kobiet, jednak Swaracka nie czyni obiektem krytyki samego pragnienia wiedzy i wykształcenia, lecz przesadne gloryfikowanie uczoności.

Wydobyte z zapomnienie powieści czy liryki nie są bynajmniej na siłę uatrakcyjniane przez badaczkę, nie próbuje ona dokonać przewartościowania opinii sytuujących Śmigielską bądź Swaracką wśród autorek minorum gentium. Wyraźnie przyznaje, że przedstawia teksty pisane nieraz niewprawną ręką, bez odpowiedniego przygotowania i obycia lekturowego. Oczywiście, współczesna historia literatury nie boi się sięgać po utwory niezbyt udane, epigońskie czy odtwórcze, wiadomo bowiem, że właśnie ci twórcy „pomniejsi” najlepiej odzwierciedlają gusta szeroko pojętych mas społecznych oraz przekształcenia, jakim ulegają style, konwencje czy motywy literatury „wysokiej” danego czasu. W przypadku literatury kobiecej okresu międzypowstaniowego bardzo istotne jest coraz śmielsze wykraczanie poza paradygmat kobiecości definiowany w kategoriach obowiązków wobec męża i dzieci. Toczy się tu powolna praca rozluźniania gorsetu krępującego ambicje rozwoju intelektualnego i zawodowego, zgłaszane są – także w liryce – postulaty rozszerzenia pola manewru. Różnice między oficjalnym dyskursem patriarchalnym, odsyłającym kobiety do troski o domowe ognisko, a coraz większą różnorodnością stylów życia mieszkanek Europy połowy XIX wieku bystrym okiem dostrzegła Śmigielska: pisarka myśli z przekąsem „o tych moralistach, co to zapędzają kobiety do kołowrotka, każą im nie opuszczać domowej strzechy, stawiając przed oczyma ciche cnoty prababek. Kobiety najpoddaniej pochwalają te zdania, ale robią swoje i pełno ich wszędzie” (cyt. za: s. 180-181).

Podróż przez meandry tej zapomnianej twórczości kobiecej nie jest bynajmniej mniej interesującej z uwagi na jej nie zawsze wysoki poziom. Wręcz przeciwnie: odkurzone przez autorkę powieści kobiece mimo swej jawnej niedoskonałości niejednokrotnie frapują przenikliwością ocen i obserwacji. Przede wszystkim posiadają znaczną wartość dokumentacyjną: w utworach Śmigielskiej, opublikowanych latach 50., możemy obserwować wyłanianie się kreacji kobiecych nieznanych do tej pory polskiej literaturze. Otóż bohaterkami stają się tam szlachcianki podejmujące walkę o zapewnienie sobie samodzielności ekonomicznej – zakładają własne przedsiębiorstwa, imają się handlu i odnoszą w nim sukces. Co warte podkreślenia, Śmigielska jest daleka od naiwnego kreowania wizerunków emancypujących się kobiet – jej bohaterki przeżywają klęski i rozczarowania, doświadczają pełnego spektrum trudności związanych zarówno z wprowadzaniem innowacji, jak i z przekraczaniem norm obowiązujących w ich sferze. Te odważne innowatorki („herkuleski”) płacą bowiem za swój sukces wykluczeniem z rodzimej sfery, wyobcowaniem; na ogół nie zaznają również szczęścia w życiu osobistym, pokonanie uprzedzeń otoczenia nie gwarantuje bowiem osiągnięcia równowagi i spokoju. Mimo że pisarka często nie wieńczy ich losów klasycznym happy endem, jej utwory wskazują, że wytyczone przez „herkuleski” szlaki stają się łatwiejsze do przebycia dla kolejnych pokoleń. Warto też podkreślić, że to autorka najsilniej w literaturze międzypowstaniowej akcentująca społeczno-ekonomiczną sytuację kobiet, dlatego w pełni zasługuje na uwagę badawczą.

Pisarki lat 1830–1863 nie uciekają również od tematu rozwoju osobowościowego. W „Hersylii” Ewy Felińskiej, szacownej patriotki, działaczki społecznej i matki późniejszego arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego, ukazane zostają proces konfrontacji wyidealizowanych wyobrażeń o życiu w małżeństwie i rzeczywistości oraz gorzka droga dojrzewania do poczucia własnej godności. Wydana młodo za mąż za – zdawałoby się – szlachetnego i godnego szacunku człowieka, Hersylia stopniowo traci złudzenia, doświadczając mężowskiej zdrady; pod wpływem jego wolnomyślności przeżywa również kryzys wiary. Skłonna do moralizowania Felińska podkreśla mocno wartość religijności, której utrata równa się jej zdaniem pogrążeniu w beznadziei, jednak tragicznie zakończona droga Hersylii każe zwrócić uwagę także na los tysięcy młodych dziewcząt wychowanych w izolacji od świata, nieświadomych reguł rządzących stosunkami między płciami oraz głębokiej nierówności praw kobiet i mężczyzn w sferze obyczajowej. Rozbudzone poczucie własnej godności i potrzeba odcięcia się od człowieka, który utracił jej szacunek, motywuje Hersylię do odejścia od męża, bohaterka nie może jednak unieść ciężaru destrukcji własnych ideałów. Z tego głębokiego kryzysu wiary w człowieka i Boga wyłania się jednak suwerenne, samoświadome „ja” kobiety.

W szkicach Berkan-Jabłońskiej zwraca uwagę dość ograniczone przywoływanie refleksji czołowych polskich badaczek twórczości kobiecej XIX wieku: publikacje Marii Janion, Grażyny Borkowskiej i Krystyny Kłosińskiej wspomniane zostają zaledwie kilkakrotnie; nieobecna jest prawie w ogóle rodzima i zagraniczna refleksja feministyczna (poza kilkoma wyjątkami), choć wyczuwa się płynące z niej inspiracje. Ten gest ograniczenia feministycznego dyskursu XX i XXI wieku jest motywowany chęcią oddania głosu przede wszystkim literatkom pierwszej połowy XIX wieku (a także dekad późniejszych) w macierzystym kontekście historycznym, kulturowym i historycznoliterackim bez usilnego modernizowania ich doświadczenia bądź przykrawania ich wypowiedzi do diagnoz stawianych w ciągu ostatniego (mniej więcej) półwiecza. Berkan-Jabłońska pragnie uniknąć w ten sposób przesycenia obrazu przeszłości dyskursem współczesności, rozwijającym się już w odmiennych realiach społecznych, kulturowych i gospodarczych – ahistoryczne traktowanie twórczości kobiecej tego czasu uniemożliwiłoby utrzymanie właściwych proporcji w ocenie inicjatyw międzypowstaniowych autorek i ich istotnego znaczenia w przygotowywaniu gruntu pod ostrzejsze wystąpienia. Bohaterki tej książki mówią więc własnym idiolektem, są traktowane podmiotowo, a widoczna sympatia autorki do tego zapoznanego grona dodatkowo uatrakcyjnia lekturę.

Warto pomyśleć o przygotowaniu leksykonu, encyklopedii czy przewodnika, który przypominałby nawet te najmniej zasłużone dla polskiej literatury autorki XIX-wieczne. Mimo sukcesywnego przyrastania nowych opracowań w zdecydowanej większości mają one charakter przyczynkarski, a właśnie zbiór szkiców Berkan-Jabłońskiej ukazuje wyraźnie, jak wiele jeszcze pisarek czeka na wydobycie z mroku. Jeśli nawet brak im znamion oryginalności czy talentu, wszelkie kobiece próby pisarskie są w XIX wieku gestem sięgnięcia w sfery tradycyjnie niedostępne kobietom, zasługują więc na zainteresowanie.
Maria Berkan-Jabłońska: „Weredyczki, sawantki, marzycielki, damy… W kręgu kobiecego romantyzmu. Studia i szkice z kultury literackiej kobiet okresu międzypowstaniowego”. Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego. Łódź 2019.